Pier Giorgio Frassati. (Nie)zwykły święty

„Zdumiewająca była wrażliwość Pier Giorgia Frassatiego na człowieka biednego, na potrzebującego, na chorego. Może to jest szczególne wezwanie i wyzwanie pod adresem naszego pokolenia i naszych czasów: czasów, którym grozi znieczulica” – tak o bł. Piotrze Jerzym mówił do młodzieży akademickiej kard. Karol Wojtyła.

Polub nas na Facebooku!

Bł. Piotr Jerzy (Pier Giorgio) Frassati urodził się w Turynie w 1901 r. Młody Włoch nie był wcale uosobieniem doskonałości, miał kłopoty z nauką, palił fajkę i cygara. Był człowiekiem wysportowanym, przystojnym, ze wspaniałą przyszłością, lubianym i podziwianym, pasjonatem gór i pieszych wycieczek. W tym wszystkim pragnął pójść za głosem Chrystusa, który wezwał go do służby miłości i miłosierdzia. Zmarł w wieku 24 lat w 1925 r. W 1981 r. jego nienaruszone ciało przeniesiono z grobu rodzinnego do katedry w Turynie. 20 maja 1990 r. Jan Paweł II ogłosił go błogosławionym. Liturgiczne wspomnienie błogosławionego obchodzone jest 4 lipca.

 

Jak być człowiekiem nowoczesnym i chrześcijaninem?

Papież Franciszek w orędziu na Światowe Dni Młodzieży w Polsce, którym przyświecała idea Ośmiu Błogosławieństw, polecał by młodzi naśladowali Frassatiego w czynieniu dzieł miłosierdzia. „Chciałbym zasugerować wam, jak w konkretny sposób, możemy być narzędziem tego samego Miłosierdzia względem naszych bliźnich – pisał Papież Franciszek. „Pier Giorgio był młodzieńcem, który zrozumiał, co znaczy mieć serce miłosierne, wrażliwe na najbardziej potrzebujących. Ofiarowywał im o wiele więcej niż dary materialne, dawał samego siebie, poświęcał czas, słowa, zdolność słuchania. (…) Służył ubogim z wielką dyskrecją, nigdy się z tym nie obnosząc. (…) Wyobraźcie sobie, że w przeddzień swojej śmierci, ciężko schorowany, udzielał wskazówek dotyczących sposobu pomagania jego pokrzywdzonym przyjaciołom”.

Papież Benedykt XVI także kierował uwagę młodzieży na bł. Frassatiego. W orędziu przed XXVII ŚDM, które w 2012 r. odbywały się w diecezjach na całym świecie, opisywał bł. Frassatiego jako młodzieńca, który przepełniony był radością, chociaż doświadczał wielu prób i zranień. „Z pogodą ducha i radością poświęcał swe życie pełnej pasji służbie Chrystusowi i braciom. Będąc młody tak jak wy, z wielkim zaangażowaniem zdobywał formację chrześcijańską i dawał świadectwo wiary, proste i skuteczne – mówił z kolei Benedykt XVI podczas spotkanie z młodymi w Turynie, w maju 2010 r. Polecał też czytać biografie bł. Frassatiego.

Istotne jest, że świadectwo życia Pier Giorgia Frassatiego zwracało szczególną uwagę, zanim został on ogłoszony przez Kościół katolicki błogosławionym. Kardynał Giovanni Battista Montini, późniejszy Paweł VI, podkreślał że Frassati odpowiada swoim życiem na pytanie, „jak być człowiekiem nowoczesnym i chrześcijaninem”.

Ten włoski student i alpinista był przed laty także wzorem dla Karola Wojtyły. Jan Paweł II, jeszcze przed wyniesieniem Pier Giorgia Frassatiego w 1990 r. na ołtarze, wskazywał go jako patrona młodzieży. „Zdumiewająca była wrażliwość Pier Giorgia Frassatiego na człowieka biednego, na potrzebującego, na chorego. Może to jest szczególne wezwanie i wyzwanie pod adresem naszego pokolenia i naszych czasów: czasów, którym grozi znieczulica” – mówił kard. Karol Wojtyła do młodzieży akademickiej w 1977 r. Przyznał też: „Także i ja w młodości doznałem dobroczynnego wpływu jego przykładu i jako uczeń byłem pod wrażeniem mocy jego chrześcijańskiego świadectwa”. Jan Paweł II powierzył młodzież bł. Frassatiemu. W Rzymie w 2001 r. do niosących krzyż ŚDM młodych ludzi zaapelował: „Starajcie się go poznać! Jemu powierzam wasze misyjne zaangażowanie”.

 

„Mało nas, ale dobrych jak makaron”

Co wspólnego mają ze sobą bł. Pier Giorgio Frassati, włoski makaron, góry i 600 osób modlących się za siebie codziennie? Wszystko to tworzy jedną całość – Towarzystwo Ciemnych Typów.

