video-jav.net

Jestem Niepokalanym Poczęciem!

Daremne byłoby szukanie w Piśmie świętym stwierdzenia, że Maryja jest niepokalanie poczęta. Bez większych problemów natomiast znajdziemy wersety zdające się przeczyć tej prawdzie, zarówno w Starym jak i Nowym Testamencie

Dawid Gospodarek
Dawid
Gospodarek
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Cierpiący Hiob pyta: Któż wolny będzie od nieczystości? Nikt, choćby ktoś nawet jeden tylko dzień żył na ziemi (Hi 14,4). Podobnie o powszechności grzechu uczy św. Paweł (Rz 3, 23). Wiemy, że grzechem, którego dopuścili się prarodzice, dotknięty jest cały rodzaj ludzki.

Brak jasnego sformułowania doktryny o poczęciu Maryi bez zmazy pierworodnej nie musi dziwić. W Piśmie Świętym nie znajdziemy też słów takich jak Trójca Święta, niełatwym też zadaniem jest uzasadnienie osobowości i bóstwa Ducha Świętego. Jednak żaden chrześcijanin nie ośmieli się zaprzeczyć, że są to nauki biblijne.

Chrześcijanie myślą o Maryi już gdy czytają księgę Rodzaju. Po grzechu pierworodnym Pan Bóg mówi do węża: Wprowadzam nieprzyjaźń między ciebie a niewiastę, między potomstwo twoje a potomstwo jej: Ono zmiażdży ci głowę, a ty zranisz mu piętę (Rdz 3,15). To Chrystus jest tym, który już zmiażdżył głowę pradawnego węża i sam wskazuje, że tą niewiastą jest Jego Matka, gdy tak właśnie zwraca się do niej na kartach Ewangelii (J 2,4; 19,26). Maryja, ta niewiasta wroga szatanowi, nie tylko przyczyniła się do ostatecznej porażki diabła, ale również wygrała z nim walkę w swoim życiu, do którego od początku ani na chwilę nie miał dostępu. To właśnie w sztuce symbolizuje przedstawianie Maryi depczącej węża.

Jestem Niepokalanym Poczęciem!

Najważniejszą bezpośrednią przesłankę prowadzącą nas do wniosku o niepokalanym poczęciu Maryi znajdziemy w słowach anioła ze sceny zwiastowania. Gabriel zjawiając się u najświętszej Dziewicy tak się do niej zwraca: Raduj się Pełna Łaski (Łk 1,28).

Bibliści dochodzą do wniosku, że to Kecharitomene – Pełna Łaski, to nowe imię, jakie boski posłaniec nadaje Maryi. Zgodnie z semickim rozumieniem imienia, ono ją najdoskonalej określa, jest z nią tożsame. To imię wskazuje, że ona od początku jest Kecharitomene. Zapowiedziana już w księdze Rodzaju i u Izajasza (7, 14), od zawsze istnieje w zamyśle Boga, jak Mądrość (Prz 8). Przygotowana i gotowa na przyjęcie Syna Bożego – samą Łaskę.

Dla zobrazowania prawdy o świętości Maryi i uchronieniu jej od grzechu pierworodnego, już Ojcowie Kościoła szukali w Piśmie obrazów wyjaśniających tę sprawę. I tak najpopularniejszym i najbardziej płodnym dla rozwoju omawianej doktryny, było odkrycie podobieństwa Maryi do Ewy przez św. Justyna (ur. ok. 100 r.) w „Dialogu z Żydem Tryfonem”. Apologeta pisał, że jak dziewica Ewa swoim sprzeciwieniem się Bogu przyniosła na świat śmierć, tak dziewica Maryja przez pozytywną odpowiedź daną bożemu posłańcowi umożliwiła narodziny Zbawiciela (dającego życie). Ireneusz dlatego później śmiało nazywa Maryję przyczyną zbawienia całego rodzaju ludzkiego („Przeciw herezjom”, 3, 22, 4; 5, 19, 1; zob. też Tertulian, „De carne Christi” 17, 2). Stąd już niedużo trzeba, by wśród podobieństw Maryi i Ewy oprócz dziewictwa dostrzec też niepokalane poczęcie.

