Święty Augustyn i jego “Wyznania”

Fragmenty życiorysu Świętego Augustyna ze "Wstępu" Zygmunta Kubiaka do "Wyznań".

Zygmunt
Kubiak
zobacz artykuly tego autora >

Święty Augustyn i jego

Oto jesteśmy w Afryce Północnej w IV wieku po Chr., w Tagaście, mieście położonym w odległości około trzystu kilometrów od wybrzeża Morza Śródziemnego, we wschodniej części dzisiejszej Algierii, na południowy zachód od nadmorskiej Kartaginy (na obszarze dzisiejszej Tunezji, naprzeciw Rzymu), którą niegdyś Rzymianie po upartych wojnach punickich zburzyli w roku 146 dawnej ery, a potem ją odbudowali jako miasto rzymskie i od nowa uczynili gwarnym portem. Te regiony nazywano wówczas Numidią.

Przyszły autor Wyznań wychowuje się w domu (z rodzicami i jednym bratem, może też z dwiema siostrami) i w szkole łacińskiej, która ze szczególną gorliwością stara się go ustrzec od barbaryzmów w mowie i w sposobie myślenia; wszystkie kultury są szczególnie gorliwe i czujne na kresach swego obszaru, rzecz to znana. Mając kilkanaście lat, zostaje przez rodziców wyprawiony do pobliskiego miasta, Madaury (położonego trochę dalej w głąb afrykańskiego lądu), na studia retoryki. Studia takie, oparte na bogatym programie erudycji humanistycznej, przygotowują ludzi do uczestniczenia w życiu społecznym i do sprawowania różnorodnych stanowisk publicznych. W Augustynie, który zapewne już wtedy jest artystą urzeczonym słowami będącymi jakby „naczyniami wybornymi, drogocennymi” (I 16), wcześnie budzi się zainteresowanie samą retoryką jako nauką i sztuką; postanawia, że w przyszłości będzie innych uczyć wymowy sądowej i politycznej, zostanie profesorem.

Oprócz tych przygotowań do praktycznego zawodu pochłaniają Augustyna jeszcze różne myśli i troski. Od momentu przeczytania w dziewiętnastym roku życia (373 po Chr.) Hortensjusza aż do wydarzeń własnej biografii duchowej, które się rozegrają w latach 386–387 i których zapis kończy narrację historyczną Wyznań, Afrykańczyk odbywa pełną niepokoju wędrówkę filozoficzną. Najpierw go przyciągnęła do siebie wspólnota manichejska (III 6; IV 1; V 10).

Przez dziewięć lat (374–383), podczas których Augustyn studiuje retorykę, a potem jej naucza w Tagaście, w Kartaginie i wreszcie w Rzymie (ok. 383), skąd pojedzie do Mediolanu, jest on „słuchaczem” manichejskim. Zarazem interesuje się żywo astrologią (IV 3), ale także skromniejszymi i rzetelniejszymi badaniami, zgłębianiem natury otaczającego nas świata, przyrody ziemskiej i kosmicznej (V 3). Trzeba jednak też pamiętać o tym, że astrologia nie jest w epoce Augustyna tylko domeną prostactwa, wykorzystywaną przez układaczy horoskopów i wyśmiewaną przez satyryków; na wyższych swoich piętrach intelektualnych wiąże się ona z filozoficzną koncepcją odpowiedniości i współzależności zjawisk ziemskich i kosmicznych: jak astronomia przewiduje powtarzające się fenomeny niebieskie, tak astrologia usiłuje przepowiadać zdarzenia ziemskie, które uważa za uzależnione od zjawisk niebieskich. Rozpowszechniła się ona w cywilizacji greckiej od epoki hellenistycznej, gdy w Aleksandrii i innych miastach śródziemnomorskich dokonała się synteza tradycji helleńskich i orientalnych. Wysoko ją cenią w kręgach greckich i rzymskich świetne umysły, astronomowie Hipparch i Ptolemeusz, liczni filozofowie, zwłaszcza stoicy, którzy widzą w niej konkretyzację nauki o fatum-przeznaczeniu, nauki człowiekowi niezbędnej:

„Poznajcie prawa losów, od wieków nieporuszone,

Pieczętujące lata znakami koniecznych wydarzeń!”

