video-jav.net

Zbyt długa… droga Zachariasza i Elżbiety

Mijają dni, tygodnie, miesiące. Mijają lata? Niepłodność coraz bardziej daje się we znaki. Są górki i dołki. Comiesięczna nadzieja miesza się z rozpaczą. Kryzys goni kryzys: w małżeństwie, w zdrowiu, w kontaktach z przyjaciółmi, w relacjach z rodziną, w modlitwie do Boga, który albo ogłuchł albo zapomniał! To dzisiaj rzeczywistość sporej części małżeństw

Agnieszka
Doboszyńska
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

O ile adwent może i powinien być radosnym czasem oczekiwania na przyjście Dzieciątka, tak przedłużające się oczekiwanie na dziecko może być dalekie od czasu radosnego. Aż nazbyt dobrze wiedzą o tym ci wszyscy, którym dane było doświadczyć niepłodności.

Może mieć na imię Wojtek, Piotrek, Marcin. Ola, Magda albo Justyna. Wyobraź sobie, że ma jednak na imię Zachariasz. Albo Elżbieta.

Zbyt długa... droga Zachariasza i Elżbiety

Poznaje wspaniałą osobę. Zakochuje się. Spędzają piękny czas razem. Snują plany i marzenia. Patrzą w jednym kierunku. Pobierają się pełni szczęścia, nadziei, życia. Życie w nich, życie dla nich, oni dla życia! Ale jak to? O co chodzi, dlaczego nie mogą mieć dziecka? Gdzie jest TO Życie?

Mijają dni, tygodnie, miesiące. Mijają lata? Niepłodność coraz bardziej daje się we znaki. Są górki i dołki. Comiesięczna nadzieja miesza się z rozpaczą. Kryzys goni kryzys: w małżeństwie, w zdrowiu, w kontaktach z przyjaciółkami, które po kolei zachodzą w ciążę, w relacjach z rodziną, która nie ustaje w zapytaniach „No a kiedy Wy?”, w modlitwie do Boga, który albo ogłuchł albo zapomniał! To dzisiaj rzeczywistość sporej części małżeństw.

I nie tylko dzisiaj. Małżeństwo Zachariasza i Elżbiety cieszyło się społecznym szacunkiem. Byli radośni, bogobojni. Jednak było coś, co kładło się cieniem na ich szczęściu. Nie mogli mieć potomstwa, Elżbieta była bezpłodna. Nie mogła doznać radości trzymania w ramionach własnego dziecka, jak i okazywania go krewnym i przyjaciołom. Zachariasz mimo pełnienia zacnej funkcji, nie mógł poczuć siły płynącej z bycia ojcem.

Zbyt długa... droga Zachariasza i Elżbiety

W patriarchalnym żydowskim społeczeństwie, w którym liczna rodzina była wartością, zazwyczaj było to postrzegane jako kara Boża. Oboje nie ustawali w modlitwie. Mijały lata, dożyli podeszłego wieku. Przyszedł czas, kiedy ostatnią rzeczą na jaką mogli mieć nadzieję, było to, że zostaną rodzicami.

Co z historii Zachariasza i Elżbiety mogą wziąć dla siebie osoby, które doświadczają kłopotów z płodnością?

Przecież nie mogą stale karmić się wiarą w to, że w końcu będą mieć dziecko! Bo nie każda niepłodność kończy się rodzicielstwem. Ale każda niepłodność może dać owoce, zrodzić nowe życie, stać się płodna.

Może chodzi o to, żeby doznać moralnej przemiany? Zachariasz stracił nadzieję, był już sędziwy, bycie ojcem z racji wieku stało się już wręcz niemożliwe. Kiedy więc przyszedł do niego Anioł i powiedział: Nie bój się Zachariaszu! Twoja prośba została wysłuchana: żona twoja Elżbieta urodzi ci syna, któremu nadasz imię Jan, nie uwierzył. Był zbyt przywiązany do swoich ziemskich realiów. Zwątpił, przez co stracił mowę, do momentu, kiedy wykonał polecenie Pana i wbrew zwyczajowi nadawania imienia ojca pierworodnemu synowi napisał na tabliczce Jan. Przeżył więc zwątpienie we wszechmoc Bożą, został dotkliwie pouczony o tym, aby bezwzględnie ufać Panu, w wyniku czego dogłębnie zrozumiał, że bolesne doświadczenia zsyłane przez Boga, mogą mieć sens, żeby nie powiedzieć moc leczenia.

A może chodzi o coś zupełnie innego?

Jakież silne musiało być doświadczenie niepłodności dla Zachariasza, skoro jako kapłan, czyli ten, który jest blisko Boga, pomimo osobistego spotkania z Jego wysłannikiem, z Aniołem Pańskim, nie uwierzył, że może zostać rodzicem!

Komuś, kto doświadcza zmagań z niepłodnością, może się wydawać, że trudny i bolesny czas, w jakim się znajduje, będzie trwał wiecznie, na zawsze, nieodwołalnie. Warto jednak pamiętać, że on się kiedyś kończy! Bez względu na to jak, ale się kończy.

