video-jav.net

Zmierz się ze swoimi lękami i ograniczeniami

O Bożym przywództwie i związanych z nim ćwiczeniach duchowych dla mężczyzn Droga Lwa, które już w dniach 29-31 marca odbędą się w warszawskim Oxford Tower, z pomysłodawcą projektu Mariuszem Marcinkowskim rozmawia Jarosław Kumor.

Jarosław
Kumor
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Zmierz się ze swoimi lękami i ograniczeniami
O Bożym przywództwie i związanych z nim ćwiczeniach duchowych dla mężczyzn Droga Lwa, które już w dniach 29-31 marca odbędą się w warszawskim Oxford Tower, z pomysłodawcą projektu Mariuszem Marcinkowskim rozmawia Jarosław Kumor.

Czy możemy powiedzieć, że Droga Lwa będzie wydarzeniem, jakiego do tej pory w polskim Kościele nie było?

Absolutnie tak. Przywództwo jest terminem, który kojarzymy bardziej z biznesem niż z wiarą. Mało mówią o nim katolicy, więc sam temat sprawia, że jest to unikalna inicjatywa. Fenomen kryje się też w nazwie. Przeczytamy, że są to intensywne ćwiczenia duchowe. Nie rekolekcje, nie dni skupienia, a ćwiczenia, bo to wydarzenie będzie oznaczało pracę w wielu obszarach. W aktywny sposób wprowadzi uczestnika w doświadczenie, przygodę.

 

Skoro mówimy o nazwie, spróbujmy rozłożyć na czynniki pierwsze podstawowe hasło spotkania: Droga Lwa. Dlaczego droga i dlaczego lwa?

Droga jest bardzo ważnym dla nas terminem. Chodzi mi o sens duchowy. Wyznajemy zasadę, że droga, doświadczenie, jakie na niej zbieramy, jest ważniejsza niż cel. Na ogół chcemy w życiu szybkich efektów, a zmiany, które udaje nam się wypracować, są nietrwałe. Z tym stwierdzeniem, że droga jest ważniejsza niż cel, nierozerwalnie wiąże się bardzo bliski nam fragment Ewangelii, gdy Pan Jezus mówi: „Kto w drobnej rzeczy jest wierny, ten i w wielkiej będzie wierny”. To jest dla nas podstawa pracy formacyjnej. Poza tym dobrym przykładem drogi ważniejszej niż cel są według mnie Izraelici, wędrujący po pustyni. To tam dokonało się w nich mnóstwo zmian, duchowej walki, zmagań – i tych zwycięskich, i tych przegranych. Tam zmieniało się ich myślenie i Bóg usuwał z ich serc i umysłów przeszkody, by być prawdziwie wolnym.

Drugi człon to lew, który wprost symbolizuje Chrystusa. W Apokalipsie czytamy o zwycięstwie lwa z pokolenia Judy. Lew ma też oczywiście współczesne konotacje, związane z królowaniem. Ciekawe jest to, że kiedy wychodzi na polowanie, ukrywa młode, możemy powiedzieć: zapewnia im byt. Poza tym lew nie zabija bez powodu. Działa w tym zwierzęcym świecie z „rozwagą”. Jest też bardzo wrażliwy wobec potomstwa. Niesie więc w sobie z jednej strony potencjał waleczności, a z drugiej strony potrafi być delikatny.

 

Wśród zapowiadanych tematów Drogi Lwa znajdziemy m.in. rozwój duchowy, zranienia, nawyki, „fundament” czyli należyta hierarchia wartości, braterstwo. Dlaczego przygotowany został taki, a nie inny zakres?

Podstawą było dla nas doświadczenie dwóch wielkich duchowości. Z jednej strony mamy św. Ignacego z Loyoli i jego poszukiwanie drogi do zmiany. Jestem pewien, że św. Ignacy chętnie przeszedłby ten program, bo pracował mocno na trzech obszarach: duch, dusza (jako serce) i ciało. Z drugiej strony mamy duchowość karmelitańską, w której duży nacisk położony jest na zmianę serca. Połączenie obu stwarza pewną całość. Te duchowości uzupełniają się.

