Jak świętować Dzień Dziecka?

Kiedy z kalendarzy zrywane są ostatnie majowe kartki, w wielu domach zaczyna narastać napięcie. I nie, nie chodzi o zbliżające się zakończenie sezonów ulubionych seriali. Problem jest poważniejszy: nadciąga Dzień Dziecka. Młodsze pokolenie zagryza zęby w oczekiwaniu na wymarzone prezenty, starsze – zastanawia się, co zrobić, aby zaspokoić oczekiwania i nie zrujnować rodzinnego budżetu. Jaki powinien być prezent idealny?

Agnieszka Huf
Agnieszka
Huf
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Jak świętować Dzień Dziecka?
Kiedy z kalendarzy zrywane są ostatnie majowe kartki, w wielu domach zaczyna narastać napięcie. I nie, nie chodzi o zbliżające się zakończenie sezonów ulubionych seriali. Problem jest poważniejszy: nadciąga Dzień Dziecka. Młodsze pokolenie zagryza zęby w oczekiwaniu na wymarzone prezenty, starsze – zastanawia się, co zrobić, aby zaspokoić oczekiwania i nie zrujnować rodzinnego budżetu. Jaki powinien być prezent idealny?

Wydaje się, że na to pytanie nie da się odpowiedzieć w krótkim artykule. Bo przecież rodzice aktywnego trzylatka i szesnastoletniej dziewczyny nie będą szukać upominków na tej samej półce. A jednak spróbuję pokusić się o kilka uniwersalnych wskazówek.

 

Pasjonujący prezent

Zacznijmy od rzeczy pozornie tylko oczywistej: prezent na Dzień Dziecka powinien być prezentem… dla dziecka. To znaczy czymś, z czego ucieszy się nasza pociecha. W ten jeden dzień zapomnijmy o tym, czego my chcielibyśmy dla latorośli i posłuchajmy, czego ona pragnie. Rewelacyjne korki ucieszą młodego piłkarza, ale podarowanie ich chłopcu, który nad zmagania sportowe stawia lekturę książek, nie jest dobrym pomysłem – nawet, jeśli tata chciałby mieć w domu przyszłego Messiego. Warto przed wyborem prezentu przyjrzeć się, co teraz pasjonuje dziecko – ich zainteresowania szybko się zmieniają, być może całkiem niedawno odkryło nową pasję i ucieszy się z czegoś, co do niej nawiązuje? Można oczywiście wprost zapytać syna czy córkę o marzenia, ale trafiona niespodzianka będzie dowodem naszego zainteresowania ich życiem.

Bywa, że dziecko całkiem jasno stawia sprawę swoich oczekiwań w związku z nadchodzącym świętem. W wielu wypadkach rozwiązuje to problem rodziców – wystarczy udać się do sklepu po wybrany przedmiot. Co jednak, jeśli pragnienia dziecka przekraczają możliwości finansowe lub są sprzeczne ze zdrowym rozsądkiem? W takim wypadku sprawdza się podstawowa zasada w wychowaniu: warto rozmawiać. Nie bójmy się wytłumaczyć dziecku, oczywiście w dostosowany do wieku sposób, że barierą jest zaporowa cena prezentu. Jeśli sprawa jest dla niego bardzo ważna, można opracować „plan oszczędnościowy” – np. 1 czerwca odkładamy część potrzebnej kwoty, a pozostałe pieniądze będziemy wraz z nim gromadzić przez kolejne tygodnie, łącząc wpłaty rodziców z kieszonkowym czy prezentami od babci.

