O Matce Bożej po Bożemu

W Dzień Matki wyrażamy swoim Mamom miłość na różne sposoby. Zależą one od wieku, talentów, możliwości i – przede wszystkim – od tego, jak wygląda nasza relacja z tą, która dała nam życie. Jest to więc świetna okazja do tego, aby przyjrzeć się swojej relacji z Maryją, związaną z nami na zawsze testamentem Jezusa z krzyża: „Oto Matka twoja”.

Ks. Marcin Filar
Ks. Marcin
Filar
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

O Matce Bożej po Bożemu
W Dzień Matki wyrażamy swoim Mamom miłość na różne sposoby. Zależą one od wieku, talentów, możliwości i – przede wszystkim – od tego, jak wygląda nasza relacja z tą, która dała nam życie. Jest to więc świetna okazja do tego, aby przyjrzeć się swojej relacji z Maryją, związaną z nami na zawsze testamentem Jezusa z krzyża: „Oto Matka twoja”.

W czym problem?

Czasem poświęcając pobożności maryjnej bardzo wiele czasu, nie przeżywamy jej wystarczająco świadomie. Są tacy, którzy nie rozstają się z różańcem i gorliwie uczestniczą w każdej „majówce”. Naprzeciwko nich stają ci, którzy najchętniej zlikwidowaliby wszelkie przejawy pobożności maryjnej jako uwłaczające Jezusowi i odbierające Mu chwałę. Niezależnie od strony, po której się staje, dobrze wiedzieć, jakie są biblijne podstawy kultu maryjnego, jakie jest miejsce Maryi w teologii katolickiej i wreszcie: jakie dokumenty Kościoła precyzują te sporne kwestie?

Bez rzetelnej refleksji sami stwarzamy sobie ryzyko użycia Matki jako symbolu. Jako elementu do umieszczenia na sztandarze. Jako idei, która rozbijać się będzie o inne idee w nieuzasadnionej walce sił. Będziemy się gubić w wyobrażeniach tak długo, jak długo nie zadbamy o to, żeby w podejściu do Maryi odkryć relację z Nią jako osobą, angażując się całkowicie – zarówno intelekt, jak i wolę oraz uczucia. Jak w każdej relacji.

 

„Matuchno kochana…”

Kto choćby raz uczestniczył w pieszej pielgrzymce na Jasną Górę na pewno czytając słowa „Zacznijcie wargi nasze chwalić Pannę świętą” usłyszy w głowie melodię „Godzinek”. I choć nie jesteśmy społeczeństwem skłonnym do używania archaizmów, granica mocno się przesuwa, gdy w prośbach do Matki Bożej przyjdzie napisać „Matulu”, „Mateczko” czy „Matuchno kochana”. Do swojej rodzicielki też niektórzy zwracają się „Matko”, a inni „Mamusiu”. Z tymi emocjami wcale nie musimy walczyć, bo one wręcz powinny towarzyszyć spotkaniu z Matką. Wręcz przeciwnie, przesadne zintelektualizowanie kultu i zdystansowanie się do Maryi sprawi, że przestanie ona być osobą, a modlitwa do niej – spotkaniem.

Przewodnikami na tej drodze są święci i inni myśliciele, u których obok refleksji teologicznej widzimy wyraźny rys maryjny. I tak na przykład Św. Jose Maria Escriva zadbał o to, aby na zakończenie każdego rozdziału jego dzieł duchowych pojawiał się zwrot myśli ku Matce Bożej, św. Jan Paweł II nie rozstawał się z różańcem, a abp Fulton Sheen poświęcił jej całą książkę „Maryja. Pierwsza miłość świata” – zdecydowanie wartą przeczytania.

Czy emocjonalne przywiązanie do Maryi nie czyni chrześcijanina jednak zbyt naiwnym, zbyt staroświeckim? Papież Benedykt XVI napisał w 2010 roku w „Liście do seminarzystów”: „Pielęgnujcie swoją wrażliwość na pobożność ludową, która jest inna we wszystkich kulturach, ale równocześnie zawsze podobna, bo ostatecznie takie samo jest ludzkie serce. Oczywiście w pobożności ludowej są elementy irracjonalne, czasem może nawet pewna powierzchowność. Jednak odrzucanie jej jest całkowicie błędne. Dzięki niej wiara zagościła w sercach ludzi, przeniknęła do ich uczuć, zwyczajów, wspólnego sposobu odczuwania i życia. Dlatego pobożność ludowa jest wielkim dziedzictwem Kościoła.”

Powinniśmy pozostać przy naszym przywiązaniu do Maryi i ukierunkować je tak, aby naturalnie prowadziło nas do pogłębienia więzi z Jezusem.

 

Co na to Magisterium?

