video-jav.net

Dziurawe dzieciństwo

Łukasz i Magda Olkowie. Oboje pochodzą z rodzin wielodzietnych. Dobrych rodzin. Bardzo pragnęli mieć dzieci. I mają. Są rodziną. A ich historia pokazuje, że w życiu trzeba szeroko otwierać serce. Umówiliśmy się z nimi na rozmowę. Ale ta rozmowa przerodziła się w piękny, uzupełniający się dialog małżonków-rodziców.

Polub nas na Facebooku!

Dziurawe dzieciństwo
Łukasz i Magda Olkowie. Oboje pochodzą z rodzin wielodzietnych. Dobrych rodzin. Bardzo pragnęli mieć dzieci. I mają. Są rodziną. A ich historia pokazuje, że w życiu trzeba szeroko otwierać serce. Umówiliśmy się z nimi na rozmowę. Ale ta rozmowa przerodziła się w piękny, uzupełniający się dialog małżonków-rodziców.

Łukasz: Trzy lata po ślubie wiedzieliśmy, że będziemy mieli problem z biologicznym potomstwem. Zaczęliśmy więc robić kurs adopcyjny. W Poznaniu były długie kolejki, ale od znajomych usłyszeliśmy, że w Bydgoszczy jest dobry, chrześcijański ośrodek i tam zaczęliśmy jeździć raz na dwa tygodnie. W grupie było osiem małżeństw. Po zakończonym kursie chcieliśmy się wpisać od razu na listę adopcyjną, ale pojawiły się zawirowania zawodowe i wahania. Postanowiliśmy chwilę zaczekać. W międzyczasie poznaliśmy Paulinę i Patryka – rodzeństwo z domu dziecka. Mieli wtedy osiem i dziesięć lat.

Magda: Spotkaliśmy się z nimi dzięki mojej rodzonej siostrze, która miała kontakt z domem dziecka i jako zaprzyjaźniona rodzina brała Paulinę i Patryka na weekendy lub na święta do domu naszych rodziców. We wszystkich domach dziecka jest taka możliwość. Mieszkaliśmy wtedy blisko rodzinnego domu, więc mieliśmy okazję, żeby wpadać, gdy dzieciaki przyjeżdżały z Zuzą.   

Łukasz: Po pewnym czasie my przejęliśmy “pałeczkę” i zaczęliśmy się nimi opiekować. Pojechaliśmy na wakacje i po powrocie postanowiliśmy się spotykać już regularnie. To nie było łatwe emocjonalnie. Nie potrafiliśmy się rozstawać. Postanowiliśmy z Magdą, że musimy podjąć decyzję. Albo w jedną albo w drugą stronę. W końcu w Święta Bożego narodzenia zaproponowaliśmy im, że mogą u nas zamieszkać na stałe i że możemy zostać dla nich rodziną zastępczą.

Magda: Paulina i Patryk mieli jeszcze starszego brata Sebastiana. Postanowiliśmy wziąć całą trójkę. Sebastian od razu się zgodził, Paulina i Patryk mieli dylemat. W końcu zamieszkaliśmy razem jako rodzina zastępcza. Wiedzieliśmy, że każde dziecko z domu dziecka ma za sobą bardzo skomplikowaną historię. Ale wydawało nam się, że wystarczy dać im miłość i dom, że to wyleczy wszystkie rany i pozwoli im normalnie funkcjonować w dorosłym życiu. Okazało się jednak, że to nie jest takie proste.  

Łukasz: Nie ustawaliśmy w próbach budowania naszej rodziny. Trafiliśmy na mądrą panią psycholog, która na jednym z pierwszych spotkań powiedziała coś, co było dla nas przysłowiowym kubłem zimnej wody. W odróżnieniu od małego dziecka, które chłonie miłość swoich rodziców całym sobą, starszego dziecka, zwłaszcza takiego z bagażem trudnych doświadczeń, nie “zmusi się” do przyjęcia miłości.

Magda: Uświadomiła nam, że nie od nas zależy, ile one zaczną czerpać z nowych doświadczeń. I czy przyjmą nasze wartości.

