STYL ŻYCIA

Weganizm, frutarianizm i inne jedzeniowe -izmy

Czym się różni wegetarianizm od tak popularnego dziś weganizmu? Co jedzą frutarianie? Gdzie jedzenia szukają freeganie? Oto lista najczęściej spotykanych dziś na Zachodzie stylów odżywiania dyktowanego filozofią życia.

Anna Druś
Anna
Druś
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Weganizm, frutarianizm i inne jedzeniowe -izmy
Czym się różni wegetarianizm od tak popularnego dziś weganizmu? Co jedzą frutarianie? Gdzie jedzenia szukają freeganie? Oto lista najczęściej spotykanych dziś na Zachodzie stylów odżywiania dyktowanego filozofią życia.

Wegetarianizm czyli nie zabijamy zwierząt

Wegetarianie nie jedzą niczego, co wiązałoby się z zabiciem żywego stworzenia. Wykluczają więc wszelkie mięso – w tym i ryby, ale dopuszczają spożycie nabiału i jajek. Ma różne odmiany, np. owowegetarianizm (dopuszczenie jajek), laktowegetarianizm (dopuszczenie mleka, wykluczenie jajek).

 

Weganizm czyli nie krzywdzimy zwierząt

Weganie idą krok dalej niż wegetarianie i nie jedzą również niczego, czego wyprodukowanie wiązałoby się z krzywdą zwierząt. Najogólniej nie jedzą żadnych produktów pochodzenia zwierzęcego, nazywając swoje żywienie często “kuchnią roślinną”. Zwracają też uwagę na pochodzenie produktów niekojarzonych ze zwierzętami, np. wina, ale których wyprodukowanie czasem wiąże się z wykorzystaniem zwierząt. Niezbędne białko dostarczają organizmowi najczęściej poprzez rośliny strączkowe i super foods.

 

Frutarianizm czyli nie zabijamy zwierząt i roślin

Fruktarianie również nie jedzą mięsa i produktów pochodzenia zwierzęcego, ale także nie jedzą tych roślin, których zerwanie do spożycia wiązałoby się z zabiciem danej rośliny. W związku z tym nie jedzą m.in. marchwi, buraków, sałaty czy ananasa, ale jedzą większość innych owoców i warzyw rosnących na drzewach i krzakach. 

 

Witarianizm czyli rezygnujemy z obróbki termicznej

Witarianie najogólniej ujmując jedzą wszystko na surowo, nie poddając jedzenia obróbce termicznej. Najczęściej, choć nie zawsze, są również wegetarianami lub weganami. Nie piją także kawy i herbaty. Argumentują ten styl życia zwykle zdrowiem (obróbka termiczna na rzekomo zabijać najcenniejsze składniki odżywcze w jedzeniu) oraz ochroną środowiska. 

 

Freeganizm czyli jemy to, co inni wyrzucili

Freeganie sprzeciwiają się dominującemu na Zachodzie konsumpcjonizmowi, który marnuje olbrzymie ilości jedzenia. Starają się więc jeść to, co wyrzucili inni. Często, choć nie zawsze, również nie jedzą mięsa. Ten styl życia nie dotyczy wyłącznie jedzenia, ale dotyka innych dziedzin. Najważniejszą zasadą freegan jest dzielenie się, hojność i minimalizacja potrzeb. W Polsce dieta ta nie ma jeszcze tak wielu zwolenników jak na Zachodzie, gdzie nierzadko powstają nawet specjalne dedykowane freeganom przewodniki po “najlepszych śmietnikach w mieście”. 

 

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7




 

 

Anna Druś

Anna Druś

dziennikarka i redaktor sekcji news, w Stacji7 od marca 2018. Wcześniej pracowała w "Pulsie Biznesu", "Newsweeku" i Katolickiej Agencji Informacyjnej. Z wykształcenia teolog i dziennikarz

Zobacz inne artykuły tego autora >
Anna Druś
Anna
Druś
zobacz artykuly tego autora >
ROZMOWY

Dieta dla ciała, post dla duszy

Wiele osób rozpoczęło ten rok z postanowieniem przejścia na dietę lub generalniej zdrowego odżywiania. Jak do diet można podejść z perspektywy wiary? Czym dieta różni się od postu? Pytamy o to ks. Marka Lisa - duchownego, który prywatnie jest pasjonatem gotowania.