Oddawanie czci Bożej Rodzicielce nie jest bowiem celem samym w sobie. Ona ma swoje miejsce w chrystologii, bo prowadzi nas do Jezusa. Ma swoje miejsce w eklezjologii, bo to Ona urodziła Jezusa, więc rodzi do wiary także i cały Kościół, jako jego mistyczne Ciało. Spojrzenie na Nią w taki sposób pozwala na właściwe ukształtowanie swojej duchowości maryjnej, dlatego ojcowie Soboru Watykańskiego II nie poświęcili Maryi osobnego tekstu. Przeczytamy o Niej w ósmym rozdziale Konstytucji Dogmatycznej o Kościele „Lumen gentium”, noszącym tytuł „Błogosławiona Maryja Dziewica Boża Rodzicielka w tajemnicy Chrystusa i Kościoła”. Choć tekst nie jest długi, jego celem – zgodnie z tytułem – jest prawidłowe ustawienie perspektywy. Omawia rolę Maryi „w tajemnicy Słowa Wcielonego i Ciała Mistycznego”, ukazując formy kultu maryjnego i ich uzasadnienie, ale nie rozstrzygając szczegółowo kwestii teologicznych, które wciąż pozostają otwarte.

Na szczęście ci, którzy po lekturze „Lumen gentium” odczuwać będą niedosyt, mogą sięgnąć po inny ważny w temacie dokument, wydany w roku 1974 z konieczności zharmonizowania form pobożności maryjnej z wprowadzaną reformą liturgii. Adhortacja apostolska „Marialis cultus” bł. Pawła VI w całości poświęcona jest kształtowaniu i rozwojowi kultu Maryi w Kościele. Kontynuuje myśl soborową o ukazywaniu przede wszystkim roli, jaką spełniła w historii zbawienia, wskazuje też bardzo konkretne zasady oraz drogi do zdrowej odnowy kultu maryjnego. Przypomina, że kult chrześcijański jest oddawany Ojcu przez Chrystusa w Duchu. Podporządkowuje liturgii jakiekolwiek inne formy pobożności, dbając też o to, aby jakiekolwiek praktyki i nabożeństwa nie przeszkodziły w dobrym przeżywaniu najważniejszego – Eucharystii, lecz do niego prowadziły. Wreszcie – podkreśla drogę biblijną w kształtowaniu kultu maryjnego. Aby dobrze ukształtować relację z Maryją, trzeba Ją dobrze poznać, a głównym źródłem, które mamy jest Pismo Święte.

Z tego powodu w najbliższych tygodniach pochylimy się nad tymi tekstami, które w Nowym Testamencie mówią nam o Maryi. Można by powiedzieć, że szczególnie skupimy się na tych, które mówią o Niej jako o Matce – Matce Jezusa i Matce Kościoła – ale jakby się dobrze zastanowić… innych nie ma. A to już jest dla nas bardzo cenna wskazówka. Dlatego warto pochylić się nad Słowem Bożym i kontemplować rolę Maryi w dziele zbawienia, jednocześnie właśnie od Niej ucząc się tej kontemplacji. To Ona słysząc, co mówili o Jezusie, „zachowywała wszystkie te sprawy i rozważała je w swoim sercu” (Łk 2, 19). Nie bójmy się więc, że zatrzyma nas na sobie – dbajmy raczej o to, żebyśmy my umieli usłyszeć, co ma nam do powiedzenia o swoim Synu.

 

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7




 

 

Ks. Marcin Filar

Ks. Marcin Filar

Kapłan Archidiecezji Krakowskiej, pochodzi z Rabki-Zdroju, od lat związany z Ruchem Apostolstwa Młodzieży. Obecnie duszpasterz w Sanktuarium Matki Bożej Myślenickiej oraz katecheta w technikum i szkołach zawodowych. Pomysłodawca i koordynator akcji modlitewnej #panamska10, pracuje w zespole medialnym ŚDM Archidiecezji Krakowskiej.

Zobacz inne artykuły tego autora >
Ks. Marcin Filar
Ks. Marcin
Filar
zobacz artykuly tego autora >

Kościół potrzebuje Matki!

„Kościół, Mistyczne Ciało Chrystusa, nie może istnieć bez Maryi, jak nie mógł bez Niej istnieć Jezus i Jego fizyczne Ciało. Nie może bez Niej żyć i działać, jak nie mógł bez Niej żyć i działać Chrystus."

Anna
Rastawicka
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Kościół potrzebuje Matki!
„Kościół, Mistyczne Ciało Chrystusa, nie może istnieć bez Maryi, jak nie mógł bez Niej istnieć Jezus i Jego fizyczne Ciało. Nie może bez Niej żyć i działać, jak nie mógł bez Niej żyć i działać Chrystus."

Dzieje Kościoła znaczone są stopniowym odkrywaniem prawd zbawienia. Sobór Watykański II przypomniał, że Kościół jest przede wszystkim żyjącym w świecie Chrystusem. Nie zawsze prawda ta była oczywista. Mówił o tym Prymas Stefan Wyszyński:

„Gdy uczyłem się katechizmu w moim rodzinnym miasteczku [Andrzejewie] największą dla mnie udręką było nauczyć się definicji Kościoła. Pamiętam ją do dziś dnia. Ale nie powiedziano mi, że w Kościele jest przede wszystkim Chrystus. A konstytucja o Kościele [Konstytucja dogmatyczna o Kościele Lumen gentium] mówi nam przede wszystkim o tym, że Kościół to Chrystus żyjący, przebijający się przez strukturę Kościoła do dusz ludzkich. Wydobycie Chrystusa z definicji Kościoła i ustawienie Go na czele ma rewelacyjne znaczenie”.

