Jak być szczęśliwą mamą? 8 wskazówek od mamy 8 dzieci

Pan Bóg, wdzięczność, przestrzeń do odpoczynku. To tylko niektóre z kwestii, które są strategiczne, by być szczęśliwą mamą. Zapytaliśmy o nie Marię Halską

Maria Halska
Maria
Halska
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Otylia Sałek: Jest pani szczęśliwą mamą?

Maria Halska: Jak najbardziej! Czuję się spełniona. Teraz to już taki etap, że jestem po 40-stce, dzieci więcej angażują się w domu, usamodzielniają się – nie muszę o wszystkim pamiętać. Mam więcej czasu na czytanie, wróciłam do nauki języka, więcej podróżuję, częściej wychodzimy z mężem. To już nowy etap bycia mamą, ale jestem bardzo szczęśliwa, choć nowe wyzwania i zadania ciągle się pojawiają.

 

Czytelnicy Stacji7 poznali bliżej Waszą rodzinę dzięki Jurkowi, waszemu synowi, u którego zdiagnozowano raka mózgu, kiedy miał zaledwie dwa miesiące. Jako maleńkie dziecko przeszedł kilka operacji, wymagał rehabilitacji. Lekarze nie dawali Wam wielkich nadziei na powodzenie wszystkich tych zabiegów, a teraz… Jurek ma już 9 lat.

Tak, jesteśmy doświadczoną rodziną. Po walce z nowotworem i powikłaniami neurochirurgicznymi w wieku 5 miesięcy Jurek znalazł się pod opieką hospicjum. Cudem jest, że Jurek dziś rozwija się tak dobrze, względem tego, jakie szanse mu dawano, gdy był wypisywany z hospicjum mając 9 miesięcy. Miał nie słyszeć, nie widzieć, być leżący i całe życie jeść z butelki. Kolejne kilka lat było życiem na bombie: lądowania w szpitalu prawie co miesiąc, dużo niepewności, bólu i strachu. Ostatnio był w szpitalu 3 lata temu, w 2017 roku. To były kolejne operacje głowy, dużo cierpienia i 60 wakacyjnych dni w szpitalu. To ma wpływ na całą rodzinę. Nasze życie skupia się wokół tego, żeby jak najbardziej dać mu szansę na usamodzielnienie.

Dziś Jurek chodzi do normalnej szkoły choć wymaga asystenta. Dużo lekcji opuszcza z powodu turnusów rehabilitacyjnych. Niedowłady powodują narastanie spastyki, duża głowa utrudnia utrzymanie równowagi, prawa ręka miała być zdrowa, ale nie chce pisać jak u kolegów. Lewej nie używa. Cała ta historia rzuca się i cieniem i promieniami na pozostałe dzieci, na nasze małżeństwo. Cudem jest dla nas, że po Jurku urodziło nam się jeszcze 3 zdrowych dzieci, przy których on jeszcze lepiej się rozwija. Zaczął chodzić mając 4 lata, razem z rocznymi bliźniętami, Maurycym i Marią. Młodsze rodzeństwo go mobilizuje i bardzo mu pomaga: 2-letni Ferdynand pomaga mu założyć spodnie. To jest niesamowite! Pokazuje też, że cała energia włożona w opiekę nad pierwszymi dziećmi: Magdą, Zuzą, Karolem i Konstancją daje owoce. Zresztą starsze rodzeństwo ma ogromną satysfakcję z tego, że może pomóc młodszemu. To też jest szczęście mamy – widzieć takie sytuacje, małe cuda.

 

Maria Halska z mężem Kacprem i dziećmi: Magdą, Zuzą, Karolem, Konstancją, Jurkiem, Maurycym, Marysią i Ferdynandem

 

Kilka lat temu, w artykule “5 rad jak zorganizować życie w chorobie” mówiła Pani po pierwsze o Panu Bogu, a na koniec – o wdzięczności. Wydaje się, że te dwie kwestie są bardzo ważne nie tylko w sytuacji, w jakiej wtedy byliście, ale i w ogóle w odkrywaniu szczęścia bycia rodzicem, w byciu szczęśliwą mamą.

