fot. mat. prasowe

“Dom dla niechcianych uczuć”, w którym jest miejsce dla każdego

W Domu dla niechcianych uczuć jest miejsce dla każdej skrywanej głęboko emocji. Dla trudnych tematów. Dla uczuć - odwzajemnionych, jak i tych nieodwzajemnionych. A, przede wszystkim, dla ludzi z tak odmiennymi bagażami doświadczeń.

Reklama

Nasz dom nie składa się z czterech ścian, podłogi i dachu. Nie mamy bogato zdobionych drzwi wejściowych ani ażurowych zasłonek w oknach. Do naszego domu nie prowadzą kręte schody, urocza weranda ani długi, przepełniony zielenią ogród. Jednak w Domu dla niechcianych uczuć jest miejsce dla każdej skrywanej głęboko emocji. Dla trudnych tematów. Dla uczuć – odwzajemnionych, jak i tych nieodwzajemnionych. A, przede wszystkim, dla ludzi z tak odmiennymi bagażami doświadczeń. 

Dom dla niechcianych uczuć to projekt, który zrodził się z przypadku i rozwinął dzięki splotom wielu wydarzeń. Projekt, który dziś liczy blisko 40 zaangażowanych wolontariuszy. Projekt, który umożliwił nam nawiązanie pięknych relacji i wykorzystywanie mediów społecznościowych w wartościowym celu. Projekt, bez którego nie wyobrażam sobie dziś ani żadnego grudnia, ani maja ani innych miesięcy w roku. 

Niechciane uczucia?

Wszystko sprowadza się do jednego cytatu powieści Oro autorstwa Marcel A. Marcel. Główną bohaterką jest Lena, wychowanka sierocińca, która od 13 lat tuła się od ośrodka do ośrodka, z jednej rodziny do drugiej. Nikt jej nie chce na dłużej, ona sama nigdzie nie potrafi odnaleźć swego miejsca. W końcu trafia do rodziny pani Wandy, której członkowie się szanują, kochają oraz darzą wzajemnym zaufaniem. W książce pada cytat: Kochasz kogoś całym sercem, a on ciebie albo mniej, albo węziej, albo kwadratowiej, albo wcale. Prędzej czy później, odsyłasz tę miłość do sierocińca niechcianych uczuć. I właśnie stąd narodził się nasz Dom dla niechcianych uczuć – przestrzeń do dialogu i podejmowania tematów trudnych, czasami nawet przemilczanych. Przestrzeń do mówienia o uczuciach i emocjach. Przestrzeń do przytulenia, powiedzenia komuś, że nie jest sam. Dla nas, jako członków i wolontariuszy, Dom dla niechcianych uczuć jest również czymś więcej, niż tylko projektem społecznym. Tworzy go grupa ludzi zupełnie od siebie różnych, którzy znaleźli wspólny język. Między nami istnieje ogrom miejsca na rozmowę, wymienianie się doświadczeniami, dzielenie się wiedzą i wzajemną pomoc w sprawach uczelnianych, zawodowych jak i prywatnych.

Reklama
Reklama

Zbiórka, Mały Książę i… piłkarzyki 

Zaczęło się od grupy osób należących do Koła Naukowego Komunikacji Wizerunkowej przy Uniwersytecie Papieskim Jana Pawła II. W grudniu 2018 roku chcieliśmy przeprowadzić mikołajkową akcję charytatywną – pomysł na sposób jej zrealizowania zrodził się niemal natychmiast, a wybór placówki, do której miały trafić zebrane przedmioty, padł na dom dziecka. Wykonałam jeden telefon do krakowskiej placówki opiekuńczo-wychowawczej typu rodzinnego Mały Książę, która była naszym pierwszym wyborem i udało się – otrzymaliśmy zgodę na przeprowadzenie akcji. Nie miałam pojęcia, że tamta rozmowa z Panią Elą – Dyrektor placówki oraz Prezesem Fundacji Projekt ROZ – będzie pierwszą z wielu kolejnych, które odbyłyśmy na przestrzeni następnych lat. 

