Nasze projekty
Anna Druś

„W moich filmach chodzi o leczenie serc”

Zbyt często historie przebaczenia łączymy wyłącznie ze łzami i traumą, zapominając, że na ich końcu jest zawsze radość, święto, impreza - mówi Juan Manuel Cotelo, hiszpański reżyser i odtwórca głównej roli w filmie “Największy dar”. Film wchodzi na ekrany polskich kin 8 marca.

Reklama

Moja córka, z którą oglądałam film, chciała żebym spytała pana, czy rzeczywiście w filmie palił pan fajkę?

[śmiech] Próbowałem się tego nauczyć, ale to było strasznie trudne, bo nigdy wcześniej w życiu nie paliłem niczego, nawet papierosów. Dusiłem się więc i krztusiłem, czułem się chory…

Reklama
Reklama

Ale Indianin, który panu tę fajkę podaje, mówi, że “aby nauczyć się słuchać, trzeba zacząć palić”…

Sens jego rady był oczywiście taki, że pierwszym krokiem do jakiegokolwiek pojednania, jest zacząć słuchać, przestać mówić. To o paleniu jest oczywiście pewnym żartem, ale chodzi o jakąś czynność, która zamknie nam usta, żebyśmy przestali mówić. Czy to jedzenie, czy picie, czy palenie. Musisz wtedy zamknąć usta, a otworzyć uszy. To najważniejsze przy każdym dialogu: słuchać innych, drugiego człowieka.

Reklama
Reklama

Chciałabym zapytać o formę, którą wybrał pan dla filmu. “Największy dar” to połączenie komedii w konwencji westernu z poważnym dokumentem. Zestawienie bardzo poważnego problemu, poważnych ludzkich dramatów z nieco naiwną, zabawną i lekką oprawą westernu. Nie bał się pan takiego połączenia?

To nie tylko sprawa formy, ale także treści. Zawsze, gdy spotykałem się z historią jakiegoś przebaczenia, pojednania, miałem do czynienia na końcu z jakimś świętem, imprezą, radością. Zawsze! Dla mnie to było ważne spostrzeżenie. Dlatego bardzo zależało mi na tym, by zrobić bardzo szczęśliwy, pogodny film. Taka jest bowiem prawda o przebaczeniu: ono przynosi radość, święto. Niestety bardzo wielu ludzi w historii przebaczenia dostrzega tylko jej pierwszy etap, czyli właśnie to co najtrudniejsze, związane ze łzami, z przeżywaniem traumy. Ktoś zrobił coś złego komuś drugiemu. Ale to jest tylko pierwsza część historii! Na niej ona się nie kończy. Kończy się raczej na: “i odtąd stali się przyjaciółmi”! Końcem jest więc zawsze przyjęcie, wspólna radość. I wielokrotnie te przyjęcia i radość widziałem. Jadłem, piłem, tańczyłem i śpiewałem na tych przyjęciach! Prawdziwych przyjęciach, nie fikcyjnych, odgrywanych. To był pierwszy powód, dla którego połączyłem historie pojednań z humorystyczną fikcją.

Reklama

A drugi?

Drugi nazywamy po hiszpańsku respiraderos, “oddychacz”. Coś, co pozwala spokojniej odetchnąć po intensywnych emocjach. Taką rolę pełni właśnie wprowadzenie elementu humoru do opowiadania poważnej historii. Trudno jest oglądać coś, co wyłącznie trzyma nas w napięciu przez cały czas, co wyłącznie wzbudza silne emocje, nie dając sposobności do ich ujścia. Z drugiej strony właśnie te “respiraderos” pozwalały nam w filmie gładko przejść od jednej historii przebaczenia do drugiej. Wsiadałem na konia i już jechałem słuchać kolejnego przykładu przebaczenia i pojednania. No i dla mnie poczucie humoru jest też rodzajem “pogłaskania” kogoś, albo ładnej oprawy smacznego dania. Daniem były właśnie historie bezwarunkowej miłości i przebaczenia.

Jeśli bałbym się pomyłki, to nic bym nie zrobił

Ale też było kilka miejsc, w których ta forma westernowa pasowała do tej głębszej treści.

Właśnie. Chodziło nam o zadanie poprzez to dwóch pytań: jaką rolę w pokazywaniu czy szerzeniu przemocy mają media i jednocześnie gdzie znajduje się rozwiązanie takich patowych sytuacji nakręcania się spirali przemocy. Gdy więc pani mnie pyta “czy nie bał się pan tego połączenia humoru i poważnej treści” odpowiadam: nie bałem się, bo ja tak naprawdę niczego się już nie boję. Nie boję się nawet pomyłki, błędu. Jeden z naszych sloganów w Infinito Masuno (firmie produkującej filmy Cotelo – przyp. red.) to: “Popełniajmy błędy jak najwcześniej”. Jeśli bałbym się pomyłki, to nic bym nie zrobił. Gdybym się zastanawiał: „czy to się spodoba? Czy będą mi bić brawo? Czy będą mnie krytykować?” nie zrobiłbym niczego. Jeśli się nie spodoba, nie będą bić brawa, zaczną krytykować – nieważne, zrób to. Najlepiej jak się da, z najlepszym zamiarem, ale przecież nic się nie stanie jak się pomylisz. Jedyny błąd, na który nie chcę sobie pozwolić, to zaniechanie, nie zrobienie czegoś.

