Św. Jan Kanty – człowiek ośmiu błogosławieństw

Święty Jan Kanty był tym, który w każdym człowieku potrafił zobaczyć coś dobrego. Gdy pukali do niego ludzie ubodzy, zawsze mówił: „pauper venit – Christus venit” co znaczy ubogi przyszedł, Chrystus przyszedł. Trzeba mieć ogromną wrażliwość i siłę ducha, żeby w każdym widzieć Pana Jezusa”

Polub nas na Facebooku!

Z ks. prof. Tadeuszem Panusiem, proboszczem akademickiej kolegiaty św. Anny w Krakowie rozmawia Karolina Krawczyk (KAI)

 

Karolina Krawczyk (KAI): Z biografii świętego Jana Kantego wiemy, że został wybrany m.in. na patrona wykładowców akademickich, studentów, szkół katolickich oraz Caritasu. To święty „aktualny” także dzisiaj?

Ks. prof. Tadeusz Panuś: Gdy Jan Paweł II 17 sierpnia 2002 roku był na krakowskich Błoniach, mówił o ludziach z wyobraźnią miłosierdzia. Wśród świętych wymienił także Jana Kantego. Bez wątpienia jest on jednym z reprezentantów „wyobraźni miłosierdzia”.

 

KAI: Na czym polega jego aktualność?

– Święci są naszymi drogowskazami na czas zamętu. Trzeba zauważyć, że dzisiaj tego zamętu także doświadczamy. Jan Kanty doświadczał wielu zawirowań, a jednak świetnie się w tym odnalazł. Ponadto był cenionym wykładowcą i autorytetem. Papież Jan Paweł II podkreślał wiele razy, że środowiska akademickie są odpowiedzialne za „posługę myślenia”.

Trudno o lepszy wzór do naśladowania – Jan Kanty był tym, który kształcił innych, ale także nie zapominał o własnym rozwoju intelektualnym – studiował filozofię, potem 14 lat teologię. Dziś, w świecie ogromnego rozwoju techniki, medycyny i wielu innych nauk, trudno przejść przez życie, nie ucząc się ciągle, nie rozwijać się. Nie da się też być naukowcem, jeśli osiądzie się na laurach. W tym sensie postać św. Jana Kantego jest bardzo inspirująca i ponadczasowa.

 

KAI: W świecie, w którym maturzyści razem z podaniem o przyjęcie na uczelnię wysyłają swoje karykaturalne zdjęcia, trudno nie tracić nadziei na to, że studia to coś wyjątkowego.

– Nie znam sprawy, więc nie będę się do niej odnosił. Postawę, jaką przyjmował św. Jan Kanty wobec studentów, można określić postawą ogromnej miłości i troski. Nie bez powodu w ikonografii przedstawia się go jako tego, który swoją togą okrywa żaków. To właśnie dla nich przepisywał ręcznie różnego rodzaju traktaty i dzieła. Chciał, żeby mieli kolejne materiały do nauki. To bardzo czytelny przykład jego zaangażowania w wychowanie kolejnych pokoleń studentów. Czy wtedy czy dzisiaj – każdy chce być kochany. Młody człowiek potrzebuje nie tyle wiedzy, bo tę może zdobyć na wiele różnych sposobów, ale przede wszystkim autorytetów. Jednym z nich może być także Jan Kanty, ale także profesorowie czy nauczyciele, którzy podążają jego śladami.

 

KAI: Ksiądz Profesor ma bogate doświadczenie pracy uniwersyteckiej. Czy dzisiaj możemy spotkać tam ludzi pokroju św. Jana Kantego?

Z pewnością. W ciągu 25 lat mojej pracy akademickiej nigdy nie miałem wątpliwości, że tacy ludzie są. Ale podkreślić trzeba, że nie tylko wykładowca, ale także nauczyciel w szkole i każda osoba odpowiedzialna za wychowanie i kształcenie młodego pokolenia powinna nie tylko być autorytetem, ale też mieć swoich mistrzów. Na pewno są tacy ludzie, którzy potrafią wzbudzić entuzjazm dla świata wartości. Dobry nauczyciel to ktoś taki, kto ma charyzmę, wiedzę, kto imponuje umiejętnościami, ale przede wszystkim towarzyszy młodemu człowiekowi w jego dojrzewaniu – zarówno intelektualnym, emocjonalnym jak i duchowym. Fundamentem takiego człowieka musi być miłość do drugiego człowieka i do Boga.

 

KAI: Czy Księdza zdaniem zmieniają się potrzeby studentów? Ich sposób postrzegania świata? Wartości?

