Z macierzyńskiej perspektywy

Co to oznacza „być mamą”? Czym jest „dobre” wychowanie? Jakie są największe wyzwania współczesnych matek? Na pytania zadane w naszej sondzie odpowiadają zaangażowane społecznie Kobiety i Mamy.

Polub nas na Facebooku!

Z macierzyńskiej perspektywy
Co to oznacza „być mamą”? Czym jest „dobre” wychowanie? Jakie są największe wyzwania współczesnych matek? Na pytania zadane w naszej sondzie odpowiadają zaangażowane społecznie Kobiety i Mamy.

Mamą być – ile we mnie mamy z mamy?

„Nie przyjmuję schematów macierzyństwa i uważam wręcz, że są one bardzo szkodliwe.” – mówi Agata Puścikowska, dziennikarka – „Matki, które próbują wejść w jakiś określony wzór, tak naprawdę w cudze buty, przeżywają prędzej czy później frustracje, lęki, nie doceniają siebie w swoim macierzyństwie. Porównywanie siebie do innych matek, to kiepski pomysł. Zawsze znajdzie się któraś „gorsza”, i jakaś „lepsza”. Dużo sensowniej po prostu kochać swoje dziecko, kochać też i doceniać siebie, w swoim macierzyństwie. Tak po prostu, z szacunkiem podchodzić zarówno do siebie, właśnie jak i do dziecka. Wtedy jesteśmy skoncentrowane na sprawach najistotniejszych, a z naszej akceptacji – mimo słabości, popełnianych błędów i czasem niepowodzeń – gdy jest miłość i szacunek, zawsze wypływa dobro. Prędzej, czy później. Macierzyństwo nie trwa miesiąc czy dwa lata. To stan, który pozwala zmieniać się i dojrzewać w… człowieczeństwie od momentu poczęcia naszego dziecka, aż do końca.”

„Na pewno, gdybym miała powiedzieć, kim jestem, na pierwszym miejscu wymieniłabym: mamą. Wszystkie inne zajęcia, w tym praca, są na drugim planie. Ale te idealne proporcje czasami niestety weryfikuje rzeczywistość. Bywa, że praca wdziera się do domu i zwykłe “przebranie się w dresy” nie wystarcza, żeby zmienić rolę. Wiem, że daleko mi do ideału mamy i pocieszam się tylko myślą, że wszystkie mamy, które znam, mają tak samo” – przyznaje Anna Skórzyńska, pomysłodawczyni i współwłaścicielka firmy szumisie.pl.

„Bycie mamą jest dla mnie zawsze na pierwszym miejscu. Praca, dom są u nas podporządkowane dzieciom i ich potrzebom, nie mówiąc o ich grafiku.” – mówi Paulina Guzik, dziennikarka, prowadząca program „Między Ziemią a Niebem” – „Czy zawsze jestem mamą na 100%? Oczywiście, że nie. Zdarzyło mi się opuścić koncert dziecka bo byłam w Rzymie. Zdarzyło mi się zapomnieć o ważnej sprawie. Nie mam często siły, denerwuję się, krzyczę, zasypiam nad książką którą im czytam na dobranoc. Czy jestem wciąż mamą na 100%? Jestem nią od kiedy dowiedziałam się że Jaś i Hela pojawią się na świecie. Bo moja miłość do nich jest stuperocentowa. Nie ma ludzi idealnych i nikt nie rodzi się z umiejętnością bycia matką. Ale każdy rodzi się ze zdolnością do kochania. Słowo Mama zaczyna się na M tak samo jak Miłość. Miłość wystarczy.”

„Pierwociny wszystkiego, co najważniejsze ofiarowała mi właśnie ona. Moja mama. Zainteresowała światem: najbliższym i najdalszym, pokazała książkę i radio, nauczyła, że nie ma się co bać, tylko odważnie mierzyć z przeciwnościami. I żeby śmiało realizować marzenia.” – wspomina Marta Januszewska, dziennikarka Polskiego Radia. – „Udowadniała i udowadnia, że nie ma takiego matczynego zadania, z którym ona, mama, by sobie nie poradziła. Podróż z dwójką małych dzieci na drugi koniec Polski? Proszę bardzo. Praca zawodowa, zadbanie o dom, choć potomstwa przybywa? Oczywiście! Z mojej mamy – mam nadzieję! – sporo we mnie odwagi. I tej chęci pokazania swojemu dziecku, że może i powinno próbować świata na różne sposoby, zawsze wiedząc, że mama jest.”

