video-jav.net

Jak duże wesele powinna mieć katolicka para?

Najważniejszy jest sakrament - to jasne. Ale co z weselem? Duże, wystawne i dla wszystkich krewnych czy skromne przyjęcie dla najbliższych osób?

Adrian Wawrzyczek
Adrian
Wawrzyczek
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Tylko dla najbliższych

– Nie mieliśmy typowego wesela. Była obiadokolacja dla rodziny na 35 osób. Z kolei wieczorem zorganizowaliśmy imprezę dla najbliższych przyjaciół – wspomina 27-letnia Magda z Katowic, pracująca w agencji kreatywnej.

Z jej mężem Kubą (29 l.) poznała się na studiach, w trakcie których ich przyjaźń przerodziła się w miłość. Po 4 latach związku zdecydowali się na ślub kościelny. Dlaczego zrezygnowali z organizacji standardowego wesela?

– Chcieliśmy punkt ciężkości położyć na przysięgę małżeńską; na sakrament, a nie na imprezę, którą wielu ludzi traktuje jako najważniejszą. Przede wszystkim jednak było tak, jak oczekiwaliśmy. Nikt nam nie narzucał formy organizacji ślubu czy wesela – wyjaśnia i prosi, by zaznaczyć, że ma takie poglądy, mimo iż  jest “zwykłą, niedzielną katoliczką” (nie należy do żadnej wspólnoty).

Jak duże wesele powinna mieć katolicka para?

150 to za mało

Tomasz (32 l.) i Ewa (28 l.), farmaceuci z Cieszyna, wzrastają na drodze wiary w katolickiej Wspólnocie Charyzmatycznej “Zacheusz”. Ich wesele, zorganizowane na sali weselnej w Andrychowie, było huczne. – Od zawsze chodziło nam po głowie duże wesele. Przed swoim ślubem byliśmy na około dziesięciu dużych imprezach weselnych. W rodzinie też był taki zwyczaj, więc zaprosiliśmy 150 osób, choć chcieliśmy jeszcze więcej… Ostatecznie przyszło 115 gości – mówi Ewa.

Zorganizowanie dużego wesela było możliwe dzięki wsparciu finansowemu ze strony rodziców. – Dali nam połowę potrzebnej sumy – przyznaje Ewa, która powiedziała Tomkowi “tak” po pięciu latach znajomości i… na pięć miesięcy przed ślubem. – Z tego powodu mieliśmy ślub w niedzielę, bo nie było już wolnych sal na sobotę. Zresztą impreza zorganizowana w niedzielę znacząco obniżyła koszty, a i mogliśmy razem z bliskimi świętować Dzień Pański – śmieje się Tomek.

– Najważniejszy jednak był sakrament. To właśnie on rozpoczął piękny, błogosławiony czas w naszym życiu, który się nie kończy – dodają zgodnie, trzymając się za ręcę.

Wesele w zamkowych komnatach

Niespełna 23-letnia Marysia z Rudy Śląskiej, związana od kilku lat z Ruchem Światło-Życie, jest jeszcze singielką. Swoje wyobrażenia o wymarzonym weselu przedstawia następująco: – Jeśli pozwoliłyby mi na to finanse, to chciałabym urządzić wesele dla wszystkich, których uważam za przyjaciół. I krewnych, z którymi mam kontakt. To pewnie jakieś 80-100 osób – mówi, dokonując szybkich wyliczeń.

– Ale jeśli nie byłoby to możliwe, wtedy nie miałabym nic przeciwko imprezie w gronie najbliższych osób. Zresztą, to będzie zależało również od mojej drugiej połówki, której jeszcze nie mam. Przede wszystkim to musi być wspólna decyzja – dodaje i przynaje po cichu, że marzy jej się wesele w… zamkowych komnatach. No więc jak w końcu?

Skromne przyjęcie dla najbliższych, impreza na ponad “setkę” osób, wymarzony bal na zamku, a może jeszcze inaczej? Jak powinno wyglądać wesele katolika? Zagłosuj w naszej sondzie i podziel się opinią w komentarzu.

Jak duże wesele powinna mieć katolicka para?

Skromne przyjęcie0%
Wielką imprezę0%
Trudno powiedzieć0%

Adrian Wawrzyczek

Adrian Wawrzyczek

Specjalista ds. contentu, social media i strategii marketingowej. Jako były dziennikarz piłkarski taktykę portalu najchętniej rozrysowałby na tablicy, wydobywając z siebie hasła zagrzewające do ataku. Uwielbia książki, e-booki, aplikacje mobilne i dobre jedzenie, a jego kubek na kawę jest największy w całej firmie. Swoje miejsce w Kościele odnajduje w rodzinie i nurcie charyzmatycznym. Prywatnie autor bloga www.jakogarnac.pl.

Zobacz inne artykuły tego autora >
Adrian Wawrzyczek
Adrian
Wawrzyczek
zobacz artykuly tego autora >

Książkowe must have

Nowy Rok. Nowe rozdanie. Nowe postanowienia. I nowy stos książek do przeczytania. Od czego MUSICIE zacząć swoją tegoroczną przygodę z książkami? Poniżej kilka podpowiedzi.