– Dzisiejszy świat to świat ogromnych ruchów i migracji w wielu wymiarach. To prawda, że zmienia się sposób i jakość studiowania. Dziś student na zajęcia nie zabiera zeszytu, ale laptop. Częściej przez to jest nieobecny, rozproszony, nie potrafi się skupić – to wszystko prawda. Kolejną ważną rzeczą jest to, że studiowanie stało się powszechne, co sprawiło, że poziom zaangażowania spada. Ale czy kiedyś czy dzisiaj, nadal mamy do czynienia z człowiekiem! A człowiek, zwłaszcza młody, nadal potrzebuje swoich „przewodników w czas zamętu”. Dlaczego to nie mieliby być profesorowie, wykładowcy akademiccy, nauczyciele?

 

KAI: Którzy za św. Janem Kantym powinni powtarzać: „Pauper venit, Christus venit?”

– Dokładnie tak. A to wynika bezpośrednio z Ewangelii: „Cokolwiek uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, mnieście uczynili”. Święty Jan Kanty był tym, który w każdym człowieku potrafił zobaczyć coś dobrego. Gdy pukali do niego ludzie ubodzy, zawsze mówił: „ubogi przyszedł, Chrystus przyszedł”. Trzeba mieć ogromną wrażliwość i siłę ducha, żeby w każdym widzieć Pana Jezusa. Dzisiaj ubóstwo ma wymiar nie tylko materialny, ale także duchowy. Często studenci pochodzą z rodzin dysfunkcyjnych, ubogich aksjologicznie. Czasem dom jest miejscem, z którego młody człowiek chce uciekać. Ja zawsze staram patrzeć się na studenta holistycznie. Życzyłbym sobie, aby wykładowcy, nauczyciele patrzyli na swoich podopiecznych nie tylko pod kątem tego czy i jak zdał egzamin. Ważna jest relacja mistrz-uczeń, poznanie drugiego człowieka, jego kłopotów, trosk, wątpliwości. Istotne jest ciągłe towarzyszenie temu, który nam zaufał. Dokładnie tak, jak robił Jan z Kęt.

 

KAI: Święty jest pochowany w kolegiacie św. Anny w Krakowie, gdzie Ksiądz jest proboszczem. Jak wygląda kult Jana Kantego w tak szczególnym miejscu?

– Od czasów Benedykta XIV (9 IX 1742 r.) mamy przywilej odprawiania Mszy Świętej wotywnej ku czci św. Jana Kantego. Taka Msza św. celebrowana jest co tydzień. Jako proboszcz zauważam, że coraz więcej ludzi przychodzi i prosi Świętego o wstawiennictwo. Wierni zostawiają też swoje intencje. Tych w każdym tygodniu jest ponad trzydzieści i nie dotyczą tylko spraw akademickich.

Teraz, po latach komunizmu, kult świętego powoli się odradza. W czasach PRL-u wiele szkół zostało pozbawionych patronatu św. Jana Kantego. Jedna z takich placówek znajduje się na terenie naszej parafii.

Zauważam też, że coraz częściej zgłaszają się parafie, które proszą o relikwie. Były prośby m.in. z Włoch, z Filipin, ze Stanów Zjednoczonych. Właśnie tam, w 1998 roku powstał Zakon Kanoników Regularnych św. Jana Kantego, w którym Mszę Świętą sprawuje się w Rycie Trydenckim. Ponadto dzisiaj ponad 600 szkół w Polsce nosi imię św. Jana z Kęt.

 

KAI: Jeden z relikwiarzy, w którym pochowane są doczesne szczątki świętego, nawiązuje do ośmiu błogosławieństw. Dlaczego?

– To relikwiarz, w którym przechowywana jest czaszka świętego. Sam relikwiarz swoim ośmiobocznym kształtem przypomina te, w których przechowywane są szczątki świętych Floriana, Wojciecha, Stanisława, Jacka czy Szymona z Lipnicy. Relikwiarz przedstawia osiem scen z życia św. Jana Kantego, które są wypełnieniem biblijnych błogosławieństw. Patrząc na relikwiarz, zobaczymy następujące obrazy: święty oddaje płaszcz ubogiemu – „błogosławieni ubodzy w duchu”, pracuje na uniwersytecie – „błogosławieni cisi”, rozważa Mękę Chrystusa – „błogosławieni, którzy się smucą”, oddaje zbójcom ostatnią monetę – „błogosławieni, którzy łakną i pragną sprawiedliwości”, lituje się nad służącą – „błogosławieni miłosierni”, wypędza diabła – „błogosławieni czystego serca”, przestrzega towarzyszy przed zawstydzaniem innych – „błogosławieni, którzy wprowadzają pokój”, nawraca zbójców – „błogosławieni, którzy cierpią prześladowania”.

