video-jav.net

Wybrałam życie

„Matki wszechmogące” mówią, dlaczego nie usunęły ciąży. Mimo, że niektóre z nich chciały to zrobić, inne ktoś do tego namawiał. Mówią o tym, że życie to życie. Bez podziału na zygotę, zarodek i człowieka. I że dziś są szczęśliwe, że o nie zawalczyły.

Brygida Grysiak
Brygida
Grysiak
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Poniższy fragment pochodzi z książki “Wybrałam życie” Brygidy Grysiak, która ukazała się nakładem Wydawnictwa Znak.


Był koniec stycznia. Słońce świeciło mocno. Ciepło było. Aż trudno uwierzyć, że zima – mówi Krystyna. Szła ze szpitala na piechotę. Torba, dziecko na ręku. Niedaleko, bo jakieś pół kilometra.

Mała nie płakała. Przyszła na świat dwa dni wcześniej. Nie wiedziała, co się stanie. Jej mama płakała, bo wiedziała, że za chwilę położy dziecko w „oknie życia” i odejdzie. Na zawsze. Myślałam, żeby zawrócić. Wziąć Anię i zawrócić. Tylko co ja bym potem zrobiła? Bez mieszkania, bez pieniędzy. Serce jej pękało. Do dziś pamięta, jak Ania była ubrana. Miała biało-różową czapeczkę, różową kurteczkę, kocykiem kolorowym była przykryta, żeby jej zimno nie było.

Krystyna podeszła do okna życia. W samo południe. Jakby chciała, żeby ktoś je obie zauważył. Okno przy parafii Świętej Rodziny w Szczecinie. Niedaleko urzędy, ruchliwa ulica. Położyła małą. Uklękła. Płakała. Nie oddam jej – myślała. Nie odejdę. Ania leżała w oknie. Krystyna stała obok. Nie wie, jak długo to trwało, ale nie mogło zbyt długo, bo alarm w „oknie życia” włącza się po kilkudziesięciu sekundach. Potem pojawiają się siostry zakonne i zabierają dziecko. Alarm nie zdążył się odezwać. I tak spotkała, jak mówi, swojego pierwszego anioła stróża. Żeby ksiądz nie wyszedł, to bym ją zostawiła – opowiada. – „Niech pani poczeka, niech pani jej nie zostawia”. Tak mi powiedział. I wyjęłam Anię z tego okna. I przytuliłam. Ksiądz mówi: „Tak nie można, przecież widzę, że pani odejść nie może”. Widział, że kobieta skromnie, ale czysto ubrana. Nie pijana. Widział, że płacze. „Przecież widzę, że pani to nie żadna patologia. Pani się nie martwi. My pomożemy”. I pomogli.

Ania nie przestaje się uśmiechać. Gaworzy, jakby chciała opowiedzieć mi swoją historię. Ma pięć miesięcy i mądrze na mnie patrzy. Sporo już w życiu widziała. Sporo przeszła. Krystyna ma dziś urodziny. Kończy 38 lat, ale wygląda na więcej. Wychudzona twarz, zmęczone oczy. Błyszczą, kiedy patrzy na Anię. I Zosię. Błyszczą, kiedy mówi o Hani, Krzysiu i Andrzeju. Zosia ma dwa lata. Bystra. Biega wokół siostry. Kocham Anię – mówi z łobuzerskim uśmiechem. I lubię się z nią bawić – dodaje, bujając małą w foteliku. Mama potwierdza. Zosia bardzo ją kocha. I bardzo mi pomaga. Śpimy razem. Kiedy rano wstaje, to bierzemy Anię do siebie. Zosia ją przytula, całuje, znosi do łóżka zabawki. Naprawdę opiekuje się małą. Hani, Krzysia i Andrzeja nie ma w domu. Mają swoje zajęcia. Taty też nie ma. Pracuje. Na budowie.

Nie ma urodzinowego tortu ani prezentów. Ale w domu jest Ania. To największy dla mnie, dla nas wszystkich prezent – mówi Krystyna. Oczy zachodzą jej łzami. Prosta, szczera kobieta. Widzę, że jest przemęczona. I trochę zagubiona. Mówi cicho, niemal szeptem. Jakby się bała, że problem, o którym opowie głośno, zostanie z nimi na zawsze. Albo jakby się bała, że pomyślę, że sobie nie radzi. Że to wszystko jej wina. Kochamy się – mówi. Jedno bez drugiego żyć nie może.

