ROZMOWY

Jak udzielić pierwszej pomocy w kościele?

Rocznie w Europie ma miejsce od 350 do nawet 700 tys. nagłych zatrzymań krążenia. Dużo więcej jest też innych stanów nagłych, które wymagają udzielenia pierwszej pomocy. O tym, jak robić to mądrze opowiada Piotr Kołodziejczyk, ratownik medyczny.

Otylia Sałek
Otylia
Sałek
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

W drugą sobotę września obchodzimy Światowy Dzień Pierwszej Pomocy. Jak, jako ratownik, oceniasz nasz stan wiedzy na jej temat? Jak często masz okazję widzieć ludzi, którzy realnie udzielają pierwszej pomocy?

Często zdarzało mi się widzieć takie osoby, ale rzadziej były to sytuacje, gdy tej pomocy udzielano we właściwy sposób. Zwłaszcza jeśli chodzi o poważniejsze stany – np. zasłabnięcie gdzieś na ulicy.. Szybko wokół takiej osoby zbiera się tłum i mało kto z tego tłumu umie udzielić pierwszej pomocy, robi się popłoch. Łapią poszkodowanego za ręce, szukają tętna, ktoś krzyczy że na pewno ma cukrzycę albo nadciśnienie. Ogranicza się to do wezwania pogotowia i czekania, pojawia się oczywiście tysiące koncepcji, co można zrobić – „a może go obróćmy, a może go zostawmy, a może sprawdzić mu oddech”. A w tym czasie można by było już konkretnie pomóc takiej osobie.

Widziałem też jednak sytuacje, gdy pierwsza pomoc była udzielana wzorowo, zwłaszcza w przypadku krwotoków czy złamań. Jeśli osoba poszkodowana nie jest w stanie bardzo tragicznym, to stres jest mniejszy i więcej rzeczy się pamięta. Zdecydowanie lepiej działa się też, kiedy wokół nie ma tłumu, bo on trochę paraliżuje w działaniu i osoba, która normalnie wiedziałaby cokolwiek o pierwszej pomocy, nawet niewiele, traci pewność siebie.

 

Jest nawet taka teoria psychologiczna, że jeżeli ktoś perfekcyjnie potrafi wykonać jakieś zadanie, to fakt, że patrzą na niego inni ludzie, będzie działał motywująco. A jeśli nie jest pewny tego, jak coś zrobić – obecność innych osób będzie działać paraliżująco. Można to też odnieść do udzielania pierwszej pomocy.

Tak, ale nie oznacza to zupełnej porażki. W sytuacji, gdy czegoś nie pamiętamy, warto zrobić chociaż to, co pamiętamy. Jeśli nie jesteśmy czegoś pewni, zawsze można zadzwonić do dyspozytora pogotowia, na 112 czy 999 i dyspozytor po otrzymaniu informacji o poszkodowanym, może podpowiedzieć, jak udzielić pierwszej pomocy. Można to zrobić zarówno przy zasłabnięciu czy jakimś krwotoku. Jeśli tylko ktoś ma chęć udzielić pierwszej pomocy, to ze wsparciem dyspozytora może to przynieść rewelacyjny efekt.

 

Dobrze, że mówisz o złamaniach i krwotokach, bo wydaje się, że mówiąc o pierwszej pomocy często mamy na myśli czynności ratunkowe przy zatrzymaniu krążenia. A pierwsza pomoc to kwestia dużo szersza.

Tak, rzeczywiście resuscytacja jest również ważna, ale jest ona potrzebna dopiero w najtrudniejszych sytuacjach. Mówi się, że jeżeli ktoś będzie potrafił pomóc osobie nieprzytomnej, nieoddychającej, to nic go już nie zaskoczy. Każdy inny stan nagły może oczywiście doprowadzić do takiego zatrzymania krążenia, do utraty przytomności. Ale jeśli ktoś umie sobie z taką sytuacją poradzić, to na każdą inną pierwszą pomoc jest przygotowany. A warto pamiętać, że zadławień, omdleń, krwotoków czy złamań jest dużo, dużo więcej niż chociażby zasłabnięć.