 

Skoro więc Kościół to żyjący na ziemi Chrystus, nie może w nim zabraknąć Matki.

„Kościół, Mistyczne Ciało Chrystusa, nie może istnieć bez Maryi, jak nie mógł bez Niej istnieć Jezus i Jego fizyczne Ciało. Nie może bez Niej żyć i działać, jak nie mógł bez Niej żyć i działać Chrystus. Jest tak samo potrzebna i konieczna Kościołowi, jak była potrzebna Chrystusowi, bo przecież Kościół jest tym samym, idącym przez wieki Chrystusem, a Chrystus potrzebuje Maryi, potrzebuje wciąż Matki”.

 

Sobór Watykański II, ukazując Chrystusa jako istotę życia Kościoła, wydobył też prawdę o Maryi jako Matce Kościoła. Ogłosił ją Ojciec święty Paweł VI na zakończenie III sesji soborowej, 21 listopada 1964 roku. Prymas Tysiąclecia mówił:

„Byłoby wielkim błędem, gdybyśmy chcieli przeprowadzić rozwód – w Kościele zostaje tylko Chrystus, a Maryja odchodzi do historii. Nie, Ona jest zawsze, jest i dzisiaj”.

 

Maryja towarzysząc Synowi podczas Jego ziemskiego życia nie była sama. Pod krzyżem stała razem z niewiastami. I obecnie potrzebuje naszego współdziałania w dziele głoszenia Chrystusa żyjącego w Kościele.

„Nie wystarczy przyjść do kościoła w niedzielę i święto, pomodlić się i wrócić do swoich spraw, a o resztę niech się troszczy ksiądz w parafii czy biskup w diecezji. O Kościół Chrystusowy, Jego rozwój i dzieje, mamy troszczyć się wszyscy, bo wszyscy jesteśmy członkami Kościoła. Wszyscy jesteśmy odpowiedzialni za jego losy! Mamy wiernie trwać przy nim, nawet w trudnych sytuacjach, jak trwała pod krzyżem Matka Jezusa, która nie zwątpiła, nie odeszła, aż doczekała się zmartwychwstania Syna. I my mamy tak czynić. Nie możemy zrażać się trudnościami i przeciwnościami. Nie możemy ulegać zastraszeniu. Przychodzi krzyż, próba – i już nas nie ma. Niech inni odpowiadają za Kościół, nie ja! W doli czy niedoli musimy być przy Chrystusie żyjącym w Kościele”.

 

Dzisiaj tak często Kościół jest piętnowany, oskarżany z powodu słabości kapłanów, którzy mu służą. A skąd przychodzą ci kapłani? Z naszych rodzin. Zamiast się gorszyć i mnożyć oskarżenia, trzeba ogarnąć ich modlitwą, wspierać, osłaniać, jak Kościół nas podnosi, wspiera, rozgrzesza. Kardynał Wyszyński mówił:

„[…] to Chrystus na mnie patrzy oczyma Kościoła. On do mnie przemawia, leczy, ciągle mnie szuka i nieustannie mnie upomina. On prostuje moje ścieżki. […] I nie zraża się mną! Ciągle liczy na mnie, ogląda się na mnie, zatrzymuje się, gdy nie mogę za Nim nadążyć i zachęca mnie: No chodź, chodź…, nie opuszczę cię, nie zostawię cię samego. Jestem przy tobie, jestem dla ciebie, jestem w tobie. Jestem tobą, bo ty jesteś Kościołem”.

 

Mamy dbać o Kościół, tak jak dbamy o własne ciało. Uczył kardynał Wyszyński:

„Co to znaczy? – To znaczy, że musimy mężnie i otwarcie przyznawać się do Kościoła, a przynależność ta powinna być dla nas największym zaszczytem i radością. Musimy poznawać Kościół, interesować się jego życiem i potrzebami, miłować go coraz więcej, współcierpieć z jego cierpieniami, pomagać mu modlitwą, ofiarą i pracą. Maryja niech będzie dla nas wzorem, jak mamy służyć Kościołowi. Wspierani przez Służebnicę Pańską wiernie pomagajmy Chrystusowi żyjącemu w Kościele. Modlitwą i sercem ogarniajmy sprawy Kościoła na całym świecie i w Ojczyźnie naszej”.

 


 

Fragment tekstu pochodzi z książki „W Maryi pomoc – rozważania majowe” autorstwa Anny Rastawickiej z Instytutu Prymasa Wyszyńskiego. Autorka rozważań wydobywa z dziedzictwa Prymasa Tysiąclecia swoisty program „pomagania Maryi i pomagania z Maryją” Jezusowi Chrystusowi żyjącemu w Kościele.

Książka powstała w związku z 50. rocznicą powstania Ruchu Pomocników Matki Kościoła.

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7




 

 

Anna Rastawicka

Zobacz inne artykuły tego autora >
Anna
Rastawicka
zobacz artykuly tego autora >