video-jav.net

Ustawa o in vitro. Pięć minusów

In vitro nie jest zaakceptowaną przez Kościół metodą leczenia niepłodności głównie dlatego, że nie jest metodą leczenia niepłodności w ogóle. W wyniku zabiegu powstaje nowy człowiek, ale bezpłodność pozostaje. Lecz nawet gdyby problem znikał, Kościół wciąż byłby przeciwny z powodów, o których innym razem

Tomasz Adamski
Tomasz
Adamski
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Dziś trochę z innej beczki, bo przyjęta wczoraj przez Sejm ustawa o zapłodnieniu pozaustrojowym oraz promowana przez nią metoda mogą i powinny być krytykowane także z powodów zupełnie innych niż wymienia je Kościół w instrukcji Dignitas Personae. Oto kilka z nich:

1. Terminologia użyta w ustawie wydaje się miejscami ignorować fakty z zakresu medycyny np. nazywając embrion grupą komórek, co stoi w jawnej sprzeczności z wiedzą o genetyce. Według Sądu Najwyższego (który dostarczył swoją ekspertyzę do Kancelarii Sejmu jeszcze w zeszłym miesiącu przy kompletnym braku reakcji ze strony parlamentu) wskazuje także na brak określonej relacji pomiędzy znaczeniem terminu najwcześniejsza forma życia ludzkiegoosoba ludzka tym gorszy, że oba terminy są używane i zamiennie i jako terminy nie będące równoznaczne.

Ustawa o in vitro nie jest zatem bezbłędnie spisanym eksperckim dokumentem.

2. Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej orzekł, że Polska nie spełnia wymogów prawa europejskiego w zakresie ochrony zarodków. Przyjęta wczoraj ustawa nie zmienia tej sytuacji ani o jotę, a to tylko jedna z jego wad prawnych.

Wspomniana wyżej analiza Sądu Najwyższego wskazuje, że główną wadą ustawy są nieprecyzyjne definicje, brak dookreślenia statusu prawnego zarodka, a także niezgodność z częścią przepisów z zakresu prawa cywilnego.

Sprzeczność ustawy i efektów wprowadzenia jej w życie z konstytucją to już temat na osobny, poniższy punkt.

Ustawa o in vitro nie jest zatem wprowadzeniem upragnionego porządku prawnego w zakresie procedury zapłodnienia pozaustrojowego.

3. Nie jest kwestią bioetyczną a zwyczajnie medyczną fakt, że dzieci z in vitro są – mówiąc kolokwialnie – bardziej chorowite. Wielokrotnie częściej występuje u nich zespół Beckwitha-Wiedemanna (więcej informacji), zwiększający zagrożenie nowotworowe, m.in. złośliwego raka nerki w wieku dziecięcym (więcej informacji). Podobnie większe jest zagrożenie dziecięcym porażeniem mózgowym, skojarzeniem ciężkich wad wrodzonych oraz spowolnionym rozwojem przez pierwsze dwa lata życia (więcej informacji). Wyższa jest również śmiertelność noworodków poczętych z in vitro, a sama metoda jest również zagrożeniem dla matki – badania wykazują np. na podwyższone ryzyko raka piersi.

In vitro nie jest zatem metodą bezpieczną.

Ustawa o in vitro. Pięć minusów

4. Pomijając zasadniczą niespójność z konstytucyjnym modelem rodziny, ustawa ma więcej wad. M.in. wprowadza pojęcie dawcy zarodka, co w rzeczywistości oznacza możliwość handlu surogacji, handlu embrionami. Dzięki tej ustawie istnieje też szansa na wprowadzenie zabronionej dotychczas w Polsce adopcji dziecka przez homoseksualistę. Prawo przewiduje bowiem, że matka może wskazać w oświadczeniu dowolnego mężczyznę jako ojca dziecka i np. zrzec się rodzicielstwa. W takiej sytuacji w myśl przepisów oficjalnie spokrewniony z dzieckiem homoseksualista, będzie miał prawo i obowiązek wychowywania potomka.