 

Nauczyć marzyć

Ale czy obowiązkiem rodzica jest natychmiast spełnić każde marzenie dziecka? Zdecydowanie nie! Tym, co nadaje kolor naszemu życiu są marzenia – a one „działają” tylko wówczas, kiedy zawierają coś, czego nie mamy na wyciągnięcie ręki. Dobrze jest od początku uczyć maluchy marzyć – czekać na coś, wyobrażać sobie co będzie, kiedy marzenie się spełni. Natychmiastowe reagowanie na każdą prośbę dziecka sprawi, że przestanie ono doceniać to, co otrzymuje – wiedząc, że jutro może zapragnąć czegoś nowego, nie ucieszy się tym, co ma dziś. Najbardziej znudzone dzieci, które spotkałam w swoim życiu, to najczęściej te, które mają… za dużo zabawek. Nim zdążą odkryć możliwości jednej z nich, dostają kolejną, jeszcze kolejną… Ich pokoje zasypane są produktami z najnowszych reklam, a rodzice zjawiają się w gabinecie psychologa ze skargą: ma wszystko, niczym się nie bawi, a ciągle chce nowych rzeczy… Ten stan niestety nie kończy się w dzieciństwie: z zawalonych zabawkami, znudzonych dzieci wyrastają dorośli, którzy „mieć” stawiają nad „być”, dążą do posiadania za cenę zdrowia i relacji, a innych oceniają nie po tym, jacy są, ale po tym, co mają.

 

Po prostu być

A może w tym roku spróbować inaczej? Zamiast kupować kolejny gadżet, zafundować pociechom coś, co nie ma ceny: wspólny czas i bliskość? Niezależnie od wieku, dzieci najbardziej pragną poczucia przynależności do rodziny – bycia w niej ważnym i wyjątkowym. Jedyną walutą, za jaką można spełnić to pragnienie, jest czas. Może to on stanie się tegorocznym prezentem na Dzień Dziecka? Sposobów jest mnóstwo. Można dzień zacząć od śniadania do łóżka – nawet, jeśli kakao się wyleje a dżem jagodowy zaciaprze pościel! A po śniadaniu… Trudno wymienić wszystkie możliwości. Jedno jest pewne – nie może to być czas spędzony przed telewizorem (nawet na oglądaniu wybranych przez dziecko bajek!). Kino też sprawdza się średnio – tam też każdy siedzi osobno i wpatruje się w ekran. A we wspólnym świętowaniu chodzi o to, żeby coś razem ROBIĆ. Może to być wyprawa rowerowa, wycieczka do aquaparku czy parku linowego. Pojawia się coraz więcej sal zabaw, w których dorośli mogą szaleć razem z dziećmi. Aktywne sportowo rodziny skusi spływ kajakowy, a te nieco spokojniejsze może zorganizują podchody albo wieczorne ognisko? Raz do roku można wybrać się na niezbyt zdrowy obiad albo wspólnie przygotować domową ucztę. Leśny piknik z leżeniem na trawie i pleceniem wianków z kwiatów albo wycieczka do gospodarstwa agroturystycznego, gdzie można razem karmić kozy i owieczki będzie atrakcją dla mieszczuchów. Dzieci mieszkające na wsi ucieszą się z wyprawy do miasta i przejażdżki pociągiem czy tramwajem – dla maluchów to ogromna frajda! Ale i z nastolatkami można zaplanować wspólny dzień – mimo początkowego marudzenia pewnie po kilku chwilach wkręcą się we wspólną zabawę na trampolinach czy rozwiązując zagadki w escape roomie.

Przygotowanie takiego „czasoprezentu” wymaga zdecydowanie więcej zaangażowania niż wejście do internetowego sklepu i załatwienie sprawy Dnia Dziecka za pomocą kilku kliknięć. Ale jeśli już zdecydujemy się na tę inwestycję, odkryjemy, że zwraca się ona stukrotnie. A kto wie, może i sami przypomnimy sobie, że i w nas drzemie jeszcze całkiem niedorosły człowiek i Dzień Dziecka stanie się także naszym świętem?

 

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7




 

 

Agnieszka Huf

Agnieszka Huf

Z urodzenia (i przekonania!) – Ślązaczka. Z zawodu – psycholog. Z pasji – bibliofil, człowiekolub, autostopowiczka. A to wszystko traci na znaczeniu wobec najważniejszego: z woli Ojca – dziecko Boże. Uczestniczka Akademii Dziennikarstwa 2017/18.

