Mała Arabka. Małe Nic

Błogosławiona Siostra Maria od Jezusa Ukrzyżowanego - palestyńska karmelitanka. Mówiła o sobie często „Małe Nic”. Pokora była jej największą bronią skutecznie odpierającą wszelkie ataki złego.

Emil
Smolana OP
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Kiedy rodzice Miriam stracili dwunastu synów, postanowili udać się z pielgrzymką do Betlejem, by tam modlić się o potomstwo. Przyrzekli, że jeśli urodzi się dziewczynka otrzyma imię na cześć Matki Bożej. Prośby zostały wysłuchane. Po urodzeniu dziewczynki na świat przyszedł także chłopiec, któremu nadano imię Boulos (Paweł).

Urodziła się 5 stycznia 1845 roku w Abelin, małej wiosce nieopodal Nazaretu.

Miriam miała niespełna 3 lata, gdy zmarli jej rodzice. Osierocone dzieci trafiły pod opiekę krewnych. Ona do stryja, a brat do ciotki. Gdy skończyła 8 lat wraz z nową rodziną przeniosła się do Aleksandrii. Mając 13 lat, miała zostać wydana za mąż, ale Miriam zbuntowała się, bo pragnęła należeć wyłącznie do Boga.

Mała Arabka. Małe Nic

Zrównanie z niewolnicami, najgorsze prace, poniżanie, pozbawienie dostępu do mszy i sakramentów nie złamały dzielnej dziewczyny. Pragnienie, które zrodziło się w jej sercu było silniejsze od namów, gróźb i obyczajów, którym powinna się poddać.

Chęć zobaczenia z bratem pchnęła ją do napisania listu, a jedyną nadzieją na jego przekazanie bratu był dawny służący stryja. Poszła więc do domu mężczyzny, którego nie znała. By nie złamać zasad gościnności przyjęła zaproszenie na kolacje. Rozmowa o niesprawiedliwym traktowaniu przez stryja szybko przerodziła się w spór na temat religii. Służący próbował wymusić na dziewczynie konwersje na islam. Rozwścieczony stanowczą odmową, kopniakiem przewrócił Miriam na ziemię i poderżnął jej gardło. Aby zatrzeć dowody zbrodni wraz z żoną i matką zawinął zwłoki w olbrzymi welon i porzucił w odludnym miejscu. Był 7 września 1858 roku.

Tutaj zaczyna się dopiero prawdziwa i niezwykła historia jej życia.

Miriam po śmierci trafiła do nieba lecz usłyszała głos, który kazał jej wracać. Ocknęła się w grocie. Przy jej posłaniu stała zakonnica ubrana w piękne szaty w kolorze nieba. Opatrzyła jej ranę i troskliwie się nią zaopiekowała. Po miesiącu, gdy Miriam wróciła do zdrowia, owa opiekunka opowiedziała jej, co będzie się działo dalej i udzieliła wielu rad.

„Nie zobaczysz już nigdy swojej rodziny, pojedziesz do Francji, gdzie zostaniesz zakonnicą, będziesz dzieckiem świętego Józefa, a potem córką świętej Teresy. Nałożą ci habit karmelitański w jednym domu, śluby złożysz w drugim, a umrzesz w trzecim, w Betlejem”. Odprowadziła dziewczynę do pobliskiego kościoła i znikła.

Obietnice tajemniczej kobiety zaczęły sprawdzać się po pięciu latach. W 1863 roku Miriam dotarła do Marsylii, gdzie rozpoczęła pracę jako pomoc domowa. Gdy chodziła do kościoła coraz częściej towarzyszył jej nieznajomy mężczyzna. W swojej szczerości zapytała go dlaczego za nią chodzi i czy ma zamiar złożyć jej propozycję małżeństwa, bo jeśli tak to traci czas, gdyż ona poświęcona jest Bogu. Nieznajomy odpowiedział, że wie lecz nie opuści jej do chwili, kiedy zostanie zakonnicą.

