video-jav.net

Biały czy czarny? Wojna na emocje

Zacznijmy walczyć o siebie naprawdę. Nie o wolny wybór zła, ale o wsparcie. O pomoc finansową i medyczną dla mam dzieci niepełnosprawnych. O domy dziecka, domy samotnej matki, czy zwykłe domy pełne kobiet, dzieci, które potrzebują pomocy

Aneta Liberacka
Aneta
Liberacka
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Wystarczy powiedzieć: “stop aborcji” lub przeciwnie: „nie dla zaostrzenia ustawy aborcyjnej”  i wojna na emocje gotowa. Krzyczymy na siebie, obrażamy się nawzajem, poniżamy…

A gdyby tak spróbować złapać ten punkt, od którego zaczynamy się różnić? Może wyjdzie nam, że wcale tak daleko od siebie nie jesteśmy. I wystarczy tylko chwila namysłu, byśmy w swoich poglądach się do siebie zbliżyły…

Zrobiłam analizę komentarzy pod materiałami o protestach kobiet po to, by poszukać miejsca, od którego zaczynamy się rozjeżdżać. Wychodzi na to, że już większość z nas zgadza się, że od momentu poczęcia zaczyna się życie człowieka. Zaczął się proces, naturalnie nieodwracalny, którego zwieńczeniem jest narodzenie dziecka. Każda próba zatrzymania tego procesu jest już więc przemocą. Zgadzamy się chyba także i tu, że to my decydujemy o tym, czy ten proces ma się zacząć, ponieważ to naszą decyzją jest współżycie. Większość z nas (nawet kobiety najbardziej protestujące) na pytanie, czy same dokonałyby aborcji, odpowiada, że NIE, ponieważ wszystkie wiemy, że aborcja jest zła. Nasz spór zaczyna się w momencie, kiedy część z nas uważa, że można podjąć decyzję o aborcji, a druga część, że żaden człowiek nie może decydować o śmierci innego człowieka.

Może więc od tego momentu zaczniemy rozmowę?

 

Znalazłam taki mem z filmu „Bruce Wszechmogący”, opatrzony zresztą komentarzem „Szach- mat katole”

 

Skupmy się więc na tej Wolnej Woli. Nie szukając daleko, już na Wikipedii można znaleźć jej definicję w ujęciu etycznym, prawnym, naukowym, no i religijnym. Tego ostatniego nie będę przytaczać, byśmy na razie nie wchodziły w kwestie światopoglądowe. Czym jest więc wolna wola idąc za Wiką…

W prawie wolna wola wiąże się z kwestią odpowiedzialności i kary.

W etyce implikacje idei wolnej woli dotyczą kwestii, czy indywidua mogą być moralnie odpowiedzialne za swe czyny.

Nauka bardzo szeroko to bada, zaczyna o tego, że tych, którzy definiują wolną wolę jako wolność od determinizmu, zwie się inkompatybilistami, jako że twierdzą, iż determinizm jest nie do pogodzenia (niekompatybilny) z wolną wolą. Dwa zasadnicze stanowiska inkompatybilistyczne to metafizyczny libertarianizm, czyli teza, że determinizm jest fałszywy i tym samym wolna wola jest co najmniej możliwa; i twardy determinizm, czyli teza, że determinizm jest faktem i, co więcej, dlatego wolna wola nie istnieje.

Trudne to jak nie wiem co, ale generalnie nauce chodzi o podstawowe pytanie, czy człowiek ma kontrolę nad swymi działaniami, a jeśli tak, to jaki rodzaj kontroli i do jakiego stopnia?

 

Nie patrząc w ogóle z perspektywy religijnej, w nauce, w prawie, w etyce nie ma czegoś takiego jak nieograniczona wolność podejmowania decyzji, a zwłaszcza tych dotyczących życia drugiego człowieka.

Dlaczego więc tak bardzo walczymy o wolną wolę – wolny wybór w kwestii tych, którym jakikolwiek wybór się zabiera? Czemu walczymy o kobiety – matki, a nie walczymy o dziewczynki – córki, które też chciałyby mieć wybór.

