Nasze projekty
Tomasz Adamski

Ustawa o in vitro. Pięć minusów

In vitro nie jest zaakceptowaną przez Kościół metodą leczenia niepłodności głównie dlatego, że nie jest metodą leczenia niepłodności w ogóle. W wyniku zabiegu powstaje nowy człowiek, ale bezpłodność pozostaje. Lecz nawet gdyby problem znikał, Kościół wciąż byłby przeciwny z powodów, o których innym razem

Reklama

Dziś trochę z innej beczki, bo przyjęta wczoraj przez Sejm ustawa o zapłodnieniu pozaustrojowym oraz promowana przez nią metoda mogą i powinny być krytykowane także z powodów zupełnie innych niż wymienia je Kościół w instrukcji Dignitas Personae. Oto kilka z nich:

 

1. Terminologia użyta w ustawie wydaje się miejscami ignorować fakty z zakresu medycyny np. nazywając embrion grupą komórek, co stoi w jawnej sprzeczności z wiedzą o genetyce. Według Sądu Najwyższego (który dostarczył swoją ekspertyzę do Kancelarii Sejmu jeszcze w zeszłym miesiącu przy kompletnym braku reakcji ze strony parlamentu) wskazuje także na brak określonej relacji pomiędzy znaczeniem terminu najwcześniejsza forma życia ludzkiego a osoba ludzka tym gorszy, że oba terminy są używane i zamiennie i jako terminy nie będące równoznaczne.

Reklama
Reklama

 

Ustawa o in vitro nie jest zatem bezbłędnie spisanym eksperckim dokumentem.

 

Reklama
Reklama

 

2. Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej orzekł, że Polska nie spełnia wymogów prawa europejskiego w zakresie ochrony zarodków. Przyjęta wczoraj ustawa nie zmienia tej sytuacji ani o jotę, a to tylko jedna z jego wad prawnych.

Wspomniana wyżej analiza Sądu Najwyższego wskazuje, że główną wadą ustawy są nieprecyzyjne definicje, brak dookreślenia statusu prawnego zarodka, a także niezgodność z częścią przepisów z zakresu prawa cywilnego.

Reklama

Sprzeczność ustawy i efektów wprowadzenia jej w życie z konstytucją to już temat na osobny, poniższy punkt.

 

Ustawa o in vitro nie jest zatem wprowadzeniem upragnionego porządku prawnego w zakresie procedury zapłodnienia pozaustrojowego.

 

 

3. Nie jest kwestią bioetyczną a zwyczajnie medyczną fakt, że dzieci z in vitro są – mówiąc kolokwialnie – bardziej chorowite. Wielokrotnie częściej występuje u nich zespół Beckwitha-Wiedemanna (więcej informacji), zwiększający zagrożenie nowotworowe, m.in. złośliwego raka nerki w wieku dziecięcym (więcej informacji). Podobnie większe jest zagrożenie dziecięcym porażeniem mózgowym, skojarzeniem ciężkich wad wrodzonych oraz spowolnionym rozwojem przez pierwsze dwa lata życia (więcej informacji). Wyższa jest również śmiertelność noworodków poczętych z in vitro, a sama metoda jest również zagrożeniem dla matki – badania wykazują np. na podwyższone ryzyko raka piersi.

 

In vitro nie jest zatem metodą bezpieczną.

 

Ustawa o in vitro. Pięć minusów

4. Pomijając zasadniczą niespójność z konstytucyjnym modelem rodziny, ustawa ma więcej wad. M.in. wprowadza pojęcie dawcy zarodka, co w rzeczywistości oznacza możliwość handlu surogacji, handlu embrionami. Dzięki tej ustawie istnieje też szansa na wprowadzenie zabronionej dotychczas w Polsce adopcji dziecka przez homoseksualistę. Prawo przewiduje bowiem, że matka może wskazać w oświadczeniu dowolnego mężczyznę jako ojca dziecka i np. zrzec się rodzicielstwa. W takiej sytuacji w myśl przepisów oficjalnie spokrewniony z dzieckiem homoseksualista, będzie miał prawo i obowiązek wychowywania potomka.

 

Eksperci przekonują również, że nowa ustawa w praktyce udostępni możliwość eugenicznej selekcji zarodków na podstawie jego cech. W skrócie: rodzice (a może tylko rodzic?) będą mogli wybrać na podstawie subiektywnej opinii, które dziecko ma się narodzić, opierając swój osąd na dowolnym kaprysie, o ile nie będzie to kwestia płci dziecka. To uderza w gwarantowaną konstytucyjnie godność osoby ludzkiej.

 

Ustawa o in vitro nie jest zatem tylko dokumentem o technikach wspomaganego rozrodu.

 

5. Nie jest tajemnicą, że w charakterze eksperta przygotowującego ustawę wystąpił lobbysta z jednego z medycznych centrów, oferującego usługi w zakresie zapłodnienia pozaustrojowego. Ściślej rzecz ujmując: współwłaściciel prywatnej kliniki in vitro. Nic nie wiadomo z kolei nt. zaproszenia do współpracy nad projektem przeciwnika samej metody. Oczywiście mogłoby ono spowolnić lub nawet uniemożliwić pracę zespołu, ale podobnym utrudnieniem dla wypracowania wyważonego stanowiska jest w mojej opinii obecność człowieka, którego finanse w łatwo przeliczalny sposób są uzależnione od przyjęcia konstruowanych przez niego przepisów.

 

Ustawa o in vitro nie jest zatem stworzona poprzez obiektywne wysłuchanie racji wszystkich stron konfliktu.

 


Jak widać, sprzeciw wobec wczorajszej decyzji Sejmu nie jest tylko kwestią posłuszeństwa wobec bioetycznych instrukcji Kościoła. To kwestia szersza niż chcieliby bezkrytyczni zwolennicy tej ustawy. Cała nadzieja w tym, że wśród senatorów jest ich mniej niż w Sejmie.

Reklama

Najciekawsze artykuły

co tydzień w Twojej skrzynce mailowej

Raz w tygodniu otrzymasz przegląd najważniejszych artykułów ze Stacji7

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
Reklama
WIARA I MODLITWA
Wspieraj nas na Patronite