video-jav.net

Umarłych pogrzebać…

Nie odarto ich z godności. Nigdy nie prosili o łaskę. Zachowali się jak trzeba. Wciąż czekają na należny im pochówek…

Sławomir
Dynek
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Z jamy w ziemi wieje chłodna wilgoć. Patrzę w ciemne oczodoły czaszki. Piach zamiast oczu. Dziwnie wyglądają korzonki oplatające kości, wkręcające się w zakamarki czyjejś głowy. Najpierw trzeba znaleźć. Potem wykopać. Potem opisać. Dopiero można pochować. Umarłych pochować… Po kilkudziesięciu latach…

 

2. Powązki,ekshumacjaofiarkomunizmu foto_Sławomir Dynek CogitoMedia_01

Powązki, ekshumacja ofiar komunizmu | fot. Sławomir Dynek / CogitoMedia

 

Chłód w jamie jest… przyjemny. Do czasu, aż słońce stanie w zenicie. Lato. Wtedy dół zamienia się w piekarnik. Pot leje się z twarzy. Siedzę w tej dziurze. Długa i szeroka – idealnie dla leżącego człowieka, ze sporym zapasem. Głęboka. Gdy zwieszam głowę w rogu, przyglądam się czaszce – ciężko o oddech. Ale nie tylko z gorąca. Jestem na cmentarzu. Patrzę na szczątki człowieka, którego komuniści z Urzędu Bezpieczeństwa wrzucili do dołu i zasypali. Ale to nie był pogrzeb. Raczej ukrycie zbrodni i winy. Kiedy? Pod koniec lat 40-tych, 50-tych..?

***

Powiedzcie mojej babci, że zachowałam się jak trzeba… – napisała w grypsie Danuta Siedzikówna „Inka”. Sanitariuszka 5 Wileńskiej Brygady Armii Krajowej trafiła do gdańskiego więzienia 20 lipca 1946 roku. 13 dni wystarczyło komunistom na śledztwo i sąd. Wyrok – kara śmierci. 10 żołnierzy Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego stanęło w odległości trzech metrów od Inki i Feliksa Selmanowicza „Zagończyka”. Niech żyje Polska – krzyknęła młoda dziewczyna, zanim dosięgły ją kule. Inka i Zagończyk wciąż żyli! 10 strzelców, 3 metry… Podporucznik Franciszek Sawicki, dowódca plutonu egzekucyjnego, podszedł do żyjących więźniów. Była 6.15. Strzały w głowę dobiły Inkę i Zagończyka.

UB utajnił miejsce w którym pochowano Inkę.

***

Archeolog miotełką delikatnie zmiata piach z kości. Wyłania się coraz więcej szczegółów. Przypominam sobie naukę biologii. Miednica, żebra, kręgosłup… Wzrok leci niżej. Kości udowe… Wzrok leci wyżej. Szczęka… Coś przykuwa moją uwagę. Coś nie pasuje. Ale jeszcze nie wiem co. Jestem w szoku… Kolor! Ten kolor! Niemożliwe przecież, żeby po tylu latach… Różowy i białe zęby… W głowie kłębią się szalone myśli.

 

7. Powązki,ekshumacjaofiarkomunizmu foto_Sławomir Dynek CogitoMedia_01

Powązki, ekshumacja ofiar komunizmu | fot. Sławomir Dynek / CogitoMedia

 

– To fragment protezy – wyjaśnia mi młody archeolog. Właśnie to bardzo boleśnie uzmysławia, że w dole leżą szczątki człowieka, być może zamordowanego przez UB w mokotowskim więzieniu.

