Papież na kanonizacji: tylko spotkanie z Jezusem zbawia

Tylko spotkanie z Jezusem zbawia, czyni życie pełnym i pięknym - powiedział 13 października papież Franciszek podczas Mszy św. na placu św. Piotra w Watykanie, na początku której dokonał kanonizacji pięciorga błogosławionych

Polub nas na Facebooku!

Świętymi zostali ogłoszeni: angielski konwertyta z anglikanizmu, kard. Jan Henryk Newman i cztery kobiety: Brazylijka s. Dulce (Maria Rita do Sousa Brito Lopes Pontes), s. Mariam Teresa Mankidiyan Chiramel z Indii, Włoszka s. Józefina Vannini i świecka Szwajcarka Małgorzata Bays.

Publikujemy polskie tłumaczenie papieskiej homilii.

„Twoja wiara cię uzdrowiła” (Łk 17, 19). Jest to punkt docelowy dzisiejszej Ewangelii, ukazujący nam pielgrzymowanie wiary. Na tej drodze wiary widzimy trzy etapy, wyznaczone przez uzdrowionych trędowatych, którzy błagają, idą i dziękują.

Po pierwsze, błagać. Trędowaci znajdowali się w strasznym położeniu, nie tylko z powodu choroby, która rozpowszechniona jest również dzisiaj, i którą trzeba zwalczać ze wszystkich sił, ale także z powodu wykluczenia społecznego. W czasach Jezusa byli uważani za nieczystych i jako tacy musieli być izolowani, odosobnieni (por. Kpł 13,46). Istotnie widzimy, że kiedy szli do Jezusa, „zatrzymali się z daleka” (por. Łk 17, 12). Jednak chociaż ich położenie odsuwało ich na bok, wzywali Jezusa, jak mówi Ewangelia, „głośno” (w. 13). Nie dali się sparaliżować ludzkimi wykluczeniami i wołali do Boga, który nikogo nie wyklucza. W taki właśnie sposób skracają się dystanse, powstaje się z samotności: nie zamykając się w sobie i w swoich żalach, nie myśląc o osądach innych ludzi, lecz przyzywając Pana, ponieważ Pan słyszy wołanie tych, którzy są samotni.

Podobnie jak owi trędowaci, również my wszyscy potrzebujemy uzdrowienia. Potrzebujemy uzdrowienia z nieufności wobec samych siebie, wobec życia i przyszłości; z wielu obaw; z wad, których jesteśmy niewolnikami; z wielu zamknięć, uzależnień i przywiązań: z gier, pieniędzy, telewizji, telefonów komórkowych, osądów innych osób. Pan uwalnia i uzdrawia serce, jeśli Go wzywamy, jeśli mówimy do niego: „Panie, wierzę, że możesz mnie uzdrowić; ulecz mnie od moich zamknięć; Jezu, wyzwól mnie od zła i lęku”. Trędowaci jako pierwsi w tej Ewangelii przyzywają imienia Jezusa. Następnie uczynią to również niewidomy i łotr na krzyżu: ludzie potrzebujący wzywają imienia Jezusa, które oznacza „Bóg zbawia”. Wzywają Boga po imieniu, wprost i spontanicznie. Wzywanie po imieniu jest oznaką zaufania, a Pan to lubi. W ten sposób rozwija się wiara, z ufnym wezwaniem, zanosząc Jezusowi to, kim jesteśmy, z otwartym sercem, nie ukrywając naszej nędzy. Codziennie przyzywajmy imienia Jezusa: Bóg zbawia. Powtarzajmy je: jest to modlitwa. Modlitwa jest bramą wiary, modlitwa jest lekarstwem serca.