 

W pierwszej pomocy najtrudniejsza wydaje się być odwaga do podjęcia jakichkolwiek działań

Co jest najtrudniejsze w udzieleniu pierwszej pomocy?

Najważniejsza jest chęć pomocy – nawet jeśli ktoś nie był na kursach, albo niewiele pamięta, ale chce pomóc. Wtedy najtrudniejsza wydaje się być odwaga do podjęcia jakichś działań. Osoba, która chce udzielić pierwszej pomocy, szybko zorganizuje sobie ludzi i oni już będą działać instynktownie. Jeśli to będzie krwotok z nogi, to będą wiedzieć, że tę krew trzeba jakoś zatamować, a czy on już będzie wiedział, że trzeba założyć opatrunek uciskowy, gdzie i jak założyć bandaż – to już jest sprawa drugorzędna. Wystarczy, aby ktoś się odważył, nie stał w tłumie.

Druga dość trudna kwestia to fakt, że tej pierwszej pomocy nie udziela się na co dzień i przez to sporo się zapomina. Oczywiście nie jest zapewne możliwe, żeby raz w tygodniu czy w miesiąc odświeżać sobie wiedzę na jej temat, ale raz na pół roku czy chociażby raz na rok dobrze byłoby to zrobić. To może być drobna rzecz – przeczytanie artykułu, obejrzenie jakiegoś filmiku. Raz na pół roku to chyba minimum, jeśli ktoś chce być naprawdę przygotowany na takie sytuacje. Świetnie byłoby raz na rok odbyć taki nawet kilkugodzinny kurs z przypomnieniem najważniejszych kwestii.

Prowadząc tego typu kursy widziałem ludzi, którzy nawet regularnie raz na rok aktualizują wiedzę, ćwiczą i mówią „tak, to już wiemy”, a potem w sytuacji pozorowanej, np. w sytuacji krwotoku u małego dziecka, nagle, jak za pstryknięciem palca, wszystko, co chwilę wcześniej ćwiczyli – umyka. Ludzie zaczynają mechanicznie podejmować dość dziwne decyzje dotyczące pomocy.

Jeśli będziemy mieli okazję ćwiczyć taką pierwszą pomoc częściej, zwłaszcza na zajęciach praktycznych, to w sytuacji nagłej będzie już działać nasza pamięć mięśniowa. A jeśli chodzi o wiedzę teoretyczną, to w dobie internetu jest ona dostępna dla każdego.

 

A profesjonalne kursy pierwszej pomocy – od kogo najlepiej się jej uczyć?

To jest bardzo ważna kwestia, bo zdarza się nierzadko, że szkolenia z pierwszej pomocy, prowadzą różne osoby – często przekazują one tylko wiedzę teoretyczną, nie są praktykami.

Można poprosić o takie szkolenie ratowników medycznych, to jest też element ich pracy. Co więcej już studenci ratownictwa w toku studiów mają za zadanie przygotować i przeprowadzić kurs pierwszej pomocy. Z drugiej strony wzięcie samego ratownika medycznego, który może nie ma doświadczenia w prowadzeniu szkoleń, może powodować zamieszanie. Ratownik będzie mówił trochę o pierwszej pomocy, trochę o zaawansowanych zabiegach ratowniczych i to może powodować chaos.

Najlepiej byłoby skorzystać z oferty firmy, która specjalizuje się w prowadzeniu kursów. Wtedy jest pewność, że są tam zarówno szkoleniowcy jak i praktycy, którzy na bieżąco aktualizują swoją wiedzę. Takich firm jest na rynku bardzo dużo i są to instytucje naprawdę godne zaufania, bo ma się pewność, że wiedzą, co robią, można znaleźć opinie na ich temat i są to ludzie, którzy lubią to, co robią.

 

fot. East News / Grzegorz Olkowski Polska Press

 

Jakim grupom działającym przy kościele poleciłbyś taki kurs? Głównie ludziom młodym?

