Do Pań z czarnego protestu

Przyglądam się, słucham, rozmawiam i naprawdę z całego serca chciałabym zrozumieć, ale nie mogę

Aneta Liberacka
Aneta
Liberacka
zobacz artykuly tego autora >

W rozmowach brakuje argumentów. Słyszę tylko hasła, rzucane w wielkich emocjach: chcemy mieć wybór, nie chcę urodzić chorego dziecka, chodzi o moje życie, chcę rodzić z miłości nie z przymusu, piekło kobiet trwa, nie jestem żywym inkubatorem, nie damy się upokorzyć, niech faceci rodzą, jeśli mają ochotę… nie chcę przytaczać tych innych, wulgarnych haseł, które po prostu umniejszają kobiecości.

 

Chcemy mieć wybór… ale wybór czego? Chcemy mieć wybór zabicia drugiego człowieka? W dodatku swojego dziecka? Naprawdę naszą największą wolnością jest prawo do mordowania najsłabszych? Taki chcemy mieć wybór? Z badań wynika, że nie mniej niż co czwarta Polka dokonała aborcji. Poczujemy się bardziej wolne, jeśli będziemy mieć możliwość aborcji na życzenie? To uczyni nas wolnymi i szczęśliwymi?

 

Nie chcę urodzić chorego dziecka… Nikt nie chce. Każdy chciałby, żeby jego dziecko było zdrowe, piękne i zdolne. Czasem niestety tak się zdarza, że dziecko jest chore. Naprawdę (choć to trudne) jestem w stanie zrozumieć kobiety, które oddały pod opiekę komuś innemu swoje chore dziecko. Z zespołem Downa, z porażeniem mózgowym, z innymi wadami wrodzonymi. Sama mam takie dziecko. Rodzice mojej córki nie mogli sami jej wychować, nam się udaje i jest dla nas wielkim szczęściem. To są bardzo ciężkie wybory. Jednak najgorszym jest aborcja. Skazuje dziecko na śmierć a matkę na życie już zawsze w poczuciu winy, że może dziecko urodziłoby się zdrowe a może gdyby się urodziło byłoby dla tej matki albo dla innej (adopcyjnej) największym szczęściem.

Czasem zdarzają się dramatyczne wybory. Jednak najgorszym jest aborcja

 

EN_01227095_0104

 

Chodzi o moje życie… Zgadza się. Dostałyśmy to życie z całym jego pięknem i możliwościami. Tylko my jesteśmy uzdolnione do tego, żeby rodzić. Dawać nowe życie. To taka władza, którą ciężko porównać z czymkolwiek innym. Przecież każda z nas (nawet to głoszą hasła protestacyjne: oprócz macic mamy mózgi) jest mądra. Mądra to znaczy też odpowiedzialna. Największą naszą wolnością jest przecież to, że możemy wpływać na nasze życie, decydować o nim. To do nas należy decyzja o współżyciu, o poczęciu. Jeśli już taką podjęłyśmy i jeśli pocznie się w nas dziecko, wtedy chodzi już nie tylko o nasze życie. Bierzemy odpowiedzialność za to drugie, nowe, dla nas święte, bo rozwijające się w nas, powstałe z nas. Na tym polega cała mądrość.

To do nas należy decyzja o współżyciu. Nikt nas do tego nie zmusza

 

Chcę rodzić z miłości, nie z przymusu… każdy człowiek (poza przypadkiem gwałtu) rodzi się z miłości. Przecież wiemy jak powstaje człowiek. Nikt nas nie przymusza do współżycia, nikt nas nie przymusza do zajścia w ciążę. Jeśli jest tak, że kobiety w Polsce są przymuszane do współżycia, to rzeczywiście jest o co walczyć, tylko że to zupełnie inna walka.

 

Piekło kobiet trwa… Nie wiem, co dokładnie autorki hasła mają na myśli. Jakie piekło? Czy spowodowane brakiem możliwości aborcji? Trochę się zgadzam, że trwa piekło, ale to piekło zaczyna się właśnie w momencie aborcji. Dla kobiety spustoszenie po zamordowaniu własnego dziecka jest prawdziwym, nieodwracalnym piekłem.