W Polsce, gdzie do dziś popularnością cieszą się tradycyjne Godzinki ku czci Niepokalanego Poczęcia czy Litania Loretańska, podobnie jak rozważania Ojców Kościoła pełne biblijnych obrazów, ukazujących tajemnicę zbawienia Maryi, zarzuty o niebiblijność nauki o uchronieniu Matki Bożej przed zmazą grzechu pierworodnego nie są traktowane poważnie. Przywołajmy kilka tych obrazów: „Arka Przymierza” (cała pokryta szczerym złotem – Wj 25, 10-22), „Księżyc w Pełni” (Pnp 6,10), lilia pośród cierni (Pnp 2, 2), czy – jak od dawna Kościół modli się w tradycyjnym rycie rzymskim – „Tota pulchra” (Cała Piękna, Pnp 4,7).

Jestem Niepokalanym Poczęciem!

Wreszcie patrzy się na Maryję jako najdoskonalszą ikonę Kościoła. W niej, jak i w Kościele, dostrzega się apokaliptyczną Oblubienicę i Niewiastę obleczoną w słońce. Kościół, podobnie jak Maryja, zradza dla świata i siebie Chrystusa. A Kościół jest święty i nieskalany (Ef 5, 27).

Wiara w niepokalane poczęcie była w Kościele żywa zawsze. Szczególnie przejawiała się w pobożności wiernych. Już w XV wieku papież Sykstus IV zatwierdził franciszkanom całe oficjum o Niepokalanym Poczęciu Najświętszej Maryi Panny, ułożone przez teologa domu papieskiego Leonarda Nogarolę. Mimo przerwy między pontyfikatem Piusa V a ogłoszeniem dogmatu przez Piusa IX, przetrwało ono w liturgii aż do dziś. Bardzo możliwe, że wtedy znane już były ludowe Godzinki ku czci Niepokalanej, które powstały prawdopodobnie w Hiszpanii, gdzie członkowie zakonów rycerskich składali śluby obrony tej doktryny. A było przed czym jej bronić, bo choć wśród pobożnego ludu cieszyła się popularnością, to teologowie ostro się o nią spierali. Dzisiejszy krakowski plac Wszystkich Świętych, odgradzający bazyliki dominikanów (przeciwników doktryny) i franciszkanów (wielkich zwolenników i popularyzatorów), jest świadkiem, że spory te bywały nie tylko werbalne.

Jestem Niepokalanym Poczęciem!

Wspomniany już Sykstus IV w 1483 roku zakazał zwolennikom i przeciwnikom doktryny nazywać się wzajemnie heretykami, aż do czasu rozstrzygnięcia kwestii przez Kościół. Warto wspomnieć, że przeciwnikiem nauki o niepokalanym poczęciu był nawet wielki Doktor Kościoła, św. Tomasz z Akwinu. Do przełomu doszło dzięki ogromnemu wkładowi Dunsa Szkota, który rozwiązał stawiane przez Tomasza i jego uczniów problemy (dotyczące powszechności grzechu pierworodnego i odkupienia oraz wolności Maryi). Franciszkanin wykazał, iż prawda o niepokalanym poczęciu nie stoi w sprzeczności z faktem (uprzedniego) odkupienia Maryi. To może wydawać się skomplikowane, jednak chrześcijanie wierzący w to, że już w Wielki Czwartek, podczas Ostatniej Wieczerzy, Pan Jezus uobecnił misterium, które wydarzyło się później, nie powinni mieć problemu ze zrozumieniem tajemnicy objęcia zbawieniem Maryi jeszcze przed narodzeniem Zbawiciela.

Sobór Trydencki nazwał Matkę Bożą Niepokalaną, Paweł V zakazał publicznie krytykować tę doktrynę. Wreszcie w 1878 roku Pius IX rozsyła do biskupów ankietę z zapytaniem o stosunek do ogłoszenia dogmatu o niepokalanym poczęciu Maryi. Zdecydowana większość odpowiedziała pozytywnie. Wreszcie 8 grudnia 1854 roku w bulli „Ineffabilis Deus”, niecałe dwadzieścia lat przed ogłoszeniem dogmatu o nieomylności papieża, następca św. Piotra przemawia ex cathedra: „Ogłaszamy, orzekamy i określamy, że nauka, która utrzymuje, iż Najświętsza Maryja Panna od pierwszej chwili swego poczęcia – mocą szczególnej łaski i przywileju wszechmocnego Boga, mocą przewidzianych zasług Jezusa Chrystusa, Zbawiciela rodzaju ludzkiego – została zachowana nietknięta od wszelkiej zmazy grzechu pierworodnego, jest prawdą przez Boga objawioną i dlatego wszyscy wierni powinni w nią wytrwale i bez wahania wierzyć”. Odtąd w Kościele cześć dla Niepokalanej szybko się rozpowszechniła, szczególnie po objawieniach w Lourdes, gdzie cztery lata po ogłoszeniu dogmatu Maryja wyjawiła Bernadecie Soubirous swoje imię: „Ja jestem Niepokalane Poczęcie”. W Polsce do intelektualnego oraz pobożnościowego rozkwitu nabożeństwa do Niepokalanej bardzo przyczynił się o. Maksymilian Kolbe, założyciel Niepokalanowa.