Drugi etap to iść. W dzisiejszej krótkiej Ewangelii pojawia się kilkanaście czasowników mówiących o ruchu. Ale uderzające jest przede wszystkim to, że trędowaci nie zostają uzdrowieni, gdy stoją nieporuszeni przed Jezusem, ale później, gdy idą: „A gdy szli, zostali oczyszczeni”, mówi tekst (w. 14). Zostają uzdrowieni, idąc do Jerozolimy, to znaczy, idąc pod górę. Zostajemy oczyszczeni podczas pielgrzymki życia, pielgrzymki która często prowadzi pod górę, ponieważ prowadzi ku temu, co w górze. Wiara wymaga pielgrzymowania, wyjścia, działa cuda, jeśli wydostaniemy się z naszych uspokajających pewników, jeśli opuścimy nasze kojące porty, nasze wygodne gniazdka. Wiara rośnie wraz z darem i rozwija się wraz z podejmowaniem ryzyka. Wiara posuwa się naprzód, gdy idziemy przed siebie wyposażeni w zaufanie do Boga. Wiara przeciera sobie szlaki przez pokorne i konkretne kroki, podobnie jak pokornymi i konkretnymi były droga trędowatych i kąpiel w Jordanie Naamana w pierwszym czytaniu (por. 2 Krl 5, 14-17). Dotyczy to również nas: rozwijamy się w wierze z pokorną i konkretną miłością, z codzienną cierpliwością, wzywając Jezusa i idąc naprzód.

W drodze trędowatych jest jeszcze jeden interesujący aspekt: poruszają się razem. „Szli” i „zostali oczyszczeni”, mówi Ewangelia (w. 14), zawsze w liczbie mnogiej: wiara to pielgrzymowanie razem, nigdy samotnie. Ale kiedy zostali uzdrowieni, to dziewięciu poszło swoją drogą, a tylko jeden powrócił, żeby podziękować. Jezus wyraził wówczas całe swe rozgoryczenie: „Gdzie jest dziewięciu?” (w. 17). Wygląda na to, że od jedynego, który wrócił, domaga się zdania sprawy o pozostałych dziewięciu. To prawda, naszym zadaniem, nas, którzy jesteśmy tutaj, by sprawować Eucharystię, to znaczy czynić dzięki – naszym zadaniem jest zatroszczenie się o tych, którzy przestali iść, tych, którzy zagubili drogę: jesteśmy opiekunami braci nieobecnych. Orędujemy za nimi, jesteśmy za nich odpowiedzialni, to znaczy powołani, aby za nich odpowiedzieć, wziąć ich sobie do serca. Czy chcesz wzrastać w wierze? Zatroszcz się o brata nieobecnego, o nieobecną siostrę.

Błagać, iść i dziękować: to ostatni etap. Tylko temu, który dziękuje Jezus mówi: „Twoja wiara cię uzdrowiła” (w. 19). Jest nie tylko zdrowy, lecz także zbawiony. Mówi to nam, że punktem docelowym nie jest zdrowie, nie jest dobre samopoczucie, ale spotkanie z Jezusem. Zbawienie nie polega na wypiciu szklanki wody, żeby być w formie, lecz na pójściu do źródła, którym jest Jezus. Jedynie On wyzwala od zła i uzdrawia serce, tylko spotkanie z Nim zbawia, czyni życie pełnym i pięknym. Kiedy spotykamy Jezusa, spontanicznie rodzi się dziękczynienie, ponieważ odkrywamy najważniejszą rzecz w życiu: nie otrzymanie łaski ani rozwiązanie problemu, lecz przyjęcie Pana życia.

Miło widzieć, że ten uzdrowiony człowiek, który był Samarytaninem, wyraża radość całym sobą: wychwala Boga donośnym głosem, upada na twarz, dziękuje (por. ww. 15-16). Kulminacją drogi wiary jest życie w dziękczynieniu. Możemy zadać sobie pytanie: czy my, mający wiarę, przeżywamy dni jako ciężar, który trzeba znieść, czy też uwielbienie, które należy składać? Czy skupiamy się na sobie czekając, by prosić o kolejną łaskę, czy też znajdujemy radość w dziękczynieniu? Kiedy dziękujemy, Ojciec się wzrusza i obdarza nas Duchem Świętym. Dziękczynienie nie jest kwestią uprzejmości, etykiety, lecz kwestią wiary. Serce, które dziękuje, jest zawsze młode. Mówienie „Dziękuję Ci, Panie”, gdy się budzimy, w ciągu dnia, przed pójściem spać, jest środkiem zapobiegającym starzeniu się serca. Podobnie w rodzinie, między małżonkami: pamiętajmy, by podziękować. „Dziękuję” to słowo najprostsze i najbardziej dobroczynne.