Ks. prof. Marek Lis
Ks. prof. Marek
Lis
zobacz artykuly tego autora >
Anna Druś
Anna
Druś
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Dieta dla ciała, post dla duszy
Wiele osób rozpoczęło ten rok z postanowieniem przejścia na dietę lub generalniej zdrowego odżywiania. Jak do diet można podejść z perspektywy wiary? Czym dieta różni się od postu? Pytamy o to ks. Marka Lisa - duchownego, który prywatnie jest pasjonatem gotowania.

Jak odróżnić post od diety? Czy da się być jednocześnie na diecie i pościć?

Skoro rozmawiamy w perspektywie wiary, najpierw sięgnijmy do Biblii. Nie przypominam sobie byśmy znaleźli tam jakieś wytyczne o diecie. Mamy za to w Starym Testamencie bardzo precyzyjne wskazania rytualne dotyczące tego, co i jak można jeść, które jednak znikają w perspektywie Nowego Testamentu. W Dziejach Apostolskich widzimy św. Piotra, który zastanawia się, czy iść do pogan i dostaje wizję różnego rodzaju nieczystych zwierząt oraz słyszy głos Boga: “uczyniłem to wszystko czystym”. Odtąd dla chrześcijan nie ma już żadnych obostrzeń rytualnych. O samych dietach, we współczesnym rozumieniu, nie ma jednak nadal ani słowa. To zresztą nic dziwnego, bowiem w starożytności i wiele wieków później dla większości ludzi nie istniał problem nadmiaru jedzenia czy konieczności dbania o linię, ale raczej problem niedoboru jedzenia. Co więcej, Biblia, prorok Izajasz porównuje nieraz zbawienie do wystawnej uczty urządzanej przez Pana Boga “z wybornych win” i “tłustych mięs” – co pewnie dziś brzmi zatrważająco, gdy myślimy o poziomie cholesterolu!

 

Za to są w Biblii posty.

Tak, w kontekście niejedzenia w Biblii są właśnie posty. I to raczej jako coś, co towarzyszy wydarzeniom smutnym. Pościł Dawid gdy modlił się o przeżycie swojego syna. Pości Mojżesz, pości Eliasz, pości Judyta, Estera. Ta ostatnia pości przed trudną rozmową z królem, która będzie dotyczyła przetrwania całego narodu. Pości wreszcie Pan Jezus na pustyni, poszczą Jego uczniowie. Nowością jest jednak to, że Pan Jezus nauczając o poście mówi o nim z wezwaniem do radości: “kiedy pościcie nie bądźcie smutni”. I to Pan Jezus podczas swojego 40-dniowego postu wypowiada słynne zdanie “nie samym chlebem żyje człowiek”. Pokazuje w ten sposób post jako postawę człowieka wobec Boga; postawę, jaką człowiek ma przyjąć wobec swojego grzechu, postawę, która wynika ze zrozumienia swojej słabości i grzeszności. Ma być ona wysiłkiem pokazującym mnie samemu, że powinienem ufać nie tylko siłom pochodzącym z ludzkiego pokarmu, nawet z tego najwyborniejszego. Post ma również służyć oczyszczeniu mojego ciała dla wyrażenia pragnienia oczyszczenia mojej duszy. Wynika to ze spostrzeżenia, że czynności związane z trawieniem są ociężałością, obciążeniem, oddalającym mnie od skupienia na samym Bogu. Nie chodzi przy tym o rozumienie jedzenia jako grzechu, bo przecież Biblia nie ma żadnych wątpliwości, że jedzenie jest czymś dobrym, może być przyjemnością, a “wino ma rozweselać”. Decyzja o poszczeniu wynika raczej z tego, by móc lepiej, owocniej, z większą uwagą i ufnością stanąć przed Bogiem.

 

Wspomnianemu przez księdza oczyszczeniu ciała służy również wiele diet. Są nawet posty, które pokrywają się z zaleceniami diet, od razu myślę tu o tzw. poście Daniela tożsamym z dietą dr Dąbrowskiej. Jak to wtedy oddzielić i czy to oddzielić? Czy osoba świadoma tego, że podejmowany przez nią post jednocześnie też służy jej ciału, zaniedbuje czegoś w czystości intencji postnej?