Wybrałam życie

Miłością można i warto żyć, ale tylko nią nie wykarmi się pięciorga dzieci. Patrzę na wniosek rodziny o mieszkanie socjalne: Przedstawiamy poniżej nasze dochody: na miesiąc marzec to pensja męża, która wyniosła 1100 złotych, rodzinne w kwocie 478 złotych i dofinansowanie z MOPR-u o łącznej sumie 670 złotych. Przy opłacie wynajmu z czynszem, które wynoszą 1770 złotych, i opłacie za gaz około 120 złotych i światło około 100 złotych, zostało nam na życie niewiele ponad 50 złotych. 50 złotych na miesiąc. Na wyżywienie całej rodziny. Z pięciorgiem dzieci nie da się wyżyć za 50 złotych, nawet gdyby chcieli jeść tylko chleb i ziemniaki. Krystyna mówi, że gdyby nie dobrzy ludzie, którzy im pomagają, nie miałaby szans.

Siostra Stanisława, o której Krystyna mówi, że jest jej drugim aniołem stróżem, ostrzegała mnie, żebym się nie sugerowała tym, na jakim osiedlu mieszka Krystyna z rodziną. To prawdziwy luksus, zwłaszcza dla nich – mówiła mi. Rzeczywiście. Nowe, niskie bloki. Plac zabaw. Wszędzie zielono. Mieszkanie też niczego sobie. Dwa pokoje, kuchnia. Ładne. Umeblowane. Ciężko jest wynająć mieszkanie z piątką dzieci – mówi Krystyna. Nikt inny nie chciał się zgodzić. A były mieszkania mniejsze, nie takie nowe i tańsze dużo. My i w jednym pokoju dalibyśmy radę. Ale kto słyszał, że pięcioro dzieci, zaraz mówił: „Nie ma mowy”. Dopiero tu się udało. I Ania mogła wrócić do domu. Gdybyśmy zostali tam, gdzie mieszkaliśmy wcześniej, to by nam Ani nie oddali. Tak mi powiedziała pani kurator. Miła kobieta. Musieli brać, co było. A nie mieli w czym wybierać. Siostra Stanisława potwierdza, że wynajęcie mieszkania dla tej rodziny graniczyło z cudem. Próbowała pomóc. Przeglądała ogłoszenia, dzwoniła i pytała. Bez skutku.

Wcześniej mieszkali w starej oficynie. Dwa pokoje, ciemna kuchnia, zimna ubikacja – wspomina Krystyna. – Wilgoć była duża. I mało przyjemne sąsiedztwo. Tam żyły rodziny patologiczne. Na nic innego nie było ich stać. Nigdy im się nie przelewało, ale kiedyś pracowali oboje. Było łatwiej. Krystyna chciałaby znowu pójść do pracy. Szukam cały czas, na nocki bym chciała. Wyładowywanie towarów na przykład, albo sprzątanie. Ale tam studentów szukają. Jestem za stara. A nie mam jeszcze przecież czterdziestu lat. Pytam, czy będzie miała siłę, żeby po całym dniu pracy przy dzieciach pójść na noc sprzątać albo wyładowywać towar. Mówi, że będzie miała, bo musi. Dzieci są moją siłą. Mąż jest moją siłą. Rodzina nasza. Żeby tylko to mieszkanie socjalne nam przyznali… Wtedy już sobie jakoś poradzimy.

Mówi, że nie ma w sobie spokoju, bo mieć nie może. Na wszystko brakuje pieniędzy. Najbardziej się boję, że nie damy rady z opłatami. I nie będziemy mieli gdzie mieszkać. A na budowie raz jest praca, raz jej nie ma. Krystyna w ciągu dnia uśmiecha się do dzieci, bo nie chce, żeby widziały mamę smutną. W nocy, kiedy już śpią, leży i myśli: co będzie dalej? Z czego ugotuje zupę? Za co kupi Ani pampersy i mleko? Dzieci nigdy nie chodzą głodne. Ona z mężem czasami nie dojadają. Krystyna tego nie powie. Ale mówi siostra Stanisława. Wie, bo na co dzień pomaga im, jak może. Przynosi jedzenie, ubrania. Biega od urzędu do urzędu, żeby załatwić mieszkanie. Słucha teraz opowieści Krystyny i widzę, że wyciera oczy.

Wybrałam życie

Krystyna opowiada dalej: Zupę gotuję na dwa, trzy dni. Dopóki się nie zje. Gołąbki też ostatnio zrobiłam. Też na kilka dni jest. Dzieci lubią. Placki ziemniaczane często robię, chleb smażony w jajku. Zosia je jeszcze z piersi. Mimo że ma już dwa lata. Ania nie, bo nie umie. Nie zdążyła się nauczyć. Zanim wróciła do rodziny, musiała zaczekać w „Tęczowym domku”, pogotowiu opiekuńczym dla noworodków, aż rodzice znajdą nowe mieszkanie. Wróciła po sześciu tygodniach. Miała przyjęcie jak królowa – uśmiecha się Krystyna. Wózek, łóżeczko, ciuszki, wanieneczka. Siostry wszystko zorganizowały. Od dobrych ludzi. Ja bym nie miała z czego.

