Betlejem – jak było naprawdę?

Betlejem – miasto Dawidowe, miejsce związane z obietnicą daną od Boga, że to właśnie stąd wyjdzie Zbawiciel, najmniejsze z miast. Maryja z Józefem poszli więc w to miejsce, by wypełniło się Pismo.

Paweł Trzopek OP
Paweł
Trzopek OP
zobacz artykuly tego autora >

A to miejsce było w tamtym czasie naprawdę maleńką i biedną wioską na szczycie wzgórza, gdzie jaskinie były używane jako pomieszczenia gospodarcze, w których trzymano zwierzęta. Natomiast izby mieszkalne znajdowały się na parterze.

Betlejem  jest położone około 8 km od świątyni w Jerozolimie, na skraju pustyni, czyli w zasadzie jest to ostatnie miejsce, gdzie jeszcze można zamieszkać. I zdecydowanie to miasto identyfikowane jest z miastem, z którego pochodził Dawid czyli wybraniec Boży. Bardzo wyraźnie zarówno w Ewangelii Mateusza i Łukasza jest podkreślane Dawidowe podchodzenie Maryi i Józefa.

Na przestrzeni wieków pojawiały się różne wątpliwości, czy Jezus naprawdę urodził się w Betlejem, choć miejsce to jest uznawane już od czasów starożytnych. Skąd dzisiaj jednak mamy pewność, że chodzi właśnie o to Betlejem?

Betlejem – jak było naprawdę?

Świadczy o tym fakt, że w 331 roku, kiedy cesarz Konstantyn postanowił postawić bazylikę narodzenia, wybudował ją w miejscu dawnej świątyni rzymskiej. A wiemy, że Rzymianie zazwyczaj budowali swoje świątynie na miejscach świętych, w których podbite narody sprawowały kult. Jakie święte miejsce mogło istnieć w tamtym czasie w Betlejem? Tylko to, w którym narodził się Jezus. Nie było innego w tej okolicy, zaś dla Żydów jedynym miejscem świętym była jerozolimska Świątynia. Rzymianie mieli takie praktyki, że chcąc znieść lokalny kult, nie niszczyli miejsca, lecz wznosili w nim własne świątynie – to miała być taka „miękka” forma wyciszania pobożności podbitego narodu. Tak stało się po śmierci Chrystusa, kiedy Golgotę i grób zaczęto otaczać kultem, Rzymianie z jednej strony uznawali świętość tego miejsca, ale postawili tam świątynię Afrodyty. Podobnie było w Jerozolimie, gdzie na gruzach świątyni żydowskiej wybudowali własną świątynię Jowisza. I nie ma dzisiaj poważnych wątpliwości, że to właśnie Betlejem jest miejscem narodzenia Jezusa. Trudniej jest natomiast stwierdzić z pewnością, w której z wielu grot urodził się Jezus, choć tradycja już w IV w. wskazywała tę jedną, do której i dziś przybywają pielgrzymi.

Ale nie tylko wiedza historyczna czy odkrycia archeologiczne utwierdzają nas w przekonaniu, że Jezus naprawdę urodził się w Betlejem. Warto też pamiętać o żywej tradycji ustnej. Ludzi pamiętali niezwykłe wydarzenia i rozpowiadali o nich. Mówi nam dzisiaj o tym Ewangelia św. Jana. I choć wprawdzie na terenie dzisiejszego państwa Izrael istnieje jeszcze jedna miejscowość o nazwie Betlejem (w Galilei), to możemy być pewni, że nie jest ono tym miejscem.

Betlejem – jak było naprawdę?

Czy Pan Jezus urodził się wśród zwierząt?

To kolejny fakt, którego możemy być pewni. Domy w Betlejem były naprawdę ubogie. W tamtym czasie wykorzystywano naturalne groty, jako pomieszczenia gospodarcze i pomieszczenia dla zwierząt. Ale zdarzało się, że mieszkali w nich też ludzie. Gdy ewangelista Łukasz mówi o gospodzie  – Nie było dla nich miejsca w gospodzie – jak sugeruje polskie tłumaczenie – wyobrażamy sobie pensjonat, hotel, karczmę, natomiast tutaj ważny jest grecki termin, który tłumaczymy także  jako „izbę mieszkalną”. To o wiele lepiej się komponuje z realiami tamtego czasu.

Czy naprawdę nie było dla nich miejsca w izbie mieszkalnej?

