Dowody w sprawie grobu św. Piotra

Decyzja papieża Piusa XII spowodowała, że podziemia Bazyliki św. Piotra stały się terenem wielkich wykopalisk, gdzie z największą starannością i dbałością prowadzono odwierty, kopano tunele, wywożono gruz i ziemię, a wszystko to w ogromnej tajemnicy. Kolejne lata żmudnych prac przyniosły kluczowe "testimonia", czyli świadectwa na istnienie grobu Piotra.

s. Marta
Ziółkowska USJK
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Współczesny turysta spacerujący po Placu św. Piotra, zachwycony harmonią kolumnady mistrza Berniniego, wpatrujący się w kopułę Bazyliki św. Piotra projektu genialnego Michała Anioła Buonarrotiego, nie przypuszcza, że pod jego stopami, pod ziemią, istnieją mury poprzedniczki – bazyliki konstantyńskiej z IV wieku. Zbudowana ona została dla uczczenia „trofeum” – jak je określiła starożytność chrześcijańska – świętych szczątków Rybaka z Galilei – św. Piotra, wikariusza Chrystusa na ziemi, który został pochowany na wzgórzu watykańskim.

 

Początek prac

Po śmierci papieża Piusa XI, na tron Piotrowy został wybrany kardynał Eugenio Pacelli, Sekretarz Stanu Stolicy Świętej. Ten rzymianin z urodzenia, człowiek wykształcony i obdarzony otwartym umysłem oraz odwagą, podjął się pamiętnego przedsięwzięcia odszukania grobu św. Piotra. Pius XII, natchniony pragnieniem ostatecznego potwierdzenia wiary i tradycji wieków Kościoła, ale też respektujący prawdę, wziął na siebie ogromną odpowiedzialność, gdy do podziemi Bazyliki wysłał grupę młodych archeologów, aby przeprowadzili wykopaliska i badania. Dokonał tego pod znamienną datą – w wigilię uroczystości Świętych Apostołów Piotra i Pawła – 28 września 1939 roku.

Czy mógł tego zaniechać? Kiedy jako archiprezbiter Bazyliki doglądał prac przy budowie grobu swego poprzednika, który – jak nakazywał zwyczaj – miał spocząć w Bazylice, ujrzał odsłonięte podczas prac fragmenty murów pierwszej Bazyliki. Ani trudny czas zbliżającej się II wojny światowej, ani splendor wyboru i koronacji na następcę św. Piotra nie sprawiły, że o tym odkryciu zapominał. 

Decyzja papieża Piusa XII spowodowała, że podziemia Bazyliki stały się terenem wielkich wykopalisk, gdzie z największą starannością i dbałością prowadzono odwierty, kopano tunele, wywożono gruz i ziemię, a wszystko to w ogromnej tajemnicy. Kolejne lata żmudnych prac przyniosły kluczowe testimonia, używając szlachetnej łaciny, czyli świadectwa na istnienie grobu Piotra.

 

Flickr/Richard White

 

Wzruszony Pius XII w radiowym orędziu z 24 grudnia 1950 roku poinformował świat o dziejowym odkryciu: grób pierwszego Biskupa Rzymu został odnaleziony, a kopuła Bazyliki wznosi się dokładnie w miejscu jego pochówku.

Testimonium Primus

Do podziemi Bazyliki św. Piotra, celem prowadzenia wykopalisk, udała się ekipa złożona z młodych uczonych oraz profesorów z Papieskiego Instytutu Archeologii Chrześcijańskiej, których prace miał koordynować niemiecki ks. prałat Ludwig Kass, zajmujący się archeologią raczej hobbystycznie.

Odkryto stary cmentarz z grobami pochodzącymi z II i III wieku oraz nieliczne groby z I wieku. Systematyczne oczyszczano znaleziska, dokonując przy tym bezcennych odkryć archeologicznych. Od 1940 roku prace skoncentrowały się na przestrzeni pod konfesją św. Piotra w nawie głównej Bazyliki. Przełomowe okazało się odnalezienie wśród grobowców pozostałości murku, który ze względu na czerwony kolor tynku nazwano murro rosso – czerwonym murem. Po dokładnym zbadaniu okazało się, że jest to dwupoziomowa kaplica nagrobna, z dwiema kolumienkami i marmurowa płytą. Pytanie zrodziło się samo: czyj to grób? Wyjątkowo czczony i odwiedzany, o czym świadczyły liczne napisy na otaczających go murach. W celu uzyskania odpowiedzi posłużono się planem i opisami bazyliki z czasów Konstantyna. Usytuowanie stanowiło zasadniczą wskazówkę, ponieważ ten grób znajdował się w miejscu ołtarza – relikwiarza Bazyliki z IV wieku, tam gdzie cesarz polecił ulokować grób św. Piotra.