 

Dobre wychowanie, czyli jakie?

„Takie, które wiąże się z miłością, szacunkiem i dyscypliną.” – mówi Marta Januszewska – „Dyscyplina jest niemodnym słowem. Głównie dlatego, że jest mylnie równana z posłuszeństwem (swoją drogą ono też niepotrzebnie nabrało negatywnych konotacji, jakby miało na stałe przypisany epitet „ślepe”). Miłość – bo troska o twoje dobro jest najważniejsza, szacunek – bo jesteś człowiekiem, który ma prawo do swojego zdania i swoich wyborów, dyscyplina – bo to uczenie granic, życia w grupie, szacunku dla drugiego człowieka. I na koniec – dobre wychowanie to takie, które doprowadza do samodzielności.”

„Dobre wychowanie, czyli… w teorii proste, a w rzeczywistości najtrudniejsze zadanie w moim życiu. Marzy mi się, żeby wychować moje dzieci na dobrych ludzi, pewnych swojej wartości i pełnych szacunku do innych. Jak mi, nam wspólnie, się uda – będę szczęśliwa i spełniona.” – przyznaje Anna Skórzyńska.

„Największym rodzicielskim wyzwaniem jest dla mnie nauka przebaczania.” – pisze Paulina Guzik – „Powiedzieć przepraszam jest bardzo łatwo. Najtrudniej jest wybaczyć bratu czy siostrze. Więc oprócz tego że jedno przeprosi zawsze pytam drugiego – wybaczyłeś/aś? Jeśli się uniosę – przepraszam dzieci i pytam czy mi wybaczyły. Ich uścisk “przytulas” w odpowiedzi jest dla mnie największą miarą tego, że bardzo dobrze rozumieją co to znaczy. Jeśli w dorosłym życiu będą potrafiły wybaczyć największe zranienia i iść do przodu nie pamiętając o dawnej krzywdzie uznam to za rodzicielski sukces.”

„Dobre wychowanie dziecka to połączenie miłości, szacunku, z wyznaczaniem konkretnych granic, mądrze pojętą dyscypliną i otwartością na to, że dziecko to nie my sami. Więc jest po prostu inne, i nie wolno go “wychowywać” – formując córkę czy syna na nasze “idealne” kopie. Wychowanie, jeśli ma być dobre i skuteczne, warto by przebiegało w atmosferze zrozumienia i czułości, ale nie czułostkowości. Dziecko musi wiedzieć i czuć, że jest kochane i chciane, że rodzice nawet gdy wymagają i stawiają wymagania, zadania i cele – bo mają do tego prawo – robią to z autentycznej miłości. Przy czym stawianie tych celów i wymagań musi być poprzedzane mądrą analizą i rozumieniem dziecka. A żeby naprawdę zrozumieć, trzeba spędzać czas i rozmawiać, rozmawiać, rozmawiać…” – zaznacza Agata Puścikowska.

 

Jakie są największe wyzwania współczesnych matek?

„Balans.” – odpowiada Paulina Guzik – „Weźmy na przykład technologię – jak wyważyć chęć ochrony dziecka przed telefonami i elektroniką z tym, żeby nie wychować nieżyciowej i atechnologicznej istoty, która przecież zostanie prędzej czy później zderzona z technologią i umiejętność jej użycia będzie jej być albo nie być szkole, na uczelni, w pracy. Słowem – jak dozować mądrze technologię. Balans między ambicją rodzica a możliwością posiadania faktycznego dzieciństwa bez miliona lekcji dodatkowych. Balans między konsekwencją wychowawczą a wyrozumiałością wobec dziecka, które ma swoje uczucia, humory i też może go boleć głowa. Balans między pracą, która zapewnia dzieciom chleb, szkołę i wakacje (i pracą , dodajmy, którą uwielbiam) a obecnością w domu mamy wtedy, kiedy jej potrzebują.”

„W pędzącym świecie stworzyć spokojny, ciepły dom. Dać dzieciom poczucie bezpieczeństwa a przede wszystkim miłość. Być – tak fizycznie – jak najwięcej i sprawić, żeby wierzyli w siebie i wiedzieli, że zawsze mogą na mnie liczyć.” – mówi Anna Skórzyńska.

