Religia w szkołach. Teraz albo nigdy

Polska jest krajem jednocześnie szczęśliwym i uciemiężonym. Z jednej strony Kościół Rzymskokatolicki zarzuca na niego sidła, klerykalizując, co popadnie, z drugiej - nie mamy większych problemów. Dlatego wrogiem numer jeden stała się religia w szkołach

Tomasz Adamski
Tomasz
Adamski
zobacz artykuly tego autora >

Nie ulega wątpliwości, że dyskusja o kształcie katechizacji w naszym kraju prędzej czy później musi przestać być odkładana na wieczne nigdy, bo sytuacja jest dramatyczna. Sporo świetnych katechetów i fenomenalnych zajęć zostaje przysypana nieprzekoloryzowanymi relacjami o maratonach filmów Pixara i dodatkowym wuefie na szkolnym boisku, w czym przodują księża zarabiający w szkole pieniądze za delikatnie inne czynności niż nauka serwowania. Nawet, jeżeli szkolnej młodzieży religia ograniczona do wygłupów się podoba.

Dlatego absolutnie nie jestem zdziwiony wracającymi jak bumerang akcjami domagającymi się usunięcia religii ze szkół publicznych. Połączona z wykreowanym przez media obrazem Kościoła zawłaszczającego przestrzeń publiczną powszechna świadomość, że religia w szkole to pic na wodę, który trzyma się programu jedynie na włosku przyzwyczajenia, spowoduje w końcu społeczny, uzasadniony bunt przeciwko marnotrawstwu. Akcja Świecka szkoła jest sygnałem ostrzegawczym.

Można ją oczywiście ośmieszać. Na przykład zauważając, że choć częstym powodem złożenia podpisu pod projektem ustawy jest alergia na koloratkę, to nie Kościół dostaje nim po głowie, ale również katecheci muzułmańscy na wschodzie Polski. Albo zwracając uwagę, że obrzydliwe szafowanie obrazem głodujących dzieci, jaki ma zniknąć dzięki oszczędnościom, to działanie na emocjach, które wypacza rzeczywistość. Polacy raczej nie uwierzą w tak proste rozwiązanie. Tym bardziej, że mają w pamięci niedawne buczenie posłów podczas orędzia Prezydenta. Inna sprawa, że inicjator akcji Świecka Szkoła – czasopismo Liberté – utrzymuje się w sporej części z dotacji ministerialnych, które również da się przeliczyć na dziecięce obiadki. Można też dociekliwie zerkać na pozostawiający wiele do życzenia tryb zbierania podpisów i rejestracji komitetu, a także na o wiele lepsze wyniki innych inicjatyw ustawodawczych (np. Stop Aborcji), które zostały odrzucone z pobłażliwym uśmiechem.

Można. Ale to będzie raczej półkomiczną ucieczką od problemu. Jasne, że podniesienie jakości kształcenia religii nie powstrzyma środowisk lewicowych od ponawiania tego postulatu, a raczej to pragnienie pogłębi. Dopóki krzyż w miejscach publicznych będzie odrazą, dopóty dzieci uczące się modlitw na lekcjach będą dla lewicy koszmarem. Ale dobra katecheza odbierze tym projektom poparcie zatroskanych i zawiedzionych poziomem rodziców, którzy już dziś – wbrew kurialnemu grożeniu palcem, że to rodzaj pisemnej apostazji – wypisują wierzące dzieci z religii.

Punktem zapalnym jest w tej sprawie kwestia finansowa – projekt ustawy zaproponowany przez Liberté wymaga, aby religia w szkołach pojawiała się na pisemne życzenie rodziców i tylko za pieniądze, którymi dysponuje Kościół. Ustawa, jeśli zostanie przyjęta – co na obecnym etapie wydaje mi się bardzo wątpliwe – wprowadzi absolutny zakaz finansowania lekcji religii ze środków publicznych.

Dziś ten projekt wydaje się stracony. Ale jeśli nie pozyskamy zaufania rodziców co do jakości katechizacji dzieci, obraz dodatkowych pieniędzy w ledwo domykanym budżecie państwa, może stać się dla nich pokusą nie do odparcia.

Religia w szkole to nie dogmat. Jeśli nam na niej zależy, musimy udowodnić jej przydatność. Nie parlamentowi. Rodzicom.

Tomasz Adamski

Tomasz Adamski

Zobacz inne artykuły tego autora >
Show comments
Tomasz Adamski
Tomasz
Adamski
zobacz artykuly tego autora >
FELIETONY

Franciszek w Kongresie. Echo przemówienia

50 minut trwało przemówienie Franciszka w Kongresie podczas pielgrzymki do Stanów Zjednoczonych. Choć nie my jesteśmy ich adresatami, nie możemy pozwolić, aby jego słowa zostały przemilczane lub zapomniane jak po ostatniej wizycie w Parlamencie Europejskim

Tomasz Adamski
Tomasz
Adamski
zobacz artykuly tego autora >

Wśród komentarzy po słowach papieża w amerykańskim parlamencie zauważam sporą dawkę niezadowolenia. Papież znów zaskoczył, bo spodziewaliśmy się gromów lub przynajmniej stanowczej reprymendy dla polityków wspierających aborcję np. poprzez wspieranie dotacji dla Planned Parenthood, dzieciobójczej organizacji, która – jak się niedawno okazało – sprzedawała organy abortowanych płodów. To tylko jedna z rzeczy, którą amerykańscy decydenci mają za uszami i opinia publiczna oczekiwała, że zostaną za te uszy przez następcę św. Piotra wyszarpani. Nic takiego się jednak nie stało.

