video-jav.net

Miłosierdzie z życia wzięte. Modlić się za żywych i umarłych

Tak niech świeci wasze światło przed ludźmi, aby widzieli wasze dobre uczynki i chwalili Ojca waszego, który jest w niebie (Mt 5, 16)

Polub nas na Facebooku!

To był zwyczajny dzień pracy. Taki przeciętny, bez afer, nerwów, stresu. Słońce za oknem. Nagle kolega wchodzi z plikiem takich samych przesyłek, dla wybranych redaktorów. Ciekawość ogromna, co dostaliśmy – małe białe koperty, niezbyt zapakowane. Otwieramy. W środku obrazki z informacją, że od tego dnia będą odprawiane wieczyste msze św. w naszej intencji. – „Kto to zamówił?! Dlaczego za mnie? Co jest grane?” – pytania padały jedno po drugim. Nazwiska nadawcy nie było, tylko podpis: „Sylwia”. Nikt z nas nie znał żadnej Sylwii. Zero skojarzeń.

 

Minęło kilka lat. Obrazki wylądowały, gdzieś w zakamarkach domowych biurek, niektórym w ogóle zaginęły. Każdy z nas szedł już inną drogą, zmienił pracę i… odniósł jakiś sukces. Niby zwykła kolej rzeczy. Kto pracuje, ten ma! Tak myślałam. Do czasu…

 

Spotkałyśmy się w chwili, kiedy odchodził mój duchowy ojciec – Joachim Badeni, dominikanin. Sylwia jest pielęgniarką. Opiekuje się chorymi ojcami w krakowskim klasztorze. Wtedy była obecna codziennie na życzenie ojca Joachima. Podawała lekarstwa, zmieniała opatrunki i modliła się. Dwa dni przed śmiercią modliłyśmy się razem. Spędziłyśmy tak w modlitwie kilka dobrych godzin. Kiedy zapadł zmrok, a ojciec Joachim już zasnął, chciałam odejść. I nagle zadała mi pytanie, czy dotarła do mnie przesyłka z obrazkiem w środku. Moje zdziwienie było ogromne, pamięć ożyła: „Sylwia?…. Poznałyśmy się wcześniej? Nie kojarzę, przepraszam”. Nie poznałyśmy się wcześniej. „Dlaczego więc za mnie? Za nas?”…. – dopytywałam. Odpowiedź była natychmiastowa. „Bo ja tak mam, że dostaję światło na daną osobą, którą mijam na ulicy, w kościele, w szpitalu… To dla mnie taki znak, że mam się za tę osobę pomodlić. Jednego dnia zobaczyłam Was na krużgankach u dominikanów. Dowiedziałam się od koleżanki, że pracujecie w jednym zespole…”. Zamówiła msze, które odprawiane będą za naszego życia i po śmierci. Poszła modlitwa, poszły jej dobre czyny przed nami. I każdemu z nas Pan Bóg błogosławi. Nie z powodu naszych zasług, bynajmniej.

 

Sylwia zamawia od wielu lat msze wieczyste, za dziennikarzy, polityków, wydawców, lekarzy, bezdomnych, chorych – Bóg sam wie, za kogo jeszcze. Nie zawsze musi widzieć tę osobę. Czasem o kimś tylko usłyszy, a światło przychodzi i zaczyna się modlić. Tak próbuje radować ludzkie serca. Tak wyprasza obfite łaski.


Przeczytaj także:

Nie bój się żyć: świadectwa ostatnich dni Ojca Joachima Badeniego


 


Książka “Nie bój się żyć. Biografia Ojca Joachima Badeniego” autorstwa Judyty Syrek

Potomek rycerza spod Grunwaldu i szwedzkiego pirata, oczko w głowie matki – Kazio Badeni. Był temperamentnym dzieckiem, guwernantki miały z nim wiele kłopotów. Podczas studiów w Krakowie, jak na arystokratę przystało, miał pieniądze, własny apartament, lokaja i samochód. A w tańcu uwodził niczym Fred Astaire.

