Obraza uczuć religijnych. Kaganiec czy zachęta?

Dorota Rabczewska, znana jako Doda, celebrytka, piosenkarka, skandalistka przed trzema laty została skazana za obrazę uczuć religijnych. Kilka dni temu Trybunał Konstytucyjny orzekł, że kara grzywny z tego tytułu jest zgodna z polską ustawa zasadniczą. I nie byłoby w tej sprawie nic wartego komentarza, gdyby nie reakcja mediów

Tomasz Adamski
Tomasz
Adamski
zobacz artykuly tego autora >

Dorota Rabczewska, znana jako Doda, celebrytka, piosenkarka, skandalistka przed trzema laty została skazana za obrazę uczuć religijnych. Kilka dni temu Trybunał Konstytucyjny orzekł, że kara grzywny z tego tytułu jest zgodna z polską ustawa zasadniczą. I nie byłoby w tej sprawie nic wartego komentarza, gdyby nie reakcja mediów

Lewica z radością staje w obronie skazanej i atakuje niedzisiejszy, średniowieczny zapis w postaci artykułu 196 kodeksu karnego, który traktuje o karaniu publicznego znieważania miejsca lub przedmiotu kultu. Rzecz w tym, że podstawowy argument, mówiący o aksamitnej cenzurze dla artystów, nie wytrzymuje porównania z rzeczywistością.

Mówi się o efekcie mrożącym, który ma oznaczać, że istnienie tego przepisu blokuje swobodę artystyczną. Boją się zatem podejmować tematu religii i kontrowersji wokół Kościoła katolickiego przede wszystkim wszelkiej maści pisarze, aktorzy, reżyserzy – słowem: artyści – ale za tą obawą ma podążać również awersja dyrektorów teatrów, czy właścicieli galerii. Ma to skutkować brakiem patronatów, dotacji oraz grantów. Większość mediów lewicowych uderza w tony podobne.

Tyle tylko, że mechanizm, na który wskazują, mający nosić symptomy cenzury, knebla, który nie pozwala na dyskusję o religii za pomocą sztuki, to diagnoza stojąca na antypodach tego, co widzimy na co dzień. Rzekomy kaganiec, który polskie prawo nakłada na wolność słowa nikogo nie powstrzymuje od dolewania oliwy do ognia.

Integralną częścią Pasji Doroty Nieznalskiej były genitalia umieszczone w centralnym punkcie krzyża. Po raz pierwszy wystawiono ją prawie półtorej dekady temu. Władze Gdańska zdecydowały się dofinansować wydarzenie w Galerii Wyspa. Autorka ostatecznie została uniewinniona od zarzutu z artykułu o obrazie uczuć religijnych. Włoski artysta Maurizio Cattelan zdobył rozgłos w Polsce i na świecie posągiem Jana Pawła II przygniecionego meteorem. Jego Dziewiąta godzina – bo taki tytuł nosi instalacja – sprawiła, że po dziesięciu latach wrócił do Polski w opinii gwiazdy sztuki z figurami ukrzyżowanej kobiety lub zwłok konia z tablicą INRI. Wystawa była współfinansowana m.in. przez Ministra Kultury i Miasto Stołeczne Warszawa. O żadnym wyroku za obrazę nie było mowy, za to prowokująca wystawa pozwoliła twórcy sprzedać rzeźbę papieża za ok. 800 tys. $.

Gdy na Malcie próbowano wystawić bluźnierczy i prowokujący spektakl Golgota Picnic, w Polsce zawrzało. Jednak nikt z organizatorów nie odpowiedział za obrazę uczuć religijnych. Natomiast pośpiesznie skazana została protestująca licealistka Maria Kołakowska. Dla porównania: za zakłócenie odczytu Golgota Picnic pozbawiono ją wolności na miesiąc i skazano na 20 godzin prac społecznych; Dodę skazano na karę grzywny w wysokości 5 tys. złotych, czyli – wg szacunków serwisów specjalistycznych – 1/8 honorarium za jeden koncert.

Adoracja Chrystusa – to film Jacka Markiewicza, w którym artysta leży nago i ociera się genitaliami o średniowieczny krzyż z Muzeum Narodowego w Warszawie. Dzieło jest elementem pracy dyplomowej i wzbudziło wiele głosów sprzeciwu nie tylko katolików. Protestował również przewodniczący Rady Naczelnej Ligi Muzułmańskiej w RP, imam Ali Abi Issa. Od 2013 r. nagranie można podziwiać w finansowanym przez Ministerstwo Kultury Centrum Sztuki Współczesnej w Warszawie. Prokuratura wszczęła dochodzenie w sprawie obrazy uczuć religijnych po ponad 20 latach (!) od powstania filmu.

W zeszłym roku w Legnicy miała miejsce wystawa There will be blood, której osią tematyczną była… menstruacja. Artystyczne elementy biżuterii z naniesionymi kroplami sztucznej krwi zaprezentowane zostały na tle archiwalnych wizerunków świętych czy Matki Boskiej. Miejscowy protest katolików wsparł Muzułmański Związek Religijny. Sfinansowała wszystko barcelońska La Galeria, w której wystawa należy do stałej ekspozycji. Do odpowiedzialności za obrazę uczuć religijnych nie pociągnięto nikogo spośród organizatorów.

Fotografowanie się piosenkarki w stroju zakonnicy pieszczącej się różańcem i wiele innych pomniejszych wybryków nie jest wartych dalszego wspominania. To tylko kropla w morzu. Kropla, którą prokuratura nie zawraca sobie głowy.

