“Głos pokrzywdzonych w Kościele jest coraz bardziej słyszany”. Rozmowa z ks. Piotrem Studnickim

Kluczowym elementem jest przemiana świadomości wszystkich ludzi Kościoła, nie tylko biskupów i księży - mówi KAI ks. Piotr Studnicki. Kierownik biura Delegata Episkopatu ds. ochrony dzieci i młodzieży pokazuje zasadnicze elementy stworzonego przez Kościół systemu ochrony i prewencji przed wykorzystywaniem seksualnym. Wyjaśnia też na czym w istocie polega współpraca miedzy Kościołem a Prokuraturą.

Polub nas na Facebooku!

Marcin Przeciszewski (KAI): Jutro zobaczymy kolejny film Tomasza Sekielskiego pt. „Zabawa w chowanego”. Sekielski zapowiadając film twierdzi, że w Kościele w Polsce od roku czyli od emisji filmu „Tylko nie mów nikomu” nic się nie zmieniło w tym zakresie oraz, że Kościół nie podjął żadnych realnych działań, w szczególności jeśli chodzi o ofiary. Jak więc wyglądają działania Kościoła w Polsce wobec tego problemu, co realnie zrobiono od tego czasu?

Ks. Piotr Studnicki: Systematyczne działania będące odpowiedzią Kościoła w Polsce na dramat wykorzystania seksualnego osób małoletnich przez duchownych trwają przynajmniej od 7 lat. A jeśli chodzi o ostatni rok, to ważnym etapem było utworzenie biura Delegata KEP ds. ochrony dzieci i młodzieży w sekretariacie Episkopatu Polski oraz powołanie Fundacji Świętego Józefa, której działalność finansują solidarnie wszystkie diecezje w Polsce.

W tych działaniach, ogromną i nie od przecenienia rolę ma o. Adam Żak SJ, który od 2013 roku jest Koordynatorem Episkopatu Polski ds. ochrony dzieci i młodzieży, a w 2014 r. zainicjował powstanie Centrum Ochrony Dziecka w Krakowie. Przez lata swej działalności o. Żak oraz specjaliści COD przeszkolili ok. 6 tys. osób w całej Polsce, wśród których są księża, zakonnicy i zakonnice, formatorzy seminariów i klerycy, katecheci, animatorzy grup parafialnych i inne osoby zaangażowane w wychowanie dzieci i młodzieży w różnego rodzaju działalności Kościoła.

Dzięki pracy o. Żaka zostały też wypracowane i przyjęte przez KEP procedury, wytyczne oraz zasady prewencji obowiązujące w całym Kościele w Polsce, a także przygotowane lokalne grupy robocze do wypracowania zasad prewencji dostosowanych do poszczególnych diecezji. Zostały one już opracowane i przyjęte w większości polskich diecezji, a w pozostałych trwają nad nimi prace. Oczywiście tworzenie wytycznych i procedur nie jest celem samym w sobie. Same dokumenty, nawet najmądrzejsze, nie wystarczą. Wszystkie szkolenia prowadzone przez COD służą zmianie świadomości, która jest podstawowym i kluczowym elementem budowania prewencji.

Ponadto z inicjatywy o. Adama we wszystkich diecezjach oraz zdecydowanej większości męskich zgromadzeń zakonnych są ustanowieni i przeszkoleni delegaci ds. ochrony dzieci i młodzieży, którzy odpowiadają za pierwszy kontakt z osobami pokrzywdzonymi, wysłuchanie ich i przyjęcie od nich zgłoszenia.

Z tego co Ksiądz mówi, wynika, że Kościół w Polsce dopracował się już pewnego, złożonego z wielu elementów, systemu reagowania na te przestępstwa oraz ochrony i prewencji dzieci i młodzieży. Pytanie czy faktycznie ten system działa i czy można uznać go za satysfakcjonujący? Na czym dziś koncentrować winna się główna praca?