 

Nie jestem żywym inkubatorem… A ja jestem. I jestem z tego dumna. Podobnie jak większość matek, dla których przywilej bycia w ciąży, urodzenia dziecka, bycia matką jest największym szczęściem na ziemi. Kiedy dziś odwoziłam dzieci do szkoły. Kiedy potem siedziałam w przychodni z synem czekając na zdjęcie gipsu. Kiedy jechałam ulicami Krakowa do pracy. Widziałam wiele pięknych, szczęśliwych (na kolorowo ubranych) młodych kobiet, matek, które ze swojego macierzyństwa i kobiecości każdego dnia czynią sztukę. Korzystają z tego przywileju w największym jego wymiarze. Nie zniekształcają rzeczywistości, nie uczą swoich córek postawy: czuj się wolna, rób co chcesz, twoje życie, rób jak uważasz, nie musisz być odpowiedzialna. Pokazują swoim życiem i postawą prawdziwą mądrość. Odpowiedzialność za swoje czyny i decyzje. Ogrom zadań i aktywności, które muszą wykonać każdego dnia sprawia, że rozwijają się, idą do przodu, aspirują, robią kariery czasem większe wraz z większą ilością obowiązków w domu. Wolność to dla nich taka właśnie możliwość rozwoju i realizacji. Co więcej kształtują nowe życie, życie swoich dzieci, budują nowy świat. Dumne, mądre, piękne, kobiece, wspaniałe.

 

EN_01227206_0033

 

Czarna reprezentacjo

Drogie “przedstawicielki na czarno”, nie reprezentujecie moich postulatów. Nie jesteście moimi przedstawicielkami, podobnie jak nie jesteście przedstawicielkami setek tysięcy kobiet, matek, które poszły dziś do pracy. Właśnie dlatego, że kochają swoją wolność, ale tę prawdziwą tę, która łączy się z odpowiedzialnością za najważniejsze sprawy w ich życiu.

Taka możliwość czyni nas wolnymi, światłymi, popychającymi ten świat do przodu. To my swoją postawą i utrzymaniem naturalnego ładu sprawiamy, że świat staje się lepszy. Wychowujemy nasze dzieci na ludzi, którzy potrafią odróżnić dobro od zła. Ludzi, dla których czarne jest czarne a białe jest białe. Dla których będzie jasne, że nie można zabić kogoś tylko trochę albo w niektórych przypadkach, albo jak mi źle, albo gdy nie planowałam, albo…

Walka o wolność to nie jest walka o możliwość czynienia zła

Jeśli coś wam się nie udało, jeśli przeżyłyście dramat aborcji, porzucenia swojego dziecka, dramat rozwodu lub jeszcze gorsze rzeczy, z całego serca Wam współczuję i obiecuję modlitwę. Chcę jednak też powiedzieć, że ubranie się na czarno i okrzyki na ulicach nie dadzą Wam usprawiedliwienia i spokoju. Każdy błąd można w życiu naprawić, z każdego nieszczęścia można wyciągnąć coś dobrego, jakąś nową szansę dla siebie. W każdej sytuacji można iść do przodu szukając tylko dobra. Walka o wolność to nie jest walka o możliwość czynienia zła. Czy myśmy się trochę nie zapędziły? Czy każda z Was, która dziś protestowała jest przekonana, że chce takiej wolności?

 

Tu nie ma wątpliwości: życie jest dobre, zabijanie jest złe.

 

P.S. Bardzo Was proszę, nie wywalczcie nam takiej wolności, by ludzie, którzy spotkają na ulicy nasze niepełnosprawne dzieci (np. z zespołem Downa) pomyśleli: no i kto dopuścił do urodzenia tego dziecka? Ono nie powinno żyć. Gdzie jego matka miała rozum?

 

Wesprzyj nas
Aneta Liberacka

Aneta Liberacka

Dyrektor i redaktor naczelna Stacji7.pl, z wykształcenia matematyk, doświadczenie zawodowe jako manager zdobywała w takich korporacjach jak Comarch czy HP, prowadząc projekty w Europie, Ameryce Środkowej i krajach arabskich. Mama czwórki dzieci, chętnie zabierająca głos w sprawach rodzinnych. Pochodzi z Koziebród - miejscowości, w której znajduje się przepiękne sanktuarium Maryjne.

Zobacz inne artykuły tego autora >
Show comments
Aneta Liberacka
Aneta
Liberacka
zobacz artykuly tego autora >

Watykański podręcznik do edukacji seksualnej

Wśród wielu niekatolickich środowisk panuje przekonanie, że Kościół i rozsądny głos w zakresie seksualności nie mogą iść w parze. Dzieje się tak dlatego, że wciąż silny jest stereotyp, przedstawiający Kościół jako zasadniczego wroga praw rządzących ludzką cielesnością

Tomasz Adamski
Tomasz
Adamski
zobacz artykuly tego autora >

Jest to oczywiście krzywdząca bzdura, o czym zaświadczyć mogą wszystkie katolickie małżeństwa żyjące według nauczania Kościoła, a które – ku zdziwieniu zewnętrznych obserwatorów – dużo rzadziej narzekają na katolicką etykę seksualną niż ci, którzy z założenia odrzucili ją jako nieżyciowy, zdogmatyzowany program napisany przez niekompetentnych księży. Kościół, wbrew funkcjonującym tu i ówdzie pozorom, nigdy nie gardził cielesnością, która jest Bożym darem, ale zawsze zwracał uwagę na uważne kanalizowanie mechanizmów, które nią rządzą, na kontrolę popędów.

