Miserikordyna – 59 granulek dosercowych

Tego jeszcze nie było. Papież Franciszek zaproponował wiernym specjalny środek medyczny: 59 granulek dosercowych. Ku powszechnemu zaskoczeniu zrobił to po odmówieniu niedzielnej modlitwy Anioł Pański. Następnie jego współpracownicy rozdali pielgrzymom obecnym na Placu św. Piotra 25 tys. pudełeczek zawierających pochodzącą z Polski… Miserikordynę.

Beata
Zajączkowska
zobacz artykuly tego autora >

Franciszek z wyraźnym zadowoleniem z okna Pałacu Apostolskiego prezentował światu lek na współczesne czasy ukryty w białym pudełeczku z wizerunkiem serca oplecionego koroną cierniową. Słowa Papieża-farmaceuty, co chwilę przerywane były oklaskami.

„Chciałbym wam wszystkim polecić teraz pewne lekarstwo. Ktoś pomyśli: Papież stał się aptekarzem? Jest to specjalne lekarstwo, które może pomóc ukonkretnić owoce kończącego się Roku Wiary. Chodzi o «duchowe lekarstwo» zwane Miserikordyną. Pudełeczko zawiera 59 granulek dosercowych. Pudełeczka z tym lekiem wolontariusze rozdadzą wam przy wychodzeniu z placu. Weźcie je. Znajdziecie tam różaniec, na którym można także odmówić koronkę do Bożego Miłosierdzia. Jest to duchowa pomoc dla naszej duszy oraz dla szerzenia wszędzie miłości, przebaczenia i braterstwa. Nie zapomnijcie zabrać tego leku, ponieważ dobrze robi na serce, duszę i na całe życie!”.

Miserykordynę rozdawali na placu gwardziści szwajcarscy, misjonarki miłości oraz papieski jałmużnik. To właśnie abp. Konrad Krajewski przed miesiącem zaprezentował Papieżowi ten niezwykły lek, który od razu zdobył jego pełną aprobatę.

„Ten lek wydał mi się tak trafny na współczesne czasy, że gdy tylko go odkryłem wziąłem jedno opakowanie i pobiegłem z nim do Domu św. Marty. Pokazując powiedziałem: «Ojciec Święty pewno już ma jakieś problemy z sercem, więc może warto by było ten lek zażyć, zresztą papieski lekarz mówi, że to dobre lekarstwo» – opowiada abp. Krajewski. Ojciec Święty przyglądał się dokładnie i powiedział: «Nie znałem tego leku». Zaczął otwierać pudełeczko i zobaczył, że jest w nim różaniec i obrazek Jezusa Miłosiernego. W jego oczach pojawiły się łzy, był ogromnie wzruszony”.

Papieski jałmużnik opowiada, że Franciszek dokładnie wczytał się w recepturę i zalecenia lekarskie. „Zgłębiając kolejne dokładne wskazówki zaczął się śmiać. Jest tam mowa, o której godzinie należy brać lek, czy mogą go stosować kobiety w ciąży i czy ma jakieś skutki uboczne. Od razu mi powiedział: «A może byśmy rozdali taki lek?». Wtedy zrodził się ten pomysł, by rozdać go na Placu św. Piotra”. 

Wydrukowano 25 tys. opakowań, w które włożono obrazki Jezusa Miłosiernego i papieskie perłowe różańce z herbem pontyfikatu. Wszystko składali gwardziści szwajcarscy oraz ich rodziny. „Przez cały październik spotykali się wieczorami po służbie i przygotowując lek, który Papież chciał dać światu, wspólnie odmawiali różaniec” – wyznaje wzruszony ich zaangażowaniem abp. Krajewski.

Patent na Miserikordynę należy do kleryków seminarium gdańskiego. Diakon Błażej Kwiatkowski zanim pomyślał o kapłaństwie skończył bowiem farmację. Wiedzę medyczną połączył z doświadczeniem duchowym i tak powstała Miserikordyna. Składa się na nią różaniec, obrazek Jezusa Miłosiernego, a także ulotka. Zawiera ona informację, o tym, że leku można używać raz dziennie, albo ile dusza pragnie w zależności od stanu pacjenta. Kuracja nie wymaga konsultacji z lekarzem, ani farmaceutą jest za to w stu procentach skuteczna. Skuteczność leku gwarantowana jest słowami samego Jezusa.