Nie mam wątpliwości, że jesteśmy dopiero u początku drogi, szczególnie jeśli chodzi o kluczowy element, czyli zmianę świadomości. Ta zmiana musi się dokonać we wszystkich tworzących Kościół, nie tylko w księżach i biskupach. Można nawet powiedzieć, że musi się dokonać w całym polskim społeczeństwie, ponieważ – jak jasno pokazują badania – wykorzystanie seksualne osób małoletnich jest dramatem społecznym. W tej zmianie świadomości chodzi o to, aby każdy potrafił rozpoznawać sygnały wysyłane przez krzywdzone dziecko i umiał na nie właściwie reagować. Tylko wtedy będziemy tworzyli środowiska bezpieczne dla dzieci i młodzieży.

Jeśli chodzi o system ochrony osób małoletnich budowany przez Kościół, to jego słabym punktem jest na pewno deficyt osób świeckich. Na dziś delegatami są wyłącznie księża. Tylko w jednej diecezji obok księdza jest też siostra zakonna, która pełni funkcję delegatki. Wielu z nich jest dobrze i merytorycznie przygotowanych do spotkania z osobami pokrzywdzonymi. Mam sygnały od licznych osób, które zgłosiły swoją krzywdę, że spotkali się z empatycznym i kompetentnym przyjęciem przez delegata.

Niemniej bardzo dobrze rozumiem głosy tych pokrzywdzonych w Kościele, których sam widok koloratki albo świadomość, że delegat jest duchownym, blokuje i odstrasza. Z tego powodu koniecznie potrzebujemy włączyć w budowany system osoby świeckie, szczególnie kobiety. Potwierdza to doświadczenie inicjatywy „Zranieni w Kościele” stworzonej przez katolików świeckich. W ciągu pierwszego roku działalności z tego bezpłatnego telefonu wsparcia osoby skrzywdzone przemocą seksualną w Kościele skorzystały ponad 120 razy. Zostały wysłuchane oraz otrzymały wsparcie poprzez rzetelną informację o tym gdzie mogą uzyskać fachową i bezpieczną pomoc psychologa, prawnika i duszpasterza. Ci którzy zdecydowali się na kolejny krok, mogą liczyć na towarzyszenie w zgłoszeniu przestępstwa organom ścigania lub przedstawicielowi instytucji kościelnej. Wiele osób tam po raz pierwszy opowiedziało swoją bolesną historię i uczyniła to dlatego że słuchającymi były kobiety.

W jakiej mierze zmienił się stosunek do ofiar, które – jak apeluje papież Franciszek – powinny być w samym centrum zainteresowania Kościoła? Red. Sekielski twierdzi, że ofiary są traktowane wciąż z lekceważeniem, dokładnie tak jak wcześniej, przez lata. Co Ksiądz na to?

Faktem jest, że przez lata osoby skrzywdzone były przyjmowane z dużą nieufnością i niedowierzaniem, a ich świadectwa były traktowane przez wielu jako atak na Kościół. Choć nie jesteśmy również dziś wolni od takich mechanizmów obronnych, to na szczęście głos pokrzywdzonych w Kościele jest coraz bardziej słyszany. Pierwszym przejawem tego jest funkcja delegata diecezjalnego lub zakonnego, którego zadaniem jest przyjąć osobę i wysłuchać. Większość delegatów w rozmowach z pokrzywdzonymi proponuje wsparcie w opłaceniu terapii. nie wszystkie osoby decydują się przyjąć oferowaną im pomoc. To trzeba przyjąć ze zrozumieniem i uszanować.

Zmianę podejścia do pokrzywdzonych widzę również w różnych przejawach współpracy i bezpośrednich kontaktów z osobami skrzywdzonymi. W grudniu ubiegłego roku odbyło się spotkanie duszpasterzy osób skrzywdzonych z Delegatem KEP, które rozpoczęło się od wystąpienia osoby molestowanej w okresie małoletności przez księdza. Podobnie rozpoczęła się konferencja prasowa w siedzibie Episkopatu Polski w lutym tego roku.

W materiałach na dzień modlitwy i pokuty za grzech wykorzystania seksualnego, który obchodzony był 28 lutego, znalazły się rozważania drogi krzyżowej napisane przez kobietę wykorzystaną seksualnie w dzieciństwie. Zresztą na stronie Delegata KEP ds. ochrony dzieci i młodzieży regularnie umieszczane są teksty autorstwa osób zranionych w Kościele. Wiem, że kontakty z wieloma osobami skrzywdzonymi ma również o. Adam Żak i współpracownicy COD, przedstawiciele inicjatywy „Zranieni w Kościele” oraz Fundacji Świętego Józefa. Warto zauważyć, że w Radzie Fundacji zasiada Wiktor Porycki jako przedstawiciel osób pokrzywdzonych. Bardzo cenię te bezpośrednie kontakty z tymi osobami, bo one pomagają rozszerzyć perspektywę, ucząc się współodczuwania bólu.

