video-jav.net

Ksiądz i strażak na ratunek

Podobnie jak współczesny strażak nie zajmuje się jedynie gaszeniem pożarów, tak i towarzyszący mu kapelan nie jest wyłącznie “oficjelem” od święcenia sprzętu. Zakasuje rękawy i razem ze strażakiem wspiera ludzi w sytuacjach krytycznych: powodzi, huraganu, wypadków samochodowych.

Anna Druś
Anna
Druś
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Ksiądz i strażak na ratunek
Podobnie jak współczesny strażak nie zajmuje się jedynie gaszeniem pożarów, tak i towarzyszący mu kapelan nie jest wyłącznie “oficjelem” od święcenia sprzętu. Zakasuje rękawy i razem ze strażakiem wspiera ludzi w sytuacjach krytycznych: powodzi, huraganu, wypadków samochodowych.

O brawurowej akcji jednego ze strażackich kapelanów mówił ostatnio cały świat. Chodzi o ks. Jean-Marc Fourniera, 50-letniego duszpasterza straży pożarnej w Paryżu, dzięki któremu z pożaru katedry Notre-Dame ocalały m.in. relikwie korony cierniowej Pana Jezusa oraz Najświętszy Sakrament. – Ojciec Fournier to prawdziwy bohater! Nie okazał strachu, wszedł prosto do płonącej katedry po relikwie. Jako strażak każdego dnia balansuje na krawędzi życia i śmierci, w ogóle się nie boi – mówili jego koledzy z zastępu w rozmowie z dziennikarzami.

Takich “ojców Fournierów” jest jednak na świecie znacznie więcej, a o większości ich codziennej, podobnie heroicznej pracy trudno przeczytać w doniesieniach medialnych. Wielu z nich posługuje również w Polsce codziennie towarzysząc strażakom w ich pracy. A ponieważ ta praca nie polega już wyłącznie na gaszeniu pożarów, księża – podobnie jak strażacy, którym towarzyszą, zjawiają się wszędzie tam gdzie są ludzie postawieni w sytuacjach granicznych: zakleszczone w autach ofiary wypadków, poszkodowani przez powódź, zawalenie budynku czy wichurę.

 

Do czego strażakom ksiądz?

– Posługa kapelanów w straży pożarnej nie dotyczy tylko obsługi uroczystości, pielgrzymek czy poświęcenia sprzętu, ale jest niezbędna dla samych strażaków, którzy – jak sami mówią w zawołaniu strażackim – wykonują swoją służbę “Bogu na chwałę, ludziom na ratunek” – opowiada ks. Jan Krynicki, Krajowy Kapelan Strażaków. Sam jest zawodowym strażakiem z tytułem starszego brygadiera, zanim bowiem wstąpił do seminarium skończył Szkołę Chorążych Pożarnictwa w Krakowie i przez rok pracował w zawodzie.

Praktykę tej posługi doskonale widać, gdy bliżej przyjrzeć się pracy współczesnych strażaków w Polsce, zarówno tych zawodowych, służących w Państwowej Straży Pożarnej, jak i tych strażackich zapaleńców z Ochotniczej Straży Pożarnej. Odkąd wraz z upadkiem komunizmu straż zawodową zastąpiono strażą “państwową”, dołożono im znacznie więcej dodatkowej pracy, której tylko niewielką cząstką jest gaszenie pożarów. To strażacy są dziś wzywani do wypadków samochodowych, usuwania skutków kataklizmów takich jak coraz częstsze wichury, trąby powietrzne, podtopienia, gradobicia. To strażacy spieszą z pomocą w pierwszej kolejności ofiarom zawaleń budynków, wybuchów gazu, to strażacy zabezpieczają miejsca katastrof ekologicznych, aby zminimalizować straty w ludziach i środowisku. To strażacy są dziś często jako pierwsi przy ludziach dotkniętych ekstremalnymi tragediami. I to te tragedie sprawiają, że potrzebują w swojej pracy księdza.