Błagać, iść, dziękować. Dzisiaj dziękujemy Panu za nowych świętych, którzy pielgrzymowali w wierze, a których teraz przyzywamy jako orędowników. Trzy z nich są zakonnicami i ukazują nam, że życie zakonne jest drogą miłości na egzystencjalnych peryferiach świata. Natomiast święta Małgorzata Bays była krawcową i ukazuje nam, jak potężna jest prosta modlitwa, wytrwała cierpliwość, ciche darowanie siebie: przez te rzeczy Pan ożywił w niej blask Paschy. To świętość życia powszedniego, o której mówi święty kardynał Newman, który stwierdził: „Chrześcijanin posiada głęboki, milczący, ukryty pokój, którego świat nie widzi […] Chrześcijanin jest wesoły, prosty, miły, łagodny, uprzejmy, uczciwy, skromny, bezpretensjonalny […] w jego postawie jest tak niewiele niezwykłości czy efektowności, że na pierwszy rzut oka można go z łatwością wziąć za zwyczajnego człowieka” („Parochial and Plain Sermons”, V, 5). Prośmy, abyśmy byli takimi „łagodnymi światłami” pośród mroków świata. Jezu, „pozostań z nami, a my zaczniemy jaśnieć, tak jak Ty jaśniejesz, aby być światłem dla innych” („Meditations on Christian Doctrine”, VII,3). Amen.

Tłumaczenie: KAI/ad

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


 

 



Franciszek ogłosił dziś pięcioro nowych świętych

Pięcioro błogosławionych w tym bł. kard. Johna Henry'ego Newmana – ogłosił dziś papież Franciszek  świętymi Kościoła katolickiego. Uroczystość na Placu św. Piotra w Watykanie zgromadziła tysiące osób z całego świata.

Polub nas na Facebooku!

Świetymi zostali angielski konwertyta z anglikanizmu, kard. Jan Henryk Newman, Brazylijka s. Dulce (Maria Rita do Sousa Brito Lopes Pontes), s. Mariam Teresa (Thresia) Mankidiyan Chiramel z Indii, Włoszka s. Józefina Vannini i świecka Szwajcarka Małgorzata Bays. Wszyscy oni żyli w XIX i XX wieku. Dzisiejsza kanonizacja jest pierwszym takim obrzędem w tym roku.

Poniżej podajemy krótkie życiorysy przyszłych świętych.

1. Jan Henryk (John Henry) Newman urodził się 21 lutego 1801 w Londynie. Studiował w Oksfordzie teologię anglikańską, a 13 czerwca 1824 został ordynowany na pastora w Kościele anglikańskim. Z katolicyzmem zetknął się przy okazji podróży do Włoch. Po powrocie do Anglii założył w 1833 Ruch Oksfordzki – anglikański ruch odnowy, którego głównym celem było odkrywanie na nowo dziedzictwa katolickiego w anglikańskiej liturgii, teologii i strukturze kościelnej.

Po kilku latach studiów nad pismami Ojców Kościoła, rozmyślaniach i modlitwie Newman doszedł do przekonania, że to nie Kościół katolicki pobłądził w swym nauczaniu, ale przeciwnie – angielski Kościół narodowy daleko odszedł od pierwotnego depozytu wiary. Jesienią 1845 zdecydował się zmienić wyznanie i 9 października tegoż roku został oficjalnie przyjęty do Kościoła katolickiego.