***

Generał Emil Fieldorf „Nil” został aresztowany przez UB 10 listopada 1950 roku w Łodzi. Przewieziono go do Warszawy. Najpierw do aresztu śledczego MBP przy ul. Koszykowej. Później trafił do „czarnej dziury”, więzienia mokotowskiego przy Rakowieckiej. Tortury. „Nil” jest twardy. Odmawia współpracy z UB. Sfingowany proces. Kara śmierci. Wyrok ma zostać wykonany przez powieszenie. Szubienica. Jest 24 lutego 1953 o godz. 15.00 w więzieniu Warszawa-Mokotów przy ul. Rakowieckiej. Generał „Nil” stoi wyprostowany. Funkcjonariusze UB nie odarli go z godności. Patrzy w oczy prokuratora. Ostatnie życzenie? Proszę powiadomić rodzinę – powiedział Fieldorf. To wszystko. Lina się naprężyła…

Ubecy ukryli ciało „Nila”. Prawdopodobnie spoczywa na Powązkach. Pod grobami z lat 80-tych. Tak komuniści ukrywali swoje zbrodnie. Generał Emil Fieldorf „Nil” jeszcze czeka…

***

Biały namiot ustawiony przy wejściu na cmentarz skrywa mroczne tajemnice. Choć właśnie w tym miejscu tajemnice te powoli wychodzą na świat. Biały stół ustawiony w centralnym miejscu. Na stole żółto brudny szkielet człowieka. Młode dziewczyny pracują w skupieniu. Kompletują szczątki i z pietyzmem układają na stole. Kostka do kostki… Pieczołowicie opisują wszystko. Jakaś kość złamana, brakujące uzębienie, przestrzelona szczęka. Każdy szczegół jest ważny. Pozwala przynajmniej częściowo na opis tego, jak mógł zginąć, czy był torturowany. Najgorsze, że mogli człowieka zamęczyć na śmierć, a teraz nie ma nawet śladu, bo tkanki miękkie uległy całkowitemu rozkładowi. Jeśli nie był rozstrzelany, jeśli nie ma uszkodzonych kości… Szukają. Sitko w dłoniach ubranej w biały kombinezon dziewczyny rytmicznie porusza się w prawo, w lewo, do przodu i do tyłu. Przesiany piasek opada do miski. Na sitku grzechoczą kamyczki. To znaczy – ja widzę same kamyczki. Szkielet dorosłego człowieka składa się z 206 kości. Znaleźć te duże – nie ma problemu. Ale małe? Wprawne oczy młodej wolontariuszki wypatrują w sitku drobne kostki. Po oczyszczeniu z ziemi i pyłu trafią na stół – to kości dłoni.

***

Zygmunt Szendzielarz „Łupaszka” – słynny dowódca 5 Wileńskiej Brygady AK został aresztowany przez UB  30 czerwaca 1948 roku. Trafił do warszawskiego więzienia na Mokotowie. To „czarna dziura” tamtych czasów. Tu znikali Żołnierze Wyklęci. „Łupaszka” też tego doświadczył. Sąd i wyrok. Szendzielarz nie zaprzeczał swojemu udziałowi w podziemiu antykomunistycznym. I nie poprosił o łaskę. „Łupaszka” został skazany na 18-krotną karę śmierci…Ciało zostało pochowane w tajemnicy, w nieznanym miejscu.

***

Blaszany kontener zamknięty przed oczami osób przychodzących na warszawskie Powązki. W środku stos małych drewnianych trumienek. Większość pustych złożona pod ścianą. Trzy trumienki zamknięte. Czekają na zaplombowanie. Ktoś podnosi niewielkie wieka. W środku kości. Nie są wrzucone jak do worka. Ułożone z rozmysłem. Z szacunkiem. Ten szacunek przebija się w każdym momencie pracy prof. Krzysztofa Szwagrzyka, pełnomocnika Prezesa IPN ds. poszukiwań nieznanych miejsc pochówku ofiar terroru komunistycznego i całej ekipy pracowników i wolontariuszy. To bardzo charakterystyczne dla tych ludzi. Dzięki takim ludziom przywrócono człowieczeństwo m.in. Zygmuntowi Szendzielarzowi  „Łupaszce”, Bolesławowi Kontrymowi  „Żmudzinowi”, Hieronimowi Dekutowskiemu  „Zaporze”, Jerzemu Miatkowskiemu  „Zawadzie” (Powązki Wojskowe Warszawa), Danucie Siedzikównie „Ince” (Cmentarz Garnizonowy w Gdańsku).