To nie jest do końca prawdą. Prawdopodobnie gospodarze otwarli im pomieszczenia gospodarcze. I nie była to  ich zła wola, bo tak naprawdę byli gościnni, nie zostawili Maryi i Józefa bez pomocy. Możemy nawet przypuszczać, że prawdopodobnie miejscowe kobiety towarzyszyły przy porodzie, a mężczyźni ze względu na przepis czystości rytualnej, nie mogli tam być obecni.

Jaka była sytuacja polityczna?

W czasach, kiedy rodził się Jezus, Judea nie był niezawisłym państwem, była częścią Imperium Rzymskiego. Sytuacja terytorialna stale się jednak zmieniała. Imperium przejmując prowincję, w której urodził się Zbawiciel, gwarantowało Żydom pewien rodzaj autonomii – mieli własnego króla, Heroda, który sprawował władzę z nadania Rzymu. Wiadomo, że był delegowany przez cesarza, bo właśnie tam, gdzie się dało osadzić swojego władcę, gwarantowano autonomię.

Betlejem – jak było naprawdę?

Judea za czasów Heroda

W Izraelu dochodziła jednak jeszcze kwestia autonomii religijnej. Rzymianie jako ludzie praktyczni wiedzieli, że Żydzi nie zgodzą się na żadne ustępstwa, jeżeli chodzi o kult ich Boga. W innych prowincjach zazwyczaj wprowadzano kult rzymski i łączono go z lokalnymi. Tutaj czegoś takiego nie dało się zrobić.

A jakim królem był Herod? Na pewno był lojalny wobec cesarza. Jednak starał się też uzyskać przychylność poddanych – zainwestował potężne pieniądze w odnowienie świątyni jerozolimskiej, i to o tych pracach będą mówili Żydzi do Jezusa w drugim rozdziale Ewangelii Janowej: 46 lat budowano tę świątynię, a Ty ją w 3 dni odbudujesz? Chodziło im właśnie o potężne prace Heroda, który odnawiał tę świątynię, choć sam nie był Żydem. Nie był też człowiekiem pobożnym, można powiedzieć, że niegodziwą mamoną zdobywał poparcie arcykapłanów dla swojej władzy.

Obsesja króla Heroda

Według ewangelisty Mateusza, który jako jedyny opowiada nam historię polityczną, Herod  bał się, że zostanie mu odebrana władza królewska. Był tak mocno ogarnięty tą obsesją, że mordował wszystkich swoich przeciwników.

Mateuszowy opis rzezi niewiniątek jest jak najbardziej autentyczny, i chociaż nie mamy innych źródeł historycznych, które potwierdzałyby to wydarzenie, ono wpisuje się w sylwetkę psychologiczną Heroda, którą znamy dzięki Józefowi Flawiuszowi.

Wiadomo, że Herod był opętany rządzą władzy, nie chciał się nią z nikim dzielić. Ciężką pracą i morderstwami zapewnił sobie panowanie w Judei, Galilei i Dekapolu. Bał się też, że ktoś z najbliższych zabierze mu władzę, dlatego regularnie dokonywał – mówiąc dzisiejszym językiem – czystek. Zamordował swoich dwóch synów i ukochaną żonę Mariamne, by nie sięgnęli po tron. Istniało nawet powiedzenie: „Lepiej być świnią Heroda niż synem Heroda”.

Mając taki obraz Heroda, możemy sobie wyobrazić, co czuł, kiedy usłyszał od Mędrców o narodzeniu nowego króla żydowskiego.


Wesprzyj nas
Paweł Trzopek OP

Paweł Trzopek OP

Zobacz inne artykuły tego autora >
Paweł Trzopek OP
Paweł
Trzopek OP
zobacz artykuly tego autora >

Prezenty od Niego

Bóg staje się dostępny wobec każdego: do stajni biegną nieuczeni pasterze pospołu z wykształconymi Magami, padają na kolana przed Nim święci i grzeszni, a On każdemu z tych ludzi pozwala się zobaczyć i każdego chce uszanować.

Szymon Hiżycki OSB
Szymon
Hiżycki OSB
zobacz artykuly tego autora >

Kiedy byłem małym chłopcem mój ojciec z wielką pompą stawiał pod choinką szopkę. I wszyscy w domu wiedzieliśmy, że ta szopka jest tam najważniejsza, że może braknąć gwiazdy na czubie drzewa, ale szopki w żadnym wypadku brak być nie może. Scena adoracji Dzieciątka przez Maryję, Józefa, aniołów, pasterzy i Magów była tym najważniejszym elementem ozdoby choinki. Dzisiaj nie szukam już pod choinką upominków. Ale szopka, jak co roku, tam sobie stoi.

