Nasze projekty

Człowieczeństwo zobowiązuje do obrony najsłabszych

"Niektórzy mówią “taki wyrok sobie uchwaliliście, to teraz pomagajcie, jeśli jesteście obrońcami życia”. Nie. Wszyscy jesteśmy ludźmi i to nasze człowieczeństwo nas obliguje do stawania w obronie najmniejszych". Dlaczego obrona nienarodzonych to zadanie nie tylko dla proliferów i jak każdy z nas może się w nią włączyć, opowiada ks. Tomasz Kancelarczyk z Fundacji Małych Stópek.

Reklama

Otylia Sałek: Pamięta ksiądz pierwszą kobietę, której udało się pomóc?

Ks. Tomasz Kancelarczyk: Pamiętam, a nawet tak się składa, że dziś się z nią spotkam! To historia sprzed 17 lat. Wtedy jeszcze nie było takiej organizacji jak teraz Fundacja Małych Stópek. Nie miałem pomocników, nie było darczyńców – byłem po prostu księdzem na parafii. Dowiedziałem się, że dziewczyna – maturzystka jest w ciąży i planuje dokonać aborcji. 

Starałem się pomóc w taki sposób, jak potrafiłem  – może trochę nieudolnie – dziś pewnie inaczej poprowadziłbym tę sprawę. Nie znałem też jakiegoś mechanizmu pomocy w takiej sytuacji. Nie do końca wiedziałem, w jakim stanie psychicznym jest kobieta, która dowiaduje się o ciąży. Wiele kobiet nie uważa ciąży za “stan błogosławiony”, ale właśnie, że to “ciąży”. Tę dziewczynę trochę postawiłem pod ścianą – powiedziałem, że pójdę do jej rodziców i o wszystkim powiem. I oczywiście modlitwa – wiele osób poprosiłem, by się modlili w jej intencji. Pamiętam, że sam byłem w panice, bezradny, ale wiedziałem, że modlitwa jest najważniejsza. Przyszedł mi wtedy do głowy fragment z ewangelii: “niektóre duchy można wyrzucić tylko modlitwą i postem”. 

Reklama
Reklama
Zobaczyłem, że można uratować życie dziecka. Bardzo dodało mi to skrzydeł.

To była chyba dość trudna historia. Nie zniechęciło to księdza?

Była to trudna historia, rzeczywiście rozwiązanie było tutaj znakiem z nieba. Nie poczytywałem tego za swoją zasługę, było bardzo wiele osób, które się modliły za tę dziewczynę i jej dziecko. Bardzo dodało mi to skrzydeł. Zobaczyłem, że można uratować życie dziecka, doprowadzić do tego, że ktoś zaniecha aborcji. To było zachęcające, choć przyznaję, że taka regularna pomoc kobietom spodziewającym się dziecka, pojawiła się dopiero kilka lat później.

Najpierw mocno angażowałem się w Marsz dla życia, ale cały czas czułem, że pomoc kobietom nie może ograniczać się tylko do marszu, że potrzeba czegoś więcej. Światło do tego dawała mi m.in. encyklika Evangelium Vitae św. Jana Pawła II. Już wtedy pojawiały się osoby, które zgłaszały, że jakaś konkretna pomoc jest potrzebna. Marsz był tylko wyjściem na ulicę z hasłem za życiem, a tu trzeba było działać. I tak powoli pomoc nabierała tempa. Dziś Fundacja działa na pełnych obrotach, a i tak mamy świadomość, że to kropla w morzu potrzeb.

Reklama
Reklama

A jak zmieniła się działalność Fundacji po wyroku Trybunału?

Przede wszystkim trzeba zwrócić uwagę na to, że wyrok dotyczył głównie zakazu aborcji w przypadku dzieci chorych. Do naszej Fundacji, owszem, zgłaszają się po pomoc również kobiety, które spodziewają się chorego dziecka, ale przede wszystkim te, dla których w ogóle urodzenie dziecka jest trudne na tyle, że to życie nie jest akceptowane, bo dziecko będzie przeszkodą, burzy plany, nie wpasuje się w życie rodziców. Myślę, że receptą na dalsze działanie po wyroku nie jest działalność żadnej Fundacji. Bo to tak jakby ktoś myślał, że WOŚP załatwi bolączki służby zdrowia – to także jest kropla w morzu potrzeb. Cenna, ale jednak kropla.

Reklama

Organizujemy osoby, które chcą pomóc, jednak głównie zachęcamy, aby każdy osobno znajdował potrzebujące kobiety i sam podejmował działania. Oczywiście, to jest bardzo trudne. Są osoby, które co miesiąc wpłacają kilkadziesiąt złotych na działalność Fundacji, ale gdyby policzyć koszty pomocy jednej kobiecie, która jest w ciąży, to wszystko nadal jest mało. Wyrok Trybunału to nie jest sprawa trybunału ani partii rządzącej, ale całego państwa. Wszyscy powinniśmy się zaangażować w pomoc. Niektórzy mówią “taki wyrok sobie uchwaliliście, to teraz pomagajcie, jeśli jesteście obrońcami życia”. Nie. Wszyscy jesteśmy ludźmi i to nasze człowieczeństwo nas obliguje do stawania w obronie najmniejszych.