Tak do ludzi przemawia znakomity poeta łaciński, stoik Maniliusz (na przełomie dawnej i nowej ery), który astronomię i astrologię uczynił przedmiotem poematu dydaktycznego Astronomica. Trudno się dziwić temu, iż Augustyn przez lata zmaga się z problemami astrologii i uwolni się od niej (VII 6) późno i z wielkim trudem.

Święty Augustyn i jego

Spokojniejsze zaś i bardziej poważne zainteresowania badawcze wiodą go – drogą od fizyki do metafizyki – ku studiowaniu dzieł platoników. Jakiś zwolennik platonizmu podsuwa mu (VII 9) teksty tego nurtu filozoficznego, przełożone na łacinę przez Gajusza Mariusza Wiktoryna (VIII 2). Traktaty te wprowadzają afrykańskiego retora w krąg medytacji metafizycznej platonizmu rozwiniętego i przekształconego przez wielkiego filozofa z Egiptu.  Głosi tedy Plotyn, że wszelkie rodzaje bytu, czy to materialne, czy duchowe, doczesne czy wieczne, są emanacjami jedynej Potęgi niematerialnej i nieosobowej, którą utożsamia on z Parmenidesowym „Jednym”, jak też z „Dobrem” Platona, stwierdzając jednak, iż Absolutu tego nie można ludzką mową określić. Materia, będąca ostatnią emanacją Jednego, jest najbardziej zewnętrznym spośród koncentrycznie ułożonych kręgów bytu. Pomiędzy Jednym i materią są trzy stopniowo coraz nędzniejsze warstwy tego, co istnieje: umysł kosmiczny, dusza kosmiczna i przyroda. Postępująca ta degeneracja polega na coraz bardziej wzmożonej indywiduacji i na słabnięciu wewnętrznej harmonii. Najniższą spośród emanacji jeszcze twórczych jest przyroda, physis, wyposażona w świadomość zarówno słabą, jak też pełną urojeń, i właśnie projekcją tych urojeń jest otaczający nas świat materialny. Człowiek, według tej doktryny, skupia w sobie różne warstwy bytu, jest mikrokosmosem, w którym istnieją aktualnie albo potencjalnie trzy emanacje oddzielające Jedno od materii: najzwyklejszym procesem jego świadomości jest myślenie dyskursywne na poziomie duszy kosmicznej, ale poniżej tej świadomości ciągle kipią i burzą się w człowieku urojenia na poziomie przyrody; niekiedy zaś potrafi się on wznieść ku przekraczającej zwykłą świadomość ludzką intuicji na poziomie kosmicznego umysłu. Wzbijając się jeszcze wyżej, ponad umysł kosmiczny, człowiek może czasem osiągnąć enosis (zjednoczenie), czyli takie doświadczenie, w którym ludzkie „ja”, całkowicie zharmonizowane wewnętrznie, przez chwilę się utożsamia z najwyższą jednością Jednego. Jest to neoplatońska koncepcja ekstazy.

Święty Augustyn i jego

Philippe de Champaigne – “Święty Augustyn”

Obszernie i dobitnie, dając nam poznać, jak wielkie wrażenie wywarła na nim ta lektura, Augustyn opowiada o swoim obcowaniu z dziełami platoników (VII 9–20). „Te książki zachęcały mnie, abym wrócił do samego siebie. Zacząłem więc wchodzić w głębię mej istoty za Twoim przewodnictwem” (VII 10). Medytacja neoplatońska przezwycięża w jego umyśle doktrynę manichejską, jednocześnie prowadząc Augustyna ku dalszym poszukiwaniom: afrykański retor bierze w ręce teksty biblijne (VII 21), które niegdyś wydawały mu się obce, dalekie (III 5); studiuje zwłaszcza listy św. Pawła.

Mieszka teraz od paru lat w Mediolanie, dokąd przyjechał w roku 384 po niezbyt długim pobycie w Rzymie. Niebawem przybyła tu do niego matka, Monika, towarzysząca jego intelektualnej wędrówce modlitwą. Jest też w Mediolanie ceniony bardzo przez Monikę biskup katolicki tego miasta Ambroży, nie tylko pasterz i myśliciel, lecz i poeta, wielki poeta, autor wspaniałych hymnów, którymi będą się karmić wieki, pieśni przenikniętych ufnością, że do Absolutu można kołatać wołaniem o pomoc i opiekę; jak tego hymnu zaczętego słowami Aeterne rerum Conditor:

„Wieczysty rzeczy Stworzycielu,

Ty, który dniem i nocą rządzisz,

Ty, co odmieniasz pory czasu,

Aby nam ulżyć w trudach życia!