Przez te 3 lata sporo się zmieniło, chociażby to, że urodziłam 8. dziecko. To nie jest tak, jak niektórzy myślą, że to już bez różnicy, czy dzieci jest 5 czy 6. Oprócz Jurka, który przeszedł chorobę nowotworową mózgu mam inne dziecko w ciężkiej terapii. Część dzieci zaczęła grać na instrumentach czy rozwijają inne zainteresowania i talenty. Mamy już czwórkę nastolatków co zrozumie ten, kto ma nastolatki. Pracy nie ubywa. Od tamtego artykułu zmieniła mi się już perspektywa, zdobyłam nowe doświadczenia, choć to co jest tam zawarte jest wciąż aktualne.

 

I nawet w takich doświadczeniach można zdobyć się na wdzięczność?

Tak, zawsze trzeba być wdzięcznym. Panu Bogu i ludziom. Nam się często wydaje, że będziemy spełnione, jak zrealizujemy swój plan, po swojemu, bez pomocy innych. A o tę pomoc też trzeba umieć prosić. Widzę nawet po niektórych moich koleżankach, że one nie pozwalają sobie pomóc. Są umęczone. Szczęśliwe, ale nie mają zaufania do drugiego człowieka, że potrafi ją zastąpić. Każda z nas to ma: “ja zrobię to sama, szybciej, lepiej”. A to przekłada się potem na nasze błędy wychowawcze, bo nie pozwalamy dzieciom na samodzielność i robimy wszystko za nie. Widziałam to też jak bywałam na onkologii – kiedy przy łóżku chorego dziecka zostaje tylko mama. Bo ojciec to “krzywo położy, coś źle odstawi, on się nie domyśli”. Zapomina się o tej bazie: dobrym kontakcie z mężem. To też jest podstawa do bycia szczęśliwą mamą: dobra relacja z mężem.

 

Proszenie o pomoc wymaga nie tylko zaufania, ale też pokory. Trudno na taką pokorę się zdobyć. A jednak wydaje się to bardzo ważne, żeby mama pokazała też swoją pokorną postawą, że to nie wstyd prosić o pomoc, że nie jest się samowystarczalnym i że nie trzeba takim być. Przecież nie o to chodzi, żeby za wszelką cenę ogarnąć samodzielnie dzieci, siebie, męża, pranie, sprzątanie, gotowanie…

…tak i trzeba jeszcze czasami się tłumaczyć, że to jest mega odpowiedzialna praca, bo świat wciska nam do głów, że “praca w domu” to nie praca… To rzeczywiście jest trudne, umieć prosić o pomoc. I podziękować za tę pomoc.

Przy tej wielości zadań nie sposób zauważyć, jak bardzo mocno na rodziny, na dzieci i na mamy wpływa dziś kultura internetowa. Obecnie przez zdalną pracę i szkołę oraz włożenie relacji w cyberprzestrzeń doświadczamy nowej rzeczywistości, której nie chcemy. Dyktowane przez nią wartości a nawet warunki samoistnie się w nas wlewają i trzeba umieć mądrze określić, co jest moim celem, co ja chcę osiągnąć, czego nie chcę. Co to znaczy być idealną mamą? Co to znaczy dla mnie być szczęśliwą mamą? Na te pytania trzeba sobie samej odpowiedzieć. Trzeba znaleźć swój model, bez patrzenia na innych, bez spełniania oczekiwań innych osób, bez porównywania się.

 

 

Chciałam właśnie zapytać o porównywanie się. To jedna z kwestii, która chyba nie pozwala być prawdziwie szczęśliwym. Porównujemy się, że ktoś ma lepiej, że ktoś ma gorzej. Ciągle próbujemy szukać wartości tego, kim jesteśmy i co robimy, w odniesieniu do innych ludzi. Co z tym zrobić?