Grupy młodych ludzi też. Ich potencjał jest dobrym gruntem do działania, oni mają nierzadko regularne spotkania, warto to wykorzystać. Ale i osoby starsze, nawet między 40. a 50. rokiem życia to z mojego doświadczenia osoby, którym się chce robić coś więcej. Są to też nierzadko osoby zaangażowane w różne wydarzenia społeczne, pełnią jakieś funkcje i siłą rzeczy mają w sobie więcej pewności. Warto więc do tej otwartości i odwagi dodać jeszcze specjalistyczną wiedzę.

 

I, jak wspomniałeś, tę wiedzę później odświeżać, bo nigdy nie wiadomo, kiedy może się ona przydać. Nierzadko pierwszej pomocy trzeba też udzielić w kościele, w czasie mszy lub nabożeństwa.

Zgadzam się. Kościół jest w ogóle świetną przestrzenią do sprawdzenia swoich umiejętności z pierwszej pomocy.

 

Dlaczego?

Bo w kościołach najczęściej zdarzało mi się widzieć autentyczną reakcję społeczną na wystąpienie stanu nagłego. Poza tym w kościele jest większa szansa, że znajdziemy kogoś do pomocy – silnych mężczyzn, którzy pomogą kogoś przenieść, wyprowadzić. Zdarza się sporo zasłabnięć, zwłaszcza w okresie letnim, kiedy jest gorąco, duszno, tłum ludzi, niektórzy przychodzą do kościoła bez śniadania albo nawet lekko odwodnieni. Omdleniu może też towarzyszyć uderzenie głową o posadzkę czy o kant ławki, może to wywołać krwotok, można spotkać się z drgawkami. Oczywiście tu znów może się pojawić panika, kilkanaście pomysłów na pomoc – wkładanie czegoś w buzie, dawanie klucza do ręki – a wystarczyłoby podejść i zaasekurować głowę i wezwać zespół ratownictwa medycznego.

 

View this post on Instagram

ŚWIATOWY DZIEŃ PIERWSZEJ POMOCY 💟 ⠀ To dzisiaj – 2 sobota września – 12.09.2020. Swoją drogą ciekawe, że ten dzień krąży zwykle blisko znanej wszystkim doskonale daty 11.09, gdzie to potrzeba pomocy takiej ilości ofiar stała się jakimś bezkresem. ⠀ Zacznijmy od początku. Pierwsza Pomoc to wszystkie czynności podejmowane przez świadków zdarzenia wobec osoby w stanie nagłego zagrożenia życia lub zdrowia. Jeśli na miejsce zdarzenia dotrze Zespół Ratownictwa Medycznego 🚑 – od tego momentu mówimy już o medycznych czynnościach ratunkowych (brzmi fajniej, bardziej pro, cel ten sam, tylko większe możliwości) 😎. ⠀ Czy musimy udzielać pierwszej pomocy? TAK ⠀ Czy jeśli nie udzielimy pierwszej pomocy grozi nam do 3 lat pozbawienia wolności? TAK ⠀ Czy pierwszą pomocą jest już telefon pod 112? TAK ⠀ Czy sam telefon wystarczy? NIE ⠀ Czy, żeby udzielać pierwszej pomocy trzeba mieć ukończony jakiś specjalny kurs? NIE ⠀ Czy lepsza słaba pomoc niż żadna? TAK ⠀ Czy jeśli zadzwonimy pod numer alarmowy, dyspozytor medyczny wszystko nam powie i przeprowadzi nas jak za rękę? TAK ⠀ O pierwszej pomocy można pisać baaardzo dużo, ale dzisiaj nie będzie o 30:2, oddechach, postępowaniu itp. Skupimy się na kilku innych istotnych rzeczach. ⠀ 1️⃣ Pierwsza pomoc nie równa się RKO (resuscytacja). Nagłe zatrzymanie krążenia (NZK) gdzie poszkodowany wymaga RKO jest stanem najpoważniejszym, ale występuje zdecydowanie rzadziej niż inne stany nagłe jak krwotoki, złamania, napady drgawek, zadławienia, zasłabnięcia itd. ⠀ 2️⃣ Stany nagłe jak sama nazwa wskazuje są nagłe, więc nie da się w pełni na nie przygotować. Działamy instynktownie. Jeśli dbamy regularnie o stan naszej wiedzy z pierwszej pomocy – zareagujemy prawidłowo. Nie będziemy wtedy nieoddychającej osoby klepać po twarzy, sprawdzać tętna i płakać tylko będziemy uciskać tę klatkę w rytmie "Staying Alive". ⠀ 3️⃣ Najważniejsze są chęć i odwaga, żeby dać krok w przód z tłumu smartfonoreporterów i spróbować pomóc. Jeśli nie wiemy dokładnie co robić, bo np. człowiek leży potrącony na pasach, krew się leje, ludzie krzyczą – wybieramy koło ratunkowe – telefon do przyjaciela z dyspozytorni. On już nas dalej poprowadzi 🧭. ⠀ Odwagi! 😎

