video-jav.net

Pomóż dziecku uwierzyć w siebie – historie z Akademii Przyszłości

Twórca inicjatywy Szlachetna Paczka, ks. Jacek Stryczek, dziewięc lat temu stworzył Akademię Przyszłości. To inicjatywa, w której studenci pomagają dzieciom z problemami w podstawówce. Ambasadorem tegorocznej edycji został Szymon Majewski, który kibicuje młodym członkom Akademii i wolontariuszom. W Akademii spotkał tysiące młodych ludzi, którzy chcą pomagać dzieciom uwierzyć w siebie.

Anna Wilczyńska
Anna
Wilczyńska
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Dominika kompletnie nie wierzyła w siebie. Na pytanie: kim chcesz zostać w przyszłości – odpowiadała, że sprzątaczką. Cicha, nieśmiała, w ostatniej ławce. W AKADEMII PRZYSZŁOŚCI rozwinęła skrzydła. Po roku pracy z wolontariuszką z dumą powiedziała: – Muszę uczyć się angielskiego, bo będę piosenkarką!

Pomóż dziecku uwierzyć w siebie - historie z Akademii Przyszłości

Dominika była piątym dzieckiem. Razem z rodzicami, siódemką rodzeństwa, ciocią i wujkiem mieszkała w dwupokojowym mieszkaniu w starej kamienicy. Mama na bezrobociu, tata pracował na dwa etaty. W domu ledwo wiązało się koniec z końcem. Dominice brakowało miłości  i zainteresowania ze strony rodziców. W szkole była cicha, nieśmiała, zawsze w ostatniej ławce. Wyśmiewana przez inne dzieci, bo jej tata był Arabem. W pierwszej klasie podstawówki nie zdała. Nie mogła opanować podstaw czytania i dodawania oraz odejmowania. Nauczyciele uznali, że nie poradzi sobie w drugiej klasie. Musiała więc powtarzać rok.

– Z dzieckiem takim jak Dominika trzeba pracować codziennie po kilka godzin, żeby wyrównać jej szanse – mówiła szkolna pedagog. Niestety, tata rzadko bywał w domu, a mama miała pod opieką ośmioro dzieci i spędzenie kilku godzin każdego dnia tylko z Dominiką było nierealne. O cichy kąt do nauki też było ciężko, bo na 40 metrach mieszkało 12 osób. Szansą dla Dominiki okazała się Ola – wolontariuszka AKADEMII PRZYSZŁOŚCI.

Ola była na drugim roku studiów, kiedy zgłosiła się do AKADEMII. Pozytywnie przeszła rekrutację i szkolenia. Odrobinę nieśmiała, ale zawsze uśmiechnięta. Pełna dobrej energii i zapału do pracy. Nie mogła doczekać się pierwszego spotkania ze swoją uczennicą. Przyjeżdżała do szkoły Dominiki co tydzień, przez cały rok. Ich spotkania wypełniała nie tylko nauka czytania czy liczenia. Najpierw było to powolne budowanie zaufania i rozmowy o domu, rodzeństwie, tacie. Ola pomagała spojrzeć Dominice inaczej na swoją rodzinę. Tata przestał być Arabem, na którego ludzie dziwnie patrzą, a stał się najfajniejszym tatą, który zna bardzo trudny język i potrafi opowiedzieć bajkę. Siódemka rodzeństwa tworzyła drużyną niepokonanych – gdzie nikt nie czuje się samotny. 

Z nauką nie było łatwo:  problemy z dodawaniem, problemy z opanowaniem słówek z angielskiego. Ola nie wiedziała od czego zacząć, ale nie poddawała się. Walczyła o Dominikę. Wymyślała zagadki, rysowała labirynty, rebusy – miała sporo pomysłów. Po każdych zajęciach każdy sukces Dominiki wpisywały do specjalnego indeksu AKADEMII PRZYSZŁOŚCI: za pięknie napisane literki, za nauczenie się nowego słówka, za dobrze dodane do siebie dwie liczby. Dzięki szkoleniom dla wolontariuszy AKADEMII Ola wiedziała, że sukcesy są podstawą. Najpierw wolontariusz je nazywa, potem dziecko samo uczy się je dostrzegać. Tak buduje się w nim wiarę we własne możliwości.

Przełom nastąpił po kilku miesiącach wspólnych spotkań. Ola pomogła Dominice nauczyć się na pamięć wiersza i przekonała ją, żeby wyrecytowała go przed swoją klasą. Dla Dominiki to było wyzwanie! Do tej pory zawsze stała z boku, a teraz miała stanąć przed wszystkimi kolegami i koleżankami. Udało się! Na następnych zajęciach Dominika prawie skakała z radości. „Wszyscy patrzyli na mnie, a ja się nie pomyliłam. I pani mnie pochwaliła” – wykrzykiwała. Ola popłakała się ze szczęścia. To był ogromny skok dla Dominiki – nie tylko jej wolontariuszka, ale i koledzy, koleżanki,  pani nauczycielka byli świadkami momentu, w którym coś jej się udało. Od tej chwili, na spotkaniach z wolontariuszką, nie trzeba już było tak długo szukać sukcesu – Dominika sama go znajdywała. Z końcem roku szkolnego Ola zapytała dziewczynkę po raz drugi, kim chce zostać w przyszłości? „Piosenkarką” – odpowiedziała Dominika – „…i muszę się uczyć angielskiego!”.

