Nasze projekty
Reklama
Fot. Wikipedia

Pan Łukasz był potrzebny nie tylko „swoim”, ale wszystkim

Odszedł kolejny człowiek, który potrafił jednoczyć. A my? Kiedy odrobimy te wszystkie lekcje i zaczniemy żyć jak ludzie pokroju Łukasza Litewki i sami zaczniemy łączyć zamiast dzielić?

Śmierć Łukasza Litewki to jedna z tych wiadomości, które do wiadomości trudno przyjąć. Bo choć w polityce i w ogóle w dzisiejszym świecie przyzwyczailiśmy się do sporów, ostrych słów i nieprzekraczalnych podziałów, on był kimś zupełnie innym. Kimś, kto w świecie zbudowanym na konflikcie potrafił od tego konfliktu abstrahować w imię większych wartości i zwykłego ludzkiego dobra.

Umiał postawić dobro jako najwyższy cel

Nagłość tej śmierci jeszcze bardziej uświadamia nam to, co po nim zostaje: poczucie, że odszedł ktoś, kto był potrzebny nie tylko „swoim”, ale właściwie wszystkim. Wielka strata przede wszystkim młodego, dobrego człowieka. Ale boli coś jeszcze: odszedł człowiek, który swoją osobą i działalnością mówił, że nie musimy patrzeć na siebie wyłącznie przez pryzmat poglądów i podziałów. Możemy skupiać się na tym co jest dobre i wciągać w tę dobroć wszystkich bez względu na barwy polityczne, klubowe, światopoglądowe. Postawić dobro jako najwyższy cel. To właśnie umiał Łukasz Litewka. Dlatego musimy zrobić wszystko aby razem z nim nie odeszła nadzieja na coś lepszego. Na pojawienie się lub odkrycie przez nas pojedynczych osób, całych grup, coraz większych kręgów ludzi skupionych na tym co dobre i nie rozglądających się za podziałami. Możliwe, że jest takich osób w naszym społeczeństwie więcej. Możliwe, że możemy to rozwijać się tego uczyć. Przede wszystkim powinniśmy umieć takie postawy doceniać i naśladować.

ZOBACZ TAKŻE >>> Wzruszony Adam Woronowicz czyta sceny z życia ks. Jerzego Popiełuszki

Reklama

Fenomen Łukasza Litewki

Fenomen Łukasza Litewki jest tak potężny, że wydaje się on nie do zastąpienia. Jego śmierć uświadomiła wszystkim, że potrafił rozmawiać z ludźmi z prawej, lewej i z tymi po żadnej stronie. Artystami, politykami, celebrytami, zwykłymi Kowalskimi tak, aby z tego powstało coś dobrego. Jak wspominają go wolontariusze, ludzie którzy z nim pracowali, którzy go wspierali, ciężko i sam na to wszystko pracował. Zawijał rękawy, wykorzystywał wszystkie możliwości jakie miał i działał. Nie tylko deklaratywnie – ale naprawdę, realnie, często po cichu, bez rozgłosu, byleby pomóc, coś załatwić.

Poseł, który nie wzbudzał niechęci

Fenomen Łukasza Litewki to także coś obecnie mało spotykanego. Jego obecność w przestrzeni publicznej nie budziła chyba u nikogo odruchowej niechęci. Nawet u tych, którzy myślą inaczej. Wręcz przeciwnie – budziła szacunek i sympatię. Chodziło zapewne o wiarygodność. O jakąś prawdę, którą Pan Łukasz w sobie miał i której nie bał się głośno mówić i okazywać. Jak ta, kiedy jako jedyny poseł Lewicy podczas zaprzysiężenia na posła wypowiedział formułę: „Tak mi dopomóż Bóg”. Można powiedzieć, że przecież to nie jest jakiś szczyt odwagi, jednak dziś człowiek, który staje publicznie z prawdą o sobie, jest naprawdę kimś niezwykle wyjątkowym.

ZOBACZ TAKŻE >>> „Koniec miękkiej gry z klerem”

Reklama

Miał uważność na człowieka, dość zapomnianą dziś cechę

Nie był politykiem „z bańki”. Nie mówił tylko do swoich wyborców, nie zamykał się w bezpiecznej przestrzeni ideowej. Miał w sobie coś, co sprawiało, że ludzie czuli się przez niego zauważeni. Pewnie dlatego, że miał w sobie dziś rzadko spotykaną uważność na innych. W czasach, kiedy tak łatwo przyklejamy sobie etykiety i ustawiamy się po przeciwnych stronach, on zdawał się mówić: człowiek jest ważniejszy niż poglądy. I to nie było hasło. 

Dlatego jego śmierć to nie tylko strata dla jednej formacji politycznej, to nie tylko strata dla dzieł charytatywnych które tak wspierał. To strata jakości życia publicznego. Strata tej przestrzeni, w której jeszcze możliwe było spotkanie bez natychmiastowej wrogości.

Można się z nim było nie zgadzać. Można było mieć inne spojrzenie na wiele spraw. Ale trudno było go nie szanować i nie doceniać. 

Reklama

Łukasz Litewka pokazał Polsce, że można inaczej. Że można być wyrazistym, a jednocześnie jednoznacznym, że można nie dzielić ale łączyć. Że można mieć różne poglądy i jednocześnie nie tracić człowieka z oczu a do każdego podchodzić z szacunkiem i uważnością.

Dlatego odejście Łukasza Litewki to nie odejście nadziei. Nadziei, że jest więcej takich ambasadorów dobra i jedności, jakim był Pan Łukasz.  

Niech Pan Bóg da mu Niebo. Do zobaczenia Panie Łukaszu w lepszym świecie!

Reklama

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
WIARA I MODLITWA
Zatrudnij nas