A post shared by @ mow.mi.siostro on

 

Jak udzielić pierwszej pomocy w przypadkach, o których mówisz – zasłabnięcie, krwotok, drgawki?

Pierwsza zasada odnośnie krwotoków – tamujemy. Jeśli mamy gazę, bandaże, to należy z nich skorzystać, jeśli nie – bierzemy to, co mamy pod ręką – czysty ręcznik, koszulkę, kawałek materiału. Jeśli krwotok jest silny, musimy wykonać w tym miejscu opatrunek uciskowy. Najpierw gaza, na to ze dwie pętle bandaża, następnie element uciskowy (może być drugi zwinięty bandaż, pieczątka, czysty kamień) i całość ściskamy dalej bandażem.

Przy napadzie drgawek podkładamy coś pod głowę poszkodowanego własne ręce, koc, kurtkę. Chodzi o to, żeby głową nie uderzał o twardą powierzchnię. Nie próbujemy powstrzymać drgawek, nie wkładamy nic do ust. Asekurujemy głowę i wzywamy pomoc. Po napadzie poszkodowany może być splątany, senny, może się pojawić piana i krew na ustach.

Jeśli na naszych oczach dojdzie do zasłabnięcia widzimy, że ktoś słabo się czuł, było mu duszno, zrobił się blady i omdlał możemy podnieść nogi i ręce tej osoby do góry, o ok. 30-45 stopni. Już po chwili taka osoba powinna się poczuć lepiej, ale może być zdezorientowana. Należy porozpinać wszystkie krawaty, ciasne kołnierzyki i zapewnić dostęp świeżego powietrza.

Jeśli ktoś zasłabł i pozostaje nieprzytomny, należy upewnić się czy taka osoba oddycha i wezwać Zespół Ratownictwa Medycznego.

 

Ciekawe jest, że takim osobom po omdleniach, zasłabnięciach, częściej chyba ruszają na pomoc ludzie niekoniecznie najmłodsi. A zdawałoby się, że to właśnie młodzi ludzie, którzy mają okazję częściej uczestniczyć w kursach, mogliby udzielić właściwej pierwszej pomocy.

Całkowicie się z tym zgadzam. To właśnie młodzi ludzie, nawet już w szkole czy na kursie na prawo jazdy, w harcerstwie, w różnych stowarzyszeniach mają za sobą szkolenia z pierwszej pomocy i aktualną wiedzę, którą mogliby wykorzystać. Jednak rzeczywiście ludzie starsi chętniej garną się do pomocy, niestety nierzadko z nieaktualną wiedzą i umiejętnościami wynikającymi tylko z jakiegoś życiowego doświadczenia. Młoda osoba, jeśli nie ma pewności siebie, nie będzie mieć też siły przebicia i szansy na szybką reakcję. Na szczęście okazji może być wiele, więc warto przełamywać w sobie strach, nie bać się.