Przypomina mi się taki obrazek. Dwie mamy spotykają się, siedzą z telefonami i podziwiają inne mamy, które tak cudownie przedstawiają swoje matczyne życie. Dzieci płaczą, obiadu nie ma, czas płynie. Mamy załamują się, chowają telefony i… i nic się nie zmienia, żyją dalej swoim życiem, bo to jest ich prawdziwa codzienność, której nie chcą zmienić. Konsumpcja kultury zamiast inspirować – pogrąża. Trochę jak z serialami. Żyjesz chwilę czyimś życiem. I jak Cię to relaksuje, to świetnie ,ale czy na pewno? Jeśli oglądasz kanał kulinarny i codziennie gotujesz coś nowego, zaskakującego, to o to chodzi. Ale najczęściej kupisz tylko polecaną obieraczkę i znowu podasz pomidorową. To, co widzimy w internecie to tylko cząstka czyjejś rzeczywistości. Każda z nas może mieć w ciągu dnia taki przebłysk, dobrą chwilę, którą można uwiecznić na zdjęciu, wrzucić do internetu i spowodować, że ludzie będą myśleć, że tak właśnie wygląda nasze życie. Tak przecież nie jest.

Św. Josemaria mawiał, że życie każdego z nas to taki mały kieracik . W rzeczywistości wielu mam życie to codziennie te same zadania, może i rutynowe, może małe, może męczące. Szczęśliwa mama musi odpowiedzieć sobie na pytanie: dla kogo ja to robię? Dla siebie, żeby odhaczyć kolejne zadanie z listy? Czy dla mojej rodziny? Każda mama jest jak Maryja, zawód mamy to zawód Maryi. Czy Maryja potrzebowała poklasku? Ona też nie wiedziała, co będzie dalej ale miała swój cel, spełniać wolę Bożą. Miała może swoje plany, ale zgadzała się na to, jaki plan ma dla niej Bóg. W tym kieraciku codziennie wykonujemy powszednie, zwykłe rzeczy. Nadal jednak można te rzeczy wykonać z sercem, z miłością. Nie ma sensu porównywać się, że Ty z jednym dzieckiem masz takie życie, a inna mama jest prezesem firmy, a ma troje dzieci. Zostaw tę rodzinę, skup się na swojej, na tym, co dla Ciebie przygotował Pan Bóg.

 

Dostrzeganie cudów w swojej zwykłej codzienności, wdzięczność, dobra relacja z mężem… Po czym jeszcze poznać szczęśliwą mamę?

Szczęśliwa mama to taka osoba, której jest dobrze samej ze sobą. I to nie chodzi o egoizm, o dobre własne samopoczucie. Mama ma ogromny wpływ na całą rodzinę, a domownicy są barometrami jej emocji. Dla dobra rodziny trzeba nad sobą popracować. Ważne, żeby uświadomić sobie to, że nasz organizm funkcjonuje trochę na zasadzie sinusoidy – jest okres, że wszystko się udaje, jestem spontanicznie zadowolona, a jest i taki, że muszę się zmusić do uśmiechu i ucieszyć się, że syn przyniósł mi zerwany na łące kwiatek.

 

Św. Ignacy Loyola nazywa tę sinusoidę stanami strapienia i pocieszenia. Następują naprzemiennie i przypomina, że żaden z tych stanów nie trwa wiecznie. W strapieniu trzeba mieć nadzieję na pocieszenie, a w pocieszeniu zbierać siły na trudne chwile.

Dokładnie tak, dlatego tak ważne jest poznanie siebie, które wymaga czasu i cierpliwości. Św. Josemaria Escriva z kolei przypomina o sytuacjach, w których nakładamy na siebie niepotrzebne krzyże, które nie są krzyżem Chrystusa. Są krzyże, które sami sobie wymyślamy, użalamy się nad sobą, narzekamy, rozpamiętujemy. Ale żeby to zauważyć, trzeba myśleć i starać się zobaczyć wydarzenia z Bożej perspektywy. 