Wspomniał już Ksiądz o Fundacji św. Józefa powołanej przez KEP. Na jakim etapie organizacyjnym jest ona obecnie i na czym polega jej działalność?

Zadaniem Fundacji jest pomoc osobom skrzywdzonym poprzez wsparcie już funkcjonujących inicjatyw służących pokrzywdzonym czyli głównie obecnie Centrum Ochrony Dziecka i inicjatywę „Zranieni w Kościele”, co się zresztą już dzieje. Fundacja finansuje m.in. pierwszą grupę terapeutyczną dla osób wykorzystania seksualnego w Kościele w Polsce.

Fundacja istnieje od początku bieżącego roku, a kolejne miesiące to gruntowne rozpoznanie potrzeb na poziomie diecezji, czyli kogo, jak i co wesprzeć, rozszerzyć, by pomoc była udzielana profesjonalnie i adekwatnie. Trwają rozmowy z koordynatorami diecezjalnymi, powołanymi do współpracy z Fundacją, którzy są często duszpasterzami albo delegatami. Tworzy się mapa potrzeb, na którą Fundacja już zaczęła odpowiadać. Z tej analizy, wynika, że jest potrzeba sfinansowania szkoleń, w szczególności dla osób świeckich, w celu podwyższenia ich kwalifikacji. Współfinansowane są również terapie dla osób pokrzywdzonych. Fundacja ma bezpośrednie kontakty z osobami skrzywdzonymi, próbując szukać rozwiązań w ich sytuacji. Widzimy również jak ważna jest współpraca z Biurem Delegata, pomimo odmiennej specyfiki zadań polegająca na wypracowywaniu rozwiązań, wymiany informacji i wsparcia prawnego.

Z zapowiedzi reżysera możemy się domyślać, że film „Zabawa w chowanego” będzie dotyczyć w dużej mierze kwestii „parasola ochronnego” jakie roztacza polskie państwo, a w szczególności Prokuratura nad Kościołem? Czy to prawda? Co można powiedzieć o współpracy struktur kościelnych z prokuraturą w tym zakresie?

Pierwszym przejawem współpracy jest zgłoszenie przestępstw do organów ścigania przez przedstawicieli kurii. Od lipca 2017 r. jest to obowiązek, za którego niedopełnienie grozi kara do 3 lat więzienia. Informacje medialne z ostatniego roku potwierdzają, że aktualnie to prawo jest stosowane. Innym przejawem współpracy między organami ścigania a Kościołem jest dostęp prokuratury do akt postępowania kościelnego w sprawie wykorzystania seksualnego nieletnich. Trzeba przyznać, że do końca 2019 r było to utrudnione ze względu na obowiązujący sekret papieski, którym były objęte wszystkie sprawy przestępstw seksualnych dokonanych przez duchownych na osobach małoletnich. Można powiedzieć, że akta te nie należały do biskupa oraz do Stolicy Apostolskiej i sam biskup nie miał prawa nimi dysponować. Na szczęście w grudniu 2019 r. papież Franciszek zniósł obowiązywanie tego sekretu w stosunku do postępowań dotyczących przestępstw seksualnych księży. Umożliwia to Kościołowi pełniejszą współpracę z organami państwowymi.

Istnieje także współpraca kurii i prokuratury, na którą zezwala art. 156 kodeksu postępowania karnego, który daje możliwość, aby prokurator udostępnił akta sprawy. Takie rozwiązanie niejednokrotnie pomaga w ustaleniu prawdy w procesie kanonicznym, a także nie przesłuchiwanie dwukrotnie osób skrzywdzonych, co mogłoby się wiązać z powtórną wiktymizacją. Taka obustronna współpraca ma bardzo dobre efekty, gdy jest prowadzona w sposób przejrzysty i uczciwy z zachowaniem wszystkich procedur, mając na celu sprawne i rzetelne przeprowadzenie obu procesów.

