Dominikanki ratują DPS w Bochni. “To nasza odpowiedź na pytanie: Czy kochasz mnie więcej?”

10 sióstr dominikanek i tarnowski misjonarz ratują dramatyczną sytuację w Domu Pomocy Społecznej w Bochni. Tuż przed świętami do szpitala i na kwarantannę trafił cały tamtejszy personel. – Czujemy się dobrze, najważniejsze jest to, że możemy dać siebie drugiemu człowiekowi. Pensjonariusze już pytają, czy zostaniemy z nimi, kiedy skończy się pandemia – opowiada jedna z pomagających s. Julietta Homa.

Polub nas na Facebooku!

Dominikanki ratują DPS w Bochni. "To nasza odpowiedź na pytanie: Czy kochasz mnie więcej?"
10 sióstr dominikanek i tarnowski misjonarz ratują dramatyczną sytuację w Domu Pomocy Społecznej w Bochni. Tuż przed świętami do szpitala i na kwarantannę trafił cały tamtejszy personel. – Czujemy się dobrze, najważniejsze jest to, że możemy dać siebie drugiemu człowiekowi. Pensjonariusze już pytają, czy zostaniemy z nimi, kiedy skończy się pandemia – opowiada jedna z pomagających s. Julietta Homa.

“Siostro, w moim DPS nie ma już kto pracować! Pracownicy są na kwarantannie. Błagam siostry o pomoc, bo Mieszkańcy zostaną sami”. Z taką prośbą w Wielki Piątek z siostrami dominikankami skontaktował się starosta bocheński Adam Korta. Z ponad stuosobową grupą pensjonariuszy zostały zaledwie dwie osoby. Jeszcze tego samego dnia do pomocy zgłosiło się 7 sióstr z Krakowa i z Białej Niżnej, później dołączyły kolejne. Ze wsparciem do Bochni pojechali także krakowscy bracia dominikanie oraz misjonarz z diecezji tarnowskiej, ks. Piotr Dydo-Rożniecki.

Siostry szybko uruchomiły zbiórkę funduszy na środki ochrony osobistej. – Wszyscy się tam zamykają z Podopiecznymi, nie wiadomo jak długo. Ale brakuje sprzętu ochronnego, a nie możemy pozwolić, żeby zostali bez podstawowych środków opieki – relacjonowały na swoim facebookowym profilu siostry dominikanki z Broniszewic. W sobotę wszystkie pomieszczenia DPS-u zostały zdezynfekowane, a w niedzielę wielkanocną sytuacja była już o wiele stabilniejsza.

Przełożona dominikanek, s. Aleksandra Zaręba, przyznaje w rozmowach z dziennikarzami, że starała się przygotować siostry na ewentualność większej pomocy w czasie epidemii. – Kiedy zaczynała się epidemia, pisałam do sióstr, że podporządkowujemy się wszystkim nakazom państwowym, kościelnym, pozostajemy w klasztorach, modlimy się więcej. Ale już wtedy pisałam, że należy się spodziewać, że za jakiś czas Pan Bóg zażąda od nas czegoś więcej, że trzeba będzie wyjść i pomagać. I ten czas myślę przyszedł właśnie. W życzeniach świątecznych na swojej stronie siostry dominikanki zauważają, że to “Przedziwna Wielkanoc… puste kościoły, a Zmartwychwstałego głosi się walcząc o życie”.

Jedną z sióstr, które pojechały do Bochni, jest s. Julietta Małgorzata Homa. Na swoim facebooku napisała, że ich obecność w Bochni to odpowiedź na ewangeliczne pytanie “czy kochasz mnie bardziej?”, które Jezus zadaje im przez sytuację DPS-u. – Jesteśmy dzięki temu, że nasza Matka Generalna przyjęła wyzwanie. Jesteśmy, bo wiedziałyśmy, że otoczy nas łańcuch modlących się. Dziękujemy wszystkim, którzy nas na różny sposób wspierają –  pisze s. Julietta. Na swoim facebookowym koncie s. Julietta zamieściła przejmujący obraz, na którym osoby w kombinezonach, maseczkach i przyłbicach ochronnych niosą ciało zmarłego Jezusa.

 

 

W rozmowie z KAI s. Julietta przyznaje, że sytuacja w placówce poprawia się. – Jest coraz bezpieczniej dla nas, mamy też większą praktykę jak organizować pracę. Nasza wydajność fizyczna, psychiczna i duchowa jest znacznie większa. Przyszłyśmy w trudnym momencie, bo w sobotę była dezynfekcja budynku. Spędziliśmy wspólnie dużo czasu w namiocie. Podopieczni wiedzieli, że to dla ich dobra i mówili, że damy radę – mówi siostra.

Razem z siostrami w DPS-ie pomaga ks. Piotr Dydo-Rożniecki, misjonarz pochodzący z Mielca. Spowiada, przewodniczy Mszom św., jest także opiekunem chorych i pielęgniarzem. – Czujemy się dobrze. Pracujemy po osiem godzin. Podziwiam siostry dominikanki, które odpowiedziały na prośby, kiedy zabrakło personelu. Udało im się zorganizować tę pracę, poznać podopiecznych. Nie żałuję, że przyszedłem. O sytuacji w DPS-ie dowiedziałem się z mediów. Skoro teraz nie mogę wrócić na misje do Kazachstanu, to w Bochni mam swoją misję – mówi tarnowski misjonarz. W rozmowie z Gościem Niedzielnym ks. Piotr przyznaje, że nie wie, jak długo będzie potrzebna pomoc w DPS-ie. – Może miesiąc? Pewnie do czasu, kiedy sytuacja się wyklaruje, wyjaśni i kiedy znajdzie się stały personel. Nie myślimy o tym, nie patrzymy na kalendarz – wyjaśnia misjonarz.