 

6. Powązki,ekshumacjaofiarkomunizmu foto_Sławomir Dynek CogitoMedia_01

Powązki, ekshumacja ofiar komunizmu | fot. Sławomir Dynek / CogitoMedia

 

Na małym stoliku leży wykopana dzisiaj czaszka. Bada i opisuje ją młoda kobieta, antropolog sądowy z Zakładu Medycyny Sądowej Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu. Po cichutku, trochę niepewnie, podchodzi starsza kobieta. Szuka swojego krewnego, którego zamordowało UB. Od słowa do słowa… Antropolog tłumaczy jak można przekazać własny kod DNA do badań porównawczych. Starsza pani ma ulgę na twarzy.

Inni wciąż czekają…


PS. Bardzo dziękuję prof. Krzysztofowi Szwagrzykowi i wszystkim współpracownikom i wolontariuszom, którzy uparcie szukają… I pokazali mi to, co ukryte…

 

PtakidrapieznePolecamy książkę “Ptaki drapieżne. Historia Lucjana „Sępa” Wiśniewskiego, likwidatora z kontrwywiadu AK”

 

W niezwykle szczerej rozmowie „Sęp” opowiada o swoich wojennych przeżyciach i o tym, jak on i jego nastoletni koledzy z “patrolu Ptaków” – pseudonimy brali z atlasu ornitologicznego – zmieniali się z piskląt, bezbronnych chłopców, w drapieżne ptaki, bezwzględnych żołnierzy.

Niebezpieczne pościgi, uliczne strzelaniny, konspiracyjne „wsypy” i tragiczne pomyłki – akcje które opisuje Lucjan „Sęp” Wiśniewski wyglądają niczym sceny wyjęte z brutalnego filmu sensacyjnego, różnica polega na tym, że to działo się naprawdę.

>>> Kup teraz <<<

Sławomir Dynek

Zobacz inne artykuły tego autora >
Sławomir
Dynek
zobacz artykuly tego autora >

Historia Roja

Na ekrany kin wchodzi "Historia Roja" - opowieść o jednym z Żołnierzy Wyklętych, Mieczysławie Dziemieszkiewiczu. Zginął z rąk komunistów mając zaledwie 26 lat.

Polub nas na Facebooku!

Mieczysław Dziemieszkiewicz, pseudonim „Rój” był żołnierzem niepodległościowego podziemia na północnym Mazowszu. Urodził się 25 stycznia 1925 roku w Zagrobach, w patriotycznej rodzinie, jako syn Adama i Stefanii ze Świerczewskich. W materiałach UB o ojcu czytamy, że „walczył w szeregach białogwardzistów przeciwko Armii Czerwonej’’. W 1939 roku Mieczysław ukończył szkołę powszechną w Różanie. Podczas niemieckiej okupacji był za młody, aby walczyć, ale w ramach Narodowych Sił Zbrojnych przewoził materiały konspiracyjne, które przekazywał mu starszy brat Roman.

Uczestniczył w kursach tajnego nauczania w Makowie Mazowieckim, pracował również w niemieckim przedsiębiorstwie przewozowym. Wiosną 1945 roku został wcielony do tzw. ludowego Wojska Polskiego, z przydziałem do 1. zapasowego pułku piechoty w Warszawie. Z tej podporządkowanej komunistom armii zdezerterował na wiadomość o śmierci starszego brata. Porucznik Roman Dziemieszkiewicz, pseudonim „Adam”, „Pogoda”, komendant Powiatu Narodowych Sił Zbrojnych Ciechanów, został zamordowany w listopadzie 1945 roku przez żołnierzy sowieckich. „Rój” pozostawał pod wielkim wpływem brata. Teraz poprzysiągł sobie krwawą zemstę na komunistach.