Do niedawna ofiary wykorzystywania seksualnego skarżyły się, że nie mogą uzyskać informacji o toczącej się procedurze w sprawie zgłoszonych przez nie przypadków? Czy to się zmieniło?

Niestety w procesie kanonicznym osoby skrzywdzone nie mają statusu strony, a jedynie świadka. Trzeba jednak podkreślić, że są to świadkowie wyjątkowego znaczenia, którzy ze względu na odwagę mówienia o doznanej krzywdzie i na wyjątkową wagę ich zeznań, powinni w ramach przewidzianych przez prawo kościelne otrzymywać podstawową wiedzę na temat prowadzonego procesu. Już wytyczne KEP przewidują, że osoby skrzywdzone mają prawo dowiedzieć się jakie środki zapobiegawcze (zawieszenie w posłudze kapłańskiej, zakaz pracy duszpasterskiej z dziećmi i młodzieżą, itd.) zostały zastosowane wobec oskarżonego. Osoba zgłaszająca krzywdę powinna również wiedzieć na jakim etapie jest dana procedura a także jakie sankcje i środki karne zostały ostatecznie wymierzone po zakończeniu procesu. Delegaci oraz inne osoby prowadzące postępowania kanoniczne są uwrażliwiani podczas szkoleń, aby nie stosować jedynie suchych procedur, ale zawsze podchodzić do osób zgłaszających przestępstwo z empatią i zrozumieniem ich potrzeb.

Kieruje Ksiądz od 8 miesięcy Biurem Delegata ds. Ochrony Dzieci i Młodzieży, działającym na terenie Sekretariatu Episkopatu Polski. Jak można podsumować ponad półroczną działalność biura?

Samo biuro jest zapleczem i wsparciem dla pracy Delegata KEP ds. ochrony dzieci i młodzieży. Ogrom pracy w ostatnich miesiącach był związany z procesem prawno-organizacyjnym powstawania Fundacji św. Józefa. Ponadto Biuro było odpowiedzialne za przygotowanie materiałów duszpasterskich na Dzień modlitwy i pokuty za grzech wykorzystania seksualnego w Kościele. Zostały one rozesłane do wszystkich parafii w Polsce.

Aktualnie z koordynatorem KEP i władzami Fundacji św. Józefa pracujemy nad stworzeniem kilku roboczych grup. Mają być zapleczem eksperckim dla wszystkich odpowiedzialnych w Kościele za ochronę dzieci i młodzieży oraz pomoc pokrzywdzonym.

KAI

Reklama

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


Reklama

 

 


Reklama

PAPIEŻ FRANCISZEK

Papież Franciszek: Jan Paweł II miał prorocze intuicje

- Aby ocalić wartość nauczania Jana Pawła II, trzeba bronić go przed wszelkimi formami ideologizacji i rozpoznać zawarte w nim prorocze intuicje - mówi Papież Franciszek w wywiadzie opublikowanym w najnowszej książce „Święty Jan Paweł II Wielki” autorstwa Luigi Maria Epicoco.

Polub nas na Facebooku!

Luigi Maria Epicoco: Jednym z zasadniczych rysów nauczania i duszpasterskiej misji Waszej Świątobliwości jest szczególna troska o egzystencjalne peryferie: ludzi ubogich, zepchniętych na margines, emigrantów, chorych. Czy Wasza Świątobliwość uważa, że w tym względzie rozwinął społeczną doktrynę Kościoła?

Papież Franciszek: Uważam, że Kościół zawsze miał tę świadomość, a zarazem z nią wzrastał. Staram się ustawicznie podnosić kwestię ubogich, ponieważ oni znajdują się w centrum Ewangelii. Doktryna społeczna Kościoła jest ewangeliczna, a nie partyjna. Znaczące wydaje mi się pewne sformułowanie Jana Pawła II: otóż zajmując się sprawą kapitalizmu, mówi on o społecznej gospodarce rynkowej. W tym sensie zdaje się akceptować liberalną propozycję rynku, jednak wpisuje w nią kategorię społeczną. Myślę, że to genialny sposób na łączenie ze sobą różnych sfer, a zarazem odczytywanie ich z punktu widzenia Ewangelii.