Po kolei. Przede wszystkim dieta jest czymś co służy mojemu ciału. Zwłaszcza, jeśli patrzymy na nią w kontekście współczesnym, gdy jedzeniem niejednokrotnie się trujemy, choćby jedząc za dużo lub niezdrowo. Jest więc bez wątpienia czymś dobrym, potrzebnym mojemu organizmowi. Jednocześnie dieta jest też skoncentrowana na mnie samym, jest przejęciem się mnie o mnie samego. Bo tu mam wałeczki, tu boczek za duży, waga na mnie krzyczy – to jest walka o siebie nastawiona na siebie. Jest więc podkreśleniem, że to chlebem, pokarmem żyje człowiek lub – jak to się dziś często powtarza, “jesteśmy tym, co jemy”, stajemy się tym, co jemy. Tu jednak jej zadanie się kończy. Wychodząc od przysłowia “W zdrowym ciele zdrowy duch” trzeba w kontekście diet zapytać, czy w tym wypielęgnowanym dietą zdrowym ciele “zdrowy duch” nie oznacza wyłącznie dobrego samopoczucia, czegoś więc pogańskiego. Można wręcz zapytać, czy w tym zdrowym ciele będzie jeszcze miejsce dla Boga?

 

 

Jak się jednak mają diety do postów?

Mogą być powiązane, bo stosujemy podobną metodę, czyli jedzenie takich czy innych pokarmów, w określonej ilości. Kiedy jednak podejmujemy post jako taki, to nie robimy tego, by podobać się sobie samemu. Wręcz przeciwnie. Poszcząc podejmujemy przedziwny wysiłek przeciw sobie po to, żeby umieć bardziej podobać się Panu Bogu. To może brzmi troszeczkę heretycko bo przecież my się Panu Bogu i tak podobamy, ale chodzi o odnalezienie w sobie tego, co Panu Bogu się w nas mogłoby nie podobać. Tak się wsłuchać w siebie samego, żeby to zobaczyć. To będzie jednak trudne, gdy w brzuchu bulgocą procesy trawienia, a w głowie szumi od “rozweselającego serce wina”. W takim stanie trudno będzie o Panu Bogu pamiętać, w tej ociężałości ciała zwracać swoją myśl do Pana Boga. Taki wymiar ma właśnie post ścisły w Środę Popielcową – jeden z zaledwie dwóch, do których Kościół nas w ciągu roku zobowiązuje. Chcemy przez post rozpocząć okres wyrzeczeń i wymagań; odrzucić ten “jedzeniowy” ciężar i z odświeżonym spojrzeniem stanąć przed Bogiem. Czy nie przypomina to praktyki wielu osób, by przed długą podróżą za bardzo się nie najadać, aby nie przeszkodzić sobie w skupieniu i nie zmusić do licznych postojów, koniecznych, gdy organizm ma co trawić?

 

Mamy jeszcze drugi ścisły post – ten w Wielki Piątek.

Ten post ma inny wymiar. Służy wyrażeniu smutku z powodu śmierci bliskiej osoby. I też przypomina posty, które naturalnie, bez przymusu praktykujemy w chwilach wielkich emocji. Na przykład gdy ktoś bliski nas porzuca, odchodzi albo umiera. Proszę zobaczyć, co się wtedy z nami dzieje: nie mamy ochoty jeść. Najchętniej zwinęlibyśmy się w kłębek, zamknęli w sobie i głodując przeżywali swój smutek. Taka jest też praktyka wielu osób przed pogrzebami bliskich: nie jedzą. Dopiero gdy już pogrzebią ukochaną osobę, są w stanie usiąść z rodziną i zjeść jakiś posiłek. Gdy kogoś ważnego nagle brakuje – naturalnie nie jemy. Nie jesteśmy w stanie nad tą wyrwą w sercu przejść do porządku dziennego. I naturalną odpowiedzią na takie emocje jest właśnie post, a nie dieta. Post jako postawa wewnętrzna, która mnie oczyszcza, uwalnia, pozwala odświeżyć także umysł, myśl, spojrzenie, pamięć itd.

 

Jak więc najlepiej podejmować posty? Na przykład te w piątki całego roku?