Każda kobieta, która jest matką, która już zobaczyła dziecko i zaznała matczynej miłości, bez wahania oddałaby za nie życie. Taki chciałaby mieć wybór. Matki na oddziałach onkologicznych oddałyby wszystko, by móc zamienić się losem z własnym, chorym dzieckiem. Nigdy, przenigdy nie przychodzi im do głowy, żeby je zabić, żeby „skrócić” ich cierpienie. Walka odbywa się do końca. Nawet gdyby została po chorobie jakaś niepełnosprawność albo nawet tylko skrawek życia, zrobią wszystko, by to życie ocalić.

Dlaczego życie dziecka chorego miałoby być kwestią wyboru?

 

 

Drogie kobiety, matki, byłybyście gotowe walczyć o ten wybór, gdyby wasze dziecko nagle śmiertelnie zachorowało, a lekarz zalecałby śmierć? Nie wiem jak wy, ale ja na pewno zebrałabym w sobie wszystkie siły i dotkliwie mu wyjaśniła czym jest dla mnie życie mojego dziecka.

Zastanówmy się więc może, czy przypadkiem nie zostajemy wmanewrowane w walki polityczne, wykorzystane po to, by zapewnić poparcie dla tej lub innej partii, tego lub innego światopoglądu?

Jeśli chodzi nam o nasze dobro, a chodzi, no to może nie dajmy sobą manipulować i wmawiać, że coś kobietom się zabiera, a to COŚ to wybór wbrew nauce, etyce, prawu, logice, wbrew przede wszystkim miłości.

 

My, kobiety, mamy dobro wyryte w naszym DNA. Mamy w sposób wyjątkowy zakodowaną miłość w sercu, właściwą tylko nam. Wszystkie bez względu na to czy uważamy, że zostałyśmy tak obdarowane, przez Boga, naturę, czy jakiś inny byt.

Mamy świadomość, że jesteśmy wyjątkowe, bo myślimy sercem. Że nie rządzą nami tylko instynkty.  Że zostałyśmy specjalnie ukształtowane. Że tylko my mamy taką moc bycia przez 9 miesięcy dosłownym domem dla najdroższego dla nas człowieka. Ten dom „natura” zbudowała tak, że jest tam ciepło, jest serce, jest uspokojenie i ukojenie.

Warto więc trzymać się tych naszych cech w zgodzie z naturą. A jeśli któraś z nas sobie nie radzi, ma kłopoty, nie jest w stanie zaopiekować się swoim chorym dzieckiem, włóżmy całą energię, którą spalamy kłócąc się i protestując – w zwyczajną pomoc. Zacznijmy walczyć o siebie naprawdę. Nie o wolny wybór zła, ale o wsparcie. O pomoc finansową i medyczną dla mam dzieci niepełnosprawnych. O domy dziecka, domy samotnej matki, czy zwykłe domy pełne kobiet, dzieci, które czekają na nasze wsparcie. Uwierzcie, że jest w tym względzie o co walczyć. Jeśli to ruszymy to gwarantuję, że pracy i walki starczy nam na całe życie.

Bardzo polecam i proszę. Warto się zastanowić, w co tak naprawdę chcemy wkładać całą naszą energię i determinację.


DOŁĄCZ DO AKCJI #BIAŁYPIĄTEK


 

Aneta Liberacka

Aneta Liberacka

Redaktor naczelny portalu Stacja7.pl, prezes Fundacji Medialnej 7. Z wykształcenia matematyk, doświadczenie zawodowe jako manager zdobywała w takich miejscach jak Comarch, czy HP, prowadząc projekty w Europie, Ameryce Środkowej i krajach arabskich. Mama czwórki dzieci, chętnie zabierająca głos w sprawach: kobiet, dzieci, rodziny, edukacji. Bliska jej sercu jest nauka społeczna Jana Pawła II. Na Stacji 7 od kilku lat prowadzi cykl "Rozmowy z Janem Pawłem II" oraz podejmuje tematy społeczne.

Zobacz inne artykuły tego autora >
Aneta Liberacka
Aneta
Liberacka
zobacz artykuly tego autora >

7 kroków do akceptacji siebie

Hasło: przykazanie miłości. Odzew: kochaj Boga i bliźniego. Chwila, chwila... Czy to już aby wszyscy, których mam kochać? Przecież Jezus mówi wyraźnie: Będziesz miłował swego bliźniego jak siebie samego. Nie da się kochać innych, nie akceptując siebie. Tylko jak to zrobić?

