LUDZIE

“Maryja mnie porwała. Ogarnęło mnie święte, Boże szaleństwo!”

Maria Okońska, założycielka Instytutu Prymasa Wyszyńskiego, współpracowała z Prymasem Tysiąclecia przez 39 lat. Dziś obchodzimy setną rocznicę jej urodzin.

Polub nas na Facebooku!

Urodziła się dokładnie 100 lat temu – 16 grudnia 1920 roku w Warszawie, zmarła 6 maja 2013 w Częstochowie. Podczas II wojny światowej prowadziła jako sodalistka konspiracyjną pracę wśród młodzieży. Swoim oddziaływaniem objęła około 600 dziewcząt. Bez długich poszukiwań – mówiła później – jako nagła pewność i świadomość przyszło zrozumienie, że walczyć o wolność Polski i budować nową Polskę, to znaczy wychowywać siebie i innych. W związku z tym podejmowała tematy istotne dla młodzieży: dotyczące sensu życia, szczęścia, miłości Boga do człowieka oraz świętości.

Studiowała na dwóch fakultetach: psychologię z pedagogiką oraz filologię polską, pracowała zawodowo. Była jedną z czterech kobiet, które w czasie Powstania warszawskiego organizowały modlitwy o wolność. Kiedy aresztowano Prymasa Tysiąclecia organizowała czuwanie na Jasnej Górze. Mocno wierzyła, że z pomocą Maryi Polska odzyska wolność.

 

To ona przekonała Prymasa Wyszyńskiego do napisania tekstu Ślubów Jasnogórskich

Prymas Wyszyński postanowił, że w roku 1956, w 300-lecie Ślubów króla Jana Kazimierza, musi powstać tekst Ślubów odnowionych, już nie królewskich, ale narodowych. Podobny pomysł zrodził się w polskim episkopacie – wszyscy byli przekonani, że tekst ślubów może napisać tylko Prymas.

Z prośbą o tekst ślubów pojechała w marcu 1956 roku do Komańczy Maria Okońska, założycielka Instytutu. Na prośbę o tekst ślubów Prymas ucieszył się, ale nie przygotował ich. Przez długi czas dawał wymijające odpowiedzi. Dopiero po dwóch miesiącach wyjaśnił, dlaczego. Powiedział wtedy: Gdyby Matka Boża chciała, abym Śluby napisał, byłbym wolny, a ja jestem więźniem i nie uczynię dobrowolnie niczego, co mogłoby się Jej nie podobać”.

Pani Maria pozostawała nieubłagana. Przypomniała, że przecież św. Paweł pisał do wspólnot listy właśnie z więzienia. Prymas przyznał jej rację i następnego dnia wręczył tekst Ślubów Jasnogórskich. Bardzo zależało mu, aby zostały one odczytane na jasnogórskich wałach. W liście napisał, że gdyby wszystkich ojców przeszkodzono w odczytaniu ślubów, ma je odczytać choćby jasnogórski kucharz.

Przez kilka miesięcy przygotowano uroczystość złożenia Ślubów Narodu. Aby duchowo mógł w nich uczestniczyć kard. Wyszyński, ustalono, że także on złoży śluby w Komańczy, 10 minut przed odczytaniem ich na wałach jasnogórskich. Świadkiem tego wydarzenia była Maria Okońska, która przyjechała do Prymasa w wigilię 26 sierpnia.

 

Oddana Maryi

Najsilniejszym nurtem mojej duszy i całego mego życia od dzieciństwa było pragnienie należenia do Boga i zrobienia w życiu czegoś wielkiego dla Niego i dla Ojczyzny – pisała Maria Okońska w swoich wspomnieniach. Jej “nawrócenie się na Matkę Bożą” nastąpiło po maturze, podczas kolonii prowadzonej przez s. Emmanuelę Romanównę, zmartwychwstankę, w “Pałacu Tatrzańskim” w Bukowinie. Po łasce codziennej Komunii Świętej – największą łaską było dla mnie “zobaczenie” Matki Bożej. To było nie tylko “zobaczenie”, to był największy w moim dotychczasowym życiu wstrząs! On zadecydował ostatecznie o całym moim życiu i o jego kierunku” – zapisała w swoich wspomnieniach “Przez Maryję wszystko dla Boga”.