 

Powiedziała Pani, że to, jak funkcjonuje mama, wpływa na funkcjonowanie całej rodziny. Można powiedzieć, że radosna mama wnosi do rodziny radość, a smutna i zmęczona – wręcz przeciwnie?

Tak. Dlatego warto, żeby mama dla dobrego samopoczucia miała coś swojego, co pozwala złapać dystans. Jakąś przestrzeń, w której odpoczywa, która daje jej radość – ludzi, pasję, hobby. Dla dobra rodziny trzeba zadbać o siebie wewnętrznie i zewnętrznie, znaleźć czas na to, co mi napełnia baterie. Nie ma złotej recepty, bo każda rodzinna jest zupełnie inna. Czasami trzeba pogodzić dom z pracą zawodową, czasami tej pracy nie można podjąć ze względu na obowiązki rodzinne…  Dla mnie dzisiaj niezbędną inwestycją w radość jest półgodzinna modlitwa i sport: wstaję o 5 rano – co ciekawe – wyspana i zdążam z tymi tematami póki jest cisza w domu. Chciałbym mieć więcej czasu na czytanie, ale obecnie reszta dnia wypełniona jest pracą terapeutyczną i wychowawczą z dziećmi. Dużo sił dodają mi inne osoby, zwłaszcza indywidualne głębokie rozmowy z koleżankami.

 

Bez dobrego kontaktu z Panem Bogiem można być szczęśliwą mamą?

Nie wiem. Ja staram się mieć kontakt z Bogiem jak z przyjacielem i nie wyobrażam sobie, by było inaczej. Nie dałabym rady.

 

Marysia Halska – żona Kacpra i mama 8 dzieci. Jednym z nich jest bohater książki, Jurek, u którego w wieku 2 miesięcy zdiagnozowano raka mózgu. Jego historię opisała w książce “Kochają mnie do szaleństwa” Brygida Grysiak.


CZY JESTEŚ SZCZĘŚLIWĄ MAMĄ?

Oto pytania, które pomogą sprawdzić, czy jesteś szczęśliwą mamą. Ułożone zostały na podstawie wywiadu.

  1. Kim jesteś?
  2. Jak czujesz się sama ze sobą?
  3. Co jest Twoją pasją?
  4. Jak wygląda Twoja relacja z mężem?
  5. Kiedy ostatnio odpoczywałaś?
  6. Jak traktujesz codzienne zadania?
  7. Dla kogo robisz to wszystko?
  8. Jak często się porównujesz?
  9. Jaką atmosferę wprowadzasz do swojego domu?
  10. Jak wygląda Twoja relacja z Panem Bogiem?

 

Maria Halska

Maria Halska

Zobacz inne artykuły tego autora >

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


 

 



Maria Halska
Maria
Halska
zobacz artykuly tego autora >
ROZMOWY

Milena Kindziuk: “Emilia i Karol Wojtyłowie nie zgodzili się na aborcję. Była to decyzja heroiczna”

Jan Paweł II nie byłby tym samym człowiekiem, gdyby nie dom, z którego pochodził. To duchowa postawa rodziców uformowała przyszłego świętego papieża. Jaki więc był dom św. Jana Pawła II? Kim byli jego rodzice? Rozmawiamy z dr Mileną Kindziuk z UKSW w Warszawie, autorką książki pt. "Emilia i Karol Wojtyłowie. Rodzice św. Jana Pawła II"

Milena Kindziuk
Milena
Kindziuk
zobacz artykuly tego autora >
Redakcja portalu
Redakcja portalu
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

W swojej książce opisuje Pani bardzo szeroko kontekst społeczny, w jakim dorastali rodzice przyszłego Papieża. Skąd pochodzili?