Żył beztrosko i towarzysko. Aż do pewnego czerwcowego wieczoru, kiedy to poczuł na plecach łagodny dotyk. Pod jego wpływem zamiast do klubu nocnego, poszedł do kościoła. Kilka lat później wstąpił do dominikanów.


Miłosierdzie z życia wzięte. Urazy chętnie darować

Są małżeństwem od 40 lat. Dzisiaj obydwoje zbliżają się do siedemdziesiątego roku życia. W przeszłości Krzysztof kilkukrotnie zdradzał Marię

Polub nas na Facebooku!

Ona – od zawsze uśmiechnięta i pełna życia księgowa. On – „kawał chłopa” – prawie dwa metry wzrostu i ponad 100 kg wagi. Przez całe swoje życie pracował fizycznie, był cenionym specjalistą, w każdej sytuacji znajdował dobre rozwiązanie.

 

Krzysztof najczęściej zdradzał Marię podczas delegacji i wyjazdów do pracy w innym mieście, ale kiedyś nie wrócił z nią z zabawy, na której byli wspólnie. Ona zawsze mu wybaczała. Zapewniał ją, że to ostatni raz. Po każdej zdradzie starał się wynagrodzić Marii swój błąd. Przynosił kwiaty, zapraszał do kina. Chociaż ich małżeństwo nigdy nie było „dobrym”, Maria swoim charakterem potrafiła w domu stworzyć ciepłą i rodzinną atmosferę dla ich dwójki dzieci.

 

Około 15 lat temu Krzysztof przeżył wylew krwi do mózgu. Od tego czasu jest sparaliżowany i porusza się na wózku. Potrzebuje nieustannej opieki. Przez cały ten czas zajmowała się nim Maria. Przenosiła go z wózka na łóżko i z powrotem, sprowadzała z mieszkania na spacer, pomagała w jedzeniu i kąpieli. Musiała zrezygnować z pracy. Podnoszenie Krzysztofa, przewracanie z boku na bok i masowanie pleców, aby zapobiec odleżynom, zniszczyło jej kręgosłup. Dzisiaj również i ona wymaga rehabilitacji.

 

Mimo choroby i jej poświęcenia, sytuacja ich małżeństwa, a przede wszystkim nastawienie Krzysztofa, nie zmieniły się. Wielokrotnie posądzał Marię (bezpodstawnie) o zdradę, kradzież renty, którą otrzymuje i to, że ucieszyłaby się z jego śmierci. Mimo słyszanych codziennie gorzkich słów, Maria nigdy nie pozostawiła go bez opieki. Wymagało to od niej całkowitej rezygnacji z własnego życia. Nie ma czasu na regularną rehabilitację. Jeśli tylko uda jej się znaleźć czas, spędza go z wnukami.

 

Cała rodzina, nawet rodzeństwo Krzysztofa, radziło jej, żeby oddała go do zakładu opieki. Nie straciliby przecież kontaktu. Mogłaby go tam odwiedzać i pomagać mu. Na każdą z tych propozycji odpowiada, że „40 lat temu ślubowała mu przed ołtarzem, że nie opuści go aż do śmierci”.

 


Przeczytaj również inne odcinki cyklu


 

franciszek_Milosierdzie_500pcxPolecamy książkę “Miłosierdzie to imię Boga” – wywiad z papieżem Franciszkiem!

Papież Franciszek w prostych i bezpośrednich słowach zwraca się do każdego człowieka, budując z nim osobisty, braterski dialog. Na każdej stronie książki wyczuwalne jest jego pragnienie dotarcia do osób, które szukają sensu życia, uleczenia ran. Do niespokojnych i cierpiących, do tych, którzy proszą o przyjęcie, do biednych i wykluczonych, do więźniów i prostytutek, lecz również do zdezorientowanych i dalekich od wiary.

W rozmowie z watykanistą Andreą Torniellim Franciszek wyjaśnia – poprzez wspomnienia młodości i poruszające historie ze swojego doświadczenia duszpasterskiego – powody ogłoszenia Nadzwyczajnego Roku Świętego Miłosierdzia, którego tak pragnął.