To cóż, że ja jestem taka grzeszna, kiedy jest Maryja, moje najwspanialsze usprawiedliwienie przed Bogiem? To cóż, że tyle razy byłam nad przepaścią, kiedy jest moja niezawodna Ratowniczka?! W Niej, z Nią przez Nią wszystko mogę! (…) W życiu, w powołaniu i w całej Bożej sprawie, do której – jak już wtedy czułam – Bóg mnie wzywa, zwyciężę, uczynię wszystko czego Bóg zapragnie, bo odsłoniła mi się i dała całkowicie – Maryja! Miałam skrzydła u ramion, jak nigdy dotąd. Serce mi rozpierało pragnienie, aby lecieć na cały świat i wołać, krzyczeć, że jest Maryja… Chciało mi się wszystkim dawać Maryję, aby inni także Ją „zobaczyli”. Ogarnęło mnie jakieś święte, Boże szaleństwo! Maryja mnie porwała. To szaleństwo nigdy mnie już nie opuściło. I – jak wierzę – nie opuści mnie do samej śmierci, do ostatniego tchu, bo ostatnim moim tchnieniem będzie… Maryja! – O Jezu! Synu Maryi, bądź uwielbiony!

(Maria Okońska, „Przez Maryję wszystko dla Boga. Wspomnienia 1920-1948”)

 

W stulecie urodzin

W Muzeum Archidiecezji Warszawskiej od 3 listopada do 8 grudnia będzie prezentowana wystawa “Jej siła w Maryi”. Ekspozycja została przygotowana przez Instytut Prymasa Stefana Kardynała Wyszyńskiego z okazji 100. rocznicy urodzin założycielki. Miejsce ekspozycji nie jest przypadkowe, bo w tym miejscu – w budynku przy ul. Dziekania 1, tuż przy samej katedrze św. Jana Chrzciciela – do roku 2010 pracowały członkinie Instytutu Prymasowskiego, a gdzie obecnie od 5 lat znajduje się Muzeum Archidiecezji Warszawskiej.

Celem wystawy jest przybliżenie historii życia i działalności Marii Okońskiej, która swoje życie oddała na służbę Kościołowi, a szczególnie ofiarowała się za księdza Stefana Wyszyńskiego. Wystawa poprzez plansze i zgromadzone pamiątki oraz dokumenty, przybliża poszczególne okresy i najważniejsze wydarzenia życia Marii Okońskiej. Droga prowadzi od domu rodzinnego silnie naznaczonego Bitwą Warszawską (w której zginął ojciec Marysi) poprzez kolonie na Bukowinie, miejsce osobistego nawrócenia i związania się z Matką Bożą, działalność w Sodalicji, czas okupacji i Powstania Warszawskiego, w czasie którego Maria ułożyła tekst Nowej Mobilizacji Walczącej Warszawy, aresztowanie i uwięzienie przez UB w 1948 r., Komańczę i Jasną Górę, gdzie zostały złożone Odnowione Jasnogórskie Śluby Narodu. Wystawa prezentuje przyjaciół Marii Okońskiej i  Kościół, dla którego ofiarowała swoje życie, radości i cierpienia. Szczegóły TUTAJ.

 

zś,os/Stacja7, KAI

 

Reklama

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


Reklama

Reklama

LUDZIE

Abp Fulton J. Sheen. Między wiarą a humorem

- O ludziach pozbawionych poczucia humoru mówi się czasami, że są „ciężcy”. Moim zdaniem można ich porównać do cegły, przez którą nic nie widać. Poczucie humoru jest natomiast zdolnością „widzenia na wylot”, jak przez szybę - napisał Abp Fulton J. Sheen w swojej autobiografii "Skarb w glinianym naczyniu".

Polub nas na Facebooku!

Papież Pius XII nazwał go kiedyś prorokiem swoich czasów. Sheen zadziwiająco umiejętnie posługiwał się wszystkimi aspektami kultury. Jako felietonista i autor ponad sześćdziesięciu książek, wykorzystywał swoje wykształcenie, aby docierać do zwykłych ludzi. Głosił Ewangelię w prawdziwie nowatorski sposób. Dbając o to, aby przekaz trafiał do odbiorcy, często odwoływał się do poezji, filozofii, historii, architektury, muzyki i sztuki. W ciągu szesnastu lat pełnienia funkcji dyrektora amerykańskiego oddziału Papieskiego Dzieła Rozkrzewiania Wiary zebrał setki milionów dolarów na potrzeby ubogich.

Przeznaczył również około dziesięciu milionów dolarów ze swoich zarobków na cele misyjne. Budował kościoły i szpitale dla biednych czarnoskórych mieszkańców stanu Alabama. Niestrudzenie głosił rekolekcje, odwiedzał uwięzionych i chorych, prowadził zajęcia dla konwertytów oraz odprawiał Msze Święte w parafiach na całym świecie.