Eksperci przekonują również, że nowa ustawa w praktyce udostępni możliwość eugenicznej selekcji zarodków na podstawie jego cech. W skrócie: rodzice (a może tylko rodzic?) będą mogli wybrać na podstawie subiektywnej opinii, które dziecko ma się narodzić, opierając swój osąd na dowolnym kaprysie, o ile nie będzie to kwestia płci dziecka. To uderza w gwarantowaną konstytucyjnie godność osoby ludzkiej.

Ustawa o in vitro nie jest zatem tylko dokumentem o technikach wspomaganego rozrodu.

5. Nie jest tajemnicą, że w charakterze eksperta przygotowującego ustawę wystąpił lobbysta z jednego z medycznych centrów, oferującego usługi w zakresie zapłodnienia pozaustrojowego. Ściślej rzecz ujmując: współwłaściciel prywatnej kliniki in vitro. Nic nie wiadomo z kolei nt. zaproszenia do współpracy nad projektem przeciwnika samej metody. Oczywiście mogłoby ono spowolnić lub nawet uniemożliwić pracę zespołu, ale podobnym utrudnieniem dla wypracowania wyważonego stanowiska jest w mojej opinii obecność człowieka, którego finanse w łatwo przeliczalny sposób są uzależnione od przyjęcia konstruowanych przez niego przepisów.

Ustawa o in vitro nie jest zatem stworzona poprzez obiektywne wysłuchanie racji wszystkich stron konfliktu.


Jak widać, sprzeciw wobec wczorajszej decyzji Sejmu nie jest tylko kwestią posłuszeństwa wobec bioetycznych instrukcji Kościoła. To kwestia szersza niż chcieliby bezkrytyczni zwolennicy tej ustawy. Cała nadzieja w tym, że wśród senatorów jest ich mniej niż w Sejmie.

Tomasz Adamski

Tomasz Adamski

Zobacz inne artykuły tego autora >
Tomasz Adamski
Tomasz
Adamski
zobacz artykuly tego autora >

Dlaczego encyklika o ekologii?

Nie cichną komentarze: "Powinien przypominać o odwadze wiary i wskazać na przykład męczenników naszych czasów, oddając im cześć." "Powinien zareagować na kryzys liturgiczny, marazm ekumeniczny." "Niech pisze o ojcostwie, rodzinie, wychowaniu." "Ale ekologia?"

Dawid Gospodarek
Dawid
Gospodarek
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Wielu, szczególnie bardziej konserwatywnych katolików, nie patrzy z zadowoleniem i zaufaniem na temat, któremu papież Franciszek poświęcił swoją najnowszą encyklikę. Ekologia wydaje się przecież czymś nieistotnym, papież powinien pisać o doktrynie, utwierdzając braci w wierze.

W homilii, w pogadance, może nawet katechezie, albo w społecznych encyklikach tak przy okazji – jak do tej pory robili papieże – jeszcze by przeszło. Ale encyklika? Najważniejszy papieski dokument?

Słyszałem te głosy od pierwszych zapowiedzi ekologicznej encykliki Franciszka i przyznam, że raczej mnie bawiły. Może przede wszystkim dlatego, że kojarzę tematy encyklik poprzednich papieży. Spójrzmy chociażby, jak istotnym dla całego Kościoła sprawom poświęcał swoje np. Pius XII: o rocznicy niepodległości Portugalii (Saeculo Exeunte Octavo), cztery encykliki o potrzebie modlitwy za pokój, o modlitwie za naród węgierski dotykany zamieszkami (Luctuosissimi Eventus), o pokój w Polsce i na Wschodzie po zamieszkach poznańskich (Laetamur Admodum), o Andrzeju Boboli (Invicti athletae Christi) czy o środkach masowego przekazu (Miranda Prorsus). Pius XII był tak płodny, że od 28 X do 5 XI 1956 r. wydał aż 3 encykliki!

Dlaczego encyklika o ekologii?

Dlaczego ekologia? W części teologicznej papież jasno odpowiada na to pytanie – bo dla chrześcijan wierzących w Stwórcę, wierzących w Boga wcielonego, jest ona po prostu naturalna. Pierwszy sobór watykański sformułował dogmat o możliwości poznania Boga z dzieł stworzonych. Świat jest więc niczym Pismo Święte i Tradycja – przez jego porządek i piękno przemawia do nas Bóg. Świat jest słowem Boga, którego nie można bezcześcić.

