Jesteś najlepszą mamą. Także wtedy, kiedy nie masz sił

Nasze wspaniałe zasoby i macierzyński potencjał potrzebują odżywiania i dokarmiania. Czas epidemii uwieńczony wakacjami, dla wielu z nas, mógł być maratonem i właśnie teraz potrzeba nam tlenu.

Anna Koźlik
Anna
Koźlik
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Nasze „energiczne” dzieci wróciły do szkoły, maluchy do przedszkola, a my w większości do pracy w domu i poza nim. I w większości (jeśli nie wszystkie!) potrzebujemy wszechstronnej reanimacji i turnusu rehabilitacyjnego. Bo tak jak staramy się wyposażyć naszych najbliższych we wszystko, co potrzebne im do szczęśliwego życia, tak i o siebie same dobrze jest się zatroszczyć.

 

Z pustego nie nalejesz

Jedną z ważniejszych informacji przekazywanych przez stewardessy na pokładzie samolotu przed startem jest podstawowa zasada bezpieczeństwa: najpierw maskę z tlenem załóż sobie, potem załóż dziecku. Rodzicielski tlen może się skończyć i nie ma w tym nic dziwnego, że potrzeba nowej porcji. Co to znaczy? Że nasze wspaniałe zasoby i macierzyński potencjał potrzebują odżywiania i dokarmiania. Dzięki Bogu jest coraz więcej mam i w realnym świecie, i w blogosferze, które bez lukru mówią i piszą o trudach związanych z macierzyństwem. Nie po to, by epatować umęczonym obliczem, ale by powiedzieć, że zmęczenie, irytacja własnym dzieckiem, brak sił, poszukiwanie mądrych rozwiązań wychowawczych jest w porządku! A jak wiadomo, z pustego to i Salomon nie naleje… Czas epidemii uwieńczony wakacjami dla wielu z nas mógł być maratonem i być może teraz potrzeba nam właśnie tlenu.

 

Jak głosi mądrość ludowa: dobre mamy mają brudne podłogi, tonę prania i szczęśliwe dzieci. Test „białej rękawiczki” uznaj na ten moment za przereklamowany. Nic się nie stanie, jeśli przejdziesz na tryb „stand by”.

Obniż sobie na chwilę poprzeczkę

Jesteś najlepszą mamą dla swoich dzieci. Także wtedy, kiedy jesteś smutna, zmęczona, zrezygnowana i bezsilna. Jesteś po prostu ważna w Waszej rodzinie. Twoje (nasze!) zadania są nieraz trudne i wymagają specjalizacji z psychologii, pielęgniarstwa, pedagogiki i certyfikatów ze szkoleń na zawodowego kierowcę i mistrza kuchni w jednym. Masz prawo być czasami (często!) po prostu wyczerpana. Od pół roku ogarniałaś dom, dzieci w domu i swoją pracę, równocześnie dbając, by w powszechnym epidemicznym lęku Wasz dom był bezpiecznym, ciepłym i w miarę spokojnym gniazdem. Jak głosi mądrość ludowa: dobre mamy mają brudne podłogi, tonę prania i szczęśliwe dzieci. Test „białej rękawiczki” uznaj na ten moment za przereklamowany. Nic się nie stanie, jeśli przejdziesz na tryb „stand by”. Przecież od Twoich indywidualnych potrzeb zależy to, czy czas oszczędzania baterii potrwa pół dnia czy tydzień. Co więcej, jeśli zamiast kompulsywnego sprzątania, porządkowania, segregowania za małych już ubrań letnich, zdrzemniesz się, poczytasz książkę albo po prostu posiedzisz w ciszy, potem łatwiej i szybciej uporasz się z obowiązkami! Większość tych rzeczy jest w Twojej głowie i uwierz, że ani mąż, ani dzieci nie punktują Cię za nadmiar prania, nieposłane łóżka czy bałagan – robisz to niestety sobie sama.

 

 

Regularny odpoczynek

Brzmi jak dobry żart, co? Sama prycham na takie „złote rady”. Najczęściej widzę za nimi kobiety, które mają do regularnej pomocy babcie czy korzystają ze wsparcia przy prowadzeniu domu. Więc parsknięcie aż samo się wyrywa. Ale! To dobry moment, żeby zapytać samej siebie, co to znaczy odpoczynek dla mnie? Na pewnym etapie rodzicielstwa samotny albo małżeński weekend to faktycznie marzenie, ale godzina na rowerze czy spacerze w ciszy, pół godziny z kawą i książką, czy czas (nawet chwila!) osobistej adoracji w pobliskim kościele może są dla Ciebie w miarę realne. Stanie w kolejce do kasy w sklepie i samotne (czytaj: bez dzieci) korzystanie z toalety się nie liczy. Każda z nas ma swoje ulubione sposoby odpoczywania, być może zasypane pod stertą ubranek dziecięcych i talerzy w zlewie, ale zawsze jest dobry moment na przypomnienie sobie o nich. Skontaktowanie się z tym, co teraz czuję i czego mi potrzeba nie zawsze trwa ułamek sekundy, bo nie musi. Daj sobie czas i pomyśl, co by Ci dało realną możliwość wytchnienia. Żeby zrealizować, dobrze byłoby wiedzieć co.

 

Mądra pomoc to pomoc nieoceniająca. Jeśli jest dodatkowo obopólna, pozwala komfortowo i regularnie po prostu się wspierać. Najtrudniej się czasem przyznać, że potrzeba nam pomocy.