Już pieje dnia radosny zwiastun,

Który w głębokiej nocy czuwa.

Światło wśród mroku dla wędrowców,

Światło dzielące noc od nocy.

Wołaniem kura przebudzona

Jutrzenka nocny mrok rozprasza,

A cała zgraja błędnych duchów

Przestaje ludziom czynić szkodę.

Żeglarz z otuchą ster ujmuje,

Fale się morza cichsze ścielą.

Słysząc wołanie kura, Kościół

Opoka płacze grzechów swoich.

Powstańmy teraz pełni mocy!

Już kur leżących ze snu budzi,

Woła, omdlałych napomina,

Tych, którzy przeczą, przekonuje.

Nadzieja wraca z jego śpiewem

I zdrowie krzepi ciała chore.

W pochwę się kryje miecz mordercy.

Kto zrozpaczony – znowu ufa.

Spójrz, Jezu, na tych, co upadli.

Spojrzeniem swoim nas podźwignij.

Gdy na nas patrzysz, giną grzechy

I we łzach wina się rozpływa.

Ty światłość jesteś. O, zabłyśnij

Zmysłom i mroki duszy rozprosz!

Ciebie niech sławi głos nasz pierwszy,

Ciebie niech sławi pieśń ostatnia.”

Jakże wyraźnie mamy go przed oczyma – tego pasterza, którego trudno dopaść w chwili naprawdę wolnej, bo ciągle biega wokół trosk mnóstwa ludzi – gdy na niego patrzymy z Augustynem nieśmiącym wtargnąć w jego odosobnienie (VI 3): „Długo się wtedy siedziało przy nim w ciszy – któż by się bowiem ośmielił przeszkadzać człowiekowi tak pogrążonemu w studiach? – i nieraz odchodziło się, bo nietrudno było się domyślić, że w tym krótkim czasie, kiedy był oddzielony od burzliwych spraw innych ludzi i mógł dać pokarm własnemu umysłowi, nie chciałby, żeby go od tego odrywano”.

W Mediolanie kłębi się wiele burzliwych spraw. Jest to w owej epoce najbardziej gwarne, najbujniejsze miasto Italii, zaćmiewające nawet Rzym. Położone u zbiegu głównych dróg równiny nad Padem, najbogatszej części Półwyspu Apenińskiego, stało się w IV wieku po Chr. Głównym grodem cesarskim, najważniejszym miastem rezydencjalnym władców i dworu, faktyczną stolicą zachodniego cesarstwa. Tu się też splatają ogniwa tajnej policji cesarskiej, słynnych agentes in rebus, których nieraz spotykamy w Wyznaniach (VIII 6; IX 8). W błyszczącym pałacu w Mediolanie wygłaszają doroczne mowy na cześć cesarza kolejni retorzy zaszczytnie do tego wybrani; Augustynowi ten honor przypadł już w drugim roku (385) jego pobytu w cesarskim mieście (VI 6). Afrykańskiego retora, gdy szamocze się w udręce intelektualnej, otacza zarazem kłębowisko codziennych problemów egzystencji. Daremnie próbuje się z nich wywikłać projektem założenia z przyjaciółmi wspólnoty filozoficznej, dzięki której mógłby żyć w świecie, a zarazem jakby poza światem (VI 14); projekt się rozpada, wymogi życia są twarde, osaczają Augustyna. Skończył trzydzieści lat, żąda się od niego – zgodnie z prawami społeczeństwa, do którego należy – stabilizacji zawodowej i rodzinnej. Przystaje on, nie bez oporu i bólu (VI 15), na rozstanie z bezimienną towarzyszką życia, matką jego syna Adeodata i na zaręczyny ze swataną dziewczyną, aby za dwa lata zawrzeć legalne małżeństwo (VI 13); ale i ten projekt wcale się nie spełni. Matka Adeodata wraca z Mediolanu do ojczystej Afryki, zostawiając kilkunastoletniego chłopca z Augustynem (VI 15), i na zawsze znika nam z oczu; dowiadujemy się jednak, iż jest ona chrześcijanką (VI 15). Odsunięcie jej jest niezrozumiałe; może kryje się w nim jakaś nieznana nam tajemnica; ale chyba do dziś nie możemy się z nim, jako z gołym faktem, pogodzić. Ktoś powiedział, że geniusz tylko z daleka grzeje. A z bliska – pali? Mrozi? Bardzo mało wiemy o tej mater ignota Adeodati; ale zadajemy sobie pytanie: geniusz, który od tylu wieków rozgrzewa i ocala serca niezliczonych ludzi, czymże ten geniusz był dla niej jednej?