AKADEMIA dociera do dzieci w potrzebie, takich jak Dominika. Dzieci, które potrzebują nie tyle rzeczy – co drugiego człowieka. Dzieci, których historię trzeba poznać, by je zrozumieć. Przez 9 lat działalności pomogliśmy 4 500 dzieci w całej Polsce uwierzyć w siebie i pokonać bariery, które blokowały ich rozwój. Z badań wynika, że 91% z nich poznało swoje mocne strony, a 83% poprawiło swoje wyniki w nauce. W indywidualną pomoc dzieciom zaangażowaliśmy ponad 4 700 wolontariuszy, skutecznie przygotowując ich do pracy z uczniami. Nasza unikatowa metoda pracy z dzieckiem, oparta na pedagogice sukcesu oraz systemie łatwych zadań, sprawia że dziecko zaczyna wierzyć w siebie i swoje możliwości. Wolontariusz tworzy bowiem dziecku takie warunki, w których ono samo może doświadczyć sukcesu i poczuć, że wzrasta. Nie byłoby to możliwe, gdyby nie darczyńca, który fundując Indeks Sukcesów umożliwia konkretnemu dziecku udział w AKADEMII. Ale to więcej niż pieniądze. To komunikat, który słyszy dziecko: „Inwestuję w Ciebie, bo wierzę, że Ci się uda. Wierzę, że możesz stać się Kimś!”.

Do programu przyłączyli się już Pani Prezydentowa Anna Komorowska, Szymon Majewski (dziennikarz i osobowość telewizyjna) , Paweł Małaszyński, Daria Widawska (aktorzy), Tomek Majewski (Mistrz Olimpijski z Londynu), i wielu innych. Brakuje tylko Ciebie! www.kupindeks.pl

Anna Wilczyńska, Dyrektor Akademii Przyszłości

Anna Wilczyńska

Anna Wilczyńska

Zobacz inne artykuły tego autora >
Anna Wilczyńska
Anna
Wilczyńska
zobacz artykuly tego autora >

Wywiad: “Majewski – nie rokujesz!”

Czasami warto by nauczyciel poszerzył swój kąt widzenia i spojrzał również na tych, którzy siedzą w ostatnim rzędzie...

Agata
Kołomyjska
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

„Majewski nie rokujesz” – często to słyszałeś?

W liceum przez 4 lata to była taka mantra, którą śpiewała mi wciąż jedna z nauczycielek… Przewijało się to cały czas. Może nie byłem jakimś szczególnie niegrzecznym uczniem, ale nie potrafiłem się uczyć. Dla mnie lekcja była taką 45 minutową wydmuszką, którą należało czymś wypełnić, więc wypełniałem ją swoimi pomysłami. Zazwyczaj okropnie się nudziłem, bo nie potrafiłem pracować na lekcjach, nie wiedziałem jak, nikt mnie tego nie nauczył. Lubiłem być w szkole, ale nie lubiłem być na lekcjach.

Wywiad:

fot. Archiwum AP

Jesteś znany z tego, że gdy tylko przez chwilę nic się nie dzieje – natychmiast zasypiasz. A wtedy? Zasypiałeś z nudów czy wręcz przeciwnie, rozrabiałeś?

Zasypiałem albo właśnie w druga stronę – byłem „nadenergetyczny”. Na ogół mnie roznosiło, więc coś tam dopowiadałem, co jakiś czas lubiłem jakąś puentkę dorzucić nauczycielowi – nauczyciel mówił, zawieszał głos, a ja coś dopowiadałem i wszyscy się śmiali. Zawsze miałem taki wybór, czy powiedzieć to i wylecieć za drzwi, czy nie mówić i zostać w klasie. Zazwyczaj wybierałem pierwszą opcję,  rzucałem jakiś greps, wszyscy w śmiech a nauczyciel wkurzony. Teraz rozumiem, że to mogło być denerwujące. Z drugiej strony wiem, że zawsze można znaleźć sposób na dzieciaka, można próbować do niego dotrzeć inaczej.

Zawsze się zastanawiałem, dlaczego szkoła nie docenia innych pozytywnych przejawów działalności  uczniowskiej. Dobrze, w porządku, ten nie umie matematyki, nie umie biologii, ale świetnie rysuje, świetnie recytuje. Byłem świadkiem  przez ostatnie lata, wychowując swoje dzieci i obserwując co się dzieje, że w szkole ceni się prymusów. Jeżeli jesteś prymusem to dostaniesz także np. rolę w teatrzyku szkolnym albo dadzą ci do namalowania gazetkę szkolną, bo wiadomo, że nie będzie wpadki. Nikt nie próbuje dojść czy ci, którzy się nie zgłaszają i siedzą z tyłu mają jakieś zdolności, którymi mogą błysnąć.