 

HistoriaRoja_21

Kadr z filmu “Historia Roja”

 

Mieczysław Dziemieszkiewicz zbiegł na teren powiatu ciechanowskiego. Wkrótce został żołnierzem Narodowych Sił Zbrojnych/ Narodowego Zjednoczenia Wojskowego, wstępując do oddziału ppor. Mariana Kraśniewskiego „Burzy” działającego w ramach XVI Okręgu NZW (Północne Mazowsze). Wtedy przybrał pseudonim „Rój”. Już jako 20-latek, decyzją dowódcy NSZ został odznaczony Krzyżem Walecznych. To jeden z dowodów jego bohaterstwa graniczącego z brawurą. „Rój” pełnił początkowo funkcję łącznika między Komendą Okręgu a Komendą Powiatu.

Od 1946 roku był dowódcą oddziału Pogotowia Akcji Specjalnej NZW na terenie powiatu ciechanowskiego. Dziemieszkiewicz stworzył go na polecenie swojego przełożonego – dowódcy kompanii Mariana Koźniewskiego „Waltera”, w odpowiedzi na dokonywanie przez bezpiekę masowych aresztowań w Ciechanowie i okolicy. Gdy inni byli zmuszani do rozwiązywania oddziałów zbrojnych i zaprzestania walki, on rozwijał działalność konspiracyjną i bojową. Jego oddział, liczący przeciętnie 15-20 żołnierzy, działał zazwyczaj podzielony na trzy samodzielne patrole partyzanckie „Pilota”, „Tygrysa” i „Kaźmierczuka”. Średnia wieku wynosiła 26 lat.

20 maja 1947 roku „Rój” objął funkcję komendanta Powiatu „Ciężki”-„Wisła” (pow. Ciechanów, część pow. Płońsk i Mława). W 1948 roku, w uznaniu wybitnych zdolności dowódczych, awansowany do stopnia starszego sierżanta. Dowodził kilkudziesięcioma akcjami przeciw przedstawicielom „ludowej” władzy, przede wszystkim funkcjonariuszom komunistycznej partii, aparatu terroru, agenturze. Brał także udział w rozbiciu ubeckiego więzienia w Pułtusku (25/26 listopada 1946 roku) i uwolnieniu 65 przetrzymywanych tam kolegów. Kolejną akcją miało być wzięcie do niewoli gen. Piotra Jaroszewicza, za którego chciał zażądać zwolnienia więźniów politycznych z powiatu ciechanowskiego. Przebywający u krewnych w powiecie garwolińskim Jaroszewicz wyjechał jednak wcześniej do Warszawy i zasadzka zakończyła się niepowodzeniem.


Zobacz zwiastun filmu “Historia Roja”


W czasie walki stoczonej 25 czerwca 1948 roku pod miejscowością Kadzidło Komenda Okręgu Północne Mazowsze NZW została rozbita. Dziemieszkiewicz podjął się zadania odbudowy struktur, podporządkowując sobie kilka patroli Pogotowia Akcji Specjalnej, liczących w sumie ok. 30-40 żołnierzy. Ostatecznie, w lipcu 1948 roku, powołał samodzielną Komendę Powiatową NZW Kryptonim „Wisła” i został jej komendantem. Powołał również sekcje: Propagandy i Informacji, Uzbrojenia, Wywiadu i Kontrwywiadu, Sanitarną. Do legendy przeszedł bój jednego z takich patroli PAS, pod dowództwem Edwarda Dobrzyńskiego pseudonim „Orzyc”, kiedy 2 marca 1949 roku pod Gostkowem 8 żołnierzy NZW przez kilka godzin walczyło z grupą operacyjną KBW, liczącą… 984 żołnierzy. Walczyli do końca – 7 zginęło (4 spłonęło żywcem), 1 ciężko ranny został wzięty do niewoli.