Nie mogę nie zapytać: skąd temat? Czemu akurat przebaczenie wybrał pan na myśl przewodnią swojego najnowszego filmu?

Przede wszystkim: to nie ja wybrałem ten temat, sam do mnie przyszedł. To był dar. Nie szukałem go, nie zastanawiałem się “o czym by tu teraz opowiedzieć”, nic takiego. Przebaczenie jest moją osobistą historią. Gdy miałem 13 lat zamordowano mojego ojca. To był 3 marca 1981 r. Natomiast 3 marca 2014 przyszedł do mnie pewien Kolumbijczyk i powiedział: mój szef chciałby poprzez Ciebie przekazać przeprosiny wielu osobom, których bliskich zabójstwo zlecił. Poszedłem tam, wysłuchałem jego historii. Wtedy pomyślałem: bingo! Właśnie o to chodzi.

Mój szef chciałby poprzez Ciebie przekazać przeprosiny wielu osobom, których bliskich zabójstwo zlecił

Wybaczył mu pan już wcześniej, czy też dopiero w tym więzieniu, po usłyszeniu “przepraszam”? Niech pan opowie tę historię.

Ja nie musiałem mu niczego wybaczać, ponieważ to nie on zabił mojego ojca. To był inny człowiek. Ale jego historia ponownie uświadomiła mi znaczenie przebaczenia, znaczenie przeprosin.

Już w dniu śmierci mojego ojca moja mama zebrała całą dziewiątkę swoich dzieci i powiedziała do nas: “W tym domu nie ma miejsca na nienawiść. W tym domu nie ma miejsca na smutek. Wasz ojciec jest w niebie. My będziemy od dzisiaj żyć tak jak do tej pory żyliśmy: w szczęściu.” To było i jest główne dziedzictwo, jakie wyniosłem z domu. Przebaczyć. Nie pielęgnować nienawiści.

Naprawdę ten człowiek sam się zgłosił do więzienia?

Nie sam. Tego jednego dnia do więzienia zgłosiło się 850 innych ludzi, podobnie odpowiedzialnych za różne zbrodnie. Wszystko za sprawą jednej sparaliżowanej kobiety. Od 29 lat, pomimo paraliżu i poruszania się na wózku z powodu ran, jakie zadał jej własny mąż, ona jeździła po kraju do miejsc z najwyższą przestępczością i opowiadała o miłości Boga. Szukała tych, którzy sieją przemoc i opowiadała im dobrą nowinę o tym, że Pan Bóg już im przebaczył, że ich kocha bez żadnych warunków. Że mogą otrzymać to przebaczenie kiedy tylko zechcą. 29 lat tak robiła i nic się nie działo, nikt się nie zmienił. Aż pewnego dnia, jednego dnia, szef tych różnych band powiedział do swoich współpracowników: „idę do więzienia odpokutować to, co zrobiłem. Ktoś idzie ze mną?” I jednego dnia za kratki zgłosiło się 850 osób. Nie zdziałała tego policja, organy ścigania, sądy, politycy. Zdziałała to dobra nowina o Bożym przebaczeniu. Właśnie dlatego ów przestępca miał trzy życzenia do wymiaru sprawiedliwości. Zażądał, aby w więzieniu, w którym się znajdzie była kaplica z Najświętszym Sakramentem; aby miał możliwość codziennej rozmowy z kapłanem oraz by pozwolono mu przekazać prośbę o przebaczenie do wszystkich jego ofiar. Właśnie ta historia była dla mnie punktem wyjścia do całego filmu. Gdy z nim tam siedziałem, słuchałem tej opowieści, doświadczyłem niemal namacalnej obecności Bożej. I niedługo później, kolejny raz w moim życiu zacząłem robić film, którego wcześniej nie planowałem. Przecież nie planowałem “Ostatniego szczytu”, nie planowałem “Ziemi Maryi”, nie planowałem “Śladów stóp”, nie planowałem i “Największego daru”. To jest właśnie sposób, w jaki Bóg działa poprzez ludzi, poprzez normalne sytuacje życiowe.

Trudno było znaleźć ludzi, którzy opowiedzą o swoim przebaczeniu?

Oni sami przychodzili do mnie! Historia tego Kolumbijczyka była początkiem, następne przyszły do nas same, gdy tylko ogłosiliśmy w mediach społecznościowych, że robimy taki film. Posypały się dziesiątki wiadomości od ludzi, którzy chcieli opowiedzieć swoje historie. Musieliśmy jednak wybrać tylko kilka, żeby zmieścić się w jednym filmie. Wszystkie są piękne i pełne nadziei.