Łukasz: Psychologia rozwoju mówi, że dziecko zbiera swój plecak, który jest pakowany przez pierwsze trzy lata życia. Później już korzysta z tego, co zebrał. Zapakowanie plecaka dla osoby, która ma już kilkanaście lat jest praktycznie niemożliwe.

Magda: Ja to nazywam życiem, które jest jak podziurawione wiadro, człowiek może do niego wlewać wodę-miłość, a ona ciągle ucieka. Podziurawione dzieciństwo trudno uleczyć.

Łukasz: Dzisiaj już się w większości prawie usamodzielniły. Dokonują różnych wyborów – mają swoje wzloty i upadki. Cieszymy się razem z nimi w momentach kiedy widzimy że czerpią z doświadczenia, które im daliśmy – kiedy udaje im się coś osiągnąć i mają z tego satysfakcję. Ale są też momenty kiedy wybierają inną drogę i ponoszą negatywne konsekwencje swoich wyborów. Wtedy cierpimy razem z nimi, ale mamy nadzieję że to doświadczenie z życia razem pozwoli im w pewnym momencie odbić się od dna i wypłynąć na “powierzchnię”.


Historia Gabrysia


Łukasz: W którymś momencie stwierdziliśmy, że przyszedł czas, by pomyśleć znowu o adopcji małego dziecka.

Magda: Złożyliśmy dokumenty w Poznaniu.

Łukasz: W między czasie bliscy znajomi, których poznaliśmy w szkole podczas wywiadówek Patryka i Pauliny, i którzy wiedzieli, że staramy się o dziecko, zaproponowali nam, żebyśmy przyjęli do domu relikwie bł. Edmunda Bojanowskiego i odprawili tygodniowe nabożeństwo. Taki był zwyczaj w ich parafii. Przyjęliśmy. Po tygodniu modlitwy odwieźliśmy relikwie z powrotem do sanktuarium. Nasze życie płynęło dalej, jakby nigdy nic. Pół roku później zadzwonił telefon z ośrodka adopcyjnego.

Magda: Pamiętam ten telefon jak dziś: “Pani Magdo, czy możemy porozmawiać?” – usłyszałam w słuchawce. Odpowiedziałam, że tak i znowu słyszę: “Pani Magdo, ale czy możemy teraz porozmawiać?”. Usiadłam, dostałam informację, że jest chłopczyk. Pani zapytała, czy chcielibyśmy się spotkać… Odpowiedziałam, że muszę się skontaktować z mężem. Odłożyłam słuchawkę i zaczęłam się modlić. Co działo się w moim sercu, wie tylko On. Po modlitwie, zadzwoniłam do Łukasza.

Łukasz: Pół godziny po tym telefonie już byliśmy w ośrodku adopcyjnym, przejrzeliśmy dokumenty, bo taka jest procedura. Zapytałem co dalej. “No teraz musimy się umówić na odwiedziny” – odpowiedziała pani z ośrodka. Okazało się, że Gabryś, pół roku już spędzał w rodzinnym pogotowiu opiekuńczym, czyli w zwykłej rodzinie, która miała już czworo dzieci i postanowiła przyjąć niemowlaki do swojego domu na okres, kiedy czekają na adopcję. Gabryś był pierwszym ich dzieckiem, otrzymał bardzo wiele ciepła.  Pani próbowała ustalić termin na jeden z kolejnych dni. Zapytałem, czy możemy się spotkać dzisiaj z dzieckiem. Od razu pojechaliśmy. Zobaczyliśmy Gabrysia i się zaczęło.

Magda: Pokochaliśmy go od pierwszego momentu… Szybko złożyliśmy dokumenty w sądzie, ale na decyzję czeka się parę tygodni. W tym czasie jeździłam do Gabrysia, żeby nawiązać z nim jak najlepszą więź. Dziewczyna, która z mężem prowadziła pogotowie opiekuńcze również miała na imię Magda. Mieli bardzo otwarte serce i dom, dzięki czemu mogłam spędzać z Gabrysiem dużo czasu. Opiekowałam się nim, karmiłam. Zostałam też na kilka nocy, żeby mógł się oswoić. Po miesiącu zaczęły się wizyty Gabrysia w naszym domu.