XI-wieczczna prawosławna ikona przedstawiająca Całą Nieskazitelną

Prawosławni i protestanci zgodnie odrzucają możliwość uznania dogmatu. Co ciekawe, Marcin Luter w pewnym okresie wierzył w niepokalane poczęcie, dystansując się od niego dopiero w 1528 r. W Kościołach wschodnich i u prawosławnych Maryja chętnie czczona jest pod imieniem „panhagia” – cała święta. Katolicki dogmat odrzucają głownie dlatego, że ogłosił go papież. Na pewno „braciom odłączonym” w zrozumieniu i przylgnięciu do tej prawdy może pomóc wyzbycie się niechęci do prawideł zachodniej katolickiej teologii oraz ogromny wkład, jaki w mariologię wnieśli szczególnie w ostatnich czasach bibliści.

W celebrowaniu maryjnych świąt nie możemy zapominać o tym, czego uczy nas liturgia – iż zawsze uwielbiamy Trójjedynego Boga razem z tą, której Wszechmocny uczynił wielkie rzeczy. Kontemplujemy Maryję nie tylko jako naszą orędowniczkę, ale też jako zapowiedź i porękę tego, co nas czeka, gdyż dla niej zbawienie już się dokonało. Tak modlimy się w kolekcie na dzisiejsze święto:

„Boże, Ty przez Niepokalane Poczęcie Najświętszej Dziewicy przygotowałeś swojemu Synowi godne mieszkanie i na mocy zasług przewidzianej śmierci Chrystusa zachowałeś ją od wszelkiej zmazy, daj nam za Jej przyczyną dojść do Ciebie bez grzechu. Przez naszego Pana”.


Dawid Gospodarek – sekretarz redakcji miesięcznika „List” i redaktor „Biblia krok po kroku”.


Dawid Gospodarek

Dawid Gospodarek

Zobacz inne artykuły tego autora >
Dawid Gospodarek
Dawid
Gospodarek
zobacz artykuly tego autora >

Wszyscy mamy być Mędrcami

Jaka musiała być ich wiara, że padli przed ubogim dzieckiem na twarz?

Ks. Krzysztof Porosło
Ks. Krzysztof
Porosło
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Cały nasz problem polega na tym, że nie wiadomo kim byli i czy naprawdę było ich trzech. Z jednej strony to może być kłopotliwe, ale z drugiej, to przecież jest tradycja, przekazywana od wielu, wielu wieków.

Biblia o „Trzech Królach” mówi niedużo. Tylko tyle, że przyszli ze wschodu, że nazywano ich magoi to znaczy magowie, czyli mędrcy zajmujący się gwiazdami, nauką i astronomią. Biblia mówi też, że przynieśli Zbawicielowi trzy dary: złoto, kadzidło i mirrę. Nie wiemy też zbyt wiele o ich motywacjach, ale po lekturze fragmentu Ewangelii przeczuwamy, że poszukiwali Władcy Wszechczasów i że kiedy Go spotkali w Betlejem, oddali Mu pokłon.

Prawdopodobnie pochodzili z Babilonu, który stał się częścią Persji. W Babilonie, podobnie jak w całym starożytnym świecie, oczekiwano pojawienia się „zbawiciela”, władcy, króla, który byłby potężniejszy od ówcześnie panujących. Oczywiście te wyobrażenia babilońskie były inne niż u Żydów, ponieważ nie wierzono tam w Boga Jahwe. Różni mędrcy doszukiwali się w panujących królach boskiego obrazu, ale Magoi przeczuwali, że Ten Władca, do którego idą, będzie kimś potężniejszym.