Starosta bocheński, u podopiecznych, którzy pozostali w placówce, wyniki testów na koronawirusa są negatywne. To 89 osób w podeszłym wieku oraz 37 osób z chorobami psychicznymi.  Placówka nadal potrzebuje jednak m.in. środków ochronnych: kombinezonów, maseczek, okularów ochronnych, fartuchów, ochraniaczy na buty. Trwa zbiórka na sprzęt ochronny i wyposażenie dla sióstr, które pomagają w Domach Pomocy Społecznej. Szczegóły są na stronie www.dominikanki.pl

W mediach nie brakuje pełnych podziwu komentarzy dla decyzji sióstr. “Bohaterki”, “Uratowały nas”, “Przyniosły nadzieję i dały przykład” – to tylko niektóre z wpisów o dominikankach. Siostra Tadeusza, dominikanka, która posługuje na misjach w Kamerunie odpowiada na swoim twitterowym koncie na te pochwały, że to nic wyjątkowego.

 

DPS w Bochni to placówka, w której w osobnych budynkach przebywają osoby w podeszłym wieku oraz osoby przewlekle chore psychicznie. Jak informuje Barbara Hałas, dyrektor DPS, w budynku, gdzie wykryto zakażenie, sytuacja była bardzo trudna, bo koronawirusa stwierdzono u 26 mieszkańców i 16 pracowników. – Teraz jest tam osiem sióstr i jeden ksiądz. Pracują w systemie trzyzmianowym. Opiekę medyczną zapewnia trzech ratowników, pielęgniarka, a nadzór sprawuje bocheński szpital. Czas pokaże, w jakim kierunku to się wszystko rozwinie, bo będą powtórzone badania osób przewlekle psychicznie chorych. Do tej pory mieli oni ujemny wynik. Ponadto wkrótce mają wracać pracownicy po zakończeniu kwarantanny domowej – wyjaśnia Hałas.

 

KAI, os

fot. FB /s. Julietta Małgorzata Homa

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


 

 



Komunia święta na rękę. Fakty i mity

Wiele osób zadaje sobie pytanie, czy Komunia św. na rękę jest właściwym sposobem przyjmowania Pana Jezusa. Ks. dr Jan Konarski wyjaśnia wymowę teologiczną oraz względy praktyczne w czasie epidemii koronawirusa tego sposobu przyjmowania Komunii św. w Kościele.

Polub nas na Facebooku!

Komunia święta na rękę. Fakty i mity
Wiele osób zadaje sobie pytanie, czy Komunia św. na rękę jest właściwym sposobem przyjmowania Pana Jezusa. Ks. dr Jan Konarski wyjaśnia wymowę teologiczną oraz względy praktyczne w czasie epidemii koronawirusa tego sposobu przyjmowania Komunii św. w Kościele.

Komunia św. przyjmowana na rękę nie jest w Kościele nowością

Sposób przyjmowania Komunii św. na rękę był powszechny w Kościele przez pierwsze tysiąc lat. Opowiadają o tym różne teksty starożytne, a zwłaszcza słynne teksty św. Jana Chryzostoma. Tłumaczą one, że należy z wielkim szacunkiem przyjąć Komunię świętą na swoją dłoń, a potem nawet dotknąć postacią eucharystyczną swoich oczu, żeby wyrazić przez to pragnienie zewangelizowania naszego spojrzenia i dopiero potem przyjąć Komunię Świętą do ust. 

Kiedy już w drugim tysiącleciu upowszechnił się zwyczaj przyjmowania Komunii Św. do ust, w czasie epidemii przewidywano zupełnie wyjątkowe sposoby udzielania Komunii świętej. Przykładem jest św. Karol Boromeusz, który opisywał, jak należało zanieść Komunię świętą podczas epidemii osobie chorej. To przypomina, że w historii Kościoła wiele razy dopuszczano te formy, które były jak najbardziej uprawnione.

Dlaczego przyjmować Komunię św. na rękę?

W czasie epidemii przyjmowanie Komunii świętej do ust może być po prostu niebezpieczne. I to wcale nie dla osoby, która przyjmuje Ją w taki sposób, ale także dla innych. Jest wielu ludzi, którzy myślą, że są zdrowi i czują się dobrze – mogą oni przechodzić przez nią bezobjawowo i zarażać innych. Jeżeli ktoś, kto jest nieświadomy swojej choroby przyjdzie do Komunii świętej i przyjmie ją do ust, to w samym momencie wydychania powietrza powoduje, że mikroskopijne kropelki (tzw. Aerozol), wypływające w oddechu z jego ust, osiadają na dłoni księdza, który udziela Komunii Świętej. Wtedy następna osoba przyjmująca w ten sposób Komunię Świętą jest bardzo poważnie narażona na to, że z kolei wirusy dostaną się do jej organizmu.

Więcej w filmiku wideo nagranym dla parafian przez ks. Konarskiego:

Stacja7/archwwa

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


 

 



Copy link
Powered by Social Snap