Trzecie źródło to nasze doświadczenie pracy z mężczyznami od 2010 r. Przeszliśmy od stereotypowego myślenia o męskości do myślenia o niej w kategoriach powołania, które jest wspólne dla każdego mężczyzny. Jest nim ojcostwo. Dlatego właśnie mówimy o przywództwie, bo ojciec jest tym, który wychowuje, daje przykład, bierze odpowiedzialność, a wszystko to opiera się na służbie, ofiarności.

 

Będą to treści zawarte zapewne w konferencjach. Jakie inne formy czekają jeszcze na uczestników?

Nie będzie jasnego podziału. Wszystko będzie dynamiczne, jedna forma będzie przechodzić w drugą. Tym bardziej jestem pewien, że będzie to jedynie w swoim rodzaju wydarzenie. Uczestnicy będą zaproszeni do tego, by mieć oczy i uszy szeroko otwarte. Będzie to przygoda, w której będziemy się mierzyć ze swoimi lękami i ograniczeniami – oczywiście w atmosferze braterskiej miłości. Szczytem każdego dnia będzie natomiast Eucharystia.

 

Na koniec podziel się proszę, jak wygląda Boże przywództwo w Twoim osobistym doświadczeniu. Co Ci dała dotychczas ta droga?

Wypracowałem nawyk codziennego spotykania się ze Słowem Bożym. Nauczyłem się też rozeznawania. Mistrzowie życia duchowego jak św. Ignacy czy św. Jan od Krzyża dają ku temu doskonałe wskazówki. Zacząłem w końcu realizować cele – i te duchowe i osobiste. Zmieniło się rozumienie mojego powołania jako męża i ojca. Zawsze myślałem że dobrze wypełniam te role, ale idąc przez program, zobaczyłem, jak wiele mi brakuje. Myślałem, że jestem ofiarny, że kocham, służę, ale nie miałem żadnych narzędzi, by móc to ocenić – poza własnym doświadczeniem i uczeniem się na błędach. Program pomógł mi to wszystko urealnić.

Bardzo ważny stał się dla mnie fragment z Ewangelii wg św. Jana, gdy Pan Jezus mówi, że to nie my wybraliśmy Jego, ale to On wybrał nas i przeznaczył nas, byśmy przynosili trwałe owoce. Nasze życie często wygląda jak gaszenie pożarów. Gasimy coś w pracy, a wybucha w domu. Gasimy w domu, to znowu wybucha w pracy. Angażujemy się w jednej sferze i zaniedbujemy inne. To jest frustrujące. Nie widzisz wtedy owoców, przemiany. Łatwo robisz z siebie męczennika. Różnica jest taka, że prawdziwe męczeństwo przynosi owoce, a to męczeństwo nie. Ono przynosi zgliszcza po pożarach. Kiedy zobaczyłem, że są w moim życiu sprawy absolutnie ważne, które nie mogą być spychane, kiedy zobaczyłem czym jest fundament mojego życia, odpowiednia hierarchia wartości, wszystko udało się zbalansować, nad wszystkim zapanować i od tamtej pory pożar to rzadkość, a jeśli się zdarza, łatwiej go ugasić tak, by nie wybuchał kolejny. Myślę, że wielu czytelników odnajduje się w tym, co mówię, dlatego serdecznie zapraszam na Drogę Lwa. Szczegóły i bilety na www.drogalwa.pl

 


Odważ się! Dołącz!

Pod adresem www.drogalwa.pl trwają zapisy na to wydarzenie. Wejdź, zobacz, obejrzyj materiały z dotychczasowych spotkań, a jeśli widzisz, że też potrzebujesz takich zmian i takiej formacji, nie czekaj, tylko dołącz do mężczyzn, którzy chcą stawać się Bożymi przywódcami! Dodatkowo, dla Czytelników Stacji7 przygotowana została specjalna zniżka na bilet jednoosobowy lub dwuosobowy, po wpisaniu kodu STACJA7.

 

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


Jarosław Kumor

Zobacz inne artykuły tego autora >
Jarosław
Kumor
zobacz artykuly tego autora >

Kredkami do Nieba

O projekcie „Kredkami do Nieba” i o tym dlaczego warto wprowadzać dzieci w świat Słowa Bożego rozmawiamy z Dorotą Łoskot – Cichocką, pomysłodawczynią zajęć ewangelizacyjno-plastycznych dla dzieci i autorką interaktywnej książki na Wielki Post „Idziemy za Tobą”.