Po studiach w Rzymie przyjął katolickie święcenia kapłańskie w październiku 1846. W rok później założył w Birmingham oratorium filipinów. Z tym zgromadzeniem księży, założonym w XVI w. przez św. Filipa Nereusza, spotkał się w czasie swoich studiów w Rzymie i sam do niego wstąpił. W okresie ostrych konfliktów między Kościołem a ruchami mieszczańskimi w XIX w. ks. Newman został pomówiony o nadmierny liberalizm i musiał się usunąć z życia kościelnego. W tym czasie pisał dzieła, które z czasem weszły do klasyki teologii duchowości.

Leon XIII w pełni rehabilitował dawnego konwertytę i 12 maja 1879 r. obdarzył go godnością kardynalską. John Henry Newman zmarł 11 sierpnia 1890 r. w Birmingham.

W teologii katolickiej przyczynił się do ugruntowania koncepcji rozwoju dogmatów. Jego myśl, ukształtowana głównie przez Ojców Kościoła, wywarła duży wpływ na teologię katolicką. Napisał wiele dzieł teologicznych, m.in.: “O rozwoju doktryny chrześcijańskiej” (1845, wyd. pol. 1957), “Apologia pro vita sua” (1864; 1948), powieść “Kaliksta” (1859; 1871). Dla wielu teologów nazwisko kard. Newmana kojarzy się często z jego słynnym stwierdzeniem z listu do księcia Norfolk: “Jeśli – co wydaje mi się całkiem nieprawdopodobne – musiałbym wznieść toast za religię, wypiłbym zdrowie papieża. Ale wcześniej wypiłbym za sumienie, a potem dopiero za papieża”.

Proces beatyfikacyjny kard. Newmana rozpoczęto w archidiecezji Birmingham w 1986. W lutym 1989 wydano dekret o ważności procesu beatyfikacyjnego, a w niespełna dwa lata później – 22 stycznia 1991 – św. Jan Paweł II podpisał dekret o heroiczności cnót. 3 lipca 2009 Benedykt XVI upoważnił Kongregację Spraw Kanonizacyjnych do ogłoszenia dekretu uznającego cud uzdrowienia za wstawiennictwem kardynała, po czym 19 września 2010 w Cofton Park w Birmingham osobiście ogłosił go błogosławionym.

2. Siostra Dulce (Maria Rita do Sousa Brito Lopes Pontes) urodziła się 6 maja 1914 w mieście Salvador – stolicy stanu Bahia na wschodnim wybrzeżu Brazylii jako drugie dziecko w wielodzietnej rodzinie dentysty, profesora miejscowego uniwersytetu. Chociaż jej matka, Dulce, zmarła w wieku 26 lat, gdy Maria Rita miała 6 lat, jej dzieciństwo było szczęśliwe, a rodzeństwo i krewni starali się wynagrodzić jej stratę matki, którą bardzo kochała. Pewnego dnia ze swą ciotką odwiedziła przytułek dla ubogich, a widok ludzkiej biedy i cierpień wstrząsnął nią tak bardzo, że postanowiła poświęcić swoje życie cierpiącym.

Od najmłodszych lat bardzo lubiła się modlić, zwłaszcza do św. Antoniego, który był jej ukochanym patronem. Prosiła też Boga, aby wskazał jej, czy ma wybrać drogę życia zakonnego. Ostatecznie w wieku 19 lat, po ukończeniu studium nauczycielskiego, wstąpiła do Zgromadzenia Sióstr Misjonarek od Niepokalanego Poczęcia Matki Bożej w Sergipe i w rok później złożyła śluby, przyjmując imię zakonne Dulce (Słodka) na pamiątkę swej matki. Wkrótce też wróciła do Bahia, rozpoczynając posługę w ubogich wspólnotach w Alagados i Itapagipe. W tymże 1934 r. powołała do życia Związek Robotniczy św. Franciszka – pierwszy chrześcijański ruch robotniczy w Salvadorze. W 3 lata później założyła Kółko Robotnicze w Bahia. Działania ta, a zwłaszcza jej niezmordowana praca z najbiedniejszymi zyskały jej szybko przydomek Siostry Dulce od Ubogich i Dobrego Anioła z Bahia.

Chorych i cierpiących odwiedzała w ich domach, a w