Franciszek, nawołujący kilka dni wcześniej na Kubie do unikania politycznej poprawności, powstrzymał się od strofowania i wskazywania palcem. Poza mało czytelnym upominaniem się o podstawową komórkę społeczną (Nie mogę jednak ukryć mego niepokoju o rodzinę, która jest zagrożona, być może jak nigdy wcześniej od wewnątrz i z zewnątrz) przemówienie nie zawiera klarownych komunikatów w tym temacie. Moim zdaniem to błąd, ale w tym przemilczeniu papież mógł mieć swój cel. Tym bardziej, że wywód papieża ma także swoje niewątpliwe plusy.

 

Governor Tom Wolf

 

 

Zestawiając jego treść z papieskimi słowami z listopada, które kierował do eurodeputowanych z Parlamentu Europejskiego nie da się nie zauważyć podobieństw między tymi wystąpieniami. Pierwszym z nich jest powoływanie się na transcendentną godność osoby ludzkiej. Papież wspomniał o niej w Stanach już na początku przemówienia i ustawił ją w charakterze fundamentu, bez którego budowanie jakiejkolwiek polityki nie ma sensu i prawa przetrwania. Wszelka działalność polityczna musi służyć i promować dobro osoby ludzkiej i opierać się na poszanowaniu jej godności – kontynuował myśl Franciszek w drugiej części wywodu. O ile w Kongresie jedynie ją zasygnalizował, o tyle niespełna rok wcześniej w Parlamencie Europejskim skonstruował na niej całą półgodzinną wypowiedź. Zaznaczył wtedy, że u podstaw Unii leżało zaufanie do człowieka, który jest obrazem Boga. Jakakolwiek mowa o prawach człowieka jest bezcelowa, dopóki osobę ludzką będziemy rozumieć w oderwaniu od jej transcendentnej godności.

Ten status domaga się poszanowania wielu praw. Jednym z najbardziej podstawowych jest wolność religijna, zagwarantowana możliwość sprzeciwu sumienia. Jaka bowiem godność istnieje rzeczywiście, kiedy nie ma możliwości swobodnego wyrażania swej myśli czy wyznawania bez ucisku swej wiary religijnej? – pytał papież europosłów i urzędników UE. Że nie jest to tylko bieżące rozważanie, ale silny punkt teologicznego programu, Franciszek udowodnił w Stanach Zjednoczonych, gdzie potajemnie spotkał się z Kim Davis, członkinią zielonoświątkowego Apostolic Church, która na początku września była aresztowana za odmowę wydania dokumentu umożliwiającego zawarcie związku cywilnego dwóm gejom. Papież zachęcił ją do wytrwałości, wręczył różaniec, a wypytywany przez dziennikarzy w samolocie do Watykanu, nie zdradzając, że do spotkania doszło, oświadczył: Możliwość sprzeciwu sumienia musi zostać wprowadzona w każdą strukturę prawną, ponieważ jest to normalne prawo człowieka. Ta sytuacja po raz kolejny zadaje kłam obrazowi Franciszka na barykadach walki o homoseksualne przywileje.

 

 

Kolejnym punktem wspólnym w obu przemówieniach jest walka z wykluczeniami. Przede wszystkim ekonomicznymi. Dobro wspólne – a jego budowa jest jedynym sensem istnienia społeczeństw i państw – nie jest wypadkową wskaźników ekonomicznych i wzrostu gospodarczego, ale zawiera przede wszystkim dobro człowieka. Jednocześnie chciałbym was zachęcić, abyście pamiętali o tych wszystkich ludziach wokół nas, którzy są uwięzieni w cyklu ubóstwa – apelował papież w Kongresie. Wyzysk nie jest właściwą drogą i zawsze prowadzi do totalitarnego ucisku, który buduje finansowego, krwawego kolosa na glinianych nogach. Gdy prawa jednostki są łamane w imię zysku, wszystkie hossy liczbowe hamują wszelki rozwój. Krzewienie godności osoby oznacza uznanie, że posiada ona niezbywalne prawa, których nie może być pozbawiona arbitralnie przez nikogo, a tym mniej, na rzecz interesów ekonomicznych – mówił papież w Parlamencie Europejskim. Obie te myśli korespondują ze sobą i w kontekście całego nauczania społecznego Franciszka, czynią walkę z wykluczeniem głównym punktem programu papieża.

W kontekście ostatnich wydarzeń papież nie omieszkał również wspomnieć o kryzysie imigracyjnym. Jako syn włoskich imigrantów zaapelował, aby zareagować na niego w sposób, który jest zawsze humanitarny, sprawiedliwy i braterski. I o ile te słowa dziś nikogo już nie dziwią, o tyle warto sięgnąć do przemówienia listopadowego i zobaczyć, że kiedy w Polsce największym problemem były zegarki polityków, papież apelował, aby imigrantom zaproponować swoją tożsamość kulturową i wprowadzić w życie odpowiednie ustawodawstwo, które potrafiłoby jednocześnie chronić prawa obywateli europejskich i zapewnić gościnność dla imigrantów. Dziś na posłuchanie tych słów jest już zwyczajnie za późno.

Ta pobieżna analiza pokazuje, że jeśli Franciszek kiedykolwiek był Głową Kościoła szukającą swojego programu, pracującą nad nim na bieżąco, to czas ten miął bezpowrotnie. Papież wie, co chce sprezentować światu razem z Ewangelią. Warto ten podarunek śledzić i na bieżąco odpakowywać, nie zadowalając się jedynie kolorowym opakowaniem.

Tomasz Adamski

Tomasz Adamski

Zobacz inne artykuły tego autora >
Show comments
Tomasz Adamski
Tomasz
Adamski
zobacz artykuly tego autora >