To co najważniejsze w udzielaniu pierwszej pomocy to właśnie to – odwaga. Po drugie trzeba pamiętać o swoim bezpieczeństwie. A po trzecie, jeśli czegoś nie jesteśmy pewni, dyspozytorzy pogotowia ratunkowego na pewno będą w stanie nam pomóc nawet telefonicznie.


Piotr Kołodziejczyk jest ratownikiem medycznym, pracuje w Szpitalnym Oddziale Ratunkowym i studiuje pielęgniarstwo. Swoim doświadczeniem z pracy i studiów dzieli się na blogu instagramowym mow.mi.siostro. Prywatnie mąż i oczekujący narodzin córki tata.

 

Otylia Sałek

Otylia Sałek

Z wykształcenia psycholog, z zamiłowania śpiewaczka, z Bożego (jak ufa) zamierzenia redaktor portalu Stacja7.pl. Wielbicielka muzyki liturgicznej, kawy i “Przyjaciół” oraz żywy dowód na to, że da się lubić Warszawę i Kraków jednocześnie.

Zobacz inne artykuły tego autora >

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


 

 



Otylia Sałek
Otylia
Sałek
zobacz artykuly tego autora >

Sakramenty to nie magia

"Kiedy wypowiadam formułę: 'Ja ciebie chrzczę', to mówię: 'Ja, Chrystus ciebie chrzczę'. Natomiast używając formy 'my', podkreślamy, że to wspólnota chrzci. A to nie jest prawdą!". O tym, dlaczego chrzest może być nieważny, co oznacza zasada "Ecclesia supplet" i dlaczego Kościół tak wielkie znaczenie przywiązuje do konkretnych słów opowiada ks. Michał Siennicki, pallotyn, doktor prawa kanonicznego.

Agnieszka Huf
Agnieszka
Huf
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Agnieszka Huf: Media katolickie obiegła kilka dni temu wiadomość, że będący trzy lata po święceniach ksiądz Matthew Hood podczas oglądania video z własnego chrztu odkrył, że udzielający go diakon użył niewłaściwej formuły chrzcielnej. Władze kościelne stwierdziły, że chrzest był nieważny, przez co wszystkie inne, przyjmowane przez niego później sakramenty również nie były ważne. Co więcej – w konsekwencji również sakramenty, które sprawował już jako kapłan, nie zaistniały, ponieważ nie miał władzy ich udzielania. Czy to pierwsza tego rodzaju sytuacja?

ks. Michał Siennicki SAC: Nie, to nie jest pierwsza taka sytuacja. 6 sierpnia tego roku Kongregacja Nauki Wiary, którą kieruje kard. Ladaria, wydała odpowiedź na pytanie, które zostało do niej skierowane: czy chrzest udzielony w formie “My ciebie chrzcimy w Imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego” jest ważny czy nie? Kongregacja jednoznacznie odpowiedziała, że taki chrzest jest nieważny. Ale to nie jest pierwsze tego typu pytanie. I Kongregacja co jakiś czas odpowiadała, czy dany sakrament w konkretnej, opisanej formie jest ważny. Na przykład: czy do chrztu konieczna jest woda, czy może być inny płyn? Tu też odpowiedź jest jedna: musi być woda.

 

Wśród opinii, formułowanych w mediach po ujawnieniu tej sprawy, pojawiły się też wątpliwości, czy nie traktujemy sakramentów w sposób magiczny – zmiana jednego słowa unieważnia wszystko. Jak Kościół odpowiada na te zarzuty?