Ten relikwiarz można będzie zobaczyć w dniu 250. rocznicy kanonizacji św. Jana Kantego, która przypadnie 16 lipca. Już teraz zapraszam wszystkich do tego, aby przybyli do akademickiej kolegiaty św. Anny w Krakowie i poznali bliżej postać tego wielkiego profesora, nauczyciela i świętego.


Rozmawiała Karolina Krawczyk / Kraków

Katolicka Agencja Informacyjna

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


 

 



Boże Miłosierdzie na Karaibach

- Mieszkańcy Martyniki znają historię życia św. Faustyny oraz przesłanie, które pozostawiła światu. Ludzie ją znają i co jest piękne: przyjęli z wielką ufnością nauczanie o Bożym Miłosierdziu. Czasami nawet można zazdrościć tej ufności, ponieważ jest taka naturalna. Nie jest wyuczona, ale jest po prostu zwróceniem się do Jezusa o Jego miłosierdzie. To jest wspaniałe świadectwo - powiedział w rozmowie z KAI ks. Józef Nowak, który 6 lipca w Sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Łagiewnikach odebrał relikwie św. Faustyny, by zawieść je na Martynikę, jedną z wysp na Karaibach.

Polub nas na Facebooku!

Ks, Józef Nowak pochodzi z Gdańska. Na Martynice pełni posługę misyjną d dziesięciu lat, a od 2015 r. jest kustoszem sanktuarium maryjnego na terenie parafii Niepokalanego Poczęcia w Le Morne Rouge na Martynice.


Liliana Leda (KAI): Jaki pod względem gospodarczym i kulturowym jest region, na którym pełni Ksiądz swoją posługę misyjną?

Ks. Józef Nowak: Martynika jest regionem zamorskim Francji, znajduje się na południu Karaibów, na Małych Antylach. Tylko część południowa wyspy jest turystyczna. Nie ma tam przemysłu, ponieważ to mała wyspa, ma 80 km długości i 40 szerokości. Ludzie zajmują się uprawą trzciny cukrowej, bananów, które trafiają na cały rynek europejski i rumu. Na wyspie mieszka 400 tys. mieszkańców. Na Martynice jest 47 parafii. Sanktuarium maryjne, które znajduje się na terenie parafii Niepokalanego Poczęcia w Le Morne Rouge, liczącej 5 tys. mieszkańców, będzie pierwszym, w którym obecne będą relikwie św. Faustyny. Jest to pierwsze i najstarsze sanktuarium na Martynice, które powstało w 1852 roku.

 

Jak wygląda życie religijne mieszkańców Martyniki?

Na Martynice znaczna większość katolików jest ochrzczona. Proporcje są bardzo podobne jak w Polsce. Natomiast jeśli chodzi o taką wiarę w praktyce to również jest bardzo dużo podobieństw. Ludzie są bardzo religijni. Religia i wiara jest częścią ich życia. Nie jest tak jak we Francji metropolitalnej. Są bardzo mocne tradycje religijne, w rodzinach, wśród dzieci, które są pielęgnowane. A to co jest piękniejsze niż w Polsce to to, że ludzie się nie wstydzą rozmawiać o Jezusie, rozważać Słowo Boże.

Rozmawiają w autobusach czy w sklepach bez żadnych problemów. Na wyspie obecni są też protestanci i bardzo maleńki procent przyjezdnych muzułmanów. To co jest urzekające to to, że mieszkańcy Martyniki zachowują też tradycję, która kiedyś u nas w Polsce była bardzo widoczna, czyli przychodzą do Kościoła całymi pokoleniami. Jest też wiele grup modlitewnych w dzielnicach miast, gdzie ludzie bardzo się angażują.

 

W jaki sposób głosi i rozpowszechnia Ksiądz kult o Bożym Miłosierdziu na tej wyspie?

Na wyspie jest nas czterech księży z Polski. Jesteśmy Polakami i z domu rodzinnego, z Ojczyzny wynieśliśmy kult Bożego Miłosierdzia. U mnie pogłębił się on podczas pobytu na misjach w Afryce. Kiedy zostałem kustoszem sanktuarium w 2015 r. rozpoczął się Rok Miłosierdzia. Zaobserwowałem wówczas ogromne działanie Jezusa, odbyło się wiele nawróceń, ludzie niesamowicie przeżywali swoją wiarę, było wiele rekolekcji, dni skupienia i pielgrzymek do naszego sanktuarium.