Wzruszony Pius XII w radiowym orędziu z 24 grudnia 1950 roku poinformował świat o dziejowym odkryciu: grób pierwszego Biskupa Rzymu został odnaleziony, a kopuła Bazyliki wznosi się dokładnie w miejscu jego pochówku.

 

Testimonium secundum

We wnęce czerwonego muru znaleziono niewielkich rozmiarów drewnianą skrzyneczkę, w środku której znajdowały się szczątki kości. Na początku z polecenia papieża, jego osobisty doktor Ricardo Galeazzi – Lisi, wspomagany przez specjalistów, w specjalnie przygotowanym w Watykanie laboratorium, badał znalezione kości, stosując metody radiograficzne, mikroskopowe i chemiczne. Później kolejne gremia lekarskie specjalistów najwyższej próby, podejmowały badania, aby zyskać jak największą pewność. Ostatecznie wyniki analiz brzmiały: kości należały do mężczyzny wieku około 60-70 lat, o krępej budowie ciała i średniego wzrostu. Dodatkowo badania ujawniły, że ciało musiało być spowite w purpurową tkaninę przetykaną złotymi nićmi. Taki kolor w starożytności przysługiwał osobom piastującym wysokie stanowiska i mającym znaczenie dla społeczności.

 

Testimonium tertium

W 1952 roku grupa włoskich naukowców przystąpiła do kolejnych badań watykańskich wykopalisk. Wśród nich była znakomita epigrafik z uniwersytetu La Sapienza, profesor Margherita Guarducii. Jej zadaniem było badanie napisów pozostawionych na ścianach mauzoleów, wszelkich graffiti znajdujących się na podziemnych murach. Niezmordowana uczona we wrześniu 1953 roku odkryła napis w języku greckim: Petr(os) eni, czyli Piotr tu jest, fragment ten znajdował się na styku czerwonego muru z murem „g”. Za to odkrycie Margherita Guarducii została nazwana przez potomnych una punta di diamante – (F. Zeri). Poinformowała o nim papieża Pawła VI, który 1968 roku ogłosił wyniki badań prof. Guarducii, stwierdzając, że relikwie św. Piotra zostały zidentyfikowane w sposób, który można uznać za przekonywujący. Odtąd znajdują się w relikwiarzu, w miejscu gdzie zostały znalezione, na głębokości ok. 7 metrów, strzeżone jak największy skarb.

 

blesstheirheartsmom.blogspot.com

 

Na koniec warto przywołać współczesne nam testimonium. Wydarzenie bez precedensu, godne ze wszech miar odnotowania. Kości pierwszego z Apostołów, galilejskiego Rybaka, tego, który stał się fundamentem Kościoła, w przepięknym relikwiarzu zostały wystawione do publicznego nabożeństwa na rzymskim palcu, noszącym jego imię. Tu, w sercu chrześcijaństwa.

Papież Franciszek, ukazując relikwiarz wiernym i całując go z największą czcią, zakończył obchody Roku Wiary w Kościele. Pokazał tym znaczącym gestem wielką prawdę, że doczesne szczątki Księcia Apostołów są wciąż obecne pośród ludu Bożego a starożytne Petr(os) eni (Piotr tu jest) stało się adresem św. Piotra, pod którym zawsze możemy go odwiedzić, przybywając do Wiecznego Miasta. Ten fakt podkreślił także i to, że nieustannie trwają sukcesja apostolska i wielka misja umacniania braci w wierze, powierzone dwa tysiące lat temu Szymonowi – Piotrowi.

 

s. Marta Ziółkowska USJK

Zobacz inne artykuły tego autora >

Reklama

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


Reklama

 

 


Reklama

s. Marta
Ziółkowska USJK
zobacz artykuly tego autora >

Bohaterowie, którzy dali przykład troski o drugiego człowieka

Wsparcie najsłabszych, najuboższych, potrzebujących może przybierać różne formy - materialne, duszpasterskie czy nawet prawne. W historii naszego narodu nie brakuje postaci, które całe swoje życie poświęciły pomocy drugiemu człowiekowi.

Paweł Zalewski
Paweł
Zalewski
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Była jedną z najpiękniejszych i najbardziej podziwianych kobiet XIX wieku. Matką dziesięciorga dzieci, patriotką, wreszcie społeczniczką działającą na rzecz potrzebujących. Zofia Czartoryska Zamoyska to przedstawicielka dwóch wielkich rodów arystokratycznych. To właśnie z inicjatywy hrabiny powstało w 1814 roku Warszawskie Towarzystwo Dobroczynności (w tej siedzibie mieści się dziś Caritas Polska). Towarzystwo organizowało kwesty na rzecz potrzebujących, prowadziło przytułki dla ubogich i starców, a następnie domy sierot. Zofia była przykładem matki, która niezwykle dbała o swoje dzieci, przykładem patriotki, która angażowała się w życia kraju, a także przykładem wrażliwej osoby, której na sercu leżał los najbiedniejszych.