Trudniej wybaczyć rzeczy małe niż te wielkie, proszę mi wierzyć

Pomimo, że niejednokrotnie takie przebaczenie jest strasznie trudne.

Moje doświadczenie jest raczej takie, że trudniej wybaczyć rzeczy małe niż te wielkie, proszę mi wierzyć. Dar przebaczenia mordercy mojego ojca był właśnie takim darem, dostałem go. Teraz dopiero rozumiem, dlaczego to było dla mnie takie łatwe: ponieważ to był dar! Czasem zauważa się, że ludzie ubodzy, pomimo ciężkich doświadczeń, jakie ich spotykają, są szczęśliwi. Myślimy sobie: ja bym tak nie mógł w ich sytuacji. Ależ właśnie mógłbyś, gdybyś też dostał taki dar, łaskę dopasowaną do tej konkretnej sytuacji. Nie doświadczasz tego, bo nie prosisz o tę łaskę. Ale nie bój się, gdziekolwiek jesteś, Pan Bóg może dać ci łaskę do przetrwania każdych trudności, każdej ciężkiej sytuacji, jaka cię spotka. Pozwól tylko Bogu działać w Tobie, poproś Go o ten dar. Będzie on dany.

To nie jest kwestia tego, jak głęboko cierpimy, jak trudne doświadczenia nas spotykają, ale wyłącznie kwestia otwarcia się na ten dar łaski, dar pokoju, siły, cierpliwości, szczęścia. Bądź tylko otwarty, a to przyjdzie. Nie zamykaj się na przebaczenie.

Pan Bóg nie narzuca obowiązku, ale wsadza w ciebie nową miłość

Czemu Pan robi właśnie takie filmy? Domyślam się, że to przyszło wraz z jakimś nawróceniem, ale czy tak było zawsze, czy zawsze Pan chciał robić takie filmy?

Gdyby 10 lat temu pani mnie zapytała o “nawrócenie” odpowiedziałbym z pewnością “nie potrzebuję żadnego nawrócenia”. Jestem doskonałym katolikiem. Gdy słyszałem te słowa z Ewangelii “celnicy i nierządnice wchodzą przed wami do Królestwa Niebieskiego” nie rozumiałem ich, buntowałem się. Jak to? Przecież prostytutki są “złe”, ja jestem “dobry”. Ale nastąpił pewien przewrót w moim życiu. To było coś niespodziewanego. Gdyby 12 lat temu ktoś mi powiedział, że będę publicznie mówić o Panu Bogu, odpowiedziałbym “nie ma takiej możliwości”. Ja nawet nie byłem w stanie się przeżegnać przed innymi. W domu – tak, w kościele – tak, w swoim wnętrzu – tak. Na zewnątrz, wobec innych – nie. Zachowywałem się wobec Pana Boga jak kochanek: bardzo cię kocham, ale niech nikt nas razem nie zobaczy. Kocham cię, kocham, ale schowaj się trochę, bo wstydzę się, że nas zobaczą razem. Tymczasem przecież  “kto się mnie zaprze przed ludźmi zaprę się i ja przed moim Ojcem”. Ale Pan Bóg nigdy nam nie mówi takich rzeczy, aby nas poniżyć. Przeciwnie – mówi je, aby nas podnieść. On oświeca nasz umysł pokazując, co robimy nie tak i jednocześnie daje światło zrozumienia, jak to naprawić. Nie narzuca obowiązku: “musisz zrobić to czego do tej pory nie robiłeś”, ale wsadza w ciebie nową miłość. Tak było i ze mną. Teraz przeżywam swoją wiarę z miłością. Teraz niemal codziennie proszę Boga o nawrócenie dla mnie. Dlatego kręcę takie filmy. Większym wysiłkiem byłoby dla mnie ich nie robić, niż robić. Większym wysiłkiem byłoby nie mówić o Panu Bogu. Nie chciałbym ich zamienić na takie, które robiłem wcześniej. Nie chciałbym takich z wysokim budżetem, świetnych technicznie, nagradzanych Oscarami. Moje filmy nie są lepsze, są gorsze technicznie, ale mają coś, czego inne – te lepsze – nie mają. W nich chodzi o przemianę życia osób, które je oglądają, o dawanie nadziei, o leczenie serc. Jeśli znalazłaby się wśród widzów moich filmów choć jedna osoba, która stwierdzi, że ten film ją zmienił – już było warto.

Rozmawiała Anna Druś

 

Reklama

Najciekawsze artykuły

co tydzień w Twojej skrzynce mailowej

Raz w tygodniu otrzymasz przegląd najważniejszych artykułów ze Stacji7

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
Reklama
WIARA I MODLITWA
Wspieraj nas na Patronite