 

Dobrym przykładem obrazującym tragiczne niezrozumienie intencji Kościoła jest powszechne pojmowanie terminu czystość jako synonimu wstrzemięźliwości, co sprowadza się do stwierdzenia, że – przynajmniej teoretycznie – wg Kościoła w czystości żyją tylko celibatariusze. Trudno wyobrazić sobie większą skalę nieporozumienia. W czystości żyją bowiem wszyscy ci, którzy nie uprawiają wyuzdania i cudzołóstwa, czyli również wierni sobie małżonkowie, o czym zaskakująca część społeczeństwa nie wie.

 

Tego typu zaskoczeń dla osób, które poznały nauczanie Kościoła tylko pobieżnie, jest bardzo dużo. Być może właśnie dlatego na pierwszy rzut oka szokująca decyzja watykańskich decydentów wydaje się być strzałem w dziesiątkę.

 

VISITA MONSEÑOR VICENZO PAGLIA

Arcybiskup Vincenzo Paglia

 

Kierowana przez arcybiskupa Vincenzo Paglię Papieska Rada ds. Rodziny, która od tego miesiąca weszła w skład nowej Dykasterii ds. Świeckich, Rodziny i Życia opublikowała we współpracy z Katolickim Uniwersytetem św. Antoniego w Murcji… poradnik wychowania seksualnego.

Autorzy nadali mu tytuł The Meeting Point, co należy przetłumaczyć jako Miejsce Spotkania. Oparta o metaforę namiotu symbolizującego człowieka, opublikowana w internecie w pięciu językach broszura składa się z konspektu podzielonego na dwie części: dla edukującego – najlepszym wyborem jest tu rodzic, co na każdym kroku podkreślają autorzy programu – oraz dla edukowanego. Celem jest przetłumaczenie na określone postawy i zachowania katolickiej nauki o seksualności – i co za tym idzie nauki o małżeństwie, bo w Kościele obie te sfery nie występują w oderwaniu – dla której fundamentem są dzieła ostatnich papieży; poczynając od Humanae Vitae Pawła VI, którego aktualność myśli i rozstrzygnięć ciągle podkreśla papież Franciszek, przez dzieła Jana Pawła II oscylujące wokół jego teologii ciała oraz Benedykta XVI z jego głęboką analizą umieszczoną m.in. w Deus Caritas Est aż po Amoris Laetitia – bodaj najgłośniejsze z dzieł urzędującego papieża. Z tego zresztą dokumentu pochodzi hasło przyświecające całemu programowi: Trudno myśleć o edukacji seksualnej w czasie, gdy istnieje skłonność do banalizowania i zubożenia seksualności. Można ją zrozumieć jedynie w kontekście wychowania do miłości, do wzajemnego daru z siebie (AL 280).

 

Na marginesie warto zauważyć, że przywołany powyżej punkt najnowszej adhortacji papieża Franciszka otwiera podrozdział zatytułowany: “Tak” dla edukacji seksualnej, który w obliczu rozległych dyskusji o kontrowersjach dotyczących dyscypliny sakramentów prawie nie został zauważony przez komentatorów. Być może dlatego publikacja programu – mimo, że w tej perspektywie dość oczywista – wciąż wydaje się szokująca, a z całą pewnością odważna i na swój sposób przełomowa.

Ku rozczarowaniu przeciwników programu – o których za chwilę – The Meeting Point ma swoje niepodważalne plusy.

 

hands

 

Po pierwsze – po rewolucji seksualnej i wszystkich jej dalekosiężnych następstwach wydaje się, że nie ma już powrotu do stanu poprzedniego. Postępująca seksualizacja, tabloidyzacja nagości i zerwanie z niemal każdym tabu dotyczącym sfery łóżkowej powodują, że młodzież – przyszłość Kościoła! – pozostawiona sama sobie bez wyraźnych wytycznych nie będzie w stanie żyć ściśle według instrukcji swoich duszpasterzy. Tego typu nacisk doprowadza bowiem do przeciążenia bodźcami, które mogą okaleczyć seksualność – jak diagnozuje to papież Franciszek. (AL 281). Nie ulega wątpliwości, że jedyną alternatywą dla postępującej rozwiązłości i publicznego przyzwolenia na zerwanie z tradycyjną obyczajowością jest oparte o czasową wstrzemięźliwość, odpowiedzialność i wierność nauczanie Kościoła, które – jak zaznaczałem we wstępie – nie jest powszechnie rozumiane. Co więcej, przy narastających naciskach na wprowadzenie do szkół wychowania seksualnego, które w wielu aspektach obrazuje zjawisko definiowane przez papieża Franciszka jako kolonizacja ideologiczna, wydaje się oczywistym, że Kościół musi wystąpić z radykalną kontrofensywą. Dotychczasowe formy utyskiwania na współczesną promocję rozwiązłości nie mają w sobie wystarczającej mocy, aby przekonać do katolickiej propozycji rzesze ludzi przebywających – mówiąc Franciszkiem – na peryferiach. Dlatego konieczny był krok naprzód.