– Przy różnego rodzaju działaniach strażackich kapelani okazali się być kimś nieodzownym, zarówno dla ofiar, którym niesiona jest pomoc, jak i dla pomagających. To zderzenie ze śmiercią, ludzką tragedią niesie bowiem w strażakach liczne pytania natury egzystencjalnej i duchowej, ale także traumę czy stres porównywany do pourazowego – mówi ks. Jan Krynicki. W tych sytuacjach kapelan jest przede wszystkim tym, kto wysłucha, pomoże spojrzeć na trudne sytuacje w świetle Ewangelii, ukaże pełnię życia w oparciu o jedność z samym Bogiem.

Jakie pytania zadają wtedy strażacy i jakie odpowiedzi uzyskują?
 – Zadają pytania podobne do tych u innych ludzi wierzących: o kryzys wiary, modlitwę, sposoby na znalezienie jedności z Bogiem – wylicza ks. Krynicki. Najtrudniejsze jednak jego zdaniem są problemy wewnątrz samego zastępu czyli trudne relacje międzyludzkie. Zdani na siebie przez kilkanaście godzin na dobę, i to w sytuacjach ekstremalnie trudnych, strażacy funkcjonują nieco inaczej niż choćby pracownicy biur, stykający się z kolegami w pracy w zupełnie innych warunkach. I w tych problemach może przydać się strażacki kapłan.

 

Czy strażacy wierzą w Boga?

Choć naukowych badań religijności zastępów strażackich nie przeprowadzono, doświadczenie Krajowego Kapelana Strażaków mówi, że do tego zawodu bardzo często zgłaszają się osoby głęboko wierzące. Są to przecież najczęściej jednostki z silną potrzebą niesienia pomocy innym ludziom, wrażliwe, gotowe do poświęceń i ofiarności, co mocno wpisuje się w istotę chrześcijaństwa czyli miłość taką, “gdy ktoś życie oddaje za przyjaciół swoich”. – To bardzo często ludzie, którzy w priorytetach życiowych mają wiarę w Boga i pragnienie służenia drugiemu człowiekowi w najbardziej realny i praktyczny sposób – mówi ks. Jan Krynicki. Nie dziwi więc, że gdy tylko prawo państwowe pozwoliło na początku lat 90. na taką możliwość, strażacy coraz częściej zaczęli prosić biskupów o księży do pomocy.

Ks. Krynicki przypomina, że pierwszym krajowym kapelanem tej grupy zawodowej został franciszkanin o. Jerzy Kołodziejczak, który po długim okresie komunizmu zaczął reaktywować przedwojenne struktury duszpasterstwa strażaków. Do tego wraz z reformą administracyjną w 1998 r. redukującą liczbę województw do 16 zaczęły się też pojawiać struktury wojewódzkie tej służby. Obecnie kapelanów mają strażacy we wszystkich województwach, często nawet na szczeblu gminnym. Łącznie w Polsce posługuje ok. 350 kapelanów strażackich i co roku zgłaszają się nowi. Największym wydarzeniem duchowo integrującym to niezwykłe środowisko jest piesza pielgrzymka na Jasną Górę wszystkich strażaków z całej Polski odbywająca się raz na 5 lat w sierpniu przed uroczystością Wniebowzięcia Matki Bożej. W ostatniej, w 2015 roku pieszo pielgrzymowało aż 100 tys. polskich strażaków. Poza tym co roku wielu strażaków tworzy własne, lokalne grupy, pielgrzymujące pieszo na Jasną Górę w ramach pielgrzymek diecezjalnych.

 

Modlitwa do Św. Floriana
Męczenniku święty, święty Florianie, od wieków czczony na polskiej ziemi, bądź i dziś naszym Patronem, Orędownikiem i Obrońcą przed Bogiem.