 

Jak pokazuje przykład Tadeusza Kościuszki, pomoc potrzebującym można nieść w różnej formie. Nasz bohater narodowy zapamiętany jest przede wszystkim jako fortyfikator z okresu wojny o niepodległość Stanów Zjednoczonych oraz naczelnik insurekcji z 1794 roku. Tymczasem był to również wizjoner, któremu na sercu leżał los potrzebujących. Ściślej mówiąc, walczył o równość społeczną, o prawa czarnoskórych niewolników w USA oraz chłopów w Polsce. To, o co walczył, wcielał we własne życie. Podjął decyzję o wyzwoleniu chłopów pracujących w jego majątku. Namawiał też Thomasa Jeffersona na wykupienie i wyzwolenie niewolników. W swoim testamencie pisał: „na wypadek mojej śmierci przekazuję panu Jeffersonowi, mojemu przyjacielowi, obowiązek administrowania mym spadkiem w następujący sposób: otóż wszyscy niewolnicy pana Jeffersona mają być wykupieni z mojego spadku i każdy ma otrzymać odpowiednią ilość akrów ziemi. Z tych pieniędzy powinien być również zorganizowany uniwersytet dla nich, by mogli otrzymać przyzwoite wykształcenie i być prawdziwymi obywatelami Stanów Zjednoczonych”. Kościuszko głęboko wierzył, że wszyscy ludzie są równi. „Uszczęśliwienie drugich w największym u mnie poszanowaniu” – pisał.

 

Mieliśmy w historii prawdziwego herosa dobroczynności, polskiego Franciszka z Asyżu. Mowa oczywiście o świętym bracie Albercie Chmielowskim. Franciszkanin był założycielem zgromadzenia albertynów i albertynek. W młodości walczył w Powstaniu Styczniowym. W czasie walk został ranny, co skończyło się amputacją kończyny. Po emigracji i powrocie do ojczyzny oddał się malarstwu. W 1880 roku wstąpił do Zakonu Ojców Jezuitów, a następnie Zakonu św. Franciszka z Asyżu. W Krakowie rozpoczął swoją wielką działalność charytatywną. Oddał się pomocy ubogim. Mieszkał razem z bezdomnymi i alkoholikami. Prowadził przytułek, który następnie rozszerzył działalność na Lwów, Tarnów i Zakopane. Brat Albert był przeciwnikiem jałmużny, którą uważał jedynie za środek służący uspokojeniu sumienia osób zamożnych. Jego działalność to wzór osobistego oddania, połączonego ze skuteczną działalnością na szeroką skalę. Albert Chmielowski został beatyfikowany, a następnie kanonizowany. Był inspiracją dla Karola Wojtyły. To jemu przyszły papież Jan Paweł II poświęcił dramat „Brat naszego Boga”.

 

W powszechnej świadomości zdecydowanie mniej znany jest inny zakonnik – Sługa Boży brat Alojzy Kosiba. Pochodził z ubogiej rodziny, przez co nie było go stać na naukę w seminarium. W Bieczu uczył się fachu szewskiego. Tam często odwiedzał kościół franciszkanów. Tak dojrzało w nim powołanie, by zostać bratem zakonnym. W 1878 roku wstąpił do Zakonu Braci Mniejszych, przyjmując imię zakonne Alojzy. Następnie został przeniesiony do zakonu w Wieliczce, gdzie spędził resztę życia. Jego głównym zajęciem była kwesta. Przemierzał setki kilometrów, zbierając datki na zakon. Zasłynął pomocą dla osób chorych i biednych, gromadzących się przy furcie klasztornej. Dbał o nich do ostatnich dni swojego życia. Leżąc na łożu śmierci i nie mogąc przyjmować posiłków prosił, aby jego porcję oddano ubogim. Wiele lat później metropolita krakowski Karol Wojtyła powiedział w Wieliczce: „Duch świętego Franciszka odrodził się w miejscowym klasztorze w osobie Sługi Bożego Brata Alojzego Kosiby”. Jego osobie poświęcony jest uroczy film Andrzeja Barańskiego „Braciszek”, z rewelacyjną rolą Artura Barcisia. Aktualnie trwa procedura beatyfikacyjna brata Alojzego.