 

Po drugie – zmartwieni wyżej opisanym stanem rzeczy rodzice otrzymują od Kościoła wprost do ręki, bez żadnych opłat, kursów i w absolutnie otwartym zaufaniu zrozumiały program, który mogą wykorzystać w procesie wychowywania swoich dzieci. Rodzic jako pierwszy i najważniejszy nauczyciel to właściwie największa siła tkwiąca w założeniach tego programu. Alternatywa przygotowana przez Kościół powoduje, że człowiek wierzący przestał być skazany na ideologiczne przywiązania wybieranych przez oświatowe placówki specjalistów, do których – często nie bez powodu – nie ma zaufania.

 

Wreszcie po trzecie – fragment Amoris Laetitia dotyczący wychowania seksualnego (punkty: 280-286) jest napisany odpowiedzialnie, rozsądnie i w pełnej zgodzie ze wszystkim, czego dotychczas nauczał Kościół. Jeśli to właśnie one wespół z całym kościelnym Magisterium będą nadrzędnym drogowskazem dla realizujących program, jedyną przeszkodą, która pozostanie do przeskoczenia, będzie zabobonny dyskomfort. Nie ma bowiem obawy, że – w przeciwieństwie do większości programów realizowanych na Zachodzie – wychowanie seksualne opierać się będzie o nieodpowiedzialne rozbudzanie ciekawości.

 

???????????????????????????????

 

Warto w tym miejscu wspomnieć, że wiele szkół m.in. w Stanach Zjednoczonych od wielu lat wykorzystuje z dobrym skutkiem oparte o chrześcijańską aksjologię programy stawiające na rozwój osobowy i wstrzemięźliwość seksualną. Dzięki temu od dłuższego czasu zbierają plony w postaci graniczącego z zerem odsetka nastoletnich ciąż lub chorób przenoszonych drogą płciową wśród uczniów.

 

Oczywiście pomysł Papieskiej Rady ds. Rodziny ma swoich licznych przeciwników, którym na wielu poziomach trudno nie przyznać racji.

 

Przykładowo, środowisko związane z amerykańską organizacją Catholic Media Coalition wylicza: [program zawiera] dosłowne obrazy, na przykład, grupa obozowiczów, w których jeden chłopak trzyma dłonie na pośladkach młodej kobiety, uśmiechnięta para stojąca naprzeciw rzeźby przedstawiającej kochającą się parę, obraz owocu ukazanego jako kobieca pierś na jednej z reklam. Organizacja wskazuje również na wulgarność części konspektu, w której rzekomo pojawiają się bardzo dosadne określenia.

 

Choć osobiście uważam powyższe zarzuty za przesadzone (wspomniana rzeźba ukazana jest w tle, a ujęcie, które przedstawia jest zdecydowanie mniej gorszące niż znakomita większość billboardów, które odbiorcy programu widują na ulicach) trzeba przyznać, że krytycy podnoszą tu bardzo ważny głos. W szerszym rozumieniu sprowadza się on do pytania: jakimi regułami powinien kierować się Kościół w tej przepychance o ludzką seksualność?

 

Castle of Blois - The splendid sculpture of two enamoured

 

Pewne jest jedno: Kościół, który postanawia wkroczyć w grę zaproponowaną przez – mówiąc św. Janem – świat, nie może podejmować narzuconych reguł. Jedynym sensem jego uczestnictwa w takich rozgrywkach jest próba zmiany zasad na zdrowsze, bliższe człowiekowi. Każdy krok w kierunku kapitulacji wobec istniejących reguł będzie bowiem tożsamy z deklaracją: inaczej się już nie da. A przecież sensem całego programu jest to, aby pokazać, że nie tylko da się, ale i warto uporządkować to wszystko inaczej!

 

Nie jest to łatwe w żadnym z wymiarów, ale gdyby było, nadzwyczajna interwencja Kościoła nie byłaby potrzebna.

 

Kościół dotykający kwestii wychowania seksualnego dla jednych brzmi groteskowo, dla drugich – obrazoburczo. W mojej opinii oba spojrzenia są niewłaściwe. Oba są też najlepszym powodem, dla którego The Meeting Point musiał w końcu powstać.

 

Wesprzyj nas
Tomasz Adamski

Tomasz Adamski

Zobacz inne artykuły tego autora >
Show comments
Tomasz Adamski
Tomasz
Adamski
zobacz artykuly tego autora >