Uproś nam u Boga żywą wiarę, byśmy oparli się laicyzacji życia i wszędzie słowem i czynami miłości umieli mężnie ją wyznać.
Tak, jak dawniej chroń nas od wojny, ognia, powodzi i wszelkich klęsk żywiołowych.
Czuwaj nad ludźmi ciężkiej i niebezpiecznej pracy: strażakami, hutnikami i kominiarzami.
Strażaków ucz poświęcenia i ofiarnej służby w czasie klęsk żywiołowych,
w ratowaniu ludzkiego życia i mienia.
Ucz nas poszanowania środowiska naturalnego.
Wypraszaj nam u Boga łaski i cnotę męstwa, abyśmy kiedyś przez Miłosierdzie Boże zasłużyli
na wieczną nagrodę w niebie.
AMEN

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


 

 

Anna Druś

Anna Druś

dziennikarka i redaktor sekcji news, w Stacji7 od marca 2018. Wcześniej pracowała w "Pulsie Biznesu", "Newsweeku" i Katolickiej Agencji Informacyjnej. Z wykształcenia teolog i dziennikarz

Zobacz inne artykuły tego autora >
Anna Druś
Anna
Druś
zobacz artykuly tego autora >

Jak przebaczać?

„Chowanie urazy to jak picie trucizny w nadziei, że pozabija twoich wrogów” – miał powiedzieć Nelson Mandela. Przebaczenie to jedno z poważniejszych wyzwań, przed jakim staje niejeden raz w życiu każdy z nas. Czym tak naprawdę jest? Jak przebaczyć? I po czym poznać, że przebaczenie już się dokonało?

Agnieszka Huf
Agnieszka
Huf
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Jak przebaczać?
„Chowanie urazy to jak picie trucizny w nadziei, że pozabija twoich wrogów” – miał powiedzieć Nelson Mandela. Przebaczenie to jedno z poważniejszych wyzwań, przed jakim staje niejeden raz w życiu każdy z nas. Czym tak naprawdę jest? Jak przebaczyć? I po czym poznać, że przebaczenie już się dokonało?

Kwestia przebaczenia to nie tylko sprawa ducha – podejmowana była także przez wielu psychologów. I choć podane przez nich definicje nieco się różnią, w jednym są zgodni: przebaczenie to proces. Nie jednorazowe wydarzenie, szybki prysznic uwalniający nas z trudnych wspomnień, ale długotrwały proces. Często bolesny, ponieważ wymaga zmierzenia się z tym, co dla nas trudne. Bo przebaczenie, wbrew obiegowym opiniom, nie jest zapomnieniem!

 

Prawda

Kiedy ktoś wyrządzi mi krzywdę, najczęściej wybieram jedną z dwóch dróg. Czasami dopada mnie pragnienie zemsty – godzinami rozpamiętuję swoje nieszczęście i rozmyślam nad sposobem ukarania sprawcy. Ale często bywa odwrotnie – próbuję uniknąć trudnych emocji, wmawiając sobie, że nic złego się przecież nie stało, a moja krzywda była tak naprawdę nieistotna. Bolesne uczucia usiłuję zamknąć w najciemniejszej szufladce mózgu i staram się żyć jak dotychczas. Tyle, że emocje nie są mi posłuszne… I chociaż może mi się zdawać, że skutecznie je usunęłam, one działają jak ropień – niewidoczne gołym okiem, zatruwają cały organizm. Nie ma rady – aby przebaczyć, muszę najpierw stanąć w prawdzie z własną krzywdą. Nie mogę dłużej udawać, że nic się nie stało. Bo przecież się stało – ktoś mnie zranił, skrzywdził, zniszczył moje zaufanie, pokładane w sobie nadzieje, może jednym ruchem przekreślił moją przyszłość. A jeśli tak, to mam prawo czuć gniew, żal, złość, rozgoryczenie. Osoby wierzące mają z tym często problem – wydaje nam się, że samo odczuwanie trudnych emocji jest zaprzeczeniem przykazania miłości bliźniego. Ale to nieprawda – emocje nie są grzechem! Są głosem naszego wnętrza, oznajmiającym nam – czasem bardzo dobitnie – że wydarzyło się coś trudnego. Dopiero pozwolenie sobie na te trudne, bolesne odczucia, otwiera nam drogę do przebaczenia.