Wszyscy mamy być Mędrcami

Wyruszyli po tym, jak zobaczyli układ astronomiczny – koniunkcję planet, czyli nałożenia się Saturna i Jowisza, która sprawiła wielką jasność na niebie. Niektórzy badacze zwracają nam uwagę, że Jowisz był symbolem Marduka – babilońskiego boga, natomiast Saturn to symbol Żydów. Kiedy Mędrcy zauważyli to zjawisko, od razu poszli szukać Boga do Judei. Ta symbolika jest bardzo ważna, bo to znaczy, że oni wiedzieli, gdzie idą, wiedzieli, gdzie mają szukać. Mieli konkretny cel.

Wiemy, że posiadali też ogromną wrażliwość religijną. To zresztą jest także różnica między tamtym światem a nami. Tam pogaństwo nie oznaczało niereligijności. Z perspektywy judeochrześcijańskiej pogaństwo było wiarą w innych bogów niż Bóg Jahwe. Starożytny człowiek wiedział, czym jest sacrum i ofiara, co oznacza być posłusznym Bogu. I to poszukiwanie Boga w tamtych czasach było czymś bardzo naturalnym.

Domyślamy się zatem, że mędrcy wiedzieli, że jest coś ponad nimi. Dlatego też, kiedy odczytywali gwiazdy i szukali Króla Wszechczasów, szukali go w kontekście religijnym. Wyruszyli, bo byli przekonani, że Go znajdą i że będzie On kimś większym, innym niż kolejni polityczni przywódcy.

Musieli zapewne odczuwać, że nawet władcy, którzy przypisywali sobie boskie prerogatywy, nie byli w pełni boscy, bo przychodził zawsze koniec ich panowania. Dlatego Magoi szukali kogoś, kto poradzi sobie z tym największym problemem, jakim jest śmierć. I zresztą symbol, który niosą – mirra, jest właśnie zapowiedzią śmierci. Używano jej do namaszczania ciała zmarłych. Ale ten symbol jakby też zapowiadał, że kobiety nie zdążą namaścić ciała Jezusa, gdyż ten wyrwie się więzom śmierci – rozwiąże ten największy dylemat każdego pokolenia. Z perspektywy powiedzieć, że jest to nawet trochę nieprzyzwoite – ofiarować królowi mirrę do grobowego namaszczenia, oznacza tyle samo, jakby powiedzieć mu: „Masz w prezencie coś, co przyda się po Twojej śmierci”. Ale z drugiej strony, dzisiaj ten symbol odczytujemy w kontekście historii zbawienia.

Mirra, którą złożyli Trzej Królowie to dar zapowiadający, kim jest to Dziecko, które się narodziło. To dar zapowiadający, że Ono przyszło na świat, by zbawić nas przez swoją śmierć.

Wszyscy mamy być Mędrcami

Jest też kadzidło. Taka ofiara była składana we wszystkich religiach. I z jednej strony jest to symbol modlitwy, która się wznosi, a z drugiej, symbol tajemnicy. Kadzidło zakrywa swoim dymem boskość i sprawia wrażenie tajemniczości. Niesie też przesłanie, że człowiek nie ma zupełnego dostępu do największej Tajemnicy. Zawsze będzie coś, co nas przekracza i przerasta.

No i złoto – symbol królewski. Symbol władzy, który mówi, kim jest to Dziecko.

Te dary, które przynieśli Mędrcy objawiają prawdę o nich, pokazują ich zamożność, ale mówią też o hojności ich serca.

Może nawet więcej mówią o nich samych, niż o Zbawicielu, któremu są ofiarowane. Przecież kiedy wyruszali na tę wyprawę, jeszcze nie wiedzieli kogo odkryją. Brali to, co odpowiadało ich wyobrażeniu „zbawiciela” – brali z głębi własnego serca, chcąc ofiarować najcenniejsze dary, na jakie było ich stać.

Dla mnie jednak najbardziej niesamowite jest to, że oni mając pewne znaki, obserwując przyrodę, odkrywając harmonię panującą w świecie, mieli też pewność, że poznają Tego, który przekracza wszystko, Tego, który nadał sens wszystkiemu. Szukali Stworzyciela, który wprowadził ład we wszechświecie. Działali trochę w myśl słów, że skoro stworzenie jest tak cudowne, to jak cudowny musi być Stwórca? Ale to, co się dokonało w spotkaniu z Jezusem, przerosło ich oczekiwania.