W tym wypadku problem polega nie na tym, że jest tylko jakaś malutka zmiana, jakiś błąd językowy. Kiedy wypowiadam formułę: „Ja ciebie chrzczę”, to mówię: „Ja, Chrystus ciebie chrzczę”. Natomiast używając formy “my” podkreślamy, że to wspólnota chrzci. A to nie jest prawdą! To jest błąd podstawowy: logiczny, doktrynalny i dogmatyczny. Sobór Watykański II w Konstytucji o Liturgii „Sacrosanctum concillium” w nr. 7 mówi, że „kiedy kapłan chrzci, to Chrystus chrzci”. Kiedy kapłan wypowiada formułę chrzcielną, to nie ma na myśli: “Ja, ksiądz to robię” tylko “To ja, Chrystus, ciebie chrzczę”. W momencie kiedy ktoś zmienia formułę i mówi “my”, bo chce podkreślić wymiar wspólnotowy – rodzina, przyjaciele, zaproszeni goście – “my ciebie chrzcimy”, to pomija Chrystusa. To jest istota problemu. Nam się wydaje, że to zmiana jednego słówka i wtedy pojawia się oskarżenie o myślenie magiczne. Ale jeśli się zrozumie jaki jest tak naprawdę ciężar gatunkowy tej zmiany, to dostrzega się tę kolosalną różnicę.

Sobór Watykański II w Konstytucji o Liturgii „Sacrosanctum concillium” w nr. 7 mówi, że „kiedy kapłan chrzci, to Chrystus chrzci”. Kiedy kapłan wypowiada formułę chrzcielną, to nie ma na myśli: “Ja, ksiądz to robię” tylko “To ja, Chrystus, ciebie chrzczę”.

 

Więc co jest potrzebne do ważności sakramentu chrztu?

Kościół mówi o dwóch rzeczach: materia i forma, musi być też osoba – podmiot. Czyli żeby chrzest był ważny, potrzebna jest osoba nieochrzczona, woda i formuła chrztu świętego. Zmiana formuły czyni chrzest nieważnym, zmiana materii, czyli zmiana wody na coś innego tak samo. A jeśli ta osoba została wcześniej ochrzczona, to ponowny chrzest byłby nieważny, bo można ochrzcić tylko osobę do tej pory nieochrzczoną. Ale tu akurat Kościół zostawia pewną furtkę. Kilka dni temu media katolickie informowały, że w Oknie Życia w Warszawie została odnaleziona dziewczynka. Można sobie zadać pytanie: a co, jeśli mama ją ochrzciła? Takich niejasnych sytuacji może być więcej. Wtedy mamy chrzest “sub condicione”, warunkowy – dodaje się takie słowa: “jeśli nie byłeś ochrzczony, ja ciebie chrzczę w Imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego.” To rzadko zachodzący problem, ale Kościół i na to jest przygotowany.

 

Czy sytuacja, w której niewielka zmiana wypowiadanych słów zmienia zupełnie znaczenie, może się zdarzyć podczas sprawowania innych sakramentów?

Tak, na przykład podczas Eucharystii. Kapłan przygotowując dary mówi: “Módlcie się, aby moją i waszą ofiarę przyjął Bóg, Ojciec Wszechmogący”. A niektórzy księża, szczególnie kiedy msza jest koncelebrowana, błędnie mówią: “Módlcie się, aby naszą i waszą ofiarę”. Podkreślają, że to nasza ofiara – “nas, księży” i “was, ludu”. Ale ksiądz, który to wypowiada, zupełnie nie wie, co mówi! “Moją” oznacza Chrystusa, “waszą” – Kościoła! Jeśli ksiądz, który stoi przy ołtarzu i mówi “naszą” w sensie księży, no to przepraszam bardzo – ta msza nie ma nic wspólnego z ofiarą Chrystusa na krzyżu i z Jego zmartwychwstaniem.

 

 

Czy w takiej sytuacji msza jest nieważna?

Zastanawiam się, czy ten ksiądz wie, co celebruje. Stwierdzić czy ważna, czy nieważna może jedynie Kongregacja Nauki Wiary. Natomiast chciałbym wszystkim księżom przypomnieć, że mają obowiązek sprawować sakramenty zgodnie z wolą Kościoła i Chrystusa, czyli tak jak to jest zapisane w księgach liturgicznych. Jeśli ktoś zmienia, robi po swojemu, to nie jest wierny woli Kościoła. A ksiądz jest w trakcie sprawowania sakramentów sługą – czyli nie wymyśla, nie tworzy, tylko ma służyć wspólnocie Kościoła. Wierny ma prawo otrzymać sakramenty sprawowane według ksiąg liturgicznych, według tego, co chce Kościół. A nie według “widzimisię” tego księdza, który dzisiaj ma fantazję, że będzie zmieniał teksty liturgiczne.