Dorota
Łoskot–Cichocka
zobacz artykuly tego autora >
Anna Hazuka
Anna
Hazuka
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Kredkami do Nieba
O projekcie „Kredkami do Nieba” i o tym dlaczego warto wprowadzać dzieci w świat Słowa Bożego rozmawiamy z Dorotą Łoskot – Cichocką, pomysłodawczynią zajęć ewangelizacyjno-plastycznych dla dzieci i autorką interaktywnej książki na Wielki Post „Idziemy za Tobą”.

Zacznijmy od początku, skąd się wzięło „Kredkami do nieba”?

Dorota Łoskot – Cichocka: Wszystko zaczęło się od tego, że w przedszkolu mojego syna dzieci nie miały religii. Początkowo chodziłam z tym tematem między dyrekcją, a parafią, aż nagle zadałam sobie pytanie dlaczego ja sama nie mam czegoś z tym zrobić? Nie wiedziałam kompletnie jak do tego podejść, bo nie jestem teologiem ani katechetą tylko plastykiem. I pewnie borykałabym się z tym jeszcze dłużej, gdyby nie Jan Paweł II. W maju 2011 roku pojechaliśmy całą rodziną na jego beatyfikację. I kiedy tak stałam w tłumie na Via della Conciliazione, nagle przyszedł mi do głowy pomysł. Cała koncepcja! Że osią spotkań z dziećmi mają być niedzielne Ewangelie, a moją rolą będzie przybliżanie im treści Słowa Bożego w sposób, który dobrze znam – dzięki sztuce. Myślę, że od tamtego dnia Jan Paweł II opiekuje się „Kredkami do nieba”.

Postawiłaś przed sobą bardzo trudne zadanie – wprowadzić dzieci w świat wcale nie łatwych tekstów Ewangelii.

Na początku zastanawiałyśmy się („Kredki” współprowadzi ze mną moja przyjaciółka – Ania Moszyńska), w jaki sposób podejść do samego tekstu Ewangelii. Czy wybrać jakieś opowiadanie z Biblii dla dzieci, czy może całkowicie odejść od jej czytania i ograniczyć się do jednego zdania, albo wręcz słowa. Koniec końców postanowiłyśmy, że zaryzykujemy i zostawimy Ewangelię taką, jaką dzieci usłyszą w niedzielę. Bo przecież właśnie takie Słowo jest żywe i skuteczne.

Jak pomóc dzieciom zmierzyć się z tak trudnym zadaniem? Jak stworzyć atmosferę słuchania i przyjęcia Słowa Bożego?

Kiedy mamy zacząć czytać Ewangelię, gasimy światło. Już to samo nas wycisza. Potem zapalamy świecę przy ikonie Pana Jezusa i każde dziecko samo odpala od niej swoją świeczkę. A ogień – jak wiadomo – to dla dzieci wielka sprawa. Robimy to wszystko po to, żeby nasze dzieci wiedziały, że teraz będzie coś wyjątkowego, tajemniczego. Że tekst, który za chwilę usłyszą, zasługuje na szczególne warunki. Po przeczytaniu Ewangelii rozmawiamy o usłyszanym fragmencie. Zawsze pierwsze pytanie jest o autora Ewangelii. Zauważyłyśmy, że dzieci tak bardzo chcą usłyszeć imię ewangelisty, że skupienie, które w to wkładają często rozlewa się na całe czytane Słowo. To taki nasz sposób na przykucie uwagi.

 

 

Czasem jednak Ewangelia jest tak trudna, tak wymagająca, że nawet my – dorośli mamy pewien kłopot z jej zrozumieniem.

Tak… Nie boimy się wtedy mówić o tym naszym dzieciom. Że my też tego nie rozumiemy, że dla nas to też jest jakaś tajemnica, w którą po prostu wierzymy. Czasem rodzice, którzy zaczynają u siebie w parafiach, albo w domach organizować „Kredki” dzielą się ze mną swoimi obawami. Boją się, że skoro nie mają wykształcenia teologicznego, nie powinni tłumaczyć Biblii swoim dzieciom. Ja sama się kiedyś nad tym zastanawiałam. Ale przecież każdy ochrzczony ma w sobie mądrość Ducha Świętego, aby czytać i rozważać Słowo Boże, a już w szczególności ze swoimi dziećmi. Jeżeli podczas sakramentu małżeństwa, a potem chrztu naszych dzieci, zobowiązaliśmy się do przekazania im wiary to znaczy, że równocześnie otrzymaliśmy łaskę do wypełnienia tego zadania. Nie ma się czego bać.