Masz żal do nauczycieli, że powtarzali ci, że „nie rokujesz”?

Wolałbym nie generalizować. Miałem na przykład nauczyciela w liceum, polonistę, pana profesora Gugulskiego, który był moim mistrzem. Nie pisałem dobrych wypracowań, to znaczy nie dostawałem piątek, ale on zawsze potrafił mnie jakoś docenić. Mówił „ no dobrze, może nie napisałeś na temat, ale za bardzo fajny pomysł stawiam ci czwórkę z minusem”. Chodzi mi o to, że nawet jeśli trzeba kogoś zganić, to można to zrobić w taki sposób, żeby człowiek nie wyszedł wdeptany w ziemię, właśnie „nierokujący”.

Myślisz, że to nadal jest problem?

Myślę że jest lepiej, ale często zdarza mi się rozmawiać z młodymi nauczycielami a mam wrażenie jakbym się cofnął w czasie o 25 lat. No bo jeżeli tematem są na przykład długie włosy mojego syna? A miałem takie sytuacje. Takie same rozmowy przechodziłem 25 lat temu, za komuny. Albo weźmy na przykład szkolne przedstawienie. Kto w nim gra? Ci co się pierwsi zgłoszą. A to są ci sami, którzy się zawsze zgłaszają. A powinno się właśnie szukać tych co tam z tyłu siedzą. A może akurat oni coś by wtedy poczuli, poszli za tym. Ja po traumie szkolnej przez długi czas nie mogłem się podnieść. W końcu doszedłem do tego co robię i jestem z tego bardzo zadowolony, ale że do dziś budzę się zlany potem, bo śni mi się moja matura albo jakaś sytuacja szkolna. Do dziś to jest dla mnie koszmar.

Masz jakąś receptę jak radzić sobie z dołowaniem?

Ja miałem gigantyczne oparcie w rodzinie. Zwłaszcza w dziadku, który miał ogromne poczucie humoru, i w mamie. Oni zawsze we mnie wierzyli. Pamiętam, że gdy coś mi nie wychodziło, przeżywałem jakieś porażki, dziadek śpiewał zawsze taką przedwojenną piosenkę, do której dorzucił moje imię: „a że Szymon nie jest kiep, to z tej mąki będzie chleb”.  Uspokajał mamę, gdy dostawałem dwóje albo nie dostawałem zaliczenia. Mówił: „przestań się przejmować, może nauczyciel go nie lubi, no jest żywy chłopak, trochę niepokorny, ale to jest dobre dziecko” – zawsze szukał tych pozytywów. Dzieciaki potrzebują takiego wsparcia, bo inaczej wierzą, że są do bani.

Wywiad:

fot. Archiwum AP

Czy dlatego postanowiłeś włączyć się w AKADEMIĘ PRZYSZŁOŚCI?

Urzekło mnie to, że wreszcie ktoś głośno zaczął mówić o tym problemie.  Akademia daje do ręki narzędzie, pomysł jak wspierać tych, którzy są właśnie na samym końcu. Chodzi o to, żeby przerwać  nić tej traumy, zmienić scenariusz, że ojciec był do bani, źle się uczył, więc ja też źle uczę i jestem do bani, jestem niegrzeczny, jestem zły i nie rokuję. Podoba mi się to, że AKADEMIA PRZYSZŁOŚCI rzuca takie hasło i daje takie narzędzie, dzięki któremu można pomóc takim dzieciakom. Okazuje się, że często w takich niepokornych duszach, nieoczywistych charakterach kryją się niesamowite talenty.

Jakiś przykład?

Ostatnio w telewizji  widziałem wywiad z szefem pewnej organizacji – zrobił super karierę naukową i okazuje się, że ja go znam. Przypomniałem sobie tego chłopaka w czasach szkoły – ciągle się z kimś bił, był bardzo agresywny, wcielony diabeł – typowy bandyta. Mógłbym napisać najgorsze scenariusze dla niego. Gdzieś po drodze zadziało się coś dobrego i teraz robi fajne rzeczy. Gdzieś tam są te skarby tylko trzeba umieć je odnaleźć. I to właśnie robi AKADEMIA PRZYSZŁOŚCI

W tym roku szkolnym AKADEMIA PRZYSZŁOŚCI obejmie pomocą aż 2000 dzieci. Jak możesz pomóc?

Zapraszamy na stronę www.akademiaprzyszlosci.org.pl

Agata Kołomyjska

Zobacz inne artykuły tego autora >
Agata
Kołomyjska
zobacz artykuly tego autora >