Wierny ma prawo otrzymać sakramenty sprawowane według ksiąg liturgicznych, według tego, co chce Kościół. A nie według “widzimisię” tego księdza, który dzisiaj ma fantazję, że będzie zmieniał teksty liturgiczne.

 

Ks. Matthew musiał ponownie przyjąć wszystkie sakramenty. A co z Eucharystiami, które sprawował, będąc przekonanym, że jest kapłanem?

To jest ważna kwestia, bo przez te trzy lata odprawił pewnie ponad 1000 mszy świętych – pozostaje problem intencji, w których odprawiał. Czy trzeba te wszystkie msze powtórzyć? Ta sprawa na pewno zostanie przedstawiona Kongregacji ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów, bo to ona będzie tutaj kompetentna. Natomiast ja mogę powiedzieć, jak taką sprawę rozwiązał Pius XII po II wojnie światowej. Miał świadomość tego, że bardzo wielu księży przyjęło intencje mszy, a potem zmarło w obozach koncentracyjnych nim zdążyli je odprawić. Księgi mszalne, w których wpisywano intencje, często spłonęły, zostały zniszczone. Co zrobił papież Pius XII po II wojnie światowej? Odprawił specjalną Eucharystię właśnie z taką intencją, że tą jedną mszę świętą sprawuje w tych wszystkich intencjach, które przez tragedię II wojny światowej nie zostały odprawione. Być może Kongregacja podejmie podobną decyzję i wyznaczy, że biskup diecezji albo sam ks. Matthew odprawi mszę św., w której powierzy te wszystkie intencje, które przez tyle lat odprawiał w sposób nieważny. I przed Panem Bogiem i przed Kościołem ta sprawa zostanie rozwiązana.

 

Słysząc o problemie ks. Matthew, zaczęłam się zastanawiać, czy mam się czego bać? Ja nie mam jak sprawdzić, czy ksiądz w prawidłowy sposób wypowiedział formułę…

Wiadomo, że nie da się tego sprawdzić. Ufamy, że sakramenty są ważnie, godziwie sprawowane. Ale nawet, gdyby pojawił się błąd, to w takim przypadku mamy zasadę “Ecclesia supplet”, która oznacza “Kościół dopełnia”. Ta zasada ma zastosowanie, jeśli podczas sprawowania sakramentu coś nie zostało dopełnione. Przy czym dzieje się tak tylko w sytuacji, kiedy coś takiego wydarzyło się przez nieuwagę i tylko do czasu kiedy nie wiemy, że błąd zaistniał. Natomiast w sytuacji, o której ostatnio jest głośno, ks. Matthew, który oglądał swój chrzest i dostrzegł, że sakrament jest nieważny, zgłosił to władzom, po to żeby tę sytuację rozwiązać. I wtedy jakby ustaje “Ecclesia supplet”, tylko trzeba uzupełnić wszystko, bo mamy klarowną wiedzę na temat tego, co zostało źle zrobione. I teraz to my możemy to nadrobić. W momencie kiedy nie ma takiej jasności, nie ma pewności, wtedy stosuje się zasadę “Ecclesia supplet”. Ale gdy już mamy czarno na białym dowody, że coś zostało źle zrobione i w tym przypadku chrzest jest nieważny to trzeba ważnie tego chrztu udzielić.

 

W jakich jeszcze sytuacjach działa zasada “Ecclesia supplet”?