Teraz Ania też wygląda jak królowa. Leży w leżaczku i buja się, wyraźnie tym bujaniem rozbawiona. Co chwilę przybiega do niej Zosia i buja ją mocniej. Ale nie za mocno. Tak, żeby nie wypadła. Zosia ma już wprawę. Nie ma pojęcia, co działo się z jej siostrą, zanim przyjechała do domu. Nie ma pojęcia, że mało brakowało, a Ania mieszkałaby dziś w innej rodzinie. A gdyby Krystyna wybrała drogę na skróty, Ani w ogóle mogłoby dziś nie być. I Zosia nie miałaby komu robić buju, buju. Widzę, że kiedy kręci się koło małej, czuje się dorosła. Mina jej poważnieje. Dziecko zrobi wszystko, żeby stanąć na wysokości zadania i zasłużyć na pochwałę mamy. Mama robi wszystko, by sprostać zadaniu i zasłużyć na szacunek swojego dziecka.

Brygida Grysiak

Brygida Grysiak

Mama, żona, dziennikarka, autorka książek, ambasadorka Światowych Dni Młodzieży Kraków 2016.

Zobacz inne artykuły tego autora >
Brygida Grysiak
Brygida
Grysiak
zobacz artykuly tego autora >

Co czwarta Polka dokonała aborcji

Badania o doświadczeniu aborcyjnym Polek przeprowadzone w maju przez CBOS – wstrząsają. Jakie są przyczyny przerywania ciąży? Co doprowadza kobiety do tak drastycznych decyzji?

Alicja Samolewicz-Jeglicka
Alicja
Samolewicz-Jeglicka
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Tego nie da się zbadać i dowiedzieć. Ciężko bowiem namówić kobiety na tak głębokie zwierzenia. Wiadomo jednak z dużym prawdopodobieństwom ile Polek dokonało aborcji, jakie to kobiety oraz w jakim są wieku. W ciągu swojego życia ciążę przerwała nie mniej niż co czwarta, ale też nie więcej niż co trzecia dorosła Polka – wynika z badań przeprowadzonych przez Centrum Badania Opinii Społecznej.

W skali całego społeczeństwa daje to od 4,1 do 5,8 miliona kobiet.

Jak wnioskuje CBOS – odsetek kobiet przerywających ciążę jest wyższy w starszych grupach wiekowych. Kobiety poniżej 35 roku życia decydowały się na aborcję prawie trzykrotnie rzadziej niż kobiety mające 35 lat i więcej. Z przeprowadzonych badań wynika, że co najmniej jednokrotne przerywanie ciąży częściej deklarują kobiety: gorzej wykształcone, niezadowolone ze swojej sytuacji materialnej, mające prawicowe poglądy i rzadko praktykujące religijnie (nieregularnie). Jak podkreśla CBOS „kierunek dwóch ostatnich zależności może być pewnym zaskoczeniem”.

Co czwarta Polka dokonała aborcji

Wyniki różnych innych badań CBOSu wskazują, że „zarówno prawicowa orientacja polityczna, jak i zaangażowanie religijne sprzyjają identyfikacji z nurtem pro – life”.

Na ogół pytamy respondentów konkretnie o to czego chcemy się dowiedzieć. Z aborcją jest taki problem, że to tematyka drażliwa i delikatna. Pytając bezpośrednio o to czy kobiety przerwały ciążę najprawdopodobniej uzyskalibyśmy nieszczere deklaracje – wyjaśnia Natalia Hipsz z Centrum Badań Opinii Społecznej, która opracowywała badania.

Jak dodaje: „zastosowaliśmy podejścia niebezpośrednie. Opracowując to skupiłam się na tej strategii działała, która była najbardziej trafna i najbardziej rzetelna. Oceniałam to przez dłuższy czas. Kiedy uzyskałam dużą pewność, że te wyniki są powtarzalne i że respondenci dobrze zrozumieli procedurę – to zaczęłam opisywać dane”.

Hipsz wyjaśnia, że zastosowała: „technikę losowych odpowiedzi. Polegało to na tym, że ankieter przychodził do respondentki z monetą. Pokazywał jej ekran laptopa na którym były dwa pytania – jedno dotyczyło przerywania ciąży, a drugie dotyczyło sprawy całkowicie neutralnej. A ona nie miała się do nich ustosunkowywać, tylko nazwać sobie w myślach jedno pytanie „orłem”, a drugie „reszką”. Ankieter słysząc komunikat zwrotny „dobrze, nazwałam to” – rzucał monetą. W zależności od tego co wypadło, respondentka odpowiadała  „tak” lub „nie” na to pytanie, które wylosowała. Ankieter nie miał wiedzy na które pytanie odpowiada”.