To lek duchowy, który sprawia, że dusza otrzymuje miłosierdzie. Objawia się to poprzez pokój serca, wewnętrzną radość i pragnienie czynienia dobra. Skuteczność leku podnosi stosowanie go w połączeniu z sakramentami.

Na ulotce można przeczytać, że zastosowanie Miserikordyny trwa tylko 7 minut, czyli 0,49 proc. czasu dnia. „Obraz Jezusa Miłosiernego, Jego otwarte serce i te promienie, które z niego wypływają symbolizując Boże łaski. I to właśnie miłosierne serce łączy się nawet z nazwą Miserikordyna” – podkreśla wynalazca leku.

Papież Franciszek polecając wiernym duchowe lekarstwo z Polski pośrednio przypomniał przesłanie siostry Faustyny, kanonizowanej przez Jana Pawła II w 2000 r., a także ogłoszonej wówczas przez Papieża Polaka Niedzieli Bożego Miłosierdzia. Trudno o lepszą reklamę!

Zresztą Franciszek już podczas pierwszej Mszy, odprawionej po swym wyborze w kościele św. Anny, przypomniał światu, że „miłosierdzie jest najmocniejszym przesłaniem Boga”. Także później wielokrotnie przypominał o tym, że sercem przesłania Bożego jest miłosierdzie oraz, że Bóg ma słabość do tych, którzy doń należą, dlatego sam ich szuka, choć się zagubili.

„Odrobina miłosierdzia czyni świat mniej zimnym i bardziej sprawiedliwym – mówił Franciszek. – Musimy dobrze pojąć miłosierdzie Boga, tego miłosiernego Ojca, który jest niezwykle cierpliwy”.

Teraz przypomniał światu o tym jakże skutecznym leku na dzisiejsze czasy.



Beata Zajączkowska

Zobacz inne artykuły tego autora >
Beata
Zajączkowska
zobacz artykuly tego autora >

Papież i Noemi

Im bardziej śledzę Papieża tym mocniej uderza mnie ścisły związek jego czynów, gestów i słów. Genialność jego przekazu polega przede wszystkim na zdolności prostego świadczenia o Chrystusie w dzisiejszym świecie. Codziennie udowadnia, że moc świadectwa jest większa od najpiękniejszych nawet słów.

Beata
Zajączkowska
zobacz artykuly tego autora >

Franciszek pokazuje też światu, że modlitwa nie jest dodatkiem do naszego życia. Świadczy o tym chociażby styl jego spotkań z wiernymi podczas audiencji środowych czy w niedzielę na Anioł Pański. Kiedy są ważne sprawy, dzieli się nimi i prosi o modlitwę. Nie mówi jednak „pomódlcie się” i kontynuuje swe rozważanie, ale zaprasza do wspólnej z nim modlitwy. Tak było gdy nad światem zawisło widmo globalnej wojny czy teraz gdy największy w historii tajfun spustoszył Filipiny, siejąc śmierć i zniszczenie. Tak było też gdy zrozpaczeni rodzice przywieźli mu do Watykanu swe ciężko chore dziecko. 50 tys. osób obecnych na Placu św. Piotra poprosił wówczas o „akt miłosierdzia” i do nieba popłynęło wspólne błaganie o zdrowie dla umierającej dziewczynki.

Chciałbym was poprosić o akt miłosierdzia – poprosił Papież. – Bądźcie spokojni, nie będzie zbiórki pieniędzy. Akt miłosierdzia. Zanim przyszedłem na plac, spotkałem się z półtoraroczną dziewczynką, która jest bardzo ciężko chora. Jej tato i jej mama modlą się i proszą Pana o zdrowie dla niej. Ma na imię Noemi. Uśmiechała się do mnie – mówił Papież. – Okażmy gest miłości. My jej nie znamy, ale to jest dziewczynka ochrzczona, jest jedną z nas, jest chrześcijanką. Zróbmy ten gest miłości dla niej i najpierw w ciszy prośmy Pana, by ją wspomógł w tym momencie i by jej dał zdrowie. W ciszy, przez chwilę… A teraz razem prośmy Madonnę o zdrowie dla Noemi: Zdrowaś Maryjo….