Mała Arabka. Małe Nic

W 1865 roku Miriam rozpoczęła postulat w zgromadzeniu sióstr świętego Józefa od Objawienia. Ilość nadprzyrodzonych darów i zjawisk, które zaczęły towarzyszyć dziewczynie sprawiła, że nie pozostała tam długo. Trafiła do Karmelu w Pau, gdzie rozpoczęła nowicjat przyjmując imię Marii od Jezusa Ukrzyżowanego. Nadzwyczajne zjawiska narastały z niespotykaną siłą. Ekstazy, proroctwa, dar widzenia rzeczy przyszłych, stygmaty, opętania demoniczne stały się chlebem powszednim.

W 1870 roku siostra Maria wraz z 6 siostrami została skierowana do Indii, by otworzyć nową fundację. To tam złożyła swoje śluby zakonne. W jej życiu rozpoczął się okres prób. Wszystkie dary i doświadczenia mistyczne, które przeżywała zostały zanegowane. To co do tej pory uznawano za nadprzyrodzone, traktowano jako iluzję i działanie diabła.

Po dwu latach siostra Maria wróciła do Karmelu w Pau. Oświadczyła przeoryszy, że Jezus wzywa ją by założyła nowy Karmel w Betlejem, i że nastąpi to przed upływem 3 lat. Proroctwo, które otrzymała od Jezusa pomimo wielu trudności i sprzeciwów wypełniło się. Nowa fundacja  powstała 24 września 1875 roku.

Karmel został wybudowany na wzgórzu wskazanym przez Jezusa. To On objawił Marii układ i wymiary przyszłego klasztoru. Wskazał także miejsce pod kaplicę, dodając że to właśnie w tym miejscu odpoczywała jego mama, gdy udawała się do Betlejem, aby wydać Go na świat.

W 1878 roku Maria otrzymała kolejne proroctwa dotyczące swej śmierci, która miała nastąpić niebawem. Podczas prac w ogrodzie spadła ze schodów łamiąc sobie lewe ramie. W ranę wdała się gangrena, a śmierć nadeszła szybko. Swą duszę siostra Maria oddała Bogu bez agonii z niebiańską radością w oczach i wręcz niedostrzegalnie. Śmierć połączyła ją z Bogiem 26 sierpnia 1878 roku o 5:10 nad ranem. Miała 33 lata.

Mała Arabka. Małe Nic

Podczas jednej z walk z szatanem gdy siostra Maria skarżyła się, że użyła już wszelkich broni, Jezus odpowiedział, że nie zauważyła jednej – małej siekierki. Jezus powiedział jej „dotknij czoła szatana tą siekierką a upadnie”. Spytany co to za siekierka odpowiedział „ siekierka pokory”. Pokora stała się jej bronią, którą skutecznie odpierała przez całe życie wszelkie ataki złego. Stale o niej mówiła i była jej wzorem. Pokora pozwoliła jej przejść przez męczeństwo ciała, oddanie mocy diabelskiej, liczne pokusy i prześladowania, których doznawała także od najbliższych. Gorliwie podejmowała wszystkie posługi i wypełniała regułę, pozostając siostrą konwerską przeznaczoną do wykonywania najniższych prac. Opiekowała się chorymi siostrami, a na budowie dozorowała pracę robotników.

Małe nic, tak często mawiała o sobie sama siostra, a duży dystans do siebie był dla niej czymś charakterystycznym.

Mała Arabka. Małe Nic

„Na co człowiekowi zdobyć wszechświat jeśli zgubi swoją duszę”.

To słowa które wypowiedziała i które w pełni oddają postawę całego jej życia. Walki o to co najważniejsze bez kompromisów, wbrew utartym schematom i opiniom.