Agnieszka Huf
Agnieszka
Huf
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

1. Zobacz, co mówi o tobie Bóg

W swoim Słowie Bóg nieustannie kieruje do Ciebie wyznania miłości, choćby takie: „Ukochałem cię odwieczną miłością, dlatego też zachowałem dla ciebie łaskawość.” (Jr 31,3). I jeszcze wiele, wiele innych – Oz 11,4; Iz 49, 5; Iz 54, 10; Mt 10, 31… Skoro Bóg kocha cię tak bardzo, że dla ciebie poszedł na krzyż, to znaczy, że zasługujesz na miłość. Także na swoją własną miłość!


2. Stań przed lustrem

Spójrz sobie w oczy, uśmiechnij się do siebie. A potem pomódl się słowami psalmu 139: „Dziękuję Ci, że mnie stworzyłeś tak cudownie, godne podziwu są Twoje dzieła.”. Jeśli te słowa nie chcą ci przejść przez gardło, próbuj każdego ranka… aż wreszcie uda Ci się to powiedzieć całkiem szczerze.


3. Zadbaj o swoje potrzeby

Kiedy ostatnio się wyspałaś? Kiedy pozwoliłaś sobie na wolny wieczór, w wyciągniętym swetrze, z kubkiem kakao i dobrą książką? A może twoje ciało krzyczy, że potrzebuje ruchu albo sałatki zamiast zupki chińskiej na obiad? Pamiętaj, że kochać kogoś to troszczyć się o niego. Czy chciałabyś, aby twoi przyjaciele traktowali cię tak, jak ty traktujesz samą siebie?


4. Poszukaj tego, co w sobie lubisz i podkreśl to

Może masz ładne włosy? Znajdź dobrego fryzjera, aby mogły ukazać całe swoje piękno. Świetnie rysujesz? Narysuj coś, opraw i powieś na ścianie. Potrafisz gotować? Zaproś przyjaciół na wykwintną kolację. Uciesz się swoimi mocnymi stronami i pokaż je innym!


5. Śmiej się z własnych błędów

Ks. Jan Twardowski mawiał: „Błogosławieni, którzy potrafią śmiać się z własnej głupoty, albowiem będą mieć ubaw do końca życia.” Spróbuj podejść na luzie do swoich wpadek czy pomyłek – to naprawdę nie jest koniec świata! Nie unikniesz popełniania błędów, ale odrobina dystansu do samej siebie uchroni cię od katowania się rozpamiętywaniem tego, co zrobiłaś źle.


6. Przestań się porównywać z innymi

Nie szukaj ludzi lepszych ani gorszych od siebie! W swojej książce „Jesteś cudem” Regina Brett pisze: „Jeśli próbujesz być kimś innym, poniesiesz porażkę. Świat ma już taką osobę. Teraz potrzebuje ciebie.” Pamiętaj, że klonowanie ludzi jest zabronione!


7. Naucz się przyjmować komplementy

Nie daj sobie wmówić, że właściwą postawą katolika jest: przepraszam, że żyję – to się już więcej nie powtórzy. Kiedy ktoś cię chwali, jednocześnie wychwala twojego Stwórcę, od Którego pochodzi wszelkie dobro w twoim życiu! Dlatego gdy ktoś mówi ci dobre słowo, po prostu podziękuj mu z uśmiechem, a w sercu szepnij Bogu, jak bardzo jesteś wdzięczna za piękno lub talent, który ci dał.

 

Agnieszka Huf

Agnieszka Huf

Z urodzenia (i przekonania!) – Ślązaczka. Z zawodu – psycholog. Z pasji – bibliofil, człowiekolub, autostopowiczka. A to wszystko traci na znaczeniu wobec najważniejszego: z woli Ojca – dziecko Boże. Uczestniczka Akademii Dziennikarstwa 2017/18.

Zobacz inne artykuły tego autora >
Agnieszka Huf
Agnieszka
Huf
zobacz artykuly tego autora >