Papież i Noemi

Noemi jest chora na rdzeniowy zanik mięśni. Rodzice o jej sytuacji napisali do Papieża. Ten najpierw do nich zadzwonił, a następnie wysłał swego jałmużnika abp. Konrada Krajewskiego. Potem zaprosił do Watykanu Noemi wraz z rodzicami i stanął przy ich boku w batalii o prawo do leczenia. O dzieciach cierpiących na tę chorobę jest ostatnio głośno we Włoszech. Ministerstwo zdrowia zablokowało bowiem ich nowatorską terapię z wykorzystaniem dojrzałych komórek macierzystych.

Franciszek wziął małą na ręce i czyniąc jej znak krzyża na czole mówił: „Bądź silna, wszystko będzie dobrze”. Na tym spotkaniu się nie skończyło. Papież poprosił, by rodzice i Noemi zostali z nim dwa dni w Watykanie. Zaprosił ich do swojego stołu, a współpracowników zobowiązał, by zajęli się dziewczynką i zobaczyli jak można jej konkretnie pomóc.   

To było bardzo emocjonujące spotkanie, ponieważ Papież Franciszek cały czas był blisko Noemi. W ten sposób pokazał, że  przyjmuje wszystkie chore dzieci przeżywające taki sam dramat jak nasz. Nasza córka nie jest w stanie przełykać. Jest karmiona przez sondę. Potrzebuje natychmiast specjalistycznego leczenia – mówi ojciec dziewczynki Andrea Sciarretta. – To, co mnie naprawdę zadziwia, to fakt, że dziecko zostało przyjęte przez Papieża, wspaniałego, świętego człowieka. Niestety włoskie władze zawsze nas ignorowały. Natomiast ten wspaniały człowiek nie tylko wysłuchał jej wołania o pomoc, zaprosił do siebie, otworzył przed nią swój dom, ale i podjął konkretne wysiłki, by jej naprawdę pomóc. Mamy nadzieję, że ten piękny gest Papieża Franciszka przemówi do sumień i wszystkim pozwoli zrozumieć, że nikogo nie można okradać z nadziei.

Sprawa Noemi, tak jak wielu dzieci cierpiących na tę samą chorobę, jest w sądzie, który ma zdecydować o tym czy można odblokować metodę leczenia dojrzałymi komórkami macierzystymi. Papież śledzi rozwój sytuacji i na bieżąco jest informowany o stanie dziewczynki.

W katechezie podczas tej właśnie audiencji Franciszek mówił między innymi o tym, że „często jesteśmy zbyt nieczuli, obojętni, chłodni i zamiast przekazywać braterstwo, przekazujemy złość, chłód, egoizm. A czy złość, chłód, egoizm wspiera wzrost Kościołów lokalnych i całego Kościoła? Nie, złość, chłód i egoizm nie rozwijają Kościoła. Rozwija go jedynie miłość, ta miłość, która pochodzi od Ducha Świętego”.

Przypieczętowaniem tych słów było spotkanie Franciszka z mężczyzną o zdeformowanej twarzy, cierpiącą na nerwiakowłókniakowatość. To choroba genetyczna, zniekształca wygląd twarzy. Na świecie żyje ponad 1,5 mln ludzi z tą chorobą, nie zawsze otrzymują pomoc, w wielu kulturach są wyklęci, odrzuceni, postrzegani jako ludzie przynoszący nieszczęście. I my na widok takich ludzi najczęściej spuszczamy wzrok, bo nas przerażają i brzydzą. A papież tego mężczyznę z kompletnie zdeformowaną twarzą po prostu przytulił.

https://www.youtube.com/watch?v=kEuvVJ-yECE

O tym nieodwracaniu wzroku od chorych i cierpiących Franciszek mówił kilka dni później w czasie niezwykłej audiencji dla UNITALSI, Włoskiego Stowarzyszenia Przewożenia Chorych do Lourdes i innych Sanktuariów Międzynarodowych, które właśnie obchodzi 110. rocznicę powstania.