Już niebawem dokona się w życiu Augustyna przełom. On sam mówi o nim jako o wyzwoleniu „od wysługiwania się sprawom doczesnym” – de saecularium negotiorum servitute (VIII 6); wyzwolenia od takich więzów pragnęli też stoicy i platonicy. Pewnego dnia w sierpniu 386 do domu wynajmowanego w Mediolanie przez afrykańskiego retora i jego bliskich przybywa człowiek rodem z Afryki, Pontycjan, wysoki urzędnik cesarski, i gawędzi z Augustynem i jego przyjacielem Alipiuszem. Nagle dostrzega na stole listy św. Pawła, opowiada więc ziomkom o św. Antonim i jego naśladowcach, którzy strząsnęli z siebie ową saecularium negotiorum servitus. Pontycjan odchodzi (VIII 7), Augustyn zostaje z Alipiuszem, idzie do ogrodu, jaki jest przy domu, kroczy wzburzony, rzuca się na ziemię pod drzewem figowym; razem z Alipiuszem, krok za krokiem, śledzimy chwile niezwykłego boju (VIII 11). I nagle zadźwięczał głos dziecka: „Tolle lege, tolle lege” – „Weź to, czytaj! Weź to, czytaj!” (VIII 12). Medytację w owym ogrodzie tradycja nazywa „nocą mediolańską”; lektura jednak tekstu Wyznań przekonuje nas, iż rzecz się rozgrywa przed nocą, może w czasie przedwieczornym; nocą bowiem dziecko spałoby, nie śpiewałoby refrenów; chyba że śpiewa ono o poranku, po nocy spędzonej przez Augustyna na medytacji. U kresu tego „niezwykłego boju”, pod jakimikolwiek gwiazdami czy cieniami się rozegrał, Augustyn wyrzeka się wszelkich dotychczasowych projektów, wybiera zupełnie inną drogę życia.

Święty Augustyn i jego

Ary Scheffer – “Święty Augustyn i święta Monika”

Nastaje teraz kilka zacisznych miesięcy, wypełnionych pracą, w Kasycjakum u stóp Alp. W kwietniu zaś 387 roku w Mediolanie Augustyn wraz z Adeodatem i Alipiuszem przyjmuje chrzest (IX 3–6). Postanawia wrócić ze swymi bliskimi do Afryki. Nad Morzem Tyrreńskim czekają na okręt do Kartaginy (IX 8). Ostatnia część zawartej w Wyznaniach narracji biograficznej mówi o tym, co się działo w Ostii, porcie u ujścia Tybru, mieście leżącym blisko Rzymu i stanowiącym jego wrota morskie. Znamy to miasto dosyć dobrze, bo po zburzeniu go przez barbarzyńców pokrył je piasek, glina, trawa, a brzeg morski z powodu mułu niesionego z wieku na wiek przez Tyber dosyć daleko się od Ostii odsunął, więc potomni nie budowali już portu i miasta w tym miejscu, poniechanym i dziczejącym. Przeto archeologowie mieli tu i mają wiele rzeczy do odkopywania. Można dziś kroczyć ulicami, ku którym wychylają się zarysy sklepów i warsztatów. Można i dziś usiąść na kamieniu w jednym z ogródków, w łagodnym słońcu, w mocnej woni ziół. I na taką właśnie zieleń patrzą, takiej ciszy słuchają oni, Monika i Augustyn: „(…) staliśmy tylko we dwoje, oparci o okno, skąd się roztaczał widok na ogród wewnątrz domu, gdzieśmy mieszkali” (IX 10). Rozmawiając z sobą (colloquebamur ergo soli valde dulciter), doznają wizji innego bytu, innego brzegu, już nie brzegu Afryki, do którego matka Augustyna Monika nie pożegluje, bo niedługo po owej rozmowie umiera w Ostii (IX 11) i zostaje tu pogrzebane jej ciało; potomni przeniosą relikwie do kościoła św. Augustyna w Rzymie. Dziś w tym kościele o surowej i wspaniałej fasadzie renesansowej idzie się ku ołtarzowi św. Moniki przez półmrok lewej nawy, obok bosych pięt ubogich pielgrzymów klęczących przed Madonną i Dzieciątkiem na zachwycającym obrazie Caravaggia Madonna dei pellegrini (można go wydobyć z półmroku, wrzucając do metalowej skrzynki monetę, która uruchamia elektryczność), do klęcznika i jarzących się świec, ciągle zapalanych w modlitwie do patronki wszystkich strapionych i niewyzbywających się nadziei matek.

