Nasze projekty
Tomasz Adamski

Franciszek w Kongresie. Echo przemówienia

50 minut trwało przemówienie Franciszka w Kongresie podczas pielgrzymki do Stanów Zjednoczonych. Choć nie my jesteśmy ich adresatami, nie możemy pozwolić, aby jego słowa zostały przemilczane lub zapomniane jak po ostatniej wizycie w Parlamencie Europejskim

Reklama

Wśród komentarzy po słowach papieża w amerykańskim parlamencie zauważam sporą dawkę niezadowolenia. Papież znów zaskoczył, bo spodziewaliśmy się gromów lub przynajmniej stanowczej reprymendy dla polityków wspierających aborcję np. poprzez wspieranie dotacji dla Planned Parenthood, dzieciobójczej organizacji, która – jak się niedawno okazało – sprzedawała organy abortowanych płodów. To tylko jedna z rzeczy, którą amerykańscy decydenci mają za uszami i opinia publiczna oczekiwała, że zostaną za te uszy przez następcę św. Piotra wyszarpani. Nic takiego się jednak nie stało.

Franciszek, nawołujący kilka dni wcześniej na Kubie do unikania politycznej poprawności, powstrzymał się od strofowania i wskazywania palcem. Poza mało czytelnym upominaniem się o podstawową komórkę społeczną (Nie mogę jednak ukryć mego niepokoju o rodzinę, która jest zagrożona, być może jak nigdy wcześniej od wewnątrz i z zewnątrz) przemówienie nie zawiera klarownych komunikatów w tym temacie. Moim zdaniem to błąd, ale w tym przemilczeniu papież mógł mieć swój cel. Tym bardziej, że wywód papieża ma także swoje niewątpliwe plusy.

Reklama
Reklama

Governor Tom Wolf

 

Zestawiając jego treść z papieskimi słowami z listopada, które kierował do eurodeputowanych z Parlamentu Europejskiego nie da się nie zauważyć podobieństw między tymi wystąpieniami. Pierwszym z nich jest powoływanie się na transcendentną godność osoby ludzkiej. Papież wspomniał o niej w Stanach już na początku przemówienia i ustawił ją w charakterze fundamentu, bez którego budowanie jakiejkolwiek polityki nie ma sensu i prawa przetrwania. Wszelka działalność polityczna musi służyć i promować dobro osoby ludzkiej i opierać się na poszanowaniu jej godności – kontynuował myśl Franciszek w drugiej części wywodu. O ile w Kongresie jedynie ją zasygnalizował, o tyle niespełna rok wcześniej w Parlamencie Europejskim skonstruował na niej całą półgodzinną wypowiedź. Zaznaczył wtedy, że u podstaw Unii leżało zaufanie do człowieka, który jest obrazem Boga. Jakakolwiek mowa o prawach człowieka jest bezcelowa, dopóki osobę ludzką będziemy rozumieć w oderwaniu od jej transcendentnej godności.

Reklama
Reklama

Ten status domaga się poszanowania wielu praw. Jednym z najbardziej podstawowych jest wolność religijna, zagwarantowana możliwość sprzeciwu sumienia. Jaka bowiem godność istnieje rzeczywiście, kiedy nie ma możliwości swobodnego wyrażania swej myśli czy wyznawania bez ucisku swej wiary religijnej? – pytał papież europosłów i urzędników UE. Że nie jest to tylko bieżące rozważanie, ale silny punkt teologicznego programu, Franciszek udowodnił w Stanach Zjednoczonych, gdzie potajemnie spotkał się z Kim Davis, członkinią zielonoświątkowego Apostolic Church, która na początku września była aresztowana za odmowę wydania dokumentu umożliwiającego zawarcie związku cywilnego dwóm gejom. Papież zachęcił ją do wytrwałości, wręczył różaniec, a wypytywany przez dziennikarzy w samolocie do Watykanu, nie zdradzając, że do spotkania doszło, oświadczył: Możliwość sprzeciwu sumienia musi zostać wprowadzona w każdą strukturę prawną, ponieważ jest to normalne prawo człowieka. Ta sytuacja po raz kolejny zadaje kłam obrazowi Franciszka na barykadach walki o homoseksualne przywileje.

Reklama

Kolejnym punktem wspólnym w obu przemówieniach jest walka z wykluczeniami. Przede wszystkim ekonomicznymi. Dobro wspólne – a jego budowa jest jedynym sensem istnienia społeczeństw i państw – nie jest wypadkową wskaźników ekonomicznych i wzrostu gospodarczego, ale zawiera przede wszystkim dobro człowieka. Jednocześnie chciałbym was zachęcić, abyście pamiętali o tych wszystkich ludziach wokół nas, którzy są uwięzieni w cyklu ubóstwa – apelował papież w Kongresie. Wyzysk nie jest właściwą drogą i zawsze prowadzi do totalitarnego ucisku, który buduje finansowego, krwawego kolosa na glinianych nogach. Gdy prawa jednostki są łamane w imię zysku, wszystkie hossy liczbowe hamują wszelki rozwój. Krzewienie godności osoby oznacza uznanie, że posiada ona niezbywalne prawa, których nie może być pozbawiona arbitralnie przez nikogo, a tym mniej, na rzecz interesów ekonomicznych – mówił papież w Parlamencie Europejskim. Obie te myśli korespondują ze sobą i w kontekście całego nauczania społecznego Franciszka, czynią walkę z wykluczeniem głównym punktem programu papieża.

W kontekście ostatnich wydarzeń papież nie omieszkał również wspomnieć o kryzysie imigracyjnym. Jako syn włoskich imigrantów zaapelował, aby zareagować na niego w sposób, który jest zawsze humanitarny, sprawiedliwy i braterski. I o ile te słowa dziś nikogo już nie dziwią, o tyle warto sięgnąć do przemówienia listopadowego i zobaczyć, że kiedy w Polsce największym problemem były zegarki polityków, papież apelował, aby imigrantom zaproponować swoją tożsamość kulturową i wprowadzić w życie odpowiednie ustawodawstwo, które potrafiłoby jednocześnie chronić prawa obywateli europejskich i zapewnić gościnność dla imigrantów. Dziś na posłuchanie tych słów jest już zwyczajnie za późno.

Ta pobieżna analiza pokazuje, że jeśli Franciszek kiedykolwiek był Głową Kościoła szukającą swojego programu, pracującą nad nim na bieżąco, to czas ten miął bezpowrotnie. Papież wie, co chce sprezentować światu razem z Ewangelią. Warto ten podarunek śledzić i na bieżąco odpakowywać, nie zadowalając się jedynie kolorowym opakowaniem.

Reklama

Najciekawsze artykuły

co tydzień w Twojej skrzynce mailowej

Raz w tygodniu otrzymasz przegląd najważniejszych artykułów ze Stacji7

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
Reklama
WIARA I MODLITWA
Wspieraj nas na Patronite