Audiencja trwała prawie trzy godziny. Oficjalne przemówienia Papieża i szefa Stowarzyszenia zajęły nie więcej niż pół godziny, potem, jak powiedział jeden z uczestników spotkania, była OBECNOŚĆ.

Franciszek pozdrowił osobiście każdego z ponad 600 chorych na wózkach inwalidzkich. Dla każdego miał słowo, gest, czas… Żartował ze sparaliżowanym chłopcem, który zapraszał go na wspólny obiad; małej dziewczynce złożył autograf na oparciu jej wózka inwalidzkiego; starszej kobiecie włożył na głowę swoją piuskę; przez kilka minut trwał w objęciu z małą dziewczynką chorą na Zespół Dawna, która wybiegła mu radośnie na spotkanie; zbierał pisane do siebie listy; nakładał ręce, modlił się, czynił znak krzyża na czołach. Był dla nich i z nimi. Był też w tym  wysiłek Papieża. Sam naznaczony latami nie raz z trudem pochylał się nad chorymi, by móc ich objąć i pobłogosławić. Było to jedno z najbardziej wzruszających spotkań papieża z wiernymi. Ludzie płakali, widząc jego gesty.

Nie odwracajmy wzroku. Starajcie się zawsze być spojrzeniem, które przyjmuje, ręką, która podnosi i towarzyszy, czułym objęciem. Nie zniechęcajcie się trudnościami i zmęczeniem, ale nadal dawajcie swój czas, uśmiech i miłość potrzebującym tego braciom oraz siostrom. Niech każdy, kto jest chory i słaby, dostrzega w was oblicze Chrystusa. A także wy rozpoznawajcie w człowieku cierpiącym ciało Chrystusa – mówił Franciszek przypominając, że bycie przy chorych nie ma być filantropią, ale głoszeniem Ewangelii miłosierdzia.

Jeszcze jako kardynał obecny Papież często powtarzał: „Nie kocha się idei. Nie kocha się słów. Kocha się ludzi”.

Papież i Noemi

Kiedy w czasie zorganizowanego z okazji Roku Wiary w Watykanie Święta Rodzin 7-letni maluch wtulił się w papieską sutannę i zaczął z nim dialog, Franciszek pogłaskał go po głowie i przytulił, kontynuując swe przemówienie. Widząc wolny fotel rezolutny chłopak wdrapał się na papieski tron i rozsiadł się na nim wygodnie. Siedział i słuchał, i nie dał się nawet przekupić ochronie, która początkowo próbowała skusić go do zejścia cukierkami. Franciszek, gdy skończył przemówienie, pobłogosławił chłopca, a ten spokojnie wtedy wrócił do rodziców.

Mały Carlos, pochodzi z Kolumbii i jest chory na autyzm. Po narodzeniu porzuciła go mama, tak samo jak uczyniła wcześniej z jego bratem. Chłopcy wychowywali się w sierocińcu i tam odnaleźli ich adopcyjni rodzice z Włoch.

Choć bardzo tego pragnęliśmy nie mogliśmy mieć dzieci. Zdecydowaliśmy się więc na adopcję. Nie stawialiśmy żadnych warunków wszystko składając w ręce Opatrzności. Powiedzieliśmy, że może to być chłopak, dziewczynka, jedno dziecko lub więcej, zdrowe czy chore, maleńkie czy większe. I tak staliśmy się rodzicami dwóch wspaniałych chłopców – opowiada 47-letni Francesco, którego synek „ukradł” Papieżowi miejsce, budząc sympatię uczestników spotkania na Placu św. Piotra.

Papież i Noemi

Przesłanie Franciszka pociąga, dotyka, przemienia. Przemawiają jego proste słowa mówiące o nieskończonym miłosierdziu Boga, ale i poruszające gesty, jakie towarzyszą jego nauczaniu. On sam pozostaje w tym wszystkim w cieniu. Do jednego z włoskich księży, który stwierdził, że pod jego wpływem ludzie się nawracają powiedział: „Nie mam z tym nic wspólnego, to wszystko czyni Chrystus!”.



Beata Zajączkowska

Zobacz inne artykuły tego autora >
Beata
Zajączkowska
zobacz artykuly tego autora >