Wyniki szacowane są w sposób niebezpośredni. Tu wykorzystuje się rachunek prawdopodobieństwa. W tym przypadku prawdopodobieństwo jest takie, że mamy 50 % na to, że wypadnie orzeł oraz 50 % na to, że wypadnie reszka – tłumaczy Hipsz.

Zaznacza, że w ten sposób „możemy założyć, że połowa próby odpowiadała na pytanie drażliwe, a połowa próby na pytanie neutralne. Jako, że znaliśmy rozkład tej drugiej cechy – niedrażliwej w populacji, to mogliśmy szacować cechy drażliwej”.

Tutaj margines błędu jest troszeczkę większy. Błąd w rachunkach losowego szacowania jest powiększony właśnie o sam element losowania. Jest specjalna modyfikacja do wyliczania tego wzoru – wyjaśnia koordynatorka badań. Ja oszacowałam, że przy tej wielkości próby zrealizowane jest około pięciu punktów procentowych – podkreśla Hipsz.

Prace terenowe trwały pół roku. Procedurami badawczymi objęto łącznie 3576 Polek, w wieku od 18. do 65. roku życia. Badania realizowane były z aparatu pesel w całej Polsce. Faktycznie te badania wstrząsnęły opinią publiczną.

Co czwarta Polka dokonała aborcji

Przede wszystkim ciekawym zjawiskiem jest granica wieku. I to jak prawo w Polsce wpływało na decyzje kobiet.Szczególnie interesujące jest jednak co innego. Wyniki badań wskazują, że aborcja to zjawisko indywidualnych decyzji na poziomie oddolnym – mówi socjolog Magdalena Żadkowska z Uniwersytetu Gdańskiego. Jak dodaje „oznacza to, że państwo w wielu kwestiach wydaje się być niewydolne i nie daje gwarancji na spełnianie potrzeb i oczekiwań obywateli. I wtedy obywatele biorą sprawy w swoje ręce”. Żadkowska dodaje też „w dobie Internetu ludzie widzą, że w krajach sąsiedzkich panują zupełnie inne reguły. Trudno wtedy dbać o moralność, poczucie winy czy krzywdy”.  

Według oficjalnych danych, które przypomina CBOS, w 2011 roku przeprowadzono w Polsce 669 legalnych aborcji. Od 2002 roku liczba rejestrowanych przerwań ciąży wzrosła czterokrotnie, głównie za sprawą powiększającej się z roku na rok liczby zabiegów uzasadnionych wynikami badań prenatalnych.

Jak możemy przeczytać raporcie CBOS statystyka publiczna jest jedynym źródłem wiedzy na temat aborcji Polek. Wartość informacyjna oficjalnych danych wydaje się jednak mocno ograniczona. Prawny zakaz przerywania ciąży podaje w wątpliwość ich kompletność – liczba legalnych zabiegów z dużym prawdopodobieństwem oddaje ledwie wycinek rzeczywistości. Jak stwierdza CBOS – „podziemie” i „turystyka aborcyjna” stanowią duże utrudnienie przy określaniu liczby aborcji. Nie oznacza to jednak, że próby takie nie są podejmowane.

Prawo aborcyjne regulują obecnie zapisy ustawy z dnia 7 stycznia 1993 roku o planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerywania ciąży.

Prawnie ciążę można przerwać w trzech sytuacjach: gdy jest ona wynikiem czynu zabronionego, stanowi zagrożenie dla życia lub zdrowia matki oraz gdy przesłanki medyczne wskazują na ciężkie i nieodwracalne uszkodzenie płodu.

Alicja Samolewicz-Jeglicka

Alicja Samolewicz-Jeglicka

Dziennikarz ZWWZ - z Zawodu, Wyboru, Wykształcenia i Zamiłowania. Udowadnia, że jest możliwe wstawać o świcie z uśmiechem co dnia i łączyć pracę z pasją. Reporter, z-ca szefa informacji Radia Plus w Gdańsku. Wieloletni korespondent Katolickiej Agencji Informacyjnej. Prowadzi warsztaty dla młodzieży i studentów z zakresu dziennikarstwa radiowego. Publikuje w prasie i internecie.

Zobacz inne artykuły tego autora >
Alicja Samolewicz-Jeglicka
Alicja
Samolewicz-Jeglicka
zobacz artykuly tego autora >