Widać było mocne działanie Jezusa Miłosiernego. To mi uświadomiło i spowodowało, że zacząłem na nowo myśleć o tym, że to właśnie relikwie św. Faustyny powinny być na Martynice. Widząc siłę, z jaką Jezus działał, pomyślałem, że jako następstwo tych wszystkich łask, trzeba będzie kontynuować to, co ludzie otrzymali. Uznałem, że najlepszą możliwością będzie jeśli relikwie św. Faustyny będą mogły być w naszym sanktuarium, co nam pozwoli na kult publiczny siostry Faustyny i na rozpowszechnianie i nauczanie o Bożym Miłosierdziu.

 

Czy siostra Faustyna i jej orędzie jest już dobrze znane mieszkańcom wyspy?

Mieszkańcy Martyniki bardzo dobrze znają św. Faustynę, wiele grup przyjeżdża do Łagiewnik na pielgrzymki. Mieszkańcy Martyniki znają historię życia św. Faustyny oraz przesłanie, które pozostawiła światu. Ludzie ją znają i co jest piękne: przyjęli z wielką ufnością nauczanie o Bożym Miłosierdziu. Czasami nawet można zazdrościć tej ufności, ponieważ jest taka naturalna. Nie jest wyuczona , ale jest to po prostu zwróceniem się do Jezusa o Jego miłosierdzie. To jest wspaniałe świadectwo.

 

 

Z jakimi trudnościami w swojej posłudze musi się Ksiądz mierzyć na co dzień?

O trudnościach nie chciałbym mówić, ponieważ na trudności nie zwraca się uwagi. Trudności są wszędzie i w Polsce też się zdarzają. Staram się zawsze kłaść akcent na to co jest dobre, ponieważ jest więcej dobra niż trudności. Chyba nawet nie potrafiłbym powiedzieć co nimi jest. Na pewno trudnością w naszym rejonie jest brak pracy dla młodzieży, ponieważ to mała wyspa, dlatego młodzi muszą wyjeżdżać do Francji. Drugą trudnością jest brak u nas kierunków technicznych, żeby podjąć takie studia, młodzież też musi wyjeżdżać. Często bywa tak, że trudności z jakimi się tam borykamy są niezrozumiałe dla tych, którzy nigdy nie byli na misjach.

 

A jakie najważniejsze wyzwania stoją dziś przed Kościołem na Martynice?

Obecnie trwa u nas synod diecezjalny, który zakończy się w 2020 roku. Chcemy bardzo szeroko rozwijać pojęcie misji Kościoła, jeśli chodzi o ewangelizację, wyjścia przed Kościół, „na schody Kościoła”, czyli tak jak naucza papież Franciszek. Chcemy wyjść z Kościołów i ewangelizować. Ten synod ma właśnie temu służyć, cały czas nad tym pracujemy. Chcemy głosić Słowo Boże w prosty i jasny sposób. To są wyzwania, przed którymi stoimy w tym momencie.

 

Wcześniej przebywał Ksiądz ma misjach w Kamerunie, ale zapewne praca w tamtym miejscu miała nieco inny charakter. Tam ludzie w ogóle nie słyszeli o Bogu.

Tak, tutaj rzeczywiście praca jest całkowicie inna, ponieważ tam przebywałem w lesie, daleko od jakichkolwiek ośrodków, między Pigmejami Baka. Ta praca była pierwszym głoszeniem Ewangelii, naprawdę pierwszym, czyli ludziom, którzy nigdy nie słyszeli jeszcze o Jezusie. Duży nacisk położony był na pracę charytatywną, ponieważ taka była konieczność. To taka praca misyjna u podstaw. Ale to była piękna praca.

Trudności pojawiały się, ale praktyczne np. z przemieszczaniem się, ale jeśli chodzi o głoszenie wiary to była wspaniała. Nie ma nic wspanialszego niż widok tego jak Słowo Boże trafia do ludzkich serc. Na Martynice jest inna struktura pracy, ponieważ Ewangelia jest znana tam od samego początku. To co jest bolesne dla jej historii to niewolnictwo, które wciąż stanowi głęboką ranę. Struktura pracy jest podobna jak w Polsce, czyli polega na mocnym skupieniu się na katechezie i modlitwie, na tworzeniu wspólnot.

Jest to praca misyjna, ponieważ jest mało księży i pomoc z zewnątrz jest konieczna. Chociaż w porównaniu z Francją jest u nas więcej powołań, ale wciąż niewystarczająco w porównaniu z ilością ludzi, którzy przychodzą do Kościoła. Dlatego na Martynice potrzeby również są ogromne, ponieważ umacnianie wiary i budowanie wspólnot jest ważne i konieczne.


Rozmawiała Liliana Leda / Kraków

 

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


 

 



Copy link
Powered by Social Snap