 

Wasze zajęcia plastyczne rzadko polegają na zilustrowaniu samej sceny z Ewangelii. Zwykle odnosicie tekst do konkretnych wydarzeń z życia. Czy podczas tych kilku lat trwania Waszych zajęć były takie momenty, w których byłaś świadkiem jak Słowo dotykało konkretnych dzieci?

Pamiętam szczególnie pewnego chłopca, któremu umarł tata. Na zajęciach mówiliśmy o tym, że każdy bierze swój krzyż. Dzieci lepiły z plasteliny duży krzyż z pustą przestrzenią w środku. Tam miały narysować swoje trudne sytuacje. I większość rysowała np. niemiłą koleżankę ze szkoły, albo brata, który bije. A tamten chłopiec namalował tatę rzucającego do niego piłkę. Podczas mini wernisażu, który zawsze następuje po zajęciach, oglądałam z nim tę pracę i zapytałam dlaczego siebie namalował bez rąk. A on odpowiedział: „Bo ja już nie złapię tej piłki”. 

 

Bardzo poruszająca historia…Wasz projekt zatacza coraz szersze kręgi. Na podstawie Waszych materiałów pracują grupy nie tylko w Polsce, ale i na świecie. Powstały książki z niedzielnymi Ewangeliami na każdy rok liturgiczny, książka o Adwencie, teraz o Wielkim Poście. Spodziewałaś się tego wszystkiego?

Skąd! Ja tylko chciałam, żeby w przedszkolu była dalej religia (śmiech).

 

 

Porozmawiajmy teraz o samej książce „Idziemy za Tobą”. Chociaż mam wrażenie, że nazywanie jej książką to zbyt mało. Wszystko tu jest tak precyzyjnie przemyślane, dopracowane. Jak długo powstawała sama koncepcja książki?

Bardzo długo. Dziesięć lat temu współtworzyłam – jako ilustrator – książkę na Adwent pt. „Wszyscy na Ciebie czekamy”. Od tamtego czasu, raz na jakiś czas, w rozmowach ze znajomymi rodzicami powracał temat książki, która pomogłaby dzieciom przeżyć Wielki Post. Doświadczyć go pełniej, nie tylko ograniczając go do piątkowej Drogi Krzyżowej. Skoro dla nas – dorosłych –Wielki Post ma być czasem przemiany, to dlaczego nie ma być to też czas głębszej refleksji dla naszych dzieci? Stąd pomysł, aby stworzyć książkę – wędrówkę przez Wielki Post. Treść książki skupiona jest wokół planszy, która przedstawia pustynię. Cały Post, aż do Niedzieli Miłosierdzia Bożego, wędrujemy nią za Panem Jezusem. Codziennie dzieci przyklejają jeden element, który obrazuje czytany tekst.

 

Książka wprost zachwyca pięknymi ilustracjami, ale to, co mnie najbardziej w niej dotknęło to wyjątkowa „plastyczność” treści. Przez każde zdanie, którym komentujesz Ewangelię przebija Twoja wrażliwość jako artysty plastyka. Pełno tu zapachów, barw, ludzi i przedmiotów. Czytając kolejne opisy miałam coraz mocniejsze skojarzenia z medytacją ignacjańską…

No to mnie zdemaskowałaś. Medytacja ignacjańska jest od wielu lat dla mnie ważna. Wiem, że Słowo, aby stało się żywe, musi być przez nas smakowane i wyobrażane. Nauczyły mnie tego nasze “Kredki”. Moment, kiedy dzieci zaczynają tworzyć swoje rysunki, to tak naprawdę moment, w którym rozpoczyna się ich dziecięca medytacja Słowa. Sam ten proces powstawania pracy, zastanawiania się nad sandałami Pana Jezusa, nad chustką Maryi, nad tym czy osiołek na którym siedziała był brudny od kurzu, to przecież nic innego jak bycie w sercu Ewangelii, jak smakowanie jej zmysłami dokładnie tak, jak chciał św. Ignacy.

 

 

Książka o Wielkim Poście oznacza wprowadzenie dzieci w niełatwy temat Męki i Śmierci Pana Jezusa. Ale znajdziemy w Twoich tekstach więcej trudnych scen. Dotykasz w tych scenach dziecięcych lęków i konfrontujesz je z obecnością Chrystusa. Zdajesz się mówić wszystkim dzieciom czytającym twoją książkę: „Nie bójcie się! On naprawdę jest mocniejszy!”.