W 1924 roku, na rok przed końcem studiów Frassati obawiał się, że wraz z otrzymaniem dyplomu straci kontakt z przyjaciółmi. Myślał o tym, jak utrzymać więź między ludźmi różnego pochodzenia, różnych charakterów, różnych zainteresowań… Wspólnym mianownikiem miała być… wiara! Wraz z przyjacielem, Marco Beltramo, na górskiej równinie Pian della Mussa zapoczątkowali spotkania grupy, w której oprócz wspólnych wypraw górskich, rozmów, a także wizyt wśród biednych, będą się codziennie za siebie nawzajem modlić.

Grupę nazwali „Towarzystwem Ciemnych Typów” (Compagna dei Tipi Loschi), żartobliwie nawiązując w ten sposób do określeń włoskiej mafii. Główną dewizą Towarzystwa było hasło: „Mało nas, ale dobrych jak makaron”. Pisali do siebie żartobliwe listy, robili sobie kawały. Wszystko to miało sprawić, że nawet będący dalej od Kościoła, dzięki lekkiej atmosferze, przyłączą się do Towarzystwa. Siostra Pier Giorgia, Luciana Frassati-Gawrońska, wspominała po latach, że „pod żartobliwym statutem [grupy] kryły się wyższe cele”.

Frassati umarł rok później, w lipcu 1925 roku. Ale to, co przez ten czas udało mu się zbudować, zostawiło w grupie znajomych ślad na całe ich dalsze życie. Towarzystwa na kształt pierwszego powstały po śmierci Pier Giorgia w bardzo wielu miejscach we Włoszech i na świecie. I mają różny charakter. Niektóre na jego wzór pomagają biednym, inne – za filar działalności stawiają wzajemną modlitwę. Towarzystwo Ciemnych Typów w Polsce istnieje od 2013 roku.

 

am/Warszawa, zś/Stacja7

Reklama

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


Reklama

 

 


Reklama

Św. Jan Chrzciciel: Twardziel z nutą zawahania

Jan Chrzciciel nie zadowalał się przeciętnością. Był radykalny i zdecydowany, odważny i jednoznaczny.

Paweł Kozacki OP
Paweł
Kozacki OP
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Pan Jezus dał świadectwo o Janie Chrzcicielu: „Coście wyszli oglądać na pustyni? Trzcinę kołyszącą się na wietrze? Ale coście wyszli zobaczyć? Człowieka w miękkie szaty ubranego? Oto w pałacach królewskich przebywają ci, którzy noszą okazałe stroje i żyją w zbytkach. Ale coście wyszli zobaczyć? Proroka? Tak, mówię wam, nawet więcej niż proroka. (…) Powiadam wam: Między narodzonymi z niewiast nie ma większego od Jana. Lecz najmniejszy w królestwie Bożym większy jest niż on” (Łk 7,24-28).

 

Twardziel z nutą zawahania

Piero di Cosimo – “Św. Jan Chrzciciel”

1. Radykalny wobec samego siebie

Syn Zachariasza i Elżbiety nie zaczynał od reformowania świata i innych ludzi. Najpierw był radykalny wobec samego siebie: „Nosił odzienie z sierści wielbłądziej i pas skórzany około bioder, a jego pokarmem była szarańcza i miód leśny” (Mt 3,1-2). Mieszkał na pustyni nad Jordanem. Nie szuka wygody. Nie szuka popularności. Jego surowość życia bowiem, była nie tylko ascezą, ale droga wolności. Jan oddala się na pustynię, oddala się od zwyczajnego życia, pozbawia się dóbr materialnych, by nikt nie mógł mu zabrać tego, czego sam się pozbawił. Tak budowała się wolność Jana. Swoim postępowaniem zapowiadał słowa Baranka: „Kto w drobnej rzeczy jest wierny, ten i w wielkiej będzie wierny; a kto w drobnej rzeczy jest nieuczciwy, ten i w wielkiej nieuczciwy będzie” (Łk 16,10). Na początku nie bał się zrezygnować z wybornych potraw i miękkiego odzienia, by być gotowym narazić swoje życie w momencie, gdy tego będzie wymagała jego misja.

 

Twardziel z nutą zawahania

Le Tintoret – “Le Baptême du Christ”

2. Radykalny w słowie

Nie pochlebiał ludziom, ale potrafił mówić w oczy to, co ważne, nie dbając o swoją popularność. Jasno wzywał do nawrócenia, porzucenia grzechów, po imieniu nazywał fałszywe motywacje: „A gdy widział, że przychodzi do chrztu wielu spośród faryzeuszów i saduceuszów, mówił im: Plemię żmijowe, kto wam pokazał, jak uciec przed nadchodzącym gniewem? Wydajcie więc godny owoc nawrócenia, a nie myślcie, że możecie sobie mówić: Abrahama mamy za ojca, bo powiadam wam, że z tych kamieni może Bóg wzbudzić dzieci Abrahamowi” (Mt 3,7-8).

To nie było głaskanie słuchaczy, to nie było szukanie popularności ani schlebianie ludzkim gustom. To była odwaga mówienia prawdy w imię Boga, który posłał Jana.