Okazało się, że cała wiedza jaką mieli, obserwacja, jaką prowadzili, nie tylko doprowadziła ich do spotkania Boga – oni odkryli, że Bóg stał się człowiekiem. Wszystkie znaki, które odczytywali, doprowadziły ich nie tylko do zachwytu nad Bogiem, do racjonalnego myślenia o Bogu, ale do zobaczenia, dotknięcia, oddania pokłonu Bogu, który był przed nimi, ukryty w człowieczeństwie, cielesności małego Dziecka. Tam można było spotkać żywego Boga.

Trzej Królowie w człowieczeństwie Jezusa Chrystusa odkryli Stworzyciela. Patrzyli na cielesność, materialność i odkryli niestworzonego, niecielesnego. Odkryli Pana Wszechświata, o którym mówiły im gwiazdy, a teraz mówi wymowna miłość Matki do Dziecka.

Wszyscy mamy być Mędrcami

Co ich prowadziło tak naprawdę? I co nam dzisiaj pokazują?

Prowadziło ich działanie Pana Boga, które jest łaską. Bóg wszedł w ich życie przez mądrość i prawdę, którą odkrywali w swoim życiu. I w tej mądrości, jaką zdobyli objawiła się Jedyna Prawda. Ja dzięki nim wiem, że kiedy odkrywam mądrość, to musi mnie ona doprowadzić do Dawcy Mądrości, do Tego Jednego Jedynego, który jest Bogiem Prawdziwym. I nie ma różnych prawd, wbrew temu co mówi świat. Nie ma prawdy subiektywnej. To nie jest tak, że każdy ma swoją prawdę, odkrywa swój sens. Nie.

Jest jeden sens – i jest nim to Dziecko, które zobaczyli Magoi. Ono właśnie zostało nazwane w Janowym Prologu Logosem – Sensem. I wiem, że jeżeli poznaję Prawdę, w danym momencie nawet szczątkowo, to ona doprowadzi mnie do Jedynego. Jeżeli coś jest prawdziwe, otwiera mnie na Boga. Bez względu na to, jaka to dziedzina wiedzy. Bo gdzie jest prawda, tam jest Bóg.

Ta ich sytuacja pokazuje też, że Pan Bóg jest w nas od początku naszego życia. Skoro jesteśmy Jego stworzeniem, to, jak mówi Księga Rodzaju – Bóg tchnął boski pierwiastek w nas. Można by wręcz powiedzieć, że siebie samego nam dał, kiedy nas stwarzał. A to znaczy, że boża obecność była w nas od zawsze. Ta obecność, która nas prowadzi do poznania sensu i życia. Mędrcy chcieli szukać i słuchali wewnętrznego głosu, który prowadził ich do odkrycia Jedynego Boga. Bóg z wnętrza nas samych prowadzi nas do siebie. Trzeba być tylko na to wrażliwym.

Niespokojne jest serce człowieka, dopóki nie spocznie w Bogu

– pisał św. Augustyn. Niespokojne jest serce, które nie słucha Boga, który przemawia w głębi nas samych.

Długo myślałem, dlaczego oni oddali pokłon Dziecku, które zobaczyli. Przecież oni zobaczyli totalne ubóstwo, „bidę z nędzą” i tyle: małe dziecko, młoda, uboga dziewczyna, licha grota, może jakieś zwierzęta, jak chce tradycja. Przecież Króla należy szukać w pałacu, Boga w świątyni, a nie w tym, co oni zobaczyli. Ale właśnie ta bieda objawia prawdziwego Boga.

Jaka była w nich wiara, jakie było to ich poszukiwanie i jaki był obraz Tego Boga, którego zobaczyli, że padli na twarz? Nie zakpili, nie przeszli ignorując…?

Coraz częściej rodzi się we mnie takie przekonanie, że Bóg, który objawił się w Jezusie Chrystusie prawie zawsze się tak objawia – cicho i pokornie, ubogo. Bardzo rzadko objawia się w wydarzeniach wielkich, zdumiewających swoim przepychem. Objawienie zawsze jest proste i ubogie. Tak chce do nas przychodzić Bóg.

Objawienie tożsamości Bożego Syna dokonało się w ubogiej grocie, w postaci nowonarodzonego Dziecka.

Objawienie miłości Ojca dokonało się na krzyżu – Pan Wszechświata stał się niewolnikiem, bo umarł śmiercią niewolniczą.