Zobacz inne artykuły tego autora >
Agnieszka Huf
Agnieszka
Huf
zobacz artykuly tego autora >

Mały wielki człowiek z Ustronia

Zamiast klocków i resorówek wybiera dłuto i kawał drewna. Jego placem zabaw jest pracownia rzeźbiarska ojca. Piaskownicą – stary jesion, łopatką – młotek i szlifierka. A wszystko zaczęło się, kiedy miał 4 lata.

Polub nas na Facebooku!

Mały wielki człowiek z Ustronia
Zamiast klocków i resorówek wybiera dłuto i kawał drewna. Jego placem zabaw jest pracownia rzeźbiarska ojca. Piaskownicą – stary jesion, łopatką – młotek i szlifierka. A wszystko zaczęło się, kiedy miał 4 lata.

Gabryś Szołdra od pięciu lat bierze udział w warsztatach i plenerach rzeźbiarskich pod okiem profesorów z Akademii Sztuk Pięknych. Jego prace znalazły nabywców nawet w Monachium. Siedmiolatek ma na swoim koncie kilka dyplomów z warsztatów artystycznych Miejskiego Domu Kultury Prażakówka, wyróżnienie z pleneru rzeźbiarskiego w Górkach Wielkich i dyplom za zajęcie pierwszego miejsca w konkursie plastycznym „Moja ulubiona postać literacka”.

Jest synem Artura Szołdry, ustrońskiego rzeźbiarza, którego prace można zobaczyć w stałej ekspozycji w „Ochorowiczówce” w Wiśle. Pierwsze próby wyczarowania czegoś w drewnie podjął jako czterolatek. Często towarzyszył tacie w pracowni, przyglądając się jego pracy. Teraz wraz z ojcem uczestniczy w plenerach, tworzy własne dzieła. Wybrał sobie przy tym twardy i trudny materiał, jakim jest jesion. Ale to tylko stanowi dla niego dodatkowe wyzwanie. Nad jedną z rzeźb Gabryś pracował ponad trzy lata. W sumie był to kawałek drewna do spalenia, opał. Gabryś się nim zainteresował i poświęcił mu swój czas. Efekty rosnących uzdolnień młodego artysty są coraz bardziej widoczne.

– Zabieram syna na plenery, bo sam tego chce. Uważam, że dziecka nie można zmuszać do jakichś zainteresowań. Na jednym z takich spotkań Gabryś odniósł nie lada sukces. Jego rzeźba, jako pierwsza znalazła nabywcę – śmieje się tata młodego artysty.

Dwie rzeźby Gabrysia sprzedała Fundacja im. Zofii Kossak. Jedną kupił kolekcjoner z Monachium.

 

 

Gabryś nie pamięta dokładnie, kiedy zaczął rzeźbić, bo był wtedy mały. Początkowo tata pozwalał mu tylko szlifować drewno, a od czterech lat może używać dłuta. Najbardziej podoba mu się, że może wtedy zrobić wszystko, co mu tylko do głowy przyjdzie.

– Kiedy biorę do ręki kawałek drewna – mówi Gabryś – jeszcze nie wiem, co z niego będzie. Ten kawałek materiału sam mi podpowiada, co mogę z niego zrobić. Jego ulubiony temat to ludzie i ich odbicie w magicznym lustrze, abstrakcja.

Ale rzeźba to nie jedyne zainteresowania Gabrysia. Przyznaje, że kiedyś chciałby zostać architektem. Już teraz projektuje różne rzeczy w popularnej, kreatywnej grze komputerowej Minecraft. Buduje stadiony, baseny, próbuje tworzyć nowoczesną architekturę.

Wernisaż prac Gabriela Szołdry odbędzie się 1 czerwca br o godz. 16.00 w Muzeum Magicznego Realizmu „Ochorowiczówka” w Wiśle.

 

Dariusz Łakomski/ materiały prasowe, zś/Stacja7

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7