 

Czy spojrzenie papieża Wojtyły na kwestię społeczną, tak zbliżone do spojrzenia Waszej Świątobliwości, można uznać za wynik łączącego Was doświadczenia, jakim była praca w fabryce?

Oczywiście. Papież przekonał się na własnej skórze, czym jest ciężka praca. Dlatego zawsze brał sobie do serca problemy pracowników i postrzegał pracę jako środek prowadzący do uświęcenia, humanizacji społeczeństwa oraz historii.

 

Zagrożenie nie tkwi w nauczaniu Jana Pawła II jako takim, ale w pewnych ideologicznych interpretacjach tegoż nauczania. Ideologizacja bierze się stąd, że próbuje się wyodrębniać tylko pewne aspekty jego przemyśleń i przekuwać je w slogany.

Tego rodzaju odpowiedź, którą równie dobrze można by odnieść do Waszej Świątobliwości, kieruje moją uwagę ku szerszej i bardziej złożonej sprawie: jakie przede wszystkim zagrożenie niesie z sobą interpretacja nauczania Jana Pawła II?

Zagrożenie nie tkwi w nauczaniu Jana Pawła II jako takim, ale w pewnych ideologicznych interpretacjach tegoż nauczania. Ideologizacja bierze się stąd, że próbuje się wyodrębniać tylko pewne aspekty jego przemyśleń i przekuwać je w slogany, odrywając je tym samym od rzeczywistości, konkretnego kontekstu, żywych doświadczeń ludzi. Ideologia unicestwia, zabija życie, zmienia nauczanie w eksponat muzealny, oderwany od życiowych prawd. Aby ocalić wartość nauczania Jana Pawła II, trzeba bronić go przed wszelkimi formami ideologizacji i rozpoznać zawarte w nim prorocze intuicje, które nie tylko nadal są aktualne, lecz także wymagają pogłębienia, poważnego potraktowania, odniesienia do realiów współczesności.

 

Instynkt każe mi szukać kolejnych cech wspólnych, analogii pomiędzy nauczaniem Waszej Świątobliwości a nauczaniem Jana Pawła II. Sprawa kobiet w dalszym ciągu wywołuje na łonie Kościoła ożywione dyskusje. Trwają poszukiwania konkretnych rozwiązań, które pozwoliłyby zwiększyć rolę kobiety w życiu Kościoła. Jan Paweł II poświęcił temu zagadnieniu Mulieris Dignitatem, zarazem jednak ostatecznie zamknął przed kobietami drzwi do kapłaństwa. Co Wasza Świątobliwość o tym myśli?

Kiedy ktoś zadaje mi pytanie o kapłaństwo kobiet, bardzo często odpowiadam, że nie tylko zgadzam się z Janem Pawłem II, lecz także uważam tę sprawę za zamkniętą, ponieważ oświadczenie papieża było w tym względzie rozstrzygające.

Kiedy ktoś zadaje mi pytanie o kapłaństwo kobiet, bardzo często odpowiadam, że nie tylko zgadzam się z Janem Pawłem II, lecz także uważam tę sprawę za zamkniętą, ponieważ oświadczenie papieża było w tym względzie rozstrzygające. Czasem zdarza nam się jednak zapominać, że patrzymy na sprawę kobiet i kapłaństwa w kategoriach funkcjonalnych, nie pamiętając, że jeżeli chodzi o znaczenie, to Maryja przewyższa apostołów i rolą, i godnością. Podam przykład. Wśród niewielu rzeczy, które po wyborze na papieża kazałem sprowadzić z Argentyny, była kopia pewnego drogiego mi dokumentu Jana Pawła II, Redemptoris Mater. W tymże dokumencie, w punkcie 17, pojawia się wyrażenie, które poruszyło mnie tak bardzo, że zdecydowałem się zamieścić je w adhortacji Evangelii gaudium. Maryja jest tą, która potrafi odczytywać wydarzenia w świetle Bożej obietnicy, w świetle obietnicy zbawienia. Pośród przeciwności i prób stara się interpretować to, co Ją spotkało, czyniąc użytek ze światła wiary. Jan Paweł II mówi nam w Redemptoris Mater, że Maryja nosi w sercu „swoisty trud”. Zacytuję jego słowa:

Matka tego Syna, pamiętna wszystkich słów zwiastowania i późniejszych wydarzeń, nosi więc w sobie całkowitą „nowość” wiary: początek Nowego Przymierza. Jest to początek Ewangelii, czyli dobrej, radosnej nowiny. Nietrudno jednak dostrzec w nim także swoisty trud serca, jaki związany jest z „ciemną nocą wiary” – używając słów św. Jana od 

Krzyża – jakby z „zasłoną”, poprzez którą wypada przybliżać się do Niewidzialnego i obcować z tajemnicą. W taki też sposób Maryja przez wiele lat obcuje z tajemnicą swego Syna i idzie naprzód w swojej pielgrzymce wiary, w miarę jak Jezus „czynił postępy w mądrości […] i w łasce u Boga, i u ludzi” (Łk 2, 52)27. 

Lekcja, jaką daje nam kobieta, jest lekcją Maryi. Kobieta jest tą, która potrafi zdobyć się na ten trud serca. Jest tą, która uczy Kościół, jak przetrwać noc i zawierzyć dniu, kiedy dzień jest jeszcze daleki. Jedynie kobieta jest w stanie nauczyć nas miłości, która jest nadzieją. Powiedziałem kiedyś pewnemu żeńskiemu zgromadzeniu, że jedyną lampą zapaloną przy grobie Jezusa jest pełna nadziei miłość matki. W istocie, kiedy wszyscy godzą się już ze śmiercią Chrystusa, jedynie kobiety – a przede wszystkim Maryja – nadal żywią nadzieję, czekają i w końcu stają się pierwszymi świadkami zmartwychwstania. To dlatego chciałem, żeby Maria Magdalena doczekała się swojego miejsca w kalendarzu liturgicznym i słusznie była nazywana apostołką, podobnie jak Maryja przez wieki była uznawana za Matkę apostołów. Przecież kiedy w Dziejach Apostolskich mówi się o pierwszym spotkaniu chrześcijan w Wieczerniku, pojawia się także wzmianka o niej. To ona sprawuje pieczę nad pierwszymi niepewnymi krokami rodzącego się Kościoła, który dopiero uczy się słuchać, modlić się, trwać we wspólnocie. Jakże Kościół mógłby się obejść bez tak znaczącego wkładu? Rola kobiety wykracza poza granice zwykłej funkcjonalności.

 

Niezależnie od kwestii kobiet, jakkolwiek jest ona istotna, wydaje mi się, że trzeba stawić czoła szerszemu problemowi. Mam na myśli to, że środek ciężkości Kościoła przesunął się z Europy ku Azji i Afryce. Czy Wasza Świątobliwość uważa, że Kościół i teologia powinny przyjąć odmienne kategorie interpretacyjne?

To wiąże się z inkulturacją wiary. Kategorie mogą się zmieniać, ważne jest to, żeby istota pozostała nienaruszona. Czasem trzeba odważyć się znaleźć nowe słowa, aby powiedzieć te same rzeczy, powiedzieć je lepiej, żeby zostały zrozumiane i głębiej przyswojone. Teologia odnawia się nie dlatego, że wymyśla nowe rzeczy, ale dlatego, że znajduje nowe sposoby mówienia o nich. Inkulturacja nie polega na poszukiwaniu nowości, to poszukiwanie bardziej skutecznej, odnowionej metody głoszenia narodom Ewangelii.

 

W przemowie wygłoszonej na zakończenie spotkania biskupów w sprawie nadużyć w Kościele Wasza Świątobliwość wyraźnie powiedział, że nie wystarczy zadowolić się samym analizowaniem problemu ani spoglądać na niego z perspektywy świata: „W obliczu takiego okrucieństwa, tak wielkiej bałwochwalczej ofiary z dzieci dla bożka władzy, pieniędzy, pychy, buty, nie wystarczają wyjaśnienia empiryczne. Nie mogą one uzmysłowić skali i głębi tego dramatu. Ponownie hermeneutyka pozytywistyczna ukazuje swoje ograniczenia. Daje nam prawdziwe wyjaśnienie, które pomoże nam podjąć niezbędne działania, ale nie jest w stanie określić znaczenia. A dzisiaj potrzebujemy wyjaśnień i znaczeń. Wyjaśnienia pomogą nam bardzo w obszarze działania, ale pozostawią nas w połowie drogi”. Co Wasza Świątobliwość chciał powiedzieć poprzez tę analizę?