Monika Bartys
Monika
Bartys
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Książkowe must have

Mój zdecydowany faworyt to powieść Pawła Huelle pt. „Śpiewaj ogrody”. Długo na nią czekałam i zazdroszczę wszystkim, którzy lekturę tej książki mają jeszcze przed sobą. Absolutnie zachwycająca, piękna opowieść o dzieciństwie, utraconym świecie, nostalgicznej miłości i okrutnej historii. To książka zbudowana z zapadających w pamięć obrazów i pięknej muzyki. Greta i jej mąż Ernest Teodor, obsesyjnie próbujący dokończyć nieznaną operę Wagnera. Młody chłopak i jego ojciec, który przybył do Gdańska spod Tarnowa. Francuski libertyn, mający na swoim sumieniu niejedną zbrodnię. Wszystkie te wątki spaja uroczy dworek rzeczywiście istniejący przy ulicy Polanki w Gdańsku-Oliwie. To w tym miejscu łączą się losy bohaterów, tu widać jak na dłoni szaleństwo historii i rozpacz przemijania. Paweł Huelle to znakomity „opowiadacz”. Wszyscy, którzy lubią przenieść się dzięki książce do innego wymiaru, będą zachwyceni jego ostatnią powieścią.

Książkowe must have

Rok temu polecałam książkę Grażyny Jagielskiej pt. „Miłość z kamienia”. Ta opowieść zrobiła na mnie piorunujące wrażenie swoją emocjonalnością, wstrząsającą prawdą, którą chciała przekazać. „Anioły jedzą trzy razy dziennie” to równie mocna, choć inna historia. Jagielska idzie o krok dalej i opisuje 147 dni, jakie spędziła w psychiatryku. Jako że leczyła się w klinice stresu bojowego, to jej towarzyszami byli głównie młodzi żołnierze. Mężczyźni, często chłopcy, którzy po powrocie do domu nie potrafili normalnie funkcjonować, ale nie umieli też mówić o swoich wojennych przeżyciach. Strach, śmierć, zagrożenie, tchórzostwo – to była ich emocjonalna codzienność. Ogromne wrażenie zrobiła na mnie historia dziewczyny, która pod wpływem ogromnego stresu odcięła sobie ucho. W „Aniołach” mniej jest Jagielskiej i jej doświadczeń, ale książka jest równie przejmująca i ważna, jak „Miłość z kamienia”.

Książkowe must have

W przededniu ukazania się osobistych notatek Jana Pawła II warto sięgnąć do książki, która podsumowuje pontyfikat Jana Pawła II z perspektywy osoby mu najbliższej. „U boku świętego” to rozmowa Kardynała Stanisława Dziwisza z Gian Franco Svidercoschim. Osobisty sekretarz Papieża wraca do czasu, w którym towarzyszył Papieżowi. Do niedzieli 23 czerwca 1963 roku, kiedy to młody ksiądz Stanisław otrzymuje świecenia z rąk Biskupa Wojtyły. I do październikowego dnia trzy lata później, gdy Arcybiskup Wojtyła prosi księdza Dziwisza o pomoc. Do czasów Watykańskich i ostatnich, bardzo trudnych, wspólnych dni. Kardynał Dziwisz nie boi się kontrowersyjnych pytań. Odpowiada na zarzuty mówiące, że papież stworzył „fabrykę świętych”, że nie reagował na liczne skandale z udziałem duchownych, czy też, że w ostatnich latach, gdy był bardzo chory nie usunął się w cień. Kardynał Dziwisz tłumaczy, pokazuje pontyfikat w ujęciu globalnym, a przede wszystkim daje obraz ogromnej duchowej mocy, jaka była widoczna dla wszystkich, którzy byli u boku świętego do ostatnich dni.

Książkowe must have

Wszystkim dzieciom, które, tak jak mój synek, czekają na pierwszy śnieg mogę polecić książkę Katarzyny Minasowicz „Zima, której nie było”. To niewielka, ślicznie ilustrowana i zabawna opowiastka o Małej, która czeka na zimę. Bardzo chce szaleć na sankach, nałożyć kombinezon i śniegowce, ale niestety pogoda wystawia jej cierpliwość na próbę. Jeśli u Was jest równie szaro i jesiennie, jak u mnie taka książka daje nadzieję, że niebawem i nam pogoda zrobi piękną, śnieżną niespodziankę!

Książkowe must have

„Dziecko dla odważnych” Leszka Talko to lektura obowiązkowa dla każdego, kto planuje powiększenie rodziny, ale również dla wszystkich, którym już się to trzęsienie ziemi przytrafiło. Zabawne, ironiczne, zdystansowane i bardzo prawdziwe – takie podejście do rodzicielstwa lubię! Nie jest to poradnik, aczkolwiek wiele cennych rad można z tej książki wyciągnąć. Nie jest to (auto)biografia, aczkolwiek autor garściami czerpał z życia swojego i swoich potomków. Czytam, zaśmiewam się w głos, boleję nad rodzicielskim losem i uczę się na cudzych błędach. Książka, której absolutnie nie można brać na serio, bo jest papierkiem lakmusowym dystansu i poczucia humoru czytelnika (mamafia niech nawet nie sięga!).

Monika Bartys

Monika Bartys

Monika Bartys – zaczęła czytać w wieku trzech lat. Czytała wszystko: od książeczek o Misiu Uszatku po instrukcje obsługi. Rodzice trochę się o nią martwili i w efekcie zapisali na naukę gry na akordeonie. Oczywiście czytanie nut przegrało z czytaniem liter. Kiedy ukończyła polonistykę przez jakiś czas uczyła małe dzieci. Obecnie namawia wszystkich do czytania i kupowania książek. Prywatnie jest szczęśliwą mamą. W wolnych chwilach śpi lub… czyta.

Zobacz inne artykuły tego autora >
Monika Bartys
Monika
Bartys
zobacz artykuly tego autora >