Najważniejsze więc momenty trwającej w Wyznaniach opowieści, medytacja mediolańska i wizja w Ostii, rozgrywa ją się w ogrodach, może nawet oba w tej najpiękniejszej w Italii porze przed zmierzchem, gdy krzewy dygoczą błogą muzyką świerszczy, gdy lekki powiew znad morza, ponentino, chłodzi czoło. Ostia zaś jest miejscem, gdzie przed wiekami przybił do brzegu po długiej na morzach tułaczce Eneasz z wygnańcami ze spalonej Troi. Nie może o tym nie pamiętać Augustyn, który w chłopięctwie płakał nad Dydoną i ścigał z tęsknotą „samej Kreuzy cień” (I 13). Odtrącił tę dawną czułość, podobnie jak przeraża go (IV 4–7) nadmiar przywiązania do bezimiennego przyjaciela (to, iż przyjaciel ów i matka Adeodata są w narracji Wyznań dwoma anonimami, pewnie nie jest przypadkiem: anonimowość chyba okrywa tu wielką miłość). Ale w owych momentach w ogrodach dokonuje się jakby pojednanie rzeczy, które w innych miejscach wydają się sprzeczne. „Już nie powstrzymywałem łez (…)” (VIII 12). Teraz o Nebrydiuszu, zmarłym przyjacielu, Augustyn pisze (IX 3): „Już nie nadstawia uszu na moje słowa, lecz otwiera usta duchowe i pije z Twojej krynicy, ile tylko może; tyle czerpie mądrości, ile może, i jest bez kresu szczęśliwy. Ale nie sądzę, aby oszołomiony tym napojem zapomniał o mnie, skoro Ty, Panie, którego on w siebie chłonie, o mnie pamiętasz”. A w innym miejscu (IX 6) wspomina: „Ileż razy płakałem, słuchając hymnów Twoich i kantyków, wstrząśnięty błogim śpiewem Twego Kościoła. Głosy te wlewały się do moich uszu, a gdy Twoja prawda ściekała kroplami do serca, parowało z niego gorące uczucie pobożnego oddania. Z oczu płynęły łzy i dobrze mi było z nimi”.

Jest w końcowych sekwencjach Augustynowej narracji biograficznej pojednanie. I jest też przekroczenie filozofii antycznej, jej ideału duchowej harmonii człowieka, niewzruszoności mędrca: „Człowiek o wielkiej duszy – uczył Arystoteles w Etyce nikomachejskiej (IV 3), w urzekającym wywodzie o cechach wielkoduszności – porusza się powoli, mówi cicho i spokojnie, bo kto dba o niewiele rzeczy, ten nie ma zwyczaju się śpieszyć, a ktoś, dla kogo nic nie jest ważne, nie daje się rozdrażnić”. Marek Aureliusz, filozof na rzymskim tronie cesarskim, w swych Rozmyślaniach (IV 49) mówi wspaniale: „Podobny bądź do skały, w którą fale nieustannie łomoczą: ona trwa niewzruszona, a wokół niej rozbryzgujące się wody zapadają w sen”. Augustyn rozbija tę harmonię; może właśnie przez wyłom, jaki w niej – nad sobą – wyrąbał, rozbłysło z wyżyn nowe światło? „W zranionym bowiem sercu mym ujrzałem Twoją jasność (…)” (X 41). Jest taka chwila w Wyznaniach (IX 12), gdy nad Augustynem nie mogącym o własnych siłach podołać smutkowi zapala się pamięć o jednym z kosmicznych hymnów św. Ambrożego: jakby nad jego głową wschodził ogromną łuną gwiazd wszechświat.