Milena Kindziuk: Emilia i Karol Wojtyłowie żyli na przełomie XIX i XX wieku, dorastali w epoce, kiedy Polska była jeszcze pod zaborami. Karol Wojtyła, rocznik, 1879, pochodził z Lipnika (obecnie dzielnica Bielska-Białej) na południu dzisiejszej Polski, Emilia zaś to rodowita Krakowianka (urodzona w 1884 roku).

 

Kim byli rodzice papieża?

Ojciec – to zawodowy wojskowy. Chociaż początkowo, po ukończeniu ośmiu klas szkoły ludowej oraz gimnazjum, pracował jako krawiec, kiedy jednak ukończył obowiązkową służbę wojskową w cesarsko-królewskiej armii, w 56. Pułku Piechoty, tzw. Wadowickim, pozostał na stałe w wojsku, ale nie jako żołnierz liniowy, lecz urzędnik wojskowy. Biegle mówił po niemiecku, dobrze znał historię. Po odzyskaniu przez Polskę niepodległości w odrodzonym Wojsku Polskim został mianowany naczelnikiem kancelarii Powiatowej Komendy Uzupełnień w Wadowicach. To on utrzymywał rodzinę.

Natomiast Emilia, z domu Kaczorowska, to panna z dobrego domu, absolwentka szkoły zakonnej, kobieta elegancka, wytworna. Na zdjęciach widać ją w długich sukniach, stylowych kapeluszach, w biżuterii, ze srebrną torebką w ręku. Znamienne jest, że Kraków jej młodości stanowił stolicę kulturalną nieistniejącej na mapie Polski, co musiało na nią wywierać wpływ. Z pewnością słyszała o obchodach narodowych rocznic, jak choćby jubileuszu stulecia Konstytucji 3 maja czy o stuleciu urodzin Adama Mickiewicza. Dochodziły do niej zapewne wieści o bohemie młodopolskiej i krakowskiej cyganerii, która gromadziła się w kawiarniach i restauracjach, przeważnie w okolicach Rynku. Jest to tym bardziej prawdopodobne, że mąż jej siostry, Józef Kuczmierczyk, był właścicielem jednej z krakowskich restauracji, która obok Hawełki i Wentzla stanowiła ważne miejsce towarzyskich spotkań. Bywali w niej znani artyści, jak Solski – stary wiarus w “Warszawiance” – czy sam Wyspiański. Nie ulega wątpliwości, że jako szesnastoletnia panienka Emilia Kaczorowska wiedziała o premierze Wesela Wyspiańskiego. W 1901 roku w Krakowie było to niebywałe wydarzenie artystyczne i wywołało powszechny rezonans.

W roku 1906 Emilia i Karol wzięli w Krakowie ślub. Tam mieszkali na początku małżeństwa, i tam urodził się ich pierwszy syn, Edmund. Lolek – przyszły Papież – przyszedł na świat już w Wadowicach.

 

Mimo bardzo poważnego zagrożenia ciąży, życia matki i życia dziecka, Emilia nie zgodziła się na zalecaną przez lekarza aborcję i urodziła w 1920 roku syna, który później został papieżem.

Niewiele brakowało, a by się nie urodził. Przytacza Pani wypowiedź wadowickiego historyka Michała Siwica­-Cielebona o matce Karola Wojtyły: “Poród miała przypłacić życiem. Jeśli niemowlę przeżyje – ona miała umrzeć. Aby więc ratować siebie, Emilia powinna dokonać aborcji”. Dlaczego matka Karola Wojtyły nie zdecydowała się na ten krok? Czy wiadomo coś o reakcji męża Emilii?

Mimo bardzo poważnego zagrożenia ciąży, życia matki i życia dziecka, Emilia nie zgodziła się na zalecaną przez lekarza aborcję i urodziła w 1920 roku syna, który później został papieżem. Ale oczywiście, była to decyzja nie tylko Emilii, tylko obojga małżonków. Wypływała z ich systemu wartości, także z głębokiej wiary, co także potwierdzali mieszkańcy Wadowic, którzy znali Wojtyłów. Nie ulega też wątpliwości, że była to decyzja heroiczna.