W te dni nie ma nakazu niejedzenia w rozumieniu ścisłym, ale jest zalecenie pozbawienia się przyjemności jedzenia. Jako chrześcijanin pamiętam w te dni o śmierci Pana Jezusa, który za mnie oddaje życie, ale pamiętam o tym po to, żeby tym radośniej świętować niedzielę – dzień Zmartwychwstania. Taki post polegający na tym, żeby nie udzielić sobie czegoś jest połączeniem tej “metody chleba” z którego mogę nie skorzystać (“nie samym chlebem żyje człowiek”), a równocześnie wyrażeniem mojego smutku, mojej żałoby, mojej solidarności z tym który umiera na krzyżu. O takim poście mówił przecież Jezus uczniom: wtedy, gdy zabraknie pośród nich Oblubieńca. Dlatego od lat w Popielec i Wielki Piątek nie jem nic, poszczę „o wodzie”. Myślę, że tym, co się w przypadku piątkowych postów liczy, co jest decydujące i co odróżnia je od diety jest postawa, nastawienie wobec tego, co chcę uzyskać. Jeżeli chcę uzyskać tylko zdrowe ciało i piękną sylwetkę to można powiedzieć, że wtedy owo niejedzenie stanie się podobne do gimnastyki ciała, pójścia na siłownię. Natomiast w przypadku niejedzenia z powodu postu moim celem jest dobre, otwarte stanięcie przed Panem Bogiem. Jeśli nastawiam się, że tego dnia poszczę, to nie muszę się już martwić o jedzenie, mogę sobie pozwolić na luksus odstawienia wszystkiego, co może stać się przeszkodą w myśli, w modlitwie, medytacji, w pokucie. Dorzućmy tu jeszcze aspekt postu istotny przez wiele stuleci czyli jałmużnę. Kazanie na Górze wyraźnie to pokazuje: pościsz? nie smuć się! pościsz? daj jałmużnę. Ale nie, aby się z tym obnosić. Pość i dawaj jałmużnę tak, by cię nikt nie widział. To kolejna różnica względem postawy towarzyszącej diecie. Najczęściej dietę podejmujemy właśnie z powodu pokazania się innym – jako ktoś zdrowszy, szczuplejszy, zadbany. Post ma prowadzić do czegoś innego: do stania się piękniejszym w oczach Boga. Nie własnych, nie drugiego człowieka, ale Boga.

 

 

Poruszył ksiądz wątek postu, jako sposobności do niezabiegania o jedzenie. Ale jak jednak dobrze pościć, gdy zdobywanie jedzenia wiąże się wyłącznie z otwarciem lodówki, a nie poświęcaniem na to czasu, albo gdy niejedzenie mięsa nie jest żadnym wyrzeczeniem? Czy jeśli zjemy w piątek zamiast steka pięknie wysmażonego na masełku łososia to nadal można to uznać za post?

Oczywiście post piątkowy jako wstrzemięźliwość od mięsa był uwarunkowany historycznie, pochodził z czasów, gdy jedzenie mięsa było luksusem. Ale nawet dziś możemy na to spojrzeć w podobny sposób. W obliczu problemów zanieczyszczenia środowiska również można dziś uznać jedzenie mięsa za swoisty wybryk, bo przecież najczęściej wyprodukowanie go, dostarczenie do mojej lodówki wiąże się z obciążeniem planety: emisją CO2, zużyciem prądu, wody itd. Gdy zaś zjemy coś prostego, niech to będą jakieś roślinki, których produkcja nie zanieczyściła środowiska – już jest to wyrzeczeniem. Inną sprawą jest pytanie: kotlecik czy ryba? Poszczę w piątek nie po to, by zastąpić jedno smaczne jedzenie innym smacznym jedzeniem, albo poprawić sylwetkę, ale po to by Panu Bogu powiedzieć oto jestem gotów stanąć przed Tobą. Post więc będzie raczej wtedy, gdy zjemy coś, co pozwala mi przypomnieć, że “nie samym chlebem żyje człowiek”. Będzie wtedy, gdy wybiorę sobie danie, przy którym będę w piątek tęsknił za sobotnim obiadem lub za moim codziennym jedzeniem. Dobrze to realizuje post o chlebie i wodzie, bo przecież nie oznacza on niejedzenia, ale jedzenie, które minimalizuje moją przyjemność przy jednoczesnym nakarmieniu i nawodnieniu organizmu, zaspokojeniu jego podstawowych pokarmowych potrzeb.