Światło, tak jak w innych dziełach Augustyna, pała też w wielu miejscach Wyznań: „(…) płoniemy i idziemy. Sercem wstępujemy na wyżynę i śpiewamy pieśń stopni” (XIII 9). To gorejące światło przeniknęło do Boskiej komedii Dantego, gdzie w jego blasku wszystko, co w świecie jest rozproszone, widzi się jako „węzłem miłości spojone w tom jeden” (Raj XXXIII 86); rozświeca ono nie tylko raj, lecz także górę wielkiej wędrówki, gdzie się cierpliwie wchodzi coraz wyżej (Czyściec V 22–24):

„Na skos przez owo zbocze pocztem długim

Szła duchów rzesza przed nami, śpiewając

Psalm Miserere, jeden wiersz za drugim”.

Modlitwa św. Augustyna do Ducha Świętego:

Duchu Święty, Boże,

tchnij mnie swoim tchnieniem,

abym myślał o tym, co jest święte.

Prowadź mnie, Duchu Święty,

abym czynił to, co jest święte.

Przyciągaj mnie do siebie, Duchu Święty,

abym kochał to, co jest święte.

Umacniaj mnie, Duchu Święty,

abym strzegł tego, co jest święte.

Strzeż mnie, Duchu Święty,

abym nigdy nie utracił tego, co jest święte.

Amen.

 

 

Więcej o świętych poczytaj w kategorii "Święci".


Zygmunt Kubiak

Zobacz inne artykuły tego autora >
Zygmunt
Kubiak
zobacz artykuly tego autora >

Modlitwą i płaczem. Sposób na nawrócenie

Jeżeli chcesz kogoś nawrócić, nie praw mu morałów, nie mów, że źle żyje. Zacznij się modlić i szczerze płakać. Tak postępowała święta Monika – matka świętego Augustyna.

Modlitwą i płaczem. Sposób na nawrócenie

Miała dwóch synów i córkę, ale dzisiaj znane są przede wszystkim jej relacje z najstarszym – Augustynem. On sam przekazał nam najwięcej informacji w „Wyznaniach”.

Styl życia Augustyna w niczym nie zapowiadał, że Kościół może ogłosić go świętym. Ale matka przez 16 lat jeździła za nim, modliła się i płakała. Pewien biskup rozmawiając z nią, powiedział: „Matko, jestem pewien, że syn tylu łez musi powrócić do Boga”. I powrócił! Augustyn pod wpływem kazań św. Ambrożego w Mediolanie przyjął chrzest i rozpoczął zupełnie nowe życie.

Modlitwa o wytrwałość i pomoc dla chrześcijańskich matek:

Święta Moniko, wzorze matek, Ty wytrwale walczyłaś o swego zbłąkanego syna Augustyna, bez gróźb, zanosząc tylko swoje modlitewne wołania do nieba.

Wstawiaj się za mną i wszystkimi współczesnymi matkami, abyśmy potrafiły uczyć nasze dzieci zbliżać się do Boga.

Naucz nas być blisko naszych dzieci, nawet tych marnotrawnych synów i córek, którzy pobłądzili.

Amen.

Modlitwa św. Augustyna do Ducha Świętego:

Duchu Święty, Boże,

tchnij mnie swoim tchnieniem,

abym myślał o tym, co jest święte.

Prowadź mnie, Duchu Święty,

abym czynił to, co jest święte.

Przyciągaj mnie do siebie, Duchu Święty,

abym kochał to, co jest święte.

Umacniaj mnie, Duchu Święty,

abym strzegł tego, co jest święte.

Strzeż mnie, Duchu Święty,

abym nigdy nie utracił tego, co jest święte.

Amen.

Przeczytaj historię św. Augustyna:


Święty Augustyn i jego “Wyznania”


 
wklejka swieci codziennego uzytku