Osoby chore stały się dla mnie nauczycielami, profesorami człowieczeństwa.

A tak ogromne potrzeby nie powinny nas zniechęcać, każdy z nas może jakoś pomóc.

Oczywiście. Taka pomoc jest wielotorowa, najpierw na poziomie państwa, potem na poziomie powiedzmy organizacji, ale także przez zaangażowanie społeczne. Dodatkowe – bo przecież każdy obywatel swoimi podatkami takie osoby wspiera. Tylko kompleksowe podejście do tej sprawy będzie skuteczne. To też wyzwanie mentalne dla naszego społeczeństwa, żeby stawało się bardziej ludzkie. 

Ostatnio jeden z dziennikarzy nazwał dzieci chore “kreaturami człowieczeństwa”. A inny dziennikarz powiedział, że to “profesorowie człowieczeństwa”. To określenie jest mi znane – jest taka mama, pani Monika. Ona o swoim synu, Krzysiu, który ma zespół Downa, mówi “Profesor Miłości”.

Można powiedzieć, że nasz stosunek do osób chorych i słabszych świadczy głównie o nas, jaki poziom reprezentujemy jako społeczeństwo.

Tak, ale jeśli nie mamy kontaktu z takimi osobami, to będzie trudno doświadczyć tego. Moje pierwsze spotkanie z dzieckiem chorym na zespół Downa było dość traumatyczne. Gdybym nie był zmuszony do tego spotkania – a ta osoba sama do mnie podbiegła i się przytuliła – to bym sam nie miał odwagi podejść. Ale potraktowałem to jako pewne wyzwanie. Okazało się, że to środowisko mnie w jakiś sposób kształtuje. I jako ksiądz odkryłem to, że nie tylko potrzebna jest teologia, duchowość, ale też wymiar ludzki. Osoby chore stały się dla mnie nauczycielami, profesorami człowieczeństwa.

 

Mianownik jest wspólny – najczęściej te kobiety są po prostu same. To wielkie wołanie o prawdziwych mężczyzn, również o wychowanie chłopców na mężczyzn odpowiedzialnych.

Powiedział ksiądz, że kobiety, które potrzebują pomocy, to nie są zazwyczaj te rozważające aborcję, a raczej te, które po prostu są w trudnej sytuacji materialnej, rodzinnej. Czy można powiedzieć, że to uniwersalny problem?

Zdecydowanie tak. Można tu wyróżnić kobiety, które same się zgłaszają i te, które są zgłaszane. Więcej jest tych pierwszych, ale są i te, które ktoś zgłasza, bo mają obok siebie osobę zatroskaną albo nie potrafią same prosić o pomoc. Mianownik jest wspólny – najczęściej te kobiety są po prostu same. Nie mają obok mężczyzny, który by je wsparł. To wielkie wołanie o prawdziwych mężczyzn, również o wychowanie chłopców na mężczyzn odpowiedzialnych. Dziś mamy wielu dorastających i dorosłych mężczyzn, których ojcowie musieli wyjeżdżać np. za granicę do pracy i to spowodowało, że chłopaki nie mieli wzorca. Spotykam 25-, 27-latków, którzy mówią “ja nie dam rady, ja się boję”, nie mają w sobie odwagi, by powiedzieć dziewczynie “damy radę, będę pracował jak wół, ale damy radę”. To jeden z podstawowych problemów – nie mamy męskich mężczyzn.

To pokazują też statystyki rozwodów czy liczba kobiet, które samotnie wychowują dzieci. Nad tym trzeba się zastanowić i zmienić coś społecznie. Kobieta nie powinna zostawać sama. Ona też mając dziecko jest społecznie ograniczona, zwłaszcza gdy jeszcze nie ma pomocy ze strony rodziny. Kobietom samotnym z dziećmi jest bardzo, bardzo trudno.

A czy któraś z tych historii była na tyle trudna dla księdza, że aż była zniechęcająca?

Tak naprawdę to wszystkie te historie są trudne. Są takie, że gdybym patrzył tylko na kobietę w tych sytuacjach, zagubioną i w bałaganie, to pewnie nie podejmowałbym się pomocy. Trzeba jednak wziąć pod uwagę, że tu chodzi jeszcze o dziecko. Dlatego na każdą historię trzeba patrzeć optymistycznie: urodzi się dziecko.

Także w społeczeństwie potrzebna jest zmiana postaw – byśmy inaczej patrzyli na kobietę w ciąży, by powrócił szacunek dla niej, jako tej, która niesie życie.

Za każdym razem, gdy dociera do mnie informacja, że kobieta chce aborcji, sprawa jest tak samo przejmująca. Za każdym razem bardzo trudna. W każdej sam czuję się bezradny. To nie jest tylko kwestia pomocy materialnej – która często w  takich przypadkach jest potrzebna naprawdę duża – ale kwestia przekonania, żeby ta dziewczyna, ta kobieta miała inne podejście do bycia matką tego narodzonego dziecka. To jest nierzadko wiele, wiele rozmów, małymi kroczkami.