Jestem głęboko przekonana, że w dzieciach jest wszystko to, co jest w nas – dorosłych. Dzieci przeżywają lęki, obawy, chwile zwątpienia. Każdy rodzic usłyszał przecież od dziecka pytanie: „Mamusiu, tatusiu, a co będzie jak umrzesz?”. Nie bójmy się poruszać z dziećmi trudnych tematów. Nie po to, aby je straszyć, czy zniechęcać, ale aby wiedziały, że nie są w tych sytuacjach same. A przede wszystkim po to, aby im pokazać, że mogą ze swoim strachem, bólem przyjść do Pana Jezusa. Że On jest ratunkiem. Bo wobec Jego mocy blednie każdy strach, przed Nim ucieka każdy zły duch.

 

Wojciech Widłak (autor „Pana Kuleczki”) napisał o Twojej książce, że są w niej treści, z którymi także my – dorośli możemy się mierzyć. Kiedy czytałam w niej zdania typu: “Nie chodzi o to, czy jesteśmy porządni. Chodzi o to, czy jesteśmy podobni do Ojca” zdałam sobie sprawę, że przekaz wiary jest nie tylko darem dla naszych dzieci, ale też dla nas – dorosłych. Zmusza nas do czystego i prostego spojrzenia na Ewangelię. Jak wzbogaca Twoją wiarę praca z dziećmi?

Dzięki dzieciom moja wiara odżywa. Pamiętam jak kiedyś opowiadałam mojej kilkuletniej córeczce o Maryi, której nikt nie chciał przyjąć w Betlejem. Opowiadałam o dużym brzuchu, o bólu, o zmartwieniu Józefa i nagle ta moja kilkuletnia córeczka rozpłakała się. Była poruszona losem Matki Bożej. Wprost nie mieściło jej się w głowie, jak można było nie pomóc Maryi! Pomyślałam sobie wtedy, że ja nigdy tak nie spojrzałam na tę scenę. Tak dobrze ją znam, że nie robi już na mnie wielkiego wrażenia, i tylko dzięki temu, że opowiedziałam ją mojej córce, mogłam ją przeżyć jeszcze raz. Zobaczyłam ją tak, jak powinna zostać zobaczona – prostym spojrzeniem dziecka.

 

Wasze książki, projekt „Kredkami do nieba” to zaproszenie rodziców do przekazywania wiary swoim dzieciom w bardzo wyjątkowym kontekście – kontekście Słowa Bożego. Dlaczego warto uczyć nawet małe dzieci obcowania z żywym Słowem?

Św. Paweł w Hymnie o miłości pisał, że teraz widzimy niejasno, jakby w zwierciadle. Nasze życie w pewnym sensie jest kroczeniem „ciemną doliną” a Słowo – tak jak jest napisane w psalmie – jest lampą dla naszych stóp. Ono rozświetla nasze życiowe ciemności. Jestem przekonana, że nawet małe dzieci mogą odkryć Kim jest dla nich Pan Jezus właśnie dzięki Słowu. Zaczynając pracę nad książką na Wielki Post myślałam właśnie o tym, żeby przedstawić obraz Boga, który jest dobrem, miłością, światłem. Żeby dzieci same chciały do Niego pobiec.

 

Rozmawiała Anna Hazuka
fot. kredkamidonieba.com

 

Idziemy za Tobą
przez Wielki Post do Zmartwychwstania

Dorota Łoskot-Cichocka
Marek Kita

Wydawnictwo Sykomora 2019

 

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


Dorota Łoskot–Cichocka

Zobacz inne artykuły tego autora >
Anna Hazuka

Anna Hazuka

Żona Wojtka, mama Marysi, Ulci, Elenki, Basi i Jasia. Z życiowej pomyłki - prawnik, z naprawionego błędu - dziennikarz. Absolwentka pierwszej edycji Akademii Dziennikarstwa i autorka bloga budujemymosty.pl

Zobacz inne artykuły tego autora >
Dorota
Łoskot–Cichocka
zobacz artykuly tego autora >
Anna Hazuka
Anna
Hazuka
zobacz artykuly tego autora >
Share via