Pokora, która stała się główną bronią świętej, pomaga walczyć o to co w życiu najważniejsze. Odrywa od doczesności i pokazuje, że nie jest ona ostatecznością, że człowiek stworzony jest dla Boga. Człowiek pokorny to ten, który zna prawdę o sobie. Wie, że sam z siebie nic nie może, że wszystko co otrzymał pochodzi od Boga. Nie jest w stanie zbawić się o własnych siłach, a jedynym lekarzem, który może to zrobić jest Chrystus. Uniżenie się przed Bogiem otwiera człowieka na niesamowite działanie łaski, Boga, który wkracza w życie człowieka ze swoją mocą dokonując niesamowitych rzeczy.

Siostra Maria od Jezusa Ukrzyżowanego została beatyfikowana przez papieża Jana Pawła II w dniu 13 listopada 1983 roku.

19 listopada 2013 r. o 19.30 w Bazylice oo. Dominikanów w Krakowie odbyła się instalacja relikwii Małej Arabki.

Modlitwa siostry Marii

Matko wszyscy śpią!

A o Bogu tak dobrym, tak wielkim, tak godnym uwielbienia, zapominają.

Nikt o Nim nie myśli.

Wysławia go przyroda, niebo, gwiazdy, drzewa, rośliny, wszystko Go wysławia.

Człowiek także powinien Go wysławiać, znając jego dobrodziejstwa, a on śpi! 

Szybko, szybko obudźmy wszechświat!

Chodźmy sławić Boga, śpiewać Mu dziękczynienie.

Świat śpi, świat śpi, chodźmy go obudzić,

chodźmy obudzić miasto.

 


Artykuł ukazał się pierwotnie 25 listopada 2013 roku

 

Emil Smolana OP

Zobacz inne artykuły tego autora >

Reklama

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


Reklama

 

 


Reklama

Emil
Smolana OP
zobacz artykuly tego autora >
ŚWIĘCI

Błogosławieni “na piatkę”

„Bóg Dobry bierze mnie do siebie. Nie żałuję, że w tak młodym wieku schodzę z tego świata. Teraz jestem w stanie łaski, a nie wiem czy później byłbym wiernym mym przyrzeczeniom Bogu oddanym” - pisał Franciszek Kęsy. Chwilę później położył głowę pod gilotyną.

Agnieszka Huf
Agnieszka
Huf
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

24 sierpnia 1942 roku, więzienie w Dreźnie. Ojciec Franz Bänsch OMI, oblat, w swojej niełatwej posłudze więziennego kapelana w gestapowskim więzieniu wiele już razy towarzyszył idącym na śmierć. Tym razem jednak wiedział, że uczestniczy w czymś wyjątkowym. Na wyraźną prośbę skazańców stał nieopodal gilotyny, trzymając we wzniesionej dłoni swój oblacki krzyż. Dzięki temu prowadzeni na stracenie więźniowie mogli ostanie spojrzenie na tym świecie posłać ku Temu, który był centrum ich – krótkiego jeszcze przecież – życia. Najmłodszy miał 19 lat, najstarszy – 23… I choć kapłan wiedział, że za robienie notatek o tym, czego świadkiem był za więziennym murem, groziło mu podzielenie losu skazańców, to zaryzykował, wpisując w parafialną księgę zgonów nazwiska zamordowanych: Czesław Jóźwiak, Edward Kaźmierski, Franciszek Kęsy, Edward Klinik, Jarogniew Wojciechowski. A na odwrotnej stronie wezwania do więzienia zanotował: „Dziś przeszli do wieczności ludzie święci”.

 

“Henia mi się podoba, Loda mi się podoba…”

Święci? Zwyczajni, młodzi ludzie. Czesiek, Franek, dwóch Edków i Jarogniew, zwany Jaroszem poznali się w salezjańskim oratorium w Poznaniu – tam razem bawili się, uczyli i modlili.

„Właściwie to mam dwa domy jeden na Łąkowej, drugi przy Wronieckiej 9. Nawet trudno powiedzieć, w którym spędzam więcej czasu. Dziś, na przykład, byłem na Wronieckiej trzy razy: przed południem, po południu u spowiedzi i wieczorem na zebraniu Towarzystwa św. Jana Bosko”.