 

Decyzja

Drugi krok to podjęcie decyzji o przebaczeniu. Decyzji, że uznaję odpowiedzialność winowajcy, ale mimo to chcę zrezygnować z zemsty. Decyzji, że przestaję oczekiwać rekompensaty, a nawet przeprosin. Ale uwaga! Przebaczenie nie oznacza bagatelizowania krzywdy i zapomnienia o trudnym doświadczeniu. Nie zmusza nas też do wejścia z winowajcą w relację przyjaźni – czasami dla własnego dobra lepsze jest całkowite odcięcie się od kontaktu, szczególnie, jeśli winowajca może nadal nas ranić. Przebaczenie to powiedzenie samemu sobie: zostałem skrzywdzony. Osoba, która to zrobiła, nie miała do tego prawa. Zraniła mnie i cierpię, to niesprawiedliwe. Odczuwam ból, żal i gniew. Ale nie chcę, aby te uczucia kierowały całym moim życiem. Rezygnuję z prawa do zemsty, przestaję czekać na zadośćuczynienie. Zamiast tego chcę odnowić moją miłość do tego człowieka, ułaskawić go i oddzielić to, co zrobił, od tego, kim jest. Chcę przestać karmić się urazą i wyzwolić swoje życie spod wpływu tego wydarzenia. Robię to przede wszystkim dla siebie – nie chcę być niewolnikiem zadanej mi rany.

A potem? Powiedzieć to sobie jeszcze raz. I kolejny, i jeszcze… Na początku często wbrew narzucającemu się pragnieniu zemsty lub chęci poddania się rozpaczy, potem z coraz większym spokojem. Przebaczenie to nie przełącznik w głowie – nie działa automatycznie. Wymaga czasu i delikatności, pozwolenia sobie na oswojenie się z krzywdą, przeżycie, a często wypłakanie i wykrzyczenie całego żalu i bólu.

 

Modlitwa

Tyle z psychologii. Bywa jednak, że mimo największych wysiłków woli, przepracowania emocjonalnego i pragnienia uwolnienia się od trucizny, proces przebaczenia nie postępuje. W sercu łomocze pragnienie zemsty lub poczucie krzywdy, a rana zadana przez krzywdziciela nie chce się w żaden sposób zabliźnić. Po ludzku nie da się zrobić nic więcej. Na szczęście na psychologii świat się nie kończy! Pozostaje jeszcze Jezus – najlepszy Lekarz. I to Jego warto zaprosić do wszystkich etapów przebaczania. Najpierw pokazać Mu swoje emocje, opowiedzieć o zadanej ranie – tak, jak lekarzowi opowiada się historię choroby. A potem zrobić to, co On sam zrobił na krzyżu – wołać do Ojca, aby to On przebaczył naszemu winowajcy. Modląc się, stopniowo odkryjemy, że siła gniewu słabnie, a w sercu wzrasta pokój. Nieumiejętność przebaczenia warto przynieść do konfesjonału – to szczególna przestrzeń działania Ducha Świętego, który nie zna słowa „przypadek beznadziejny”. Sama nasza chęć i gotowość do podjęcia walki o przebaczenie wystarcza Mu, żeby stopniowo uzdrawiać nasze poranione serca. Decyzję o przebaczeniu trzeba wielokrotnie ponawiać, przed sobą samym i Bogiem. Aż w końcu przyjdzie dzień, kiedy odkryjemy, że jesteśmy wolni. Trucizna przestanie na nas działać.

 

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


 

 

Agnieszka Huf

Agnieszka Huf

Z urodzenia (i przekonania!) – Ślązaczka. Z zawodu – psycholog. Z pasji – bibliofil, człowiekolub, autostopowiczka. A to wszystko traci na znaczeniu wobec najważniejszego: z woli Ojca – dziecko Boże. Uczestniczka Akademii Dziennikarstwa 2017/18.

Zobacz inne artykuły tego autora >
Agnieszka Huf
Agnieszka
Huf
zobacz artykuly tego autora >
Share via