Poproś o pomoc

My, bohaterki i Zosie Samosie, musimy się tego uczyć latami, prawda? Powierzenie dzieci zaprzyjaźnionej sąsiadce czy babci nie oznacza przecież, że jesteś niewydolna wychowawczo. Taka postawa to paradoksalnie konsekwencja emancypacji kobiet i niestety nie sprzyja ona kobiecej higienie psychicznej. Umiejętności proszenia o pomoc, pewna część z nas musi się uczyć i to długo, a doświadczenie naszych rodziców nie zawsze jest wspierające („Mi nikt nie pomagał i jakoś sobie radziłam”, „Wam to teraz dobrze, za naszych czasów…”). Prośba o pomoc i powierzenie komuś zaufanemu choć na godzinę dzieci, albo większości dzieci, jest przejawem matczynego realizmu i dojrzałości. Nie zawsze potrzeba nam przecież cennych rad czy wskazówek w prowadzeniu domu czy wychowywaniu dzieci. Niestety takie doświadczenia utrudniają prośbę o wsparcie, bo mogą kojarzyć się z listą proponowanych zmian przez kogoś spoza systemu rodzinnego. Mądra pomoc to pomoc nieoceniająca. Jeśli jest dodatkowo obopólna, pozwala komfortowo i regularnie po prostu się wspierać. Najtrudniej się czasem przyznać, że potrzeba nam pomocy.

 

Mama pełna pokoju

To zaskakujące, jak wiele obecność kobiety wnosi w dom i w otoczenie. W moim odczuciu chodzi nie tyle o zawsze uśmiechniętą mamę, co o mamę rozumiejącą siebie, swoje potrzeby i trudności. Nie o to, by tych trudności nie miała, bo to przecież utopijny obrazek, tak słodki, że aż nierealny. Mama pełna pokoju. To proces, droga długa, kręta i nieraz stroma. Dlatego właśnie dobrze wiedzieć, kiedy jest dla mnie czas na przystanek w tej drodze. To sama chciałabym usłyszeć i przeczytać w momentach ekstremalnego przeciążenia fizycznego czy psychicznego. Że jestem ważna, potrzebna, kompletna i wystarczająca. I że chwilowe wyczerpanie i brak zasobów własnych jest normalne. I że mija.

 

Anna Koźlik

Anna Koźlik

Mgr teologii, doradca rodzinny, nauczyciel Instytutu Naturalnego Planowania Rodziny, założycielka strony Płodna.pl. Lubi mówić i pisać o małżeństwie, seksualności i teologii ciała.

Zobacz inne artykuły tego autora >

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


 

 



Anna Koźlik
Anna
Koźlik
zobacz artykuly tego autora >

Mamo, nie pij w ciąży! Dziś Światowy Dzień FAS

FAS, czyli płodowy zespół alkoholowy to wrodzone zaburzenia rozwojowe, które dotykają dzieci matek, spożywających alkohol w ciąży. 9 września po raz dwudziesty obchodzimy w Polsce dzień świadomości tego problemu.

Polub nas na Facebooku!

FAS – fetal alcohol syndrome – za tymi trzema niepozornymi literkami kryje się dramat tysięcy dzieci, których układ nerwowy został bezpowrotnie uszkodzony na skutek alkoholu, spożywanego przez matkę w okresie ciąży. Dzieci dotknięte FAS mają często charakterystyczne rysy twarzy – szeroko rozstawione oczy, krótki zadarty nos, wygładzoną rynienkę nosową czy nisko osadzone uszy. Dużo poważniejsze są jednak niewidoczne gołym okiem problemy z funkcjonowaniem intelektualnym i emocjonalnym, które mogą przybrać najróżniejsze formy. Najczęściej są to niepełnosprawność intelektualna lub trudności w uczeniu się i skupianiu na wykonywanych zadaniach, zaburzenia mowy, zaburzenia zachowania i emocji – chwiejność emocjonalna, problemy z przewidywaniem konsekwencji własnych działań, a także planowaniem swoich działań, kłopoty z pamięcią, trudności w nawiązywaniu i utrzymywaniu relacji z innymi. Ze względu na to, że objawy te nie są specyficzne, wiele dzieci nie otrzymuje właściwej diagnozy i terapii, a bez tego ich zaburzenia pogłębiają się, prowadząc często do poważnych konsekwencji w życiu dorosłym – osoby dotknięte FAS często popadają w konflikty z prawem, mają problem ze zdobyciem i utrzymaniem pracy czy zbudowaniem satysfakcjonujących relacji społecznych. 

FAS nie jest problemem, który dotyka wyłącznie dzieci kobiet z dużym problemem alkoholowym. Nie istnieje dawka alkoholu, którą kobieta w ciąży mogłaby bezpiecznie spożywać, dlatego nawet niewinny drink czy kieliszek wina do obiadu może uszkodzić rozwijający się układ nerwowy dziecka. W Polsce każdego roku rodzi się około 900 dzieci z pełnoobjawowym FAS, a około dziesięciokrotnie więcej ma inne zaburzenia związane z alkoholem opisywane jako FASD (Fetal Alcohol Spectrum Disorder – Poalkoholowe Uszkodzenie Płodu).

9 września jest obchodzony jako Międzynarodowy Dzień FAS. Celem tego dnia jest uświadamianie przyszłym matkom, że nawet najmniejsza ilość alkoholu wypitego w ciąży może doprowadzić do niepełnosprawności u dziecka. 

 

 

ah, Fundacja Fastryga/Stacja7

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


 

 



Copy link
Powered by Social Snap