Czasem rzucam pewną myśl pomocy, plan, rozwijam ją na przyszłość trochę kreślę, jak to będzie wyglądało i zostawiam na kilka, kilkanaście dni. Najczęściej jest tak, że kobieta sobie to układa: “ok, dam sobie radę, będę miała takie i takie warunki, będę mieć pomoc” i powoli do niej dociera, że to jest do zrobienia. Oczywiście nierzadko pierwsza taka rozmowa jest przykra, także dla mnie jako księdza, padają przykre słowa, “a co to księdza obchodzi”. Następna rozmowa  jednak już wygląda inaczej. Cieszę się też, że w wielu przypadkach udaje się, że ojciec powraca do kobiety. Nierzadko rodzina też zmienia swoją postawę i staje się pomocna. Ale na taką zmianę postaw potrzeba czasu.

Także w społeczeństwie potrzebna jest zmiana postaw – byśmy inaczej patrzyli na kobietę w ciąży, by powrócił szacunek dla niej, jako tej, która niesie życie. Kilka dni temu rozmawiałem z kobietą, która jest w stanie błogosławionym. Powiedziała, że w kolejce raczej się nie przyznaje, że jest w ciąży, bo boi się nieprzyjemnych uwag typu “ciąża to nie choroba”. Możemy mieć pretensje do ojców, do rodzin, ale każdy z nas powinien być jak babcia, dziadek, ciocia dla tego nienarodzonego dziecka i dbać o nie. Mam nadzieję, że do wzmacniania mężczyzn w odpowiedzialnym ojcostwie przyczyni się też Rok świętego Józefa. Potrzeba nam mężczyzn, dla których rodzina i dom będą najważniejsze.

Nigdy nie mówię, że to dzięki nam coś się udało. Absolutnie. Zawsze powtarzam, że to te kobiety same sobie to zawdzięczają.

A która z historii wraca do księdza jako największa motywacja do dalszego działania?

To też jedna z pierwszych historii pomocowych. Dostałem namiary od osoby z zagranicy, Okazało się, że jest młoda dziewczyna, która spodziewa się dziecka, mieszka w ogołoconym mieszkaniu – pusty pokój z aneksem kuchennym, nie miała tam nic. Kobieta w ciąży, która spała na podłodze razem jeszcze z małą córeczką. Jeszcze tego samego dnia posłaliśmy pomoc materialną – zdobyliśmy dla tej kobiety zupełnie nowe meble. W ciągu jednego dnia umeblowaliśmy jej dom. Pamiętam, że stała ze łzami w oczach, trzymając się za brzuch.

W odpowiedzi jej zaangażowanie było dla nas niesamowite. Ona miała niewiarygodnie dużo sił, żeby walczyć o swoje dzieci! Do tej pory jest sama, ale świetnie sobie radzi. Mało tego – jej starsza córka jest naszą wolontariuszką, a ona sama w minione święta zorganizowała “Paczuszkę dla maluszka”. Zawsze jej mówię, że jak będzie potrzebowała pomocy, to żeby dzwoniła. Ale nie korzysta z tego – jest jej trudno, ale daje sobie radę. To dla nas wielka radość.

Nigdy nie mówię, że to dzięki nam coś się udało. Absolutnie. Zawsze powtarzam, że to te kobiety same sobie to zawdzięczają. Jeśli któraś z nich przychodzi i mówi “dzięki księdzu…” odpowiadam: “Nie mów tak, bo to ty musiałaś wyrwać się z beznadziei, rezygnacji, musiałaś przezwyciężyć trudności, to ty byłaś sama i zawalczyłaś o siebie. Ja tylko trochę pomogłem. Ale to twoja zasługa”.

ZOBACZ TEŻ: Profesura z miłości


Ks. Tomasz Kancelarczyk to prezes, pomysłodawca i twarz Fundacji Małych Stópek. W 2012 Fundacja zatwierdziła formalnie kilkuletnią już działalność Bractwa Małych Stópek – grupy osób, które połączyła idea obrony wartości ludzkiego życia od samego poczęcia aż do naturalnej śmierci oraz godności jego przekazywania.

Swoją nazwę fundacja zaczerpnęła od międzynarodowego symbolu obrońców życia na całym świecie – przypinki stópek dziecka w 11 tygodniu życia prenatalnego w jego naturalnych rozmiarach. Dodatkowo Fundacja rozprowadza także „Jasie” – modele 10-tygodniowego nienarodzonego dziecka w skali 1:1.

Misją fundacji jest ochrona każdego nienarodzonego dziecka, bez względu na warunki i okoliczności, w jakich się poczęło, oraz promocja odpowiedzialnego rodzicielstwa.

Szczegółowe informacje o organizacji dostępne są pod adresem www.dlazycia.info oraz www.fundacjamalychstopek.pl.

Reklama

Dołącz do naszych darczyńców. Wesprzyj nas!

Najciekawsze artykuły

co tydzień w Twojej skrzynce mailowej

Raz w tygodniu otrzymasz przegląd najważniejszych artykułów ze Stacji7

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
Reklama
WIARA I MODLITWA
Wspieraj nas - złóż darowiznę