Po przeprowadzonej zbiórce po raz pierwszy odwiedziliśmy podopiecznych Małego Księcia w domu przy ulicy Modrzewiowej. Od drzwi wejściowych przywitała nas Pani Ela wraz z dwoma pięknymi kotami perskimi. W niewielkiej jadalni, do której zostaliśmy zaproszeni, zgromadzili się wszyscy ówcześni podopieczni Małego Księcia. Każdy z nich otwierał przygotowany dla siebie, personalizowany prezent. Do dziś pamiętamy uśmiechy na widok nowej piłki, gier planszowych czy też przyborów do rysowania. Kuba i Iwo zaproponowali wspólną grę w piłkarzyki, na którą z przyjemnością się zgodziliśmy. Oczywiście nasza reprezentacja odniosła srogą klęskę. Po tym pełnym śmiechu i rozmów spotkaniu pożegnaliśmy się i opuściliśmy placówkę z myślą, że warto by było to wszystko powtórzyć za rok. Okazało się jednak, że los ma dla nas inne plany.

Rodzicielstwo zastępcze – powołanie i misja

W marcu kolejnego roku odebrałam telefon od Pani Eli, która zaproponowała nam współorganizację Dnia Rodzicielstwa Zastępczego. Naszym celem było zwrócenie uwagi na sytuację opiekunów zastępczych w obliczu polskich norm prawnych i społecznych. W spotkaniu wzięli udział przedstawiciele różnych środowisk, których łączył jeden element – wrażliwość na tematykę związaną z sytuacją pieczy zastępczej w Polsce. 

Reklama
Reklama

W grudniu 2019 roku drugi raz odwiedziliśmy podopiecznych Małego Księcia, by przekazać im świąteczne prezenty. Wówczas też mieliśmy przyjemność zagościć w nowej siedzibie placówki – domu przy ulicy Tynieckiej. Jest to przestrzeń o wiele większa i nowocześniejsza, niż ta przy ulicy Modrzewiowej. W związku z przeprowadzką chcieliśmy pomóc im zaaklimatyzować się w nowym miejscu i właśnie taki był cel drugiej mikołajkowej akcji charytatywnej – zebranie przedmiotów codziennego użytku, które wypełniłyby wówczas jeszcze puste pokoje. Podczas tego świątecznego spotkania snuliśmy bardzo rozbudowane pomysły dotyczące zbliżającego się kolejnego Dnia Rodzicielstwa Zastępczego. I nagle wszystkie nasze plany zatrzymała pandemia COVID-19. Jak zdążyliśmy się przekonać na własnej skórze – trudne sytuacje potrafimy zamienić w realne wyzwania. Nie chcąc porzucać podjętych inicjatyw, przenieśliśmy nasze działania do sieci.

30 maja 2020 roku po raz pierwszy przeprowadziliśmy Dzień Rodzicielstwa Zastępczego w formie online. W komentarzach zamieszczanych w mediach społecznościowych przez cały dzień toczyły się ciekawe dyskusje na tematy poruszane w kolejnych materiałach wideo. Spotkaliśmy się z niesamowicie pozytywnym odbiorem takiej formy wydarzenia! Przyciągnęło ono zainteresowanie osób z całej Polski, co było możliwe właśnie przez formułę online bez konieczności zjawienia się osobiście w Krakowie. Było to dla nas spore wyzwanie, które podjęliśmy z pewną dozą niepewności jednak, koniec końców, wyszliśmy z tego z tarczą, a nie na tarczy. Wydarzenie przeprowadzone na takich samych zasadach przygotowaliśmy również rok później.

Urządzić dom. Pełen uczuć

Trwając wciąż w pandemicznej rzeczywistości, przywitaliśmy grudzień 2020 roku. Wraz z nim przyszedł czas na trzecią edycję naszej akcji charytatywnej. Wtedy to po raz pierwszy przeprowadziliśmy mikołajkowe licytacje w formie online i dzięki nim stworzyliśmy personalizowane paczki dla wszystkich podopiecznych Małego Księcia, które przekazaliśmy osobiście podczas świątecznej wizyty. Jako, że taka forma spotkała się z ciepłym przyjęciem ze strony internautów, powtórzyliśmy ją również w tym roku. Podczas czwartej edycji akcji, gdy Pani Ela zapytała, czy byłaby możliwość, by obdarować drobnymi upominkami jeszcze dodatkowe trzy osoby, bez chwili wahania się na to zgodziliśmy. Tym oto sposobem, oprócz paczek dla naszych Przyjaciół z Małego Księcia, mogliśmy uszczęśliwić dwie zaprzyjaźnione z placówką rodziny – Hanię i jej rodziców oraz Tomka i Darka wraz z ich mamą. Są to rodziny, które każdego dnia muszą stawiać czoła ogromnym wyzwaniom. Liczne choroby czy niepełnosprawności nie sprawiają, że nie mają oni swoich świątecznych marzeń. Dzięki życzliwości i zaangażowaniu internautów, mogliśmy stworzyć również dla nich skromne, świąteczne podarunki. 

