Fot. facebook.com/lodzpolska

Choroba, ślub i chrzest w szpitalu oraz niesamowita reakcja internautów. „To cud!” – piszą bliscy

Anna choruje na śmiertelną chorobę - mukowiscydozę. Jej stan zdrowia pogorszył się, gdy zdecydowała się urodzić upragnionego synka. Po apelu o wsparcie i pomoc finansową, kwotę potrzebną na leczenie udało się zgromadzić w... kilka godzin! "To cud! Mamy ogromny dług wdzięczności wobec każdego z Was" - piszą bliscy Anny i jej rodziny.

Reklama

„Modlę się, aby choroba nie rozdzieliła mnie z synkiem”

Anna Tomczak ma 30 lat i choruje na mukowiscydozę. Po zajściu w ciążę jej stan się pogorszył – jednak zdecydowała się urodzić upragnionego synka. „Kiedy w końcu spełniło się nasze marzenie i okazało się, że jestem w ciąży, poczułam ogromną radość, ale i strach o moje maleństwo. Czy wszystko będzie dobrze? Czy urodzi się zdrowe? Nic więcej się dla mnie wtedy nie liczyło…” – dzieli się Anna.

„Teraz moje płuca przestają pracować, a ja każdego dnia modlę się, by choroba nie rozdzieliła mnie z synem raz na zawsze” – pisze. Jedyną szansą dla Anny jest terapia dwoma innowacyjnymi lekami. Niestety, leki nie są refundowane, a roczna terapia kosztuje milion złotych.

Ślub i chrzest na… szpitalnej sali

W obliczu życiowego dramatu, Anna wraz z narzeczonym postanowili się pobrać się i ochrzcić synka w szpitalu. Była suknia, biały welon, ubranka do chrztu, niesamowita miłość i łzy szczęścia.

Reklama
Reklama

„Podjęliśmy tę decyzję, ponieważ nie wiedzieliśmy i nadal nie wiemy co przyniesie jutro… Nie tak wyobrażałam sobie wejście w macierzyństwo. Poświęciłam wszystkie swoje siły, by urodzić Mateuszka. Dziś muszę te siły poświęcić na to, by moja choroba nie rozdzieliła nas na zawsze…” – pisze Anna na stronie zbiórki.

„To cud!”

Historia Anny i jej apel o pomoc odbił się szerokim echem w sieci. Kwotę miliona złotych potrzebną na dalsze leczenie Anny udało się zebrać… w kilka godzin! „Byliśmy gotowi na jeszcze wiele tygodni pracy. Byliśmy nastawieni na kolejne godziny rozmów telefonicznych i tysiące wiadomości posyłanych w świat. Nigdy nam się nie śniło, że zbiórka skończy się tak szybko i że już za chwilę Ania otrzyma potrzebne leki!” – na stronie zbiórki dzielą się bliscy Anny.

„Mamy ogromny dług wdzięczności wobec każdego z Was, kto zaangażował się w zbiórkę. Nigdy tego nie zapomnimy i będziemy Wam wdzięczni do końca życia!” – piszą. Pomimo zebrania kwoty, zbiórka wciąż pozostaje otwarta. Środki z nadwyżki zostaną przeznaczone na dalsze leczenie.

Reklama
Reklama


zś,siepomaga.pl/oddech-anny / Stacja7


Reklama
Reklama

Dołącz do naszych darczyńców. Wesprzyj nas!

Najciekawsze artykuły

co tydzień w Twojej skrzynce mailowej

Raz w tygodniu otrzymasz przegląd najważniejszych artykułów ze Stacji7

SKLEP DOBROCI

Reklama

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
Reklama
WIARA I MODLITWA
Wspieraj nas - złóż darowiznę