Łukasz: Pamiętam nasz pierwszy weekend. Gabryś cały czas płakał w naszym domu. Nie wiedzieliśmy co się dzieje, martwiliśmy się, co on przeżywa. Myśleliśmy, że może go krzywdzimy. W poniedziałek okazało się, że wychodził mu pierwszy ząbek i takie zachowanie nie jest niczym niepokojącym. Odetchnęliśmy z ulgą.

Magda: Starsze dzieci pokochały Gabrysia od razu. Po czasie jednak wybrzmiała w tej relacji zazdrość. Ale to było niesamowite doświadczenie. Byliśmy przekonani, że oni są zazdrośni o czas, który poświęcamy Gabrysiowi, czy uwagę – wiadomo że małe dziecko tego wymaga. Ale prawda była inna. Jednego dnia, kiedy robiłam Gabrysiowi zdjęcie, Patryk zapatrzył się, zezłościł i wydusił z siebie, że nie ma zdjęcia z dzieciństwa, a on będzie miał. Wtedy dopiero do mnie dotarło, co się w nich dzieje, że zazdroszczą mu dzieciństwa. I choćbyśmy nie wiadomo co robili, dzieciństwa nie jesteśmy w stanie im wrócić.

Łukasz: Paulina i Patryk po raz pierwszy widzieli, jak dziecko jest traktowane w domu. I porównali to do swojego dzieciństwa.

Magda: Ale obecność Gabrysia miała niesamowitą moc uzdrawiania, on porwał nas wszystkich za serca. I tak jest już do dziś.

Łukasz: Magda jest osobą sentymentalną, więc po jakimś czasie postanowiła sprawdzić, co to jest za data, w której Gabryś się urodził. Okazało się, że to był ostatni dzień naszego nabożeństwa do bł. Edmunda Bojanowskiego. A historia Gabrysia jest niezwykła. Bo mama, która go urodziła, otuliła go w ciepłe rzeczy i zostawiła na schodach probostwa. W tej miejscowości nie ma okna życia, dlatego pewnie pomyślała, że najbezpieczniej będzie u Proboszcza.

Magda: Chcielibyśmy mieć jeszcze kolejne dzieci i niedawno złożyliśmy nowe dokumenty do adopcji. To jest nasza droga. Kolejka niestety jest długa. Ale serca mamy otwarte. Myślę, że kolejny mały człowiek, gdzieś już czeka.

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


 

 

Naczelna Stacji7 w “Strefie rodzica” w Polskim Radiu

Aneta Liberacka, redaktor naczelna Stacji7 będzie dziś 11 kwietnia wieczorem gościem audycji na żywo "Strefa rodzica" w radiowej Jedynce. Rozmowa będzie dotyczyć rodziny, wspólnego spędzania czasu, ale również doświadczeń rodzica adopcyjnego i najnowszego wydania poświęconego adopcjom.

Polub nas na Facebooku!

Naczelna Stacji7 w "Strefie rodzica" w Polskim Radiu
Aneta Liberacka, redaktor naczelna Stacji7 będzie dziś 11 kwietnia wieczorem gościem audycji na żywo "Strefa rodzica" w radiowej Jedynce. Rozmowa będzie dotyczyć rodziny, wspólnego spędzania czasu, ale również doświadczeń rodzica adopcyjnego i najnowszego wydania poświęconego adopcjom.

Nie zabraknie również zapowiedzi naszej obecności na Targach Wydawców Katolickich i bliższego omówienia spotkań, jakie przygotowaliśmy dla naszych czytelników. Rozmowę poprowadzi Agata Puścikowska.

Audycja “Strefa rodzica” rozpocznie się w środę 11 kwietnia o godz. 21. Można będzie jej słuchać również online. Bądźcie z nami!

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


 

 

Share via