Chciałem powiedzieć, że liczby, statystyki, analizy bardzo często nie wyjaśnią nam znaczenia tego, co przeżywamy. Ukryta w rzeczach prawda bardzo często wykracza poza same rzeczy, wymyka się analizie. My, chrześcijanie, zawsze musimy spoglądać na rzeczywistość znacznie szerzej niż tylko przez pryzmat prostej analizy przyczynowo- skutkowej. Jeżeli w odniesieniu do pewnych zdarzeń czynimy użytek z ludzkich narzędzi introspekcji, musimy pamiętać, że Pan przemawia do nas poprzez te zdarzenia, a my powinniśmy dostrzec w nich znacznie więcej aniżeli tylko prostą matematyczną sumę czy różnicę.

 

Myślę, że Jan Paweł II był człowiekiem Boga, człowiekiem modlitwy. Wystarczyło popatrzeć, jak się modli, żeby zrozumieć, że potrafił zanurzyć się bez reszty w tajemnicy Boga.

Ojcze Święty, to prawda, że aby zrozumieć rzeczywistość, nie wystarczy prosta matematyczna suma czy różnica. Jan Paweł II jest zresztą opisywany jako człowiek, który wszystko odczytywał w głęboki, duchowy sposób. Ktoś zarzucił mu nawet przesadę w tym nazbyt głębokim postrzeganiu rzeczywistości. Krytykowano go na przykład za to, że po zamachu na placu św. Piotra w maju 1981 roku odniósł do siebie prorocze słowa, jakie Matka Boża skierowała w Fatimie do trzech pastuszków. Co Wasza Świątobliwość myśli o tej interpretacji? 

Myślę, że Jan Paweł II był człowiekiem Boga, człowiekiem modlitwy. Wystarczyło popatrzeć, jak się modli, żeby zrozumieć, że potrafił zanurzyć się bez reszty w tajemnicy Boga. Ten, kto się modli, zawsze potrafi postrzegać zdarzenia w sposób transcendentny, nie zadowala się analizą, której dokonuje za pomocą samego tylko rozumu. Jan Paweł II pokazał to, co próbowałem powiedzieć biskupom, kiedy prosiłem ich, żeby zastanowili się nad tym, co przeżywamy w tym momencie historycznym, nad tym, co Pan chce nam przekazać poprzez doświadczenie słabości, zła, skandalu. Pod jakim względem powinniśmy się nawrócić, co zmienić w naszym życiu? Dlatego nie sądzę, żeby Jan Paweł II nie zachowywał umiaru, to raczej inni spoglądają na wydarzenia historyczne w sposób zbyt powierzchowny. 

 

Fragment wywiadu z Papieżem Franciszkiem pochodzi z książki „Święty Jan Paweł II Wielki” Luigi Maria Epicoco

 


Ks. Luigi Maria Epicoco – wykładowca filozofii na Papieskim Uniwersytecie Laterańskim oraz dziekan Wyższego Instytutu Nauk Religijnych (ISSR). Współautor zbioru wspomnień abp. Piero Mariniego o św. Janie Pawle II.


 

Święty Jan Paweł II Wielki

Papież Franciszek i Luigi Maria Epicoco

Wszystko zaczęło się od krótkiej rozmowy z papieżem ks. Luigiego Marii Epicoco, w trakcie której Franciszek podzielił się osobistymi wspomnieniami o św. Janie Pawle II. Właśnie wtedy zrodził się pomysł tej książki. Franciszek zapragnął opowiedzieć światu, kim tak naprawdę jest dla niego święty Jan Paweł II.

W tej niezwykłej rozmowie odkrywamy papieża jako prawdziwego spadkobiercę i kontynuatora nauki papieża Polaka. Franciszek odnosi się do wielu kwestii często dyskutowanych we współczesnym Kościele, takich jak rola kapłanów w świecie, celibat czy znaczenie tajemnic fatimskich. W 100. Rocznicę urodzin papieża Polaka Franciszek zaprasza nas, byśmy wraz z nim na nowo sięgnęli do głębi proroczego nauczania Jana Pawła II.

KUP KSIĄŻKĘ>>>

 

Reklama

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


Reklama

 

 


Reklama

Copy link
Powered by Social Snap