Uderzanie w religię jest nie tylko modne, ale opłacalne. Świat sztuki odkrył to już dawno i Zachód zdaje się nie mieć z tym problemu, na co wskazuje choćby wspomniana wyżej barcelońsko-legnicka wystawa. Zresztą równo rok temu w Hiszpanii, w jednym z muzeów zorganizowano wernisaż, którego główną atrakcję stanowiły instalacje przedstawiające świętych i Maryję z podpisem: idioci, a także listy z proaborcyjną wersją Modlitwy Pańskiej, czy dziewiętnastowieczne zachęty Kropotkina do podpalania kościołów.

Wymazanie z kodeksu karnego artykułu o obrazie uczuć religijnych, o które walczy antykościelna lewica,  spowoduje, że zachodnia normalność – której hiszpańskie wystawy są znakomitym symbolem – zawita nad Wisłę i zwielokrotni bluźniercze wydarzenia. Pytanie: czy tego chcemy?, wydaje się zbyteczne.


Jeśli podobają Ci się nasze artykuły, możesz nas wesprzeć:

Wesprzyj nas
Tomasz Adamski

Tomasz Adamski

Zobacz inne artykuły tego autora >
Show comments
Tomasz Adamski
Tomasz
Adamski
zobacz artykuly tego autora >

Religia w szkołach. Teraz albo nigdy

Polska jest krajem jednocześnie szczęśliwym i uciemiężonym. Z jednej strony Kościół Rzymskokatolicki zarzuca na niego sidła, klerykalizując, co popadnie, z drugiej - nie mamy większych problemów. Dlatego wrogiem numer jeden stała się religia w szkołach

Tomasz Adamski
Tomasz
Adamski
zobacz artykuly tego autora >

Nie ulega wątpliwości, że dyskusja o kształcie katechizacji w naszym kraju prędzej czy później musi przestać być odkładana na wieczne nigdy, bo sytuacja jest dramatyczna. Sporo świetnych katechetów i fenomenalnych zajęć zostaje przysypana nieprzekoloryzowanymi relacjami o maratonach filmów Pixara i dodatkowym wuefie na szkolnym boisku, w czym przodują księża zarabiający w szkole pieniądze za delikatnie inne czynności niż nauka serwowania. Nawet, jeżeli szkolnej młodzieży religia ograniczona do wygłupów się podoba.

Dlatego absolutnie nie jestem zdziwiony wracającymi jak bumerang akcjami domagającymi się usunięcia religii ze szkół publicznych. Połączona z wykreowanym przez media obrazem Kościoła zawłaszczającego przestrzeń publiczną powszechna świadomość, że religia w szkole to pic na wodę, który trzyma się programu jedynie na włosku przyzwyczajenia, spowoduje w końcu społeczny, uzasadniony bunt przeciwko marnotrawstwu. Akcja Świecka szkoła jest sygnałem ostrzegawczym.

Można ją oczywiście ośmieszać. Na przykład zauważając, że choć częstym powodem złożenia podpisu pod projektem ustawy jest alergia na koloratkę, to nie Kościół dostaje nim po głowie, ale również katecheci muzułmańscy na wschodzie Polski. Albo zwracając uwagę, że obrzydliwe szafowanie obrazem głodujących dzieci, jaki ma zniknąć dzięki oszczędnościom, to działanie na emocjach, które wypacza rzeczywistość. Polacy raczej nie uwierzą w tak proste rozwiązanie. Tym bardziej, że mają w pamięci niedawne buczenie posłów podczas orędzia Prezydenta. Inna sprawa, że inicjator akcji Świecka Szkoła – czasopismo Liberté – utrzymuje się w sporej części z dotacji ministerialnych, które również da się przeliczyć na dziecięce obiadki. Można też dociekliwie zerkać na pozostawiający wiele do życzenia tryb zbierania podpisów i rejestracji komitetu, a także na o wiele lepsze wyniki innych inicjatyw ustawodawczych (np. Stop Aborcji), które zostały odrzucone z pobłażliwym uśmiechem.

Można. Ale to będzie raczej półkomiczną ucieczką od problemu. Jasne, że podniesienie jakości kształcenia religii nie powstrzyma środowisk lewicowych od ponawiania tego postulatu, a raczej to pragnienie pogłębi. Dopóki krzyż w miejscach publicznych będzie odrazą, dopóty dzieci uczące się modlitw na lekcjach będą dla lewicy koszmarem. Ale dobra katecheza odbierze tym projektom poparcie zatroskanych i zawiedzionych poziomem rodziców, którzy już dziś – wbrew kurialnemu grożeniu palcem, że to rodzaj pisemnej apostazji – wypisują wierzące dzieci z religii.

Punktem zapalnym jest w tej sprawie kwestia finansowa – projekt ustawy zaproponowany przez Liberté wymaga, aby religia w szkołach pojawiała się na pisemne życzenie rodziców i tylko za pieniądze, którymi dysponuje Kościół. Ustawa, jeśli zostanie przyjęta – co na obecnym etapie wydaje mi się bardzo wątpliwe – wprowadzi absolutny zakaz finansowania lekcji religii ze środków publicznych.

Dziś ten projekt wydaje się stracony. Ale jeśli nie pozyskamy zaufania rodziców co do jakości katechizacji dzieci, obraz dodatkowych pieniędzy w ledwo domykanym budżecie państwa, może stać się dla nich pokusą nie do odparcia.

Religia w szkole to nie dogmat. Jeśli nam na niej zależy, musimy udowodnić jej przydatność. Nie parlamentowi. Rodzicom.


Jeśli podobają Ci się nasze artykuły, możesz nas wesprzeć:

Wesprzyj nas
Tomasz Adamski

Tomasz Adamski

Zobacz inne artykuły tego autora >
Show comments
Tomasz Adamski
Tomasz
Adamski
zobacz artykuly tego autora >