Na przykład w sakramencie pokuty. Aby ksiądz mógł ważnie udzielić rozgrzeszenia, musi otrzymać uprawnienia od biskupa diecezjalnego. Zdarza się, że przy zmianie miejsca pobytu księdza – szczególnie dotyczy to zakonników – daty się trochę przesuwają. Biskup mówi: “Od 1 września będziesz mógł spowiadać w mojej diecezji”. A poprzedni dekret miałem np. do 30 sierpnia. Przychodzi 31 sierpnia, nie pamiętam dokładnych dat z dekretów, siadam do konfesjonału, rozgrzeszam ale nie mam władzy. W takim momencie stosuje się zasadę “Ecclesia supplet”. Ale Kościół nie może uzupełnić, jeżeli ja miałbym stuprocentową wiedzę, o tym, że nie mogę udzielić rozgrzeszenia – jeśli biskup czy mój prowincjał zakaże mi sprawowania sakramentu spowiedzi, ale ja mimo to rozgrzeszam, to robię to w sposób nieważny.

 

 

Właśnie, spowiedź. Zdarzyło mi się kiedyś, że kapłan – nie wiem, czy przez zapomnienie, czy niechlujstwo – wypowiedział słowa: “Bóg Ojciec miłosierdzia niech ci udzieli przebaczenia i pokoju w Imię Ojca i Syna i Ducha Świętego” – zabrakło słów “ja odpuszczam tobie grzechy”. Czy w takiej sytuacji muszę powtórzyć sakrament?

W takiej sytuacji działa właśnie zasada, o której rozmawiamy. Nie podejrzewam, by ten ksiądz zrobił to specjalnie. Jeśli siedzi już drugą godzinę w konfesjonale, pomylił się ze zmęczenia, to działa zasada “Ecclesia supplet”. Natomiast jeśli z premedytacją zmieniłby formułę lub jej nie wypowiedział, sakrament jest nieważny.

Papież pisze, że jeśli ksiądz się nie przygotowuje i tłumaczy: “to Duch Święty mnie poprowadzi” to jest nieodpowiedzialny, nierzetelny. Do głoszenia homilii trzeba się odpowiednio przygotować, tak samo do sakramentów trzeba się przygotować.

 

Czy my, jako przyjmujący sakramenty ludzie świeccy, powinniśmy na coś zwracać szczególną uwagę? Czy odpowiedzialność leży wyłącznie po stronie kapłana, a my mamy tylko w odpowiedni sposób siebie przygotować do przyjęcia sakramentu?

Nie, absolutnie nie! Chciałbym mocno zachęcić osoby świeckie do tego, żeby swoim kapłanom stawiać wysokie wymagania. Tzn. żeby msza św. była sprawowana w sposób odpowiedni, właściwy, zgodnie z normami liturgicznymi, z tym wszystkim, czego pragnie Kościół. Tak samo z innymi sakramentami – oczekujcie od księży dobrego, rzetelnego sprawowania sakramentu pokuty i pojednania i wszystkich innych sakramentów! O tym przypomina również papież Franciszek w swoim dokumencie programowym, adhortacji “Evangelii Gaudium”. On mówi o homilii, ale myślę, że te słowa można rozciągnąć na wszystkie sakramenty. Papież pisze, że jeśli ksiądz się nie przygotowuje i tłumaczy: “to Duch Święty mnie poprowadzi” to jest nieodpowiedzialny, nierzetelny. Do głoszenia homilii trzeba się odpowiednio przygotować, tak samo do sakramentów trzeba się przygotować. Żeby je godnie, dobrze, pięknie sprawować. Tak jak chce Kościół.

 

Agnieszka Huf

Agnieszka Huf

Z urodzenia (i przekonania!) – Ślązaczka. Z zawodu – psycholog. Z pasji – bibliofil, człowiekolub, autostopowiczka. A to wszystko traci na znaczeniu wobec najważniejszego: z woli Ojca – dziecko Boże. Uczestniczka Akademii Dziennikarstwa 2017/18.

Zobacz inne artykuły tego autora >

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


 

 



Agnieszka Huf
Agnieszka
Huf
zobacz artykuly tego autora >
Copy link
Powered by Social Snap