Reklama

W kolorowych paczuszkach znalazły się słodycze, śmieszne skarpety, gry i zabawki oraz bony do galerii handlowej jak i bilety do kina. Ktoś się może zdziwić, dlaczego zdecydowaliśmy się na takie prezenty. Czemu nie zakupiliśmy rzeczy bardziej praktycznych, codziennego użytku? Bo właśnie na tym polega nasza akcja – wychodzimy poza stereotypy, zauważamy w podopiecznych takich placówek, jak Mały Książę kogoś więcej. Nie chcemy być kolejną grupą, która obdarowuje ich proszkami do prania, papierem toaletowym czy też zestawem talerzy. Każdy z nich ma swoje potrzeby i swoje marzenia. Każdy ma koleżanki i kolegów w szkole, biologiczne rodzeństwo czy też przyjaciół z podwórka i chce się z nimi podzielić słodkościami, zagrać w grę planszową czy też zaprosić do kina. I my w tym roku, dzięki naszym darczyńcom, dajemy im taką możliwość. 

Kilka dni temu po raz kolejny mieliśmy przyjemność odwiedzić dom przy Tynieckiej i spędzić z jego mieszkańcami przedświąteczny wieczór. Już od progu powitał nas zapach świątecznych pierniczków a w środku zastaliśmy przepięknie ubraną choinkę i niemal całą świąteczną wioskę zbudowaną z klocków LEGO. Nasza ekipa, przebrana w czapki Elfów Świętego Mikołaja, wniosła trzy ogromne worki pełne prezentów. Wspólnie z podopiecznymi Małego Księcia zasiedliśmy w przestronnym salonie i obserwowaliśmy uśmiechnięte twarze naszych Przyjaciół, którzy otwierali przygotowane dla siebie podarunki. Uczestniczyliśmy w pełnych śmiechu i radości rozmowach i snuliśmy plany na przyszłość – tę bliższą, jak i zdecydowanie dalszą

Wbrew stereotypom

Dom dla niechcianych uczuć uczy nas tego, że opiekunem zastępczym zostaje się nie tylko z powołania, ale i z pasji do wykonywania tego zawodu. Jest to bowiem taki sam zawód, jak każdy inny z tą różnicą, że zmiana trwa 24 godziny przez 7 dni w tygodniu. Po bliższym poznaniu Pani Eli i całej ekipy Małego Księcia już wiemy, dlaczego stereotypowe nazewnictwo takich placówek mianem domów dziecka jest błędne. Popkultura wykreowała w naszych wyobrażeniach obraz takich miejsc, jako wielkich, pustych sal z rzędem łóżek, gdzie brak rodzinnego ciepła. Mały Książę łamie wszelkie stereotypy i my, jako założyciele i wolontariusze Domu dla niechcianych uczuć chcemy o tym wszystkim opowiadać. Sami uczymy się tego każdego dnia. 

Mnie Dom dla niechcianych uczuć nauczył, że nie warto oceniać książki po okładce oraz, że aby wyrobić sobie o czymś zdanie, warto poznać to od środka. Na myśl o Domu dla niechcianych uczuć czuję przeogromną dumę, wzruszenie i zaangażowanie – patrząc wstecz na te trzy lata nie sposób tego nie poczuć.

Reklama

Dołącz do naszych darczyńców. Wesprzyj nas!

Najciekawsze artykuły

co tydzień w Twojej skrzynce mailowej

Raz w tygodniu otrzymasz przegląd najważniejszych artykułów ze Stacji7

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
Reklama
WIARA I MODLITWA
Wspieraj nas - złóż darowiznę