Jednak chyba najbardziej znany jest ze swojej działalności w mediach. Nie było jeszcze Matki Angeliki, Pata Robertsona ani Joela Osteena, kiedy bp Fulton Sheen – w piusce i fioletowej pelerynie – przecierał telewizyjne szlaki, niejednokrotnie zajmując w rankingach popularności wyższe miejsce niż Milton Berle czy Frank Sinatra. Przez ponad pół wieku wykorzystywał radio, a następnie telewizję, aby nieść przesłanie nadziei ludziom wszelkich wyznań, jak również tym, którzy nie wyznawali żadnej wiary. Tym samym sprawił, że hermetyczny język teologii stał się dostępny dla szerokich mas.

Jednym z charakterystycznych cech arcybiskupa Sheena było poczucie humoru. Myśli i anegdoty z życia zapisał on w swojej autobiografii “Skarb w glinianym naczyniu”. Publikujemy niektóre z nich.

 

Jezus tylko jedną rzecz traktował na serio

Materialiści, humaniści i ateiści traktują ten świat bardzo poważnie, ponieważ innego nigdy nie będą mieli. Człowiek wierzący wie, że ten świat nie jest jedynym światem, więc nie trzeba go traktować całkiem na serio: „ziemię jak cacko plotłem” (F. Thompson, Chart gończy niebios, tłum. S. Helsztyński, „Verbum” 1937, z. 4.). Dla ateisty złoto to złoto, woda to woda, a pieniądze to pieniądze. Dla człowieka wierzącego każda rzecz na tym świecie wskazuje na coś innego. Gór nie należy traktować na serio. One są manifestacją potęgi Boga; zachody słońca są przejawami Jego piękna; nawet deszcz może być znakiem Jego delikatnego miłosierdzia.

Wszystkie przypowieści naszego Pana, Jezusa Chrystusa, są odniesieniami do wieczności. Wielbłądy, ucho igielne, łaty na ubraniu, ziarno na drodze, błyskawica, czerwień nieba – to wszystko przypominało mu o duchowych i moralnych naukach na temat królestwa Bożego. Dlatego każdą przypowieść zaczynał od słów: „Królestwo Boże podobne jest do…”. Jedyną rzeczą, którą Jezus traktował naprawdę poważnie, była ludzka dusza. Nawet śmierci nie brał na serio, ponieważ śmierć jest elementem życia.

 

“Mam dokładnie takie same uczucia wobec dr. Sheena”

We wczesnym okresie mojej pracy w ogólnokrajowej stacji radiowej, pewnego poniedziałkowego ranka, w katedrze św. Patryka podszedł do mnie mężczyzna. Najwyraźniej nie rozpoznając mnie, powiedział:

– Ojcze, chciałbym się wyspowiadać. Codziennie przyjeżdżam tu z Westchester. Podróżowałem z trzema znajomymi protestantami. Bardzo się zdenerwowałem i z lekceważeniem i rozgoryczeniem mówiłem o tym młodym księdzu, który występuje w radiu. Nazywa się Fulton Sheen. Nie mogę go znieść, po prostu doprowadza mnie do szału. Prawdopodobnie byłem zgorszeniem dla tych ludzi przez to, w jaki sposób wypowiadałem się na temat księdza. Może mnie więc ojciec
wyspowiadać?

– Dobry człowieku – odpowiedziałem. – Nie wydaje mi się, że popełniłeś poważny grzech. Są w moim życiu chwile, kiedy mam dokładnie takie same uczucia wobec dr. Sheena. Proszę przystąpić do komunii, a wyspowiada się pan przy innej okazji.

Odszedł bardzo zadowolony, mówiąc:

– To cudownie spotkać takiego miłego księdza.

 

“Chciałbym podziękować czterem autorom moich tekstów”

Pewnego razu, podróżując pociągiem z Nowego Jorku do Bostonu, siedziałem obok duchownego Kościoła episkopalnego. Rozpoczęliśmy przyjacielską dyskusję na temat ważności anglikańskich święceń. Mój towarzysz podróży utrzymywał, że jest takim samym księdzem jak ja. Może sprawować ofiarę Mszy Świętej i odpuszczać grzechy. Dobrze znał historię i teologię, a nasza rozmowa okazała się tak interesująca, że wielu pasażerów zgromadziło się wokół nas, aby posłuchać przyjacielskiej debaty. Duchowny wysiadł na stacji Providence. Przeszedł kilka kroków, po czym odwrócił się twarzą do publiczności, której obecność cieszyła nas obu, i uznał, że po raz
ostatni rzuci mi wyzwanie:

– Proszę sobie zapamiętać, biskupie Sheen, nie ma rzeczy, którą ty mógłbyś zrobić, a ja nie.