A Zmartwychwstanie dokonało się w pustym grobie, choć mogło dokonać się w spektakularnym wydarzeniu kosmicznym. Pusty grób i Słowo, że po trzech dniach zmartwychwstanie. Tylko tyle i aż tyle.

Wszyscy mamy być Mędrcami

A dzisiaj? Bóg też objawia się w bardzo prosty sposób. Daje nam siebie pod postacią chleba i wina, w najbardziej ubogich znakach. Jak podkreślał św. Franciszek, z chlebem eucharystycznym możemy zrobić, co chcemy. Bóg oddaje się w nasze ręce i to od nas zależy, co my zrobimy z Nim w naszych rękach. Co zrobimy z tą obecnością Boga. I tak paradoksalnie, to my jesteśmy „panami tej sytuacji”. Tak jak Magoi – oni też byli „panami sytuacji”, bo to od nich zależało, czy oddadzą pokłon, czy upadną na twarz.

Wolność wyboru… Każdy z nas ją ma. Oni też ją mieli. Bóg w niej przychodzi.

Mam przekonanie, że Bóg tak po prostu wchodzi w życie, takie, jakie mamy. Po pierwsze przychodzi cicho i ubogo, żeby się nie narzucać, żeby nie „zakrzyczeć” naszej wolności. Niesamowicie ją szanuje – w końcu obok rozumu to ona nas najbardziej do Boga upodabnia. Po drugie zaś Bóg  objawia się w takim życiu, jakim żyjemy – a w większości te nasze doświadczenia to codzienność. Bóg wchodzi nieraz w słabą, grzeszną, ciemną, ubogą codzienność i tam jest obecny.

Trzeba się tylko nauczyć odkrywać Boga pośród codzienności, w tym co zwyczajne, proste, ciche. Trzeba odkrywać Boga w drugim człowieku, bo kiedy narodził się Chrystus, pokazał nam, że człowieczeństwo jest nosicielem bóstwa. Nie jest prosto odkryć go wśród grzesznych ludzi, zobaczyć go w sąsiadach czy szefie w pracy.

Wszyscy mamy być Mędrcami

Trudno odkryć Boga w znakach sakramentalnych. Kiedyś słyszałem, jak ludzie ze wschodu mówili, że trudność wiary w obecność Chrystusa w Eucharystii polega na tym, że najpierw trzeba w Eucharystii niejako zanegować „zmysłowość” wina i chleba tzn. powiedzieć sobie, że to co widzą oczy, to co wyczuwa nasz smak, nie jest prawdą, że wbrew wszystkiemu, co mówią nasze zmysły, chleb nie jest już chlebem, a wino winem. Dopiero potem można swoją wiarą szukać obecności Boga w Chlebie i Winie. Choć z drugiej strony Trzej Królowie też musieli sobie powiedzieć, że to nie jest tylko zwykłe dziecko, że to nie jest tylko człowiek. Bo szukając Boga, trzeba Go odkryć za tym, w czym się skrywa.

Nie wiem komu było łatwiej. Czasami sobie myślę, że im, bo zobaczyli Go bezpośrednio. Innym razem myślę, że nam, bo przecież my już wiemy Kim jest Król Wszechświata – oni musieli Go dopiero rozpoznać. Nie rozstrzygając tej kwestii, jedno jest pewne – „Trzej Królowie” albo będą w nas, to znaczy my staniemy się mędrcami, spragnionymi i tęskniącymi za Zbawicielem do tego stopnia, żeby zrobić wszystko, co tylko możliwe, aby Go spotkać, albo Trzej Królowie staną się dla nas odległą w czasie legendarną historią, którą pamiętamy tylko dlatego, że na drzwiach naszych domów ministranci rok w rok zapisują K+M+B (nota bene zasadniczo winno się zapisywać C+M+B – Christus Mansionem Benedicat – Niech Chrystus błogosławi temu domowi). Zrobią tak pewnie i w tym roku  – pytanie tylko, czy te litery zapalą nas do odkrywania Magoi w sobie.

Bo każdy z nas ma być Mędrcem – bez względu na wiek, narodowość, wykonywany zawód. Bo mędrzec to prostu ktoś, kto wie, że Bóg jest i że trzeba wyruszyć w drogę, aby Go poznać.

Ks. Krzysztof Porosło

Ks. Krzysztof Porosło

Zobacz inne artykuły tego autora >
Ks. Krzysztof Porosło
Ks. Krzysztof
Porosło
zobacz artykuly tego autora >