Prezenty od Niego

Co Bóg daje nam tak naprawdę w Boże Narodzenie?

Ano właśnie dokładnie to, o czym mówi nazwa tej uroczystości: daje nam Boga narodzonego w ludzkim ciele. A dokładniej: to sam Bóg się nam daje i to nie na chwilę, nie do naszego pierwszego grzechu, nie pod warunkiem, że będziemy grzeczni, ale daje się nam na wieki wieków amen. I chce z nami zostać aż do końca świata. Święty Augustyn rozmyślając kiedyś o tajemnicy Bożego miłosierdzia pisał, że to nie było tak, że Bóg spojrzał na świat i rzekł: „Przyjdźmy z pomocą tym ludziom, bo żyją porządnie”. „Bo – kontynuuje Augustyn – nie żyliśmy porządnie, i nie było w nas dobra, i jedyny ratunek dla nas był w przyjściu Syna”.

A co należy rozumieć przez to, że Syn Boży nam się daje?

Spójrzmy najpierw na nazwę miasteczka Betlejem: jak wiadomo znaczy to Dom Chleba. I to jest pierwszy rodzaj obdarowania Syna samym sobą – Eucharystia.

I kiedy nawet prorocy wołali o Mesjasza, nikt nigdy nie prosił, aby Bóg stał się chlebem; nikt o to nie prosił, bo nikomu nie przyszło do głowy, aby o to prosić. Eucharystia, Chleb Życia, który spoczywa w żłobie w betlejemskiej stajni…

Prezenty od Niego

Czytając opisy Ewangelii dzieciństwa możemy zobaczyć od razu kolejny dar Bożego Narodzenia:

Bóg staje się dostępny wobec każdego: do stajni biegną nieuczeni pasterze pospołu z wykształconymi Magami, padają na kolana przed Nim święci i grzeszni, a On każdemu z tych ludzi pozwala się zobaczyć i każdego chce uszanować.

W Bożym Narodzeniu nie ma nic z ekskluzywizmu: Bóg jest Bogiem każdego człowieka. Papież Leon Wielki wołał do mieszkańców Rzymu:

„Dzisiaj narodził nam się Zbawiciel, radujmy się, umiłowani! Nie miejsce na smutek, kiedy rodzi się życie; pierzchnął lęk przed zagładą śmierci, nastaje radość z obietnicy niekończącego się życia. Nikogo ona nie omija, wszyscy mają ten sam powód do tego wesela, bo nasz Pan niweczy grzech i śmierć, a chociaż nikogo nie znajduje wolnego od winy, to przecież wszystkich przychodzi wyzwolić. Niech się weseli święty, bo bliski jest palmy zwycięstwa; niech się raduje grzeszny, bo dane mu jest przebaczenie; niech powróci do życia poganin, bo do niego jest powołany. Oto nadeszła pełnia czasu, przewidziana w niezgłębionych wyrokach Bożych, i Syn Boga przyjmuje na siebie naturę ludzką, by ją pojednać z jej Stwórcą i przez nią zwyciężyć szatana, jej zwycięzcę i sprawcę śmierci”.

Prezenty od Niego

Papież Leon podpowiada nam konkluzję: darem Bożego Narodzenia jest Zbawiciel.

Ten święty czas jest dobry do przemyślenia sobie tego tytułu Syna Bożego. Zbawiciel czyli Ten, który ratuje z sytuacji tragicznej i beznadziejnej. Człowiek o własnych siłach nie jest w stanie opuścić Egiptu, nie porzuci swoich grzechów i nie wejdzie w komunię z Bogiem. Jest to dzieło łaski, daru, naszego Zbawiciela. Jak dziwne i tajemnicze to zbawienie pokazuje sposób przyjścia Syna: jako płaczącego niemowlaka, a nie gromiącego szatana egzorcysty. Zbawienie jest już o krok, ale będzie ono inne niż się spodziewamy – o wiele wspanialsze i ciekawsze niż nasze najśmielsze oczekiwania.


Wesprzyj nas
Szymon Hiżycki OSB

Szymon Hiżycki OSB

Benedyktyn, najmłodszy opat w powojennej historii Tyńca, doktor teologii, specjalista z zakresu starożytnego monastycyzmu. Miłośnik literatury klasycznej i Ojców Kościoła.

Zobacz inne artykuły tego autora >
Szymon Hiżycki OSB
Szymon
Hiżycki OSB
zobacz artykuly tego autora >