Zdążyłem tylko odpowiedzieć:

– Nieprawda, ja mogę pocałować twoją żonę, a ty mojej nie.

Przy okazji rozdawania nagród Emmy, każdy laureat dziękował producentom, reżyserom, przyjaciołom, znajomym i asystentom. Kiedy wywołano mnie do odbioru nagrody, przez krótką chwilę nie wiedziałem, co powiedzieć, ale zaraz przyszło mi do głowy, że skoro wszyscy komuś dziękowali, ja również powinienem wyrazić swoją wdzięczność:

– Chciałbym podziękować czterem autorom moich tekstów – powiedziałem – Mateuszowi, Markowi, Łukaszowi i Janowi.

Później Milton Berle przypisał sobie autorstwo tych słów. Zrehabilitował się jednak, niejednokrotnie podając mnie jako autora żartobliwych powiedzonek, których z powodu braku talentu nie potrafiłbym wymyślić.

 

Cięta riposta i barwne anegdoty

Cięta riposta zawsze jest dobrze przyjmowana przez publiczność. Jednej z najgenialniejszych odpowiedzi, jakie pamiętam, udzielił wielki metodystyczny kaznodzieja, John Wesley. W jednym ze swoich kazań, chcąc wyjaśnić jakiś fragment z Biblii, przytoczył najpierw termin grecki, a następnie hebrajski. Ktoś z publiczności zawołał:

– Bóg nie potrzebuje twojej wiedzy.
– Nie potrzebuje też twojej ignorancji – odparł Wesley.

Ta anegdota przywodzi mi na myśl wykład, jaki dawałem grupie studentów na pewnym uniwersytecie w Minnesocie. Po wykładzie był czas na zadawanie pytań. Jeden ze studentów zapytał, w jaki sposób Jonasz przetrwał trzy dni w brzuchu wieloryba.

– Nie mam zielonego pojęcia – odpowiedziałem. – Ale kiedy pójdę do nieba, to go o to zapytam.
– A jeśli Jonasza nie będzie w niebie? – krzyknął student w odpowiedzi.
– Wtedy ty będziesz miał go okazję zapytać – odparłem.

Wygłosiłem w życiu setki wykładów na różne tematy. Kiedy publiczność słucha cię już przez godzinę, to nawet jeśli nie używasz notatek (a ja nigdy tego nie robiłem), słuchacze w sposób naturalny zaczynają odczuwać znużenie. Zawsze uważałem więc, że dobrze mieć w zanadrzu jakieś anegdoty, które pozwolą zmienić rytm wykładu i dadzą publiczności moment wytchnienia, a może nawet pozwolą przez chwilę się uśmiechnąć.

Poniższą anegdotkę opowiadałem zawsze na długo przed końcem wykładu, aby utrzymać zainteresowanie słuchaczy: 

Pewna rodzina przeprowadziła się z Dublina do Bostonu. Po pewnym czasie jeden z synów przeniósł się do Chicago. Ojciec umarł w Bostonie. Syn, który mieszkał w Chicago, wysłał do brata telegram z pytaniem: „Jakie były ostatnie słowa taty?”. Otrzymał następującą odpowiedź: „Tata nie powiedział ostatnich słów – mama była przy nim do samego końca”.

 

Fragment pochodzi z książki “Skarb w glinianym naczyniu” abp. Fultona J. Sheena – jednego z najwybitniejszych ludzi Kościoła XX wieku

 

Abp Fulton Sheen

Skarb w glinianym naczyniu
Autobiografia

Arcybiskup Fulton J. Sheen to jeden z najbardziej znanych hierarchów XX wieku. Jego niezwykła charyzma każdego tygodnia gromadziła przed odbiornikami radiowymi i te­lewizyjnymi trzydzieści milionów ludzi. Był pierwszym biskupem, który otrzymał nagrodę Emmy, autorem po­ nad sześćdziesięciu książek, cenionym kapłanem i wy­ bitnym intelektualistą. 

Skarb w glinianym naczyniu to autobiograficzna opo­wieść, w której znajdziemy zabawne i poruszające anegdo­ty z długiego życia abp. Sheena: z dzieciństwa spędzone­ go na farmie, powołania do kapłaństwa oraz wieloletniej posługi duszpasterskiej. Wszystkie wspomnienia opatrzo­ne są osobistymi refleksjami ukazującymi prawdę o by­ciu prawdziwym świadkiem Chrystusa. Nie jest to jednak tylko opowieść o życiowej drodze współczesnego aposto­ła, lecz także ważna interpretacja historii Kościoła kato­lickiego w XX wieku.

KUP KSIĄŻKĘ>>>

Reklama

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


Reklama

Reklama

Copy link
Powered by Social Snap