Ale domeną Mieczysława Dziemieszkiewicza nie była tylko zbrojna walka partyzancka. Znaczną część jego działalności pochłaniała akcja propagandowa. I tak 6 listopada 1949 roku w miejscowości Gołotczyzna nieopodal Ciechanowa „Rój” zatrzymał pociąg osobowy, jego żołnierze rozdali antykomunistyczne ulotki, a sam dowódca wygłosił do pasażerów antysowieckie przemówienie. Następnie dokonano egzekucji na jadących pociągiem stalinowskich funkcjonariuszach. Akcja była bezpośrednio związana z równą, 32. rocznicą rewolucji październikowej. Podobnie było 28 sierpnia 1950 roku w Pomiechówku niedaleko Warszawy. Oddział „Roja” zatrzymał pociąg, w walce zginęło 4 funkcjonariuszy MO i Straży Ochrony Kolei, a Dziemieszkiewicz zwołał antykomunistyczny wiec. Ponownie wygłosił patriotyczne przemówienie dla miejscowej ludności.

 

HistoriaRoja_26

Kadr z filmu “Historia Roja”

 

Komunistyczna propaganda robiła z niego bandytę, krwawego watażkę i pijaka, mordującego niewinnych ludzi, w rzeczywistości zdrajców. Przypisywano mu zbrodnie, których nigdy nie popełnił (jak np. zastrzelenie kilkuletniego dziecka). Tak jak Marian E. Kofman: „Nie drgnęła nawet ręka faszystom „Roja”, kiedy serią z automatu pozbawili życia 63-letniego uczciwego i spokojnego człowieka, zasłużonego wychowawcę i pedagoga”. Patrole NZW podległe Dziemieszkiewiczowi walczyły do końca, przeprowadzając przede wszystkim akcje likwidacyjne. Do śmierci „Roja” przyczyniła się jego narzeczona Alina Burkacka. Bezpieka aresztowała rodziców dziewczyny i szantażem zmusiła ją do wydania żołnierza. Sierżant Mieczysław Dziemieszkiewicz zginął w walce 13 kwietnia 1951 roku, otoczony w gospodarstwie Burkackich we wsi Szyszki.

Wraz z podwładnym Bronisławem Gniazdowskim, pseudonim „Mazur” próbował przedrzeć się przez obławę złożoną z ok. 270-osobowej grupy operacyjnej Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego, do tego funkcjonariuszy UB i MO, wspieranych przez samolot. W momencie śmierci Mieczysław Dziemieszkiewicz miał zaledwie 26 lat. Ciała zamordowanych komuniści wystawili na widok publiczny, a zwłoki „Roja” pociągnęli za swoim samochodem. Do dziś nie wiadomo, gdzie „Rój” i „Mazur” zostali pogrzebani. 13 października 2007 roku, za wybitne zasługi dla niepodległości Polski, prezydent RP Lech Kaczyński odznaczył pośmiertnie Mieczysława Dziemieszkiewicza Krzyżem Komandorskim z Gwiazdą Orderu Odrodzenia Polski. Został również odznaczony Krzyżem Narodowego Czynu Zbrojnego.

Tekst: Tadeusz Płużański

 

  ↵

Krzyszkowski_Pilecki_popr_500pcx

 

Polecamy książkę “Pilecki. Śladami mojego taty” – wywiad z Andrzejem Pileckim, która ukazała się nakładem wydawnictwa Znak.

 

 

Syn rotmistrza Pileckiego ma dziś 83 lata. Nie musi już i nie chce milczeć. Rusza śladami ojca. Trafia do miejsc, które pamiętają Witolda. I daje świadectwo o życiu jednego z największych polskich patriotów. Wszyscy powinniśmy towarzyszyć mu w tej podróży.