Kiedy zbierałam materiały do biografii Wojtyłów, dotarłam do relacji o tym, że Karol o uratowanie żony i życia poczętego dziecka poprosił żydowskiego lekarza, który przyjmował na terenie koszar, doktora Samuela Tauba. To on wyraził zgodę na poprowadzenie ciąży Wojtyłowej, chociaż potwierdził, że istnieje ryzyko powikłań przy porodzie, ze śmiercią Emilii włącznie. Nie proponował jednak aborcji. Zastrzegł jedynie, że podejmie się ryzyka na wyraźną prośbę obojga małżonków oraz na ich odpowiedzialność.

 

Wszystkie te fakty są znane jedynie z relacji ustnych. Nie zachowała się żadna dokumentacja medyczna, nie ma źródeł pisanych. Czy należy zatem uznać je za wiarygodne?

Przede wszystkim, trzeba zauważyć, że dwa najważniejsze świadectwa na ten temat pochodzą od Heleny Szczepańskiej i Marii Kaczorowej, które były zaprzyjaźnione z Emilią Wojtyłową i które miały te informacje od niej samej, z pierwszej ręki. Ich relacje są też spójne. Tę samą wersję zdarzeń obie kobiety opowiadały innej mieszkance Wadowic, Marii Siwcowej, czego świadkiem był Michał Siwiec-Cielebon, a także jego matka, Teresa Cielebon.

Ponadto, należy podkreślić, że Helena Szczepańska była w Wadowicach szanowana, to uznana nauczycielka, która cieszyła się powszechnym autorytetem, na co zwraca uwagę także ks. Prof. Józef Naumowicz z Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie (w książce przytaczam również relację), który jako kleryk w latach osiemdziesiątych XX wieku oprowadzał po Wadowicach grupy Francuzów i który odwiedzał z nimi Helenę Szczepańską. Podkreślała ona w tych rozmowach ( mówiła swobodnie po francusku) , że Lolek miał się nie urodzić i że jego przyjście na świat było prawdziwym cudem.

Warto też wspomnieć, że Jan Paweł II podczas wizyty w Wadowicach w 1979 roku wypatrzył w tłumie ludzi Helenę Szczepańską i poprosił, by zorganizowano mu spotkanie z nią, poza protokołem i oficjalnym planem pielgrzymki. Jeszcze tego samego dnia rozmawiał z nią na plebanii wadowickiej parafii.

Relacje Szczepańskiej i Kaczorowej zgadzają się też z wszelkimi innymi na ten temat. Także kilka razy słyszał identyczną wersję zdarzeń wieloletni proboszcz parafii w Wadowicach, ks. Inf. Jakub Gil. Opowiadali mu o tym ludzie w czasie wizyt kolędowych. Wreszcie, znaczące jest przekonanie starszych mieszkańców Wadowic o tym, że Emilię i jej dziecko uratował ostatecznie żydowski lekarz Samuel Taub.

 

Milena Kindziuk I Poznaj tajemnice Wojtyłów

🤔Kim byli Emilia i Karol Wojtyłowie? Dlaczego do tej pory tak mało o nich wiedzieliśmy? Jaką relację Karol Wojtyła miał ze swoimi bliskimi? Milena Kindziuk, autorka pierwszej biografii Wojtyłów, odkrywa 🕵️‍♀️ przed nami wiele nowych faktów i historii 🙌🥰️!________ℹ️ Zamów biografię rodziców papieża 👉 http://bit.ly/2IAYwZL

Opublikowany przez Wydawnictwo Esprit Piątek, 15 maja 2020

 

Silna wiara ojca wywarła wielki wpływ na jego syna. Jan Paweł II miał tego świadomość. O matce też Papież mówił. Wspominał, że to matka nauczyła go znaku krzyża i pierwszej modlitwy.

