Nasze projekty
Szymon Hołownia

Owsiak czy św. Jerzy? (9.01.2013)

Niektórych zaprawdę lepiej czasem nie pytać o coś innego niż to, na czym naprawdę się znają.

Reklama

Dobrze, że kilku parlamentarzystów napisało list do Jerzego Owsiaka. Zwrócili mu uwagę, z jakiego kalibru armaty strzelił sobie w stopę oświadczając na kilka dni przed tym jak zacznie zbierać na potrzeby osób starszych, że de facto jest za eutanazją ("eutanazja to pomoc człowiekowi w cierpieniu"). Dobrze, że Jerzy Owsiak odpowiedział im tak, jak odpowiedział. Tłumacząc – tak to zrozumiałem – że niczego nie rozstrzyga, nosi jednak w sobie pytania. Każdy wrażliwy człowiek musi mieć pytania, gdy patrzy na człowieka będącego w takim stanie, że śmierć nie jest dla niego tragedią, jest wybawieniem.

 

Parlamentarzyści podziękowali za sprostowanie, napisali też jaka odpowiedź jest im najbliższa (to też moje zdanie – nie mamy prawa majstrować przy ludzkim życiu, a nasze choćby najszlachetniejsze emocje i najtrudniejsze stany psychiczne nie mają tu nic do rzeczy, nie można z nich lepić uniwersalnego prawa). Trochę żal mi Owsiaka, który sam doposażył jednak w amunicję tych, którzy i tak go nie lubią i którzy w najbliższą niedzielę będą się na nim wyżywać w telewizjach, blogach i na ambonach, oskarżając o wszystkie możliwe "izmy" świata i próbując dowieść, że choć robi dobrze, to w istocie robi źle.

Reklama
Reklama
Owsiak czy św. Jerzy? (9.01.2013)
Fot. Ralf Lotys

Wyrosłem z Owsiakiem w tle. Wszyscyśmy przeszli z nim długą drogę. Ja – od totalnego uwielbienia i zachwytu nad facetem, który w żółtej koszuli, czerwonych okularach i przed mikrofonem z szyldem Towarzystwa Przyjaciół Chińskich Ręczników, pokazywał że świat może być pogodny, kolorowy, zakręcony, że ludzie mogą się skrzyknąć pomimo instytucji by zrobić coś dobrego. To Owsiak nas uczył wspólnoty i obywatelskiego społeczeństwa, podczas gdy inni tłukli się teczkami i majstrowali przy wojnach na górze. Później nasze drogi zaczęły się chyba rozjeżdżać, w durny sposób podszczypywany przez niektórych księży, Owsiak "skracał lont" – reagował coraz gwałtowniej, agresywniej, a ostatnio pokazał się nawet parę razy jako autorytet w sprawach społeczno – politycznych, stając się w moich oczach de facto Kukizem a rebours. Już casus pewnego nader "wyrywnego" aktora o inicjałach K.M. nauczył mnie, że wchodzących w smugę cienia panów o artystycznej (czy pokrewnej) przeszłości zaprawdę lepiej czasem nie pytać o coś innego niż to, na czym naprawdę się znają. Lepiej nie prowokować ich do tego, by doraźnymi zgryźliwościami starców – którzy wszystko już widzieli, więc teraz wiedzą jak jest – bazgrali po swoich obrazach.

Lepiej nie wpychać ich w role, które nie są im przeznaczone. Z przerażeniem patrzę więc na głupotę środowisk, które lansują dziś Jerzego Owsiaka na mędrca, proroka, chcą przykleić go do któregoś z salonów, a z WOŚP zrobić wyłączny synonim "dobrej dobroczynności", tej pogodnej, uśmiechnętej, afirmującej a nie wymagającej, tej dla oświeconych, niech się tam smętny ciemnogród buja ze swoimi garkuchniami i oazową gitarą. Nikt nie szkodzi mu bardziej niż tacy samozwańczy akolici, robiący z tego ciekawego choć specyficznego człowieka "ikonę dobra", co natychmiast podnieca innych do przemalowywania go na "ikonę zła". Owsiak uczciwie zapracował na godne miejsce w historii Polski nie tylko przez to, że uratował tysiące ludzkich istnień i choć na sekundę obudził w milionach ducha wspólnoty wolontariatu, ale również przez to, że dał nam szansę nauczenia się co to znaczy mądrze dzielić się z innymi w wolnym społeczeństwie. Mnie przez tych dwadzieścia lat nauczył, że nie jest archaniołem Rafałem. Podoba mi się, że mówi uczciwie – dając na Orkiestrę finansujesz też Woodstock. Tak to u nas działa, tak chcemy to robić. Super. Wszyscy ci, których korci, by w niedzielę znów "jeździć" po Owsiaku mogliby wykorzystać ten "case" żeby pokazać jak mądrze używać swojej wolności, gdy jesteśmy proszeni o datki. Owsiak to nie Jezus, czerwone serduszko to nie sakrament – prosta piłka: dasz dziesięć złotych – dziewięć (czy jakie tam są proporcje) ulży ludziom w cierpieniu, a za złotówkę będzie impreza, na którą zjadą się tysiące, które lubią zmelanżować się w błotku, posłuchać muzy, a w prasie znów będzie pełno zdjęć tych, co lubią zdrowo popić i spalić (raczej nie z nienawiści) trochę egzotycznych roślin, które hurtowo zamawia pies Kory. Pasuje Ci to? Nie? Nie dorabiaj ideologii, nie domalowuj rogów. Uśmiechnij się do zbierającego wolontariusza, a te dziesięć złotych daj na program "Skrzydła" Caritasu, może to będzie bardziej "twoje". Albo wpłać na PAH. Na hospicjum. Jeśli cię stać – daj i tu i tu. A może najpierw pomyśl sobie jak zabawnie wyglądasz trzesąc się od sierioznych moralnych dylematów do której puszki wrzucić raz na rok pięć złotych, podczas gdy dziesięć złotych dziennie wydajesz na papierosy, słodycze albo pełne syfu brukowe "gazetki".

 

Reklama
Reklama

Jeżeli ktoś dobrze życzy Owsiakowi, powinien wesprzeć go w tłumaczeniu, że WOŚP to jedna z dobrych opcji, ale wcale nie jedyna. Dając na WOŚP realnie pomagasz ludziom. Nie dając – nie krzywdzisz ich, o ile tylko nie jesteś ślepy na ich potrzeby gdzie indziej i w praktyce (a nie poprzez snucie "mądrości") czegoś już dla nich nie robisz.

Reklama

Najciekawsze artykuły

co tydzień w Twojej skrzynce mailowej

Raz w tygodniu otrzymasz przegląd najważniejszych artykułów ze Stacji7

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
Reklama
WIARA I MODLITWA
Wspieraj nas na Patronite