Nasze projekty

Gdy świat zwalnia, do działania musi ruszyć serce. Pomoc w czasie pandemii

Wrażliwość i uważność – to cechy, które w dobie pandemii wielu z nas mogło jeszcze bardziej w sobie „doszlifować”. Umiejętność zauważenia, że drugiemu człowiekowi potrzebna jest pomoc. Kiedy cały świat zwolnił, do działania ruszyło serce. Bo, by pomóc drugiemu człowiekowi wystarczy właśnie zwolnić, otworzyć oczy i poczuć sercem. Reszta – jak za pomocą magicznej różdżki – dzieje się sama.

Reklama

Czas pandemii jest trudny dla wszystkich. Każdy z nas przeżywa go inaczej i dla każdego z nas, co innego jest w nim trudne – opowiada psycholog Aleksandra Musielak. Większość ma tendencję do skupiania się na sobie: na swoim lęku, niepewności, zmęczeniu, niezaspokojonych potrzebach. Wrażliwość skierowana w stronę drugiego człowieka, w tym czasie jest szczególnie istotna – dodaje. Reagując, czasami na drobne zmiany w zachowaniu drugiego człowiek czy niepokojące sygnały płynące ze strony drugiej osoby – możemy pomóc innym w tym trudnym okresie.

Jak podkreśla psycholog wystarczy „okazać wsparcie, dbać o relacje, nawet te niezbyt bliskie (np. z sąsiadem). Możemy pomóc innym np. w szybszej reakcji na obniżający się nastrój lub narastające poczucie lęku. A także w pełniejszym zrozumieniu osoby cierpiącej np. z powodu obniżonego nastroju lub doświadczającej przemocy”.

Czasem wystarczy jeden sms…

Mała wieś na granicy dużego miasta. Niektórzy mówią, że to „noclegownia” dla osób pracujących i żyjących w mieście. Ale jednak wieś spokojna, zielona i niezbyt duża. Nie da się w niej poznać wszystkich, ale większość mieszkańców kojarzy się z widzenia. Agnieszka i Michał wraz z dwójką dzieci trafili na izolację nagle. Tak jak nagle zachorowali na koronawirusa. Michał przeszedł to dość ciężko, Agnieszka straciła węch i smak, samopoczucie „typowo grypowe”.  Trzeba było jednak jakoś zorganizować życie w izolacji na przynajmniej dwa tygodnie. Z pomocą przyszli znajomi sąsiedzi. „Co Wam potrzeba?” – tak brzmiał sms, którego dostali dzień po informacji, że testy wyszły pozytywnie. Długa lista zakupów spożywczych, lekarstw z apteki i kilka najpotrzebniejszych produktów z drogerii. Bagażnik wypchany po brzegi i ogrom siatek, siateczek, kartonów na ganku i schodach domu. Nie trzeba było wiele – jeden sms. Pomoc natychmiastowa. 

…albo jedno pytanie

Pani Halinka w swojej dzielnicy jest znana chyba przez wszystkich. Rozwiane, siwe loki, specyficzny wysoki ton głosu oraz tempo błyskawicy jakim porusza się po okolicy. Pani Halinka ma 92 lata, bystrość umysłu, ciekawość świata i… jest w grupie dużego ryzyka zachorowania na covid19. Mieszka na pierwszym piętrze w czteropiętrowym bloku w centrum miasta. Pod nią mieszka małżeństwo Bożena i Bernard. Pod koniec ubiegłego roku zachorowali na koronawirusa. Był szpital, tlenoterapia, sterydy i osocze ozdrowieńca. Na szczęście walka z covid-19 w tym wypadku skończyła się wygraną. Bożena i Bernard w momencie wprowadzenia lockdownu i pierwszych informacji o koronawirusie zachowywali wszelkie zasady bezpieczeństwa, ale nie pozostali ślepi na drugiego człowieka. Wiedzieli, że pani Halinka lubi rozmawiać, czytać, przebywać wśród ludzi. W momencie całkowitego zamknięcia sąsiadka z dnia na dzień zaczęła gasnąć… Na ich reakcję nie trzeba było długo czekać. Rozmowy przez telefon albo w drzwiach, podrzucanie książek, polecanie audycji radiowych. Wymyślanie i kreowanie sposobów na „zajęcie czasu”. Łatwiej było, kiedy stali się ozdrowieńcami. Pani Halinka tak jak szybko zaczęła gasnąć, tak szybko odżyła. Nie ma w Polsce rodziny, ta za granicą utrzymuje z nią bardzo sporadyczny kontakt. Dzięki tej „sąsiedzkiej rodzinie” wie, że mimo trudności obecnych czasów – razem można więcej. Wystarczyło, by ktoś zauważył, że pani Halinki mniej widać, mniej słychać…

Reklama
Reklama

Ukryte łzy

Marta wraz z mężem i trójką dzieci mieszkają w Wielkiej Brytanii. Ona pracuje w szpitalu na oddziale geriatrii jako pielęgniarka. W momencie pojawienia się koronawirusa – jej miejsce pracy stało się szpitalem przyjmującym pacjentów z covid19. Brak kontaktu z najbliższymi czy chociażby brak możliwości potrzymania kogoś za rękę były (i są) dla osób umierających sytuacjami bardzo trudnymi. Można pomyśleć, że osobom w ciężkim stanie niewiele można pomóc. Nic bardziej mylnego. Przytrzymanie telefonu, kiedy dzwonią się pożegnać. Wytarcie łzy. Wspólne zmówienie modlitwy. To małe wielkie gesty, kiedy – jak opowiada Marta – ciężko ukryć łzy. Chorzy nie muszą (a często i nie mogą) mówić o swoich ostatnich prośbach czy potrzebach. Ale wystarczy personel z otwartym sercem. Sercem, które pomaga zauważyć jak bezcenne może być pożyczenie telefonu i przytrzymanie go przy uchu – by ta ostatnia, najintymniejsza rozmowa przed śmiercią mogła się odbyć. Ukryte łzy Marty w szpitalu, najczęściej wieczorami widzi jej mąż.

Słowa mają moc

W dobie pandemii słowa mają jeszcze większą moc – podkreśla psycholog Aleksandra Musielak. Są powszechnym narzędziem, które pozwala nam zauważyć drugiego człowieka i jego potrzeby. Pamiętajmy też, że mówić można również nie używając słów – uśmiechem, mrugnięciem oka, poklepaniem po ramieniu. Dobrych słów nigdy za dużo, a jedno wypowiedziane działa jak reakcja łańcuchowa, uruchamiając kolejne. To może być zwykłe „Dzień dobry” wypowiedziane z uśmiechem i entuzjazmem – zaznacza.

Wrażliwość na innego człowieka pomaga nie tylko innym, ale również nam samym. Naukowcy już dawno odkryli, że pomaganie innym daje poczucie szczęścia i chroni przed depresją. Dbając o innych dbamy więc o siebie, a tego nam wszystkim teraz najbardziej potrzeba – wyjaśnia Musielak.    

Reklama
Reklama

Reklama

Dołącz do naszych darczyńców. Wesprzyj nas!

Najciekawsze artykuły

co tydzień w Twojej skrzynce mailowej

Raz w tygodniu otrzymasz przegląd najważniejszych artykułów ze Stacji7

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
Reklama
WIARA I MODLITWA
Wspieraj nas - złóż darowiznę