Jednoznaczność Jana objawiła się najbardziej, gdy zarzucił Herodowi niemoralność. Atakując króla nie narażał się na szyderstwo i odrzucenie, ale kładł na szali swoje życie. Jan wiedział, że zadzieranie z tymi, którzy mają władzę, którzy mają moc zgładzić lub ocalić, jest narażaniem własnej głowy.

 

3. Radykalność Jana objawia się w jego pokorze.

Gdy gromadziły się wokół niego rzesze, by słuchać jego słów i przyjmować chrzest nawrócenia, usłyszał pytanie: „Kto ty jesteś?, on wyznał, a nie zaprzeczył, oświadczając: Ja nie jestem Mesjaszem. Zapytali go: Cóż zatem? Czy jesteś Eliaszem? Odrzekł: Nie jestem. Czy ty jesteś prorokiem? Odparł: Nie! Powiedzieli mu więc: Kim jesteś, abyśmy mogli dać odpowiedź tym, którzy nas wysłali? Co mówisz sam o sobie?” (J 1,19-22).

Mało który człowiek potrafi się oprzeć pokusie, by nie korzystać z profitów, które ma na wyciągnięcie ręki. „Nie zawiążesz pyska wołowi młócącemu”.

Jan żył surowym życiem, zapowiadał przyjście Mesjasza, piętnował grzechy współczesnych, wzywał do nawrócenia. Zasługiwał na uznanie. Rozumnie odrzucił tytuł mesjasza, Eliasza, ale przecież był prorokiem! Umiał jednak usunąć się w cień. „Jam głos wołającego na pustyni”, „nie jestem godzien odwiązać rzemyka u Jego sandała”, „Potrzeba, by On wzrastał, a ja się umniejszał”.

Nie chciał świecić odbitym blaskiem, nie chciał odcinać kuponów, od powołania, którym został obdarowany, nie chciał ludzkiego uznania. Klarowność postawy Jana objawiała się nie tylko w surowości życia, ale w odkryciu wewnętrznej prawdy. Wiedział kim jest Bóg, kim jest człowiek, wiedział że nie posiada nic, co by mu nie zostało wcześniej dane, dlatego nie wynosił się nad innych i nie pysznił, ale wskazywał na Tego, który był źródłem jego powołania i dawcą wszelkich talentów.

 

Twardziel z nutą zawahania

 

4. Egzamin z bezbronności

Doceniając radykalizm Jana w aspektach, które opisałem powyżej, najbardziej cenię go za egzamin z bezbronności, próbę nadziei, której był poddany. W czasie publicznej działalności objawiał moc: żył surowym życiem proroka, nawoływał ludzi do nawrócenia, bezkompromisowo głosił prawdę, odważnie zapowiadał sąd, był głosem nadchodzącego Boga. Bezbronny, zamknięty w więzieniu, zapomniany przez ludzi zadaje pytanie, czy Jezus jest tym mesjaszem, którego zwiastował, czy innego mają oczekiwać. Został skazany na długie dni rozmyślania o sensie przepowiadanej nadziei, której spełnienia nie widać, i całkiem ludzkiego wahania, czy jego posłannictwo miało sens, czy się nie pomylił.

Łatwo zawierzyć Bogu, gdy świat stoi otworem, a siły i zapał wydają się niewyczerpane. Prorokować, gdy nadzieja na spełnienie zapowiedzi jest tak wyraźna, jakby miały zrealizować się już jutro. Niełatwo żyć wiarą w sens swojej misji, gdy głosiło się sprawiedliwy sąd Boży, a Jezus przynosi dobrą nowinę o miłosierdziu, gdy mówiło się o siekierze przyłożonej do pnia bezowocnego drzewa, a Jezus chce jałowe drzewo okopać, obłożyć nawozem i dać mu kolejną szansę, gdy Ten, który miał przynieść zbawienie, nie robi nic, by wybawić przyjaciela gnijącego w więzieniu.

Jan okazał się najbardziej radykalny w zawierzeniu Bogu nie wtedy, gdy dokonywał wielkich rzeczy na pustyni, ale wtedy, gdy nie zwątpił w ciemności więzienia, gdy niczego już światu nie mógł zaoferować. Dane mu było spotkać Boga innego niż prorockie wyobrażenia. Wtedy został napełniony Światłem, którego nie mogły już zgasić żadne ciemności.


Tekst pierwotnie ukazał się 29 października 2016 roku.

 

Paweł Kozacki OP

Paweł Kozacki OP

Dominikanin, publicysta, blogger, były przeor Konwentu Świętej Trójcy w Krakowie oraz wieloletni redaktor naczelny miesięcznika “W drodze”. Od 1 lutego 2014 r. Prowincjał Polskiej Prowincji Dominikanów.

Zobacz inne artykuły tego autora >

Reklama

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


Reklama

 

 


Reklama

Paweł Kozacki OP
Paweł
Kozacki OP
zobacz artykuly tego autora >
Copy link
Powered by Social Snap