Temat tej encykliki cieszy mnie przede wszystkim dlatego, że widzę w niej ogromny potencjał ewangelizacyjny. Zauważmy, że w przeciwieństwie do ostatnich takich papieskich dokumentów, na stronie tytułowej nie wypisano adresatów. O nich Franciszek wspomina dopiero w treści: o wszystkich ludziach dobrej woli.

Temat ekologii sprawi, że poza chrześcijanami i pewną gromadką zaangażowaną w dialog międzyreligijny, chętnie sięgną po nią osoby niewierzące, że trafi do instytucji zajmujących się środowiskiem, będzie dyskutowana na spotkaniach państwowych komisji, ONZ i wszelkich „zielonych”. A tam, poza wieloma treściami kojarzonymi z broszurek Greenpeace'u, znajdą dobrą nowinę o Stwórcy, który z miłości stworzył świat i wszedł w jego historię.

O wewnętrznym życiu Trójjedynego Boga. O Jezusie Zbawicielu świata, który działa w Kościele przez sakramenty. Który szczególnie obecny jest w Eucharystii. I właśnie w tym sakramencie „stworzenie odnajduje swoje największe wywyższenie”. Czy to nie pociąga? Nie prowokuje do pytań, dociekań? Jestem pewny, że te treści będą pracowały w umysłach wielu, a Duch Święty zbierze bogaty plon.

Poza potencjałem ewangelizacyjnym, papież rozprawia się z pewnymi ideologicznymi nurtami w ekologii, antychrześcijańskim antropocentryzmem, czy ślepą niekonsekwencją nie dostrzegających sprzeczności w zajmowaniu się przyrodą z pominięciem człowieka. Jak można troszczyć się o życie, przymykając oko na mordowanie nienarodzonych dzieci? Jak można zabiegać o ginące gatunki, nie dostrzegając ludzi z marginesu, biednych i prześladowanych? Jak można być wrażliwym na handel zwierzętami, gdy cały czas na świecie ma miejsce handel ludźmi?

Dlaczego encyklika o ekologii?

Komentatorzy obawiający się np., że encyklika uderzy w polską gospodarkę czy ulega jakimś aspektom ekologicznych ideologii, wskazują iż to nie jest dokument nieomylny. Jak odpowiedziałby na to Pius XII?

Nie wolno też sądzić, że treści Encyklik nie wymagają same przez się uległości, skoro w nich Papieże nie sprawują swej najwyższej władzy nauczania. Uczą one bowiem na podstawie zwyczajnego posłannictwa Urzędu Nauczającego, do którego również odnoszą się słowa: "Kto was słucha, mnie słucha" ( Łk 10,16). Najczęściej też to, co Encykliki wykładają i uwydatniają, już skądinąd należy do doktryny katolickiej. Jeśli zatem Najwyżsi Pasterze w wypowiedziach swych orzekają, po uprzednim zbadaniu, o kwestii dotąd swobodnie dyskutowanej, dla wszystkich jest jasne, że z woli i intencji Papieży sprawa ta nie może być odtąd przedmiotem wolnej dyskusji między teologami. [Humani Generis].

Być może niektórzy się zaniepokoili, spieszę więc z ulgą – spokojnie, dalej będzie można dyskutować o globalnym ociepleniu czy etycznych obowiązkach pracodawcy. Papież Franciszek sam zresztą zaapelował o to, by Kościół mógł stanowić przestrzeń dla naukowców do niezideologizowanej dyskusji, szczególnie że sam często nie ma tu podstaw do definitywnych rozwiązań.

Ta encyklika to naprawdę dobry tekst. Gorąco apeluję, żebyśmy podeszli do niej z życzliwością. Śmiało dyskutujmy, szukajmy aplikacji treści w naszej rzeczywistości, ale nie pozwalajmy sobie na krytykę nieprzemyślaną, niekonstruktywną i bazującą przede wszystkim na emocjach.

Dawid Gospodarek

Dawid Gospodarek

Zobacz inne artykuły tego autora >
Dawid Gospodarek
Dawid
Gospodarek
zobacz artykuly tego autora >