O swoich rodzicach wiele mówił Jan Paweł II już jako papież. Co warto zapamiętać z jego słów, czym warto się zainspirować?

Jan Paweł II mówił o swoich rodzicach, że byli niezwykłymi ludźmi. Dużo mówił o ojcu, przy którym spędził ważne lata swego życia. Mówił o nim: „Moje lata chłopięce i młodzieńcze łączą się przede wszystkim z postacią ojca, którego życie duchowe po stracie żony i starszego syna niezwykle się pogłębiło. Patrzyłem z bliska na jego życie, widziałem, jak umiał od siebie wymagać, widziałem, jak klękał do modlitwy. Ojciec, który umiał sam od siebie wymagać, w pewnym sensie nie musiał już wymagać od syna. Patrząc na niego, nauczyłem się, że trzeba samemu sobie stawiać wymagania i przykładać się do spełniania własnych obowiązków. Mojego Ojca uważam za niezwykłego człowieka”.

Gdy przyszły papież miał 12 lat, usłyszał od ojca pamiętne słowa: „Nie jesteś dobrym ministrantem! Nie modlisz się wystarczająco do Ducha Świętego. Musisz się do niego modlić”. Karol Wojtyła nauczył wówczas syna tej modlitwy. Papież wspominał po latach: „To była dla mnie wielka lekcja duchowa, trwalsza i mocniejsza niż wszystkie, jakie potem miałem dzięki wielu lekturom i studiom. To w jakimś sensie jemu zawdzięczam napisanie encykliki do Ducha Świętego”.

Silna wiara ojca wywarła wielki wpływ na jego syna. Jan Paweł II miał tego świadomość.

O matce też Papież mówił. Wspominał, że to matka nauczyła go znaku krzyża i pierwszej modlitwy. „Tajemnicy owej uczyły mnie ręce matki, która – składając małe dziecięce dłonie do pacierza – pokazywała, jak kreśli się krzyż – znak Chrystusa, który jest Synem Boga żywego” .

Emilia marzyła o tym, by jeden syn został księdzem, a drugi lekarzem. Jan Paweł II to zapamiętał. Wspominał Andre Frossardowi: „Moja matka chciała mieć dwóch synów: lekarza i księdza; mój brat był lekarzem, a ja mimo wszystko zostałem księdzem”. 

 

7 maja rozpoczął się proces beatyfikacyjny rodziców papieża – jak dobrze wykorzystać czas oczekiwania na beatyfikację?

Na pewno można odkrywać ich życie i lepiej poznawać ich niezwykłą duchowość. Ale też warto modlić się za wstawiennictwem Emilii i Karola Wojtyłów, tym bardziej, że istnieje już modlitwa o ich beatyfikację.

 


Emilia i Karol Wojtyłowie. Rodzice św. Jana Pawła II
Milena Kindziuk

Kim byli Emilia i Karol Wojtyłowie? Dlaczego Kościół stara się o włączenie ich do grona świętych? Na te pytania odpowiada dr Milena Kindziuk, która przez kilka lat poszukiwała niepublikowanych wcześniej dokumentów i wspomnień o rodzicach Papieża. Biografia ta stanowi wyjątkowy portret silnej, a zarazem pokornej rodziny, która do końca zaufała Bogu.
Trwa proces beatyfikacyjny rodziców Jana Pawła II. W książce zamieszczono Modlitwę o beatyfikację Sług Bożych Emilii i Karola Wojtyłów a także ponad 60 stron nieznanych zdjęć.

KUP KSIĄŻKĘ >>>

Milena Kindziuk

Milena Kindziuk

Zobacz inne artykuły tego autora >

Redakcja portalu

Redakcja portalu

Zobacz inne artykuły tego autora >

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


 

 



Milena Kindziuk
Milena
Kindziuk
zobacz artykuly tego autora >
Redakcja portalu
Redakcja portalu
zobacz artykuly tego autora >
Copy link
Powered by Social Snap