Miłosierdzie z życia wzięte. [7] Modlić się za żywych i umarłych

Tak niech świeci wasze światło przed ludźmi, aby widzieli wasze dobre uczynki i chwalili Ojca waszego, który jest w niebie (Mt 5, 16)

Polub nas na Facebooku!

Miłosierdzie z życia wzięte. [7] Modlić się za żywych i umarłych
Tak niech świeci wasze światło przed ludźmi, aby widzieli wasze dobre uczynki i chwalili Ojca waszego, który jest w niebie (Mt 5, 16)

To był zwyczajny dzień pracy. Taki przeciętny, bez afer, nerwów, stresu. Słońce za oknem. Nagle kolega wchodzi z plikiem takich samych przesyłek, dla wybranych redaktorów. Ciekawość ogromna, co dostaliśmy – małe białe koperty, niezbyt zapakowane. Otwieramy. W środku obrazki z informacją, że od tego dnia będą odprawiane wieczyste msze św. w naszej intencji. – „Kto to zamówił?! Dlaczego za mnie? Co jest grane?” – pytania padały jedno po drugim. Nazwiska nadawcy nie było, tylko podpis: „Sylwia”. Nikt z nas nie znał żadnej Sylwii. Zero skojarzeń.

Minęło kilka lat. Obrazki wylądowały, gdzieś w zakamarkach domowych biurek, niektórym w ogóle zaginęły. Każdy z nas szedł już inną drogą, zmienił pracę i… odniósł jakiś sukces. Niby zwykła kolej rzeczy. Kto pracuje, ten ma! Tak myślałam. Do czasu…

Spotkałyśmy się w chwili, kiedy odchodził mój duchowy ojciec – Joachim Badeni, dominikanin. Sylwia jest pielęgniarką. Opiekuje się chorymi ojcami w krakowskim klasztorze. Wtedy była obecna codziennie na życzenie ojca Joachima. Podawała lekarstwa, zmieniała opatrunki i modliła się. Dwa dni przed śmiercią modliłyśmy się razem. Spędziłyśmy tak w modlitwie kilka dobrych godzin. Kiedy zapadł zmrok, a ojciec Joachim już zasnął, chciałam odejść. I nagle zadała mi pytanie, czy dotarła do mnie przesyłka z obrazkiem w środku. Moje zdziwienie było ogromne, pamięć ożyła: „Sylwia?…. Poznałyśmy się wcześniej? Nie kojarzę, przepraszam”. Nie poznałyśmy się wcześniej. „Dlaczego więc za mnie? Za nas?”…. – dopytywałam. Odpowiedź była natychmiastowa. „Bo ja tak mam, że dostaję światło na daną osobą, którą mijam na ulicy, w kościele, w szpitalu… To dla mnie taki znak, że mam się za tę osobę pomodlić. Jednego dnia zobaczyłam Was na krużgankach u dominikanów. Dowiedziałam się od koleżanki, że pracujecie w jednym zespole…”. Zamówiła msze, które odprawiane będą za naszego życia i po śmierci. Poszła modlitwa, poszły jej dobre czyny przed nami. I każdemu z nas Pan Bóg błogosławi. Nie z powodu naszych zasług, bynajmniej.

 

Sylwia zamawia od wielu lat msze wieczyste, za dziennikarzy, polityków, wydawców, lekarzy, bezdomnych, chorych – Bóg sam wie, za kogo jeszcze. Nie zawsze musi widzieć tę osobę. Czasem o kimś tylko usłyszy, a światło przychodzi i zaczyna się modlić. Tak próbuje radować ludzkie serca. Tak wyprasza obfite łaski.

 

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


 

 



Miłosierdzie z życia wzięte. [6] Urazy chętnie darować

Są małżeństwem od 40 lat. Dzisiaj obydwoje zbliżają się do siedemdziesiątego roku życia. W przeszłości Krzysztof kilkukrotnie zdradzał Marię

Polub nas na Facebooku!

Miłosierdzie z życia wzięte. [6] Urazy chętnie darować
Są małżeństwem od 40 lat. Dzisiaj obydwoje zbliżają się do siedemdziesiątego roku życia. W przeszłości Krzysztof kilkukrotnie zdradzał Marię

Ona – od zawsze uśmiechnięta i pełna życia księgowa. On – „kawał chłopa” – prawie dwa metry wzrostu i ponad 100 kg wagi. Przez całe swoje życie pracował fizycznie, był cenionym specjalistą, w każdej sytuacji znajdował dobre rozwiązanie.

Krzysztof najczęściej zdradzał Marię podczas delegacji i wyjazdów do pracy w innym mieście, ale kiedyś nie wrócił z nią z zabawy, na której byli wspólnie. Ona zawsze mu wybaczała. Zapewniał ją, że to ostatni raz. Po każdej zdradzie starał się wynagrodzić Marii swój błąd. Przynosił kwiaty, zapraszał do kina. Chociaż ich małżeństwo nigdy nie było „dobrym”, Maria siłą swojego charakteru potrafiła w domu stworzyć ciepłą i rodzinną atmosferę dla ich dwójki dzieci.

Około 15 lat temu Krzysztof przeżył wylew krwi do mózgu. Od tego czasu jest sparaliżowany i porusza się na wózku. Potrzebuje nieustannej opieki. Przez cały ten czas zajmowała się nim Maria. Przenosiła go z wózka na łóżko i z powrotem, sprowadzała z mieszkania na spacer, pomagała w jedzeniu i kąpieli. Musiała zrezygnować z pracy. Podnoszenie Krzysztofa, przewracanie z boku na bok i masowanie pleców, aby zapobiec odleżynom, zniszczyło jej kręgosłup. Dzisiaj również i ona wymaga rehabilitacji.

Mimo choroby i jej poświęcenia, sytuacja ich małżeństwa, a przede wszystkim nastawienie Krzysztofa, nie zmieniły się. Wielokrotnie posądzał Marię (bezpodstawnie) o zdradę, kradzież renty, którą otrzymuje i to, że ucieszyłaby się z jego śmierci. Mimo słyszanych codziennie gorzkich słów, Maria nigdy nie pozostawiła go bez opieki. Wymagało to od niej całkowitej rezygnacji z własnego życia. Nie ma czasu na regularną rehabilitację. Jeśli tylko uda jej się znaleźć czas, spędza go z wnukami.

 

Cała rodzina, nawet rodzeństwo Krzysztofa, radziło jej, żeby oddała go do zakładu opieki. Mogłaby go tam odwiedzać i pomagać mu. Na każdą z tych propozycji odpowiada, że „40 lat temu ślubowała mu przed ołtarzem, że nie opuści go aż do śmierci”.

 

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


 

 



Copy link
Powered by Social Snap