 

Polska szczyci się największą liczbą osób odznaczonych medalem „Sprawiedliwy wśród narodów świata”. Były to tysiące osób pomagający Żydom w czasie II wojny światowej. W pierwszej kolejności wspomnimy zapewne takie nazwiska jak Irena Sendlerowa czy Jan Karski. Nieco w ich cieniu pozostały dwie kobiety, od których wszystko się zaczęło. Wanda Krahelska-Filipowicz i Zofia Kossak-Szczucka założyły Społeczny Komitet Pomocy Ludności Żydowskiej, przemianowany następnie na Radę Pomocy Żydom – słynną „Żegotę”. Zofia – znana powieściopisarka – zaangażowała się w pomoc charytatywną od momentu wybuchu wojny. Przypłaciła to obozem Auschwitz oraz więzieniem na Pawiaku. Wanda Krahelska była z kolei działaczką organizacji politycznych, plastykiem i wydawcą. W czasie wojny ukrywała u siebie wdowę po znanym polskim historyku żydowskiego pochodzenia Szymonie Askenazym, pomagała rodzinie Rosenbergów z Łodzi oraz lekarce z Lipców Schwarcowej. Wanda Krahelska-Filipowicz i Zofia Kossak-Szczucka zostały odznaczone medalem „Sprawiedliwy wśród narodów świata”.

 

Pochodząc z tak znamienitego rodu i posiadając tak wpływowych przyjaciół, mogła II wojnę światową spędzić zupełnie inaczej, spokojniej. Karolina Lanckorońska była jednak humanistką, człowiekiem wielkiego formatu. Dlatego też ta hrabianka ze znamienitego rodu, wybitna historyk i wykładowca akademicki, uratowała w czasie okupacji dziesiątki istnień. Swoje nazwisko uważała jako zobowiązanie wobec kraju. Udzielała się w konspiracji, a także w Polskim Czerwonym Krzyżu. Była jedną z działaczek Rady Głównej Opiekuńczej – polskiej organizacji charytatywnej założonej w okupowanym Krakowie. Rada opiekowała się m.in. sierocińcami, organizowała punkty pomocy medycznej, kursy zawodowe czy zapomogi pieniężne. Sama Karolina Lanckorońska sprawowała opiekę nad więźniami w Generalnej Guberni. W wyniku jej akcji dożywiono około 27 tysięcy osadzonych. Za swoją działalność została aresztowana przez gestapo, a następnie osadzona w obozie Ravensbrück. Nawet w tak tragicznych okolicznościach pomagała innym. Organizowała wykłady historyczne, aby więźniarki choć na chwilę zapomniały o obozowej rzeczywistości. Po wyzwoleniu zajęła się zakrojoną na szeroką skalę działalnością emigracyjną. Po wojnie pisała: „Czy oddanie wszystkich swych sił temu, co się najbardziej kocha, jest zasługą? Myślę, że nie”. Ten cytat oddaje całą jej osobowość.

 

„Misjonarz miłosierdzia” i „Apostoł Kazachstanu” – na takie przydomki zasłużył sobie ksiądz Władysław Bukowiński. Już jako młody wikariusz w Suchej Beskidzkiej zasłynął z opieki nad chorymi i biednymi. Następnie wyjechał na Kresy, gdzie był wykładowcą w seminarium duchownym oraz Sekretarzem Diecezjalny Instytutu Akcji Katolickiej. W czasie II wojny światowej był proboszczem katedry w Łucku. Dał się poznać jako obrońca wolności religijnej, co przypłacił aresztowaniem. Cudem przeżył rozstrzelanie. Po wkroczeniu wojsk niemieckich zajmował się pomocą dla rodzin więźniów, organizował schronienie dla żydowskich dzieci, dożywiał jeńców sowieckich, a także otaczał opieką ofiary ukraińskich czystek etnicznych. Po ofensywie Armii Czerwonej ponownie został aresztowany i zesłany do pracy w Gułagu. Tam świadczył posługę innym więźniom – odwiedzał chorych i sprawował Eucharystię. Po wojnie, mimo możliwości powrotu do kraju, pozostał na stałe w Kazachstanie. Za swoją zagorzałą pracę misyjną został ponownie aresztowany i zesłany do obozu pracy w okolicach Irkucka. Po wyjściu na wolność kontynuował pracę duszpasterską na Wschodzie. Zmarł 3 grudnia 1974 roku. W 2016 roku został beatyfikowany.

 

Paweł Zalewski

Paweł Zalewski

Katol, ciemnogrodzianin o małomiasteczkowej mentalności… Z wykształcenia historyk, z zamiłowania także. Zawodowo reporter w radiowy i publicysta w tygodniku diecezjalnym. Oprócz tego miłośnik klasycznej papierkowej prasy, starej dobrej kinematografii, fotografii, przedwojennych staroci, herbaty, Kabaretu Moralnego Niepokoju, serialu Allo, allo i KSIĄŻEK.
Kontakt [email protected]

Zobacz inne artykuły tego autora >

Reklama

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


Reklama

 

 


Reklama

Paweł Zalewski
Paweł
Zalewski
zobacz artykuly tego autora >
Copy link
Powered by Social Snap