Prędzej czy później przychodzi Anioł, który to obwieszcza…! I choć w trakcie kłopotów z płodnością może się to wydawać marną pociechą, to wiara i ufność, że wszystko ma sens, choćby po latach, mogą być okruchami nadziei.

Nadziei na nowe Życie…


Agnieszka Doboszyńska współautorka książki pt."Nadzieja na nowe życie", która ukaże się nakładem Wydawnictwa Znak w 2015 roku.

Agnieszka Doboszyńska

Zobacz inne artykuły tego autora >
Agnieszka
Doboszyńska
zobacz artykuly tego autora >

Znowu Dziesięć Przykazań

W ramach rozpoczętego roku duszpasterskiego pod hasłem „Idźcie i głoście” chcemy „pomęczyć” Was znów dziesięciorgiem przykazań

o. Piotr
Socha
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Pierwsze: „Nie będziesz miał…”

Tak recytowanie dziesięciorga przykazań rozpoczynają dzieci przygotowujące się do Pierwszej Komunii świętej. Czy dobrze? Nie! Od razu dwója! Zaczynamy od: „Ja jestem Pan, twój Bóg, który cię wywiódł z ziemi egipskiej, z domu niewoli”. Dlaczego? To bardzo ważne zdanie i mam na to dwa dowody. Pierwszy trzeba odnaleźć w Księdze Wyjścia. Po prostu ją przeczytać. Jest tam bardzo dokładny opis nie tylko wyjścia Izraelitów z Egiptu, z miejsca gdzie doznawali ucisku i cierpienia, ale także – i to jest drugi dowód – swoista charakterystyka Boga. Jeśli otrzymam czystą kopertę, bez śladu adresata, zaczynam mieć wątpliwości, tworzę domysły. Jeśli nawet w środku jest informacja, że wygrałem sporą sumę pieniędzy i mam odebrać je w banku, nie wybiegam od razu z domu, by tam się udać. Jest duże ryzyko, że padłem ofiarą żartu lub oszustwa. Jednakże, gdy na kopercie są dane zaufanej, znanej firmy lub osoby, mogę tę gotówkę otrzymać na serio. I podobnie jest z tym tajemniczym zdaniem: „Ja jestem Pan, twój Bóg…”. To swoista informacja o Bogu, który uwalnia, wyprowadza z Egiptu, to charakterystyka, wizytówka, CV Boga Wszechmocnego. Jeśli potrafimy w odpowiedni sposób odczytać to zdanie i stojące za nim znaki, których Bóg dokonał, ujrzymy prawdziwy sens przykazań.

Z Jahwe nie ma żartów

Izrael nie miał pięknie wydanej Biblii Tysiąclecia, z której dowiadywał się o Bogu. Ale gdy otworzyło się Morze Czerwone, wiedzieli, że z Jahwe nie ma żartów. Mieli Go na szczęście po swojej stronie. Czego nie mogli powiedzieć ścigający ich Egipcjanie. Do Izraela dotarło, że są wybrani. Tylko dlatego, że On tak chciał. Umiłował ich, i już. Nie ocalił innego ludu. To mocne słowa określające Boga: Jestem i chcę! Gdy my także sobie uświadomimy, że jesteśmy nowym ludem wybranym, zastępujemy Izrael, to powoli kształtuje nam się sens przykazań. A zatem ogromne bogactwo kryje się za tym jednym zdaniem. Dziś ten wstęp do dziesięciorga przykazań powinniśmy czytać w kluczu: wybrałem cię i ukochałem ot tak, po prostu. Jako Ten, który chce twego dobra, mówię ci, czego masz unikać, przed czym się strzec. Czy chcę dla ciebie źle, czy chcę twego zniewolenia? Nie. Po prostu pokazuję ci szczęście.

Bóg jako garncarz

Nie jestem zbyt oryginalny, w Biblii jest już takowy przykład. Ja chcę jednak ująć go nieco inaczej. A zatem jeśli garncarz zauważyłby, że dzbanek, który wykonał, nagle ożył, zaczął skakać i tańczyć po stole, to czy nie chroniłby go przed rozbiciem się? Dzbanek nie wie, gdzie kończy się stół, ale garncarz wie. Podobnie jest z Bogiem. Jan Paweł II mówił: „Chrystus wie, co kryje się we wnętrzu człowieka”. Wie, co go niszczy. Przykazania to kwestia zaufania Bogu. To niezwykle ważny i święty tekst. Gdy zatem znów przeczytasz gdzieś: „Ja jestem Pan, twój Bóg, który cię wywiódł z ziemi egipskiej, z domu niewoli”, zatrzymaj się, pomyśl, jeśli zaczniesz czytać dalej, znaczy, że zaufałeś Bogu, chcesz Go słuchać – pamiętaj, nie zawiedź Go!


Artykuł pochodzi z miesięcznika “Rycerz Niepokalanej”, nr 01/2016

rycerzniepokalanej_baner

o. Piotr Socha

Redaktor Naczelny miesięcznika "Rycerz Niepokalanej"

Zobacz inne artykuły tego autora >
o. Piotr
Socha
zobacz artykuly tego autora >