„Przed współczesnymi matkami w zasadzie stoją same poważne wyzwania. Jak łączyć pracę zawodową z prowadzeniem domu i wychowywaniem dzieci? Jak uwierzyć w swoje kompetencje – matki i żony, gdy czasem zewsząd są one podważane? Jak w końcu – nie zapomnieć o sobie, o swoich potrzebach, sprawach, umiejętnościach i pasjach? – podkreśla Agata Puścikowska – „I przyznam, że to ostatnie wyzwanie, być może jest najtrudniejsze i dla mnie. Niemniej wiem, po siedemnastu latach macierzyństwa, że matka to przede wszystkim… człowiek. I jeśli o tym zapomni, zatracając się wyłącznie dla rodziny, prędzej czy później następuje w niej bunt i kryzys. A matka w kryzysie to i rodzina w kryzysie. Dlatego warto żyć tak, by mądrze dbać o siebie, a wtedy – zapewniam – i rodzina, dzieci, będą zadbane.”

„Paradoksalnie jednym z największych wyzwań są… inne matki. Żyjemy w czasach tak powszechnego dostępu do informacji, tak błyskawicznej komunikacji, że niejednokrotnie nie zdążymy wypowiedzieć swojej myśli do końca a już otrzymujemy setki „złotych rad” i komentarzy. A przecież nikt nie zna swojego dziecka lepiej niż jego rodzic. Oczywiście nie chodzi tu o lekceważenie zdania innych – w końcu najczęściej (zwłaszcza ciocie i babcie) robią to z troski. Ale mam wrażenie, że współczesne macierzyństwo coraz bardziej przestaje ufać swojej intuicji. A autorytetem stają się internetowe wyrocznie. Współczesnym mamom życzę więc nieco więcej zaufania do siebie.” – puentuje Marta Januszewska.

 

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


 

 



Czy stać cię na bycie chrzestnym?

Wydaje się, że wielokrotnie rodzice chrzestni nie wiedzą, jaka jest ich rola, czego Kościół od nich oczekuje i dlaczego ich zadanie jest bardzo ważne. Stąd pewnie „być rodzicem chrzestnym” zredukowało się do „mieć pomysł na prezent”.

Agata Rujner
Agata
Rujner
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Czy stać cię na bycie chrzestnym?
Wydaje się, że wielokrotnie rodzice chrzestni nie wiedzą, jaka jest ich rola, czego Kościół od nich oczekuje i dlaczego ich zadanie jest bardzo ważne. Stąd pewnie „być rodzicem chrzestnym” zredukowało się do „mieć pomysł na prezent”.

Maj kojarzy się często z sezonem komunijnym, a ten naturalnie przypomina o tym, że w życiu dzieci przyjmujących pierwszy raz Jezusa w Eucharystii, są też rodzice chrzestni, których na tę uroczystość szczególnie się zaprasza. Fora internetowe przepełnione są radami dotyczącymi tego, jaki prezent warto kupić i co jest modne w danym roku, a wszelkiego rodzaju portale prześcigają się w pisaniu artykułów na ten temat. Zdecydowaną większość wypowiedzi łączy jeden aspekt – pieniądze. A może warto spojrzeć na sprawę z innej strony?

 

Nieugięty Kościół

Od początku chrześcijaństwa istnieje funkcja świadków sakramentów. W pierwszych wiekach, kiedy to głównie dorośli przyjmowali chrzest, po kilkuletnim okresie katechumenatu (przygotowania do chrztu) sakrament udzielany był nie tylko na mocy wyznania wiary katechumena, ale również przy swego rodzaju poręczeniu świadka – opiekuna w drodze wiary i nawrócenia. Wraz z rozwojem chrześcijaństwa i utworzeniem praktyki chrztu dzieci, kształtowały się sprawy formalne związane z rodzicami chrzestnymi. O ile dzisiaj praktyką jest nieodmawianie chrztu dzieciom, niezależnie od moralnej sytuacji rodziców, o tyle wymagania wobec rodziców chrzestnych są nieugięte. Niekiedy spotyka się to z niezrozumieniem ze strony wiernych. Przecież to rodzice są najważniejszymi osobami w życiu dziecka i to na nich spoczywa odpowiedzialność wychowania – również wychowania ich w wierze (skoro pragną, aby ich pociecha została włączona do wspólnoty Kościoła). W Katechizmie Kościoła Katolickiego możemy przeczytać, że aby łaska chrztu mogła się rozwijać, potrzebna jest pomoc rodziców (KKK 1255).

Od rodziców chrzestnych, jako swoistych pomocników rodziców w wymiarze duchowym, wymaga się głębokiej wiary, zdolności i gotowości do pomocy chrześniakowi na drodze życia chrześcijańskiego (co w konkrecie przekłada się po prostu na życie sakramentalne i modlitewne). Kodeks Prawa Kanonicznego wskazuje, że rodzicami chrzestnymi mogą być osoby religijne, bierzmowane, przystępujące do sakramentów (jeśli pozostają w związku małżeńskim, to musi to być sakramentalne małżeństwo). Mają to być osoby z wystarczającą dojrzałością do pełnienia swoich obowiązków (skończone 16 lat). Ponadto ich życie ma być zgodne z wiarą. Nie mogą podlegać też jakiejkolwiek karze kanonicznej (KPK kan. 872 i kan. 874).

 

Obecność i świadectwo

Wymagania wobec rodziców chrzestnych na pierwszy rzut oka wydają się znacznie większe niż potrzeba. Jednak kiedy zdamy sobie sprawę, że głównym zadaniem rodziców chrzestnych jest towarzyszyć ochrzczonemu w chrześcijańskim wtajemniczeniu, którego inicjacją jest sakrament chrztu, to może łatwiej będzie zrozumieć, dlaczego religijno-moralne wymagania są potrzebne. Trudno być dla dziecka, potem młodzieńca świadkiem wiary i autentycznym wzorem życia chrześcijańskiego, jeśli samemu ma się niepoukładane życie duchowe. Żeby było jasne, nie twierdzę, że to niemożliwe ani w żaden sposób nie chcę wartościować czy oceniać.

Rodzice chrzestni są przede wszystkim zaproszeni do modlitwy za swoje dzieci, a także do realnego i konkretnego wsparcia rodziców na drodze wychowania dziecka w wierze. Innymi słowy, rodzice chrzestni mają być obecni w życiu i dorastaniu ochrzczonego. Być gotowi stawiać czoła jego wątpliwościom, pytaniom, trudnościom w życiu duchowym. Mają swoim autentycznym życiem chrześcijańskim zachęcać i pociągać to dziecko do budowania głębszej relacji z Chrystusem i Kościołem. Na chrzcie ich zadanie się rozpoczyna i trwa każdego dnia, a nie tylko od święta.

Jak można rozumieć rolę rodzica chrzestnego? – Moim zdaniem to troska o tego chrześniaka, spędzanie z nim czasu, ale przede wszystkim to troska o jego rozwój duchowy. Modlisz się za niego, zabierasz go na roraty i różne nabożeństwa dla dzieci i starasz się pomagać duchowo – twierdzi Natalia, matka chrzestna kilkuletniego chłopca.

 

Kogo na to stać?

Skoro funkcją rodziców chrzestnych nie jest obdarowywanie dzieci prezentami z okazji urodzin i kolejnych sakramentów, to pojawia się przewrotne pytanie – kogo na to dzisiaj stać? Znacznie łatwiej i szybciej jest kupić najmodniejszy gadżet, zapakować i wręczyć dziecku z uśmiechem, niż przez lata, wytrwale budować więzi, towarzyszyć, rozmawiać, spędzać czas i wspierać na drodze rozwoju duchowego. To wymaga bezcennej inwestycji własnego czasu, własnego zaangażowania, poczucia odpowiedzialności, a przede wszystkim świadomości zadania, jakiego się podjęło. Wydaje się, że wielokrotnie rodzice chrzestni nie wiedzą, jaka jest ich rola, czego Kościół od nich oczekuje i dlaczego ich zadanie jest bardzo ważne. Stąd pewnie „być rodzicem chrzestnym” zredukowało się do „mieć pomysł na prezent”. Jednak nic nie stoi na przeszkodzie, by powracać do pełni i zarówno posiadać świetne pomysły na kreatywne prezenty, jak również być towarzyszem i świadkiem wiary dla swoich chrześniaków.

 

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


 

 



Agata Rujner

Agata Rujner

Zobacz inne artykuły tego autora >
Agata Rujner
Agata
Rujner
zobacz artykuly tego autora >