– zanotował w swoim dzienniczku Edek Kaźmierski.

Myliłby się jednak ten, kto pomyślałby, że świętość od najmłodszych lat wypisana była na ich twarzach. Wiedli życie zwyczajnych nastolatków – uwielbiali wymyślać żarty, „urywali się” z lekcji, nauka nie zawsze przychodziła im z łatwością. To był też czas pierwszych miłości i konieczności dokonywania niełatwych wyborów.

„Widać, że zbliża się wiosna, bo moje serce zaczyna na całego wariować. Dotąd królowała w nim niepodzielnie Henia, a teraz zakradła się do niego Loda. Spokoju mi nie daje myśl o dziewczynkach. Czuję się tak, jakbym stał przed oknem wystawowym ze słodyczami. Wszystkie nęcą, a ja nie wiem, co wybrać. Mam ochotę wyciągnąć rękę po wszystkie. Henia mi się podoba, Loda mi się podoba, pewna Żydóweczka, którą niedawno poznałem – też mi się podoba, ale żadnej nie mam odwagi tego powiedzieć. Na razie wypowiadam swoje uczucia grą na skrzypcach. Na ostatniej lekcji ks. Piechura pochwalił mnie za postępy. Najgorsze, że na Heni i Lodzie się nie kończy. 21 maja, w czwartek, poszedłem na 600 na mszę, a potem pojechałem z Helą, Kaziem i Szypami do Gądek. Tam, w lesie, w czasie zabawy w „walkę narodów”, poznałem Zosię – uroczą blondynkę o niebieskich oczach”

– czytamy w Edkowych zapiskach.

 

“Duch mój jest silny, nic go już nie złamie”

W radosną młodość brutalnie wkroczyła wojna. O takich, jak oni, mówi się dziś: Kolumbowie. Zamiast umawiać się na pierwsze randki i martwić się, jak powiedzieć rodzicom o dwójce z polskiego, musieli uczyć się ukrywania przed niemieckimi łapankami i stawiania oporu okupantom, działając w konspiracji. Przez rok służyli w szeregach Narodowej Organizacji Bojowej, ale we wrześniu 1940 roku zostali zadenuncjowani i oskarżeni o zdradę stanu. Więzieni i torturowani, nie stracili młodzieńczej pogody ducha. Franek Kaźmierski w jednym z grypsów do Edka pisał:

„Ja się mego humoru jeszcze nie pozbyłem, jeszcze figle płatam. Raz Jantyszkowi schowałem łyżkę i jedli ze Stefanem jedną. Ponieważ była dolewka, jedli bardzo długo. Edziowi “Bebisiowi” [Klinikowi] poprzestawiałem raz meble i na pokrywie kibla napisałem: “Achtung. Giftgas!” [Uwaga, gaz trujący!] i namalowałem trupią czaszkę”.

Ale to, co najważniejsze, działo się w ich sercach. Dojrzewali, zbliżając się coraz bardziej do Tego, który już na wolności pociągnął ich do Siebie. Jeszcze w okrytym złą sławą Forcie VII w Poznaniu, gdzie trafili zaraz po aresztowaniu i gdzie spotkały ich najstraszliwsze tortury, udało im się niepostrzeżenie wyciągnąć z kosza na śmieci zabrane im podczas rewizji różańce. Modlitwa dodawała im sił. Kiedy tylko mogli, modlili się wspólnie, narażając się na kpiny współosadzonych. W jednym z listów do rodziny Eda Kazimierski napisał:

„Jakaż to siła, ta nasza wiara. Są także tacy tutaj, którzy w nic nie wierzą. Jaka dla nich straszna ta niewola. Słychać tam tylko przekleństwa i złorzeczenia. A u tych, co mają silną wiarę spokój, a zamiast przekleństw sama radość. Duch mój jest silny i coraz silniejszy się staje. Nic go już nie załamie, bo go Bóg umocnił. Jestem na wszystko przygotowany, bo wiem, że wszystkim Bóg kieruje, dlatego we wszystkim widzę niepojęte myśli Boże”.

A Edek Klinik w liście do siostry zwierzył się:

„Dzisiaj, mając już za sobą duży okres szkoły życiowej, patrzę inaczej na świat, gdyż więzienie bardzo zmienia człowieka. Dla niejednych staje się szkodliwym, dla innych zbawiennym. Ja i moi koledzy możemy powiedzieć, że dla nas jest i będzie tym drugim”.

 

“Do zobaczenia w Niebie”

Cierpienie ofiarowali za swoich prześladowców, a wyrok skazujący na śmierć za “przygotowanie do zdrady stanu” przyjęli ze spokojem. Z listów, pisanych na kilka chwil przed śmiercią, przebija pełna zgoda na Bożą wolę i radość z bliskiego spotkania z Panem.

„Jest 7.45 wieczorem. O godz. 8.30, tj. pół do dziewiątej zejdę z tego świata. Proszę was, tylko nie płaczcie, nie rozpaczajcie, nie przejmujcie się, Bóg tak chciał. Szczególnie zwracam się do Ciebie, Matusiu kochana, ofiaruj swój ból Matce Bożej Bolesnej, a Ona ukoi Twe zbolałe serce”.

– pisał Czesław Jóźwiak. Edward Kaźmierski zwracał się do najbliższych:

„O dziękujcie Najłaskawszemu Zbawcy, że nie wziął nas nieprzygotowanych z tego świata, lecz po pokucie, zaopatrzonych Ciałem Jezusa w dzień Marii W.W. O dziękujcie Bogu za Jego niepojęte miłosierdzie. Dał mi spokój. Pogodzony z Jego Przen. Wolą schodzę za chwilę z tego świata. Wszak On tak dobry, przebaczy nam. (…) Do upragnionego zobaczenia w niebie”.

A Franciszek Kęsy wprost zastanawiał się, czy gdyby umarł później byłby wciąż wierny Bogu:

„Bóg Dobry bierze mnie do siebie. Nie żałuję, że w tak młodym wieku schodzę z tego świata. Teraz jestem w stanie łaski a nie wiem czy później byłbym wiernym mym przyrzeczeniom Bogu oddanym”.  

Jarogniew jako jedyny pisał list pożegnalny do siostry, a nie do rodziców, bo kiedy był w więzieniu zmarła jego mama:

„Poznałem i przejrzałem dokładnie życie Matusi, Ojca, Twoje i swoje i dlatego jestem pewny, że będziesz się raczej ze mną cieszyć, a nie rozpaczać, bo dostępuję nadzwyczajnej łaski Bożej i odchodzę poznawszy gruntownie moją przeszłość, bez najmniejszego żalu”.

Kilka chwil po napisaniu tych listów, zaopatrzeni sakramentami, zostali kolejno wyprowadzeni na dziedziniec drezdeńskiego więzienia, gdzie czekała już gilotyna. Umierali, patrząc na krzyż. 

Kościół oficjalnie potwierdził ich świętość 13 czerwca 1999 roku, kiedy to Jan Paweł II na placu Zamkowym w Warszawie ogłosił ich błogosławionymi wśród 108 męczenników II wojny światowej.

 

Agnieszka Huf

Agnieszka Huf

Z urodzenia (i przekonania!) – Ślązaczka. Z zawodu – psycholog. Z pasji – bibliofil, człowiekolub, autostopowiczka. A to wszystko traci na znaczeniu wobec najważniejszego: z woli Ojca – dziecko Boże. Uczestniczka Akademii Dziennikarstwa 2017/18.

Zobacz inne artykuły tego autora >

Reklama

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


Reklama

 

 


Reklama

Agnieszka Huf
Agnieszka
Huf
zobacz artykuly tego autora >
Copy link
Powered by Social Snap