 

Jak to więc przełożyć na praktykę? W piątki nie jedzmy smacznie?

Odpowiedź będzie indywidualna, zależna od danej osoby. Na pewno nie chodzi o jedzenie w piątki niesmacznych rzeczy, bo to też byłoby sprzeciwienie się Panu Bogu, który po to nam dał kubki smakowe i doświadczenie smaku, byśmy z nich korzystali. Raczej chodzić będzie o niezwracanie w dni postne przesadnej uwagi na smak, na wykwintność, na rozkosz związaną z jedzeniem. Niech to będzie takie jedzenie, które jak najmniej obciąży moje ciało, mój budżet, naszą planetę, mój czas i uwagę.

 

Czyli na przykład wyczyśćmy lodówkę tego dnia? Dokończmy to, co zostało otwarte żeby się nie zmarnowało?

Na przykład! Ale też niech to będzie jedzenie, które wymaga krótszych zabiegów przygotowawczych, żeby ktoś, kto spędza długie godziny w kuchni mógł zaoszczędzony czas poświęcić Panu Bogu lub pomocy innym. Zróbmy więc do jedzenia coś, co będzie proste, zwyczajne, co nie wymaga zużywania gazu czy prądu na kuchence przez 4 godziny, ale niech to będzie takie jedzenie, które przygotuję w 15 minut. Post od mięsa dobrze spełnia ten wymóg, bo dobry rosół czy pieczeń przygotowuje się długo. Żeby jednak zrobić dobrą zupę rybną wystarczy 15 minut, bo inaczej ta ryba nam się rozpadnie i rozgotuje. Do tego jest to danie nieobciążające organizmu i niewymagające długiego trawienia. Niech to nawet będzie ten łosoś, tylko już może nie na masełku, ale na parze, żeby był lekki i zdrowszy.
Wyznacznikiem postu jest też coś, co jest przeciwieństwem uczty. Po uczcie się spodziewamy pewnej sekwencji dań; po jednym daniu następuje następne i następne, potem deser i tak dalej. Poszcząc – rezygnujemy z tego, zjadamy tyle, by zaspokoić pierwszy głód i by pozostał pewien niedosyt. Nie odpowiadamy na te zachcianki “teraz zjadłbym coś jeszcze, dopełnił”. W piątek raczej świadomie rezygnujemy z czegoś, żeby odczuć brak określonego jedzenia albo napoju, gatunku sera, mięsa czy wędliny. Rezygnuję, by uświadomić sobie, że nie na tym budowane jest moje życie. Tak rozumiany post może nam pokazać drogę w zupełnie innym kierunku. O ile dieta ma mnie udoskonalić, bym był lepszy, sprawniejszy, lżejszy – tak post zupełnie nie zwraca uwagi na mnie samego – choć chudnięcie czy zdrowie może być efektem ubocznym postu. Post ustawia mnie samego w relacji do Pana Boga, którą potrafię wyrazić swoim ciałem.

 

Rozmawiała Anna Druś

Ks. prof. Marek Lis jest filmoznawcą, kierownikiem Katedry Homiletyki, Mediów i Komunikacji Wydziału Teologicznego Uniwersytetu Opolskiego oraz prywatnie pasjonatem gotowania

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7




 

 

Ks. prof. Marek Lis

Ks. prof. Marek Lis

filmoznawca, kierownik Katedry Homiletyki, Mediów i Komunikacji Wydziału Teologicznego Uniwersytetu Opolskiego

Zobacz inne artykuły tego autora >
Anna Druś

Anna Druś

dziennikarka i redaktor sekcji news, w Stacji7 od marca 2018. Wcześniej pracowała w "Pulsie Biznesu", "Newsweeku" i Katolickiej Agencji Informacyjnej. Z wykształcenia teolog i dziennikarz

Zobacz inne artykuły tego autora >
Ks. prof. Marek Lis
Ks. prof. Marek
Lis
zobacz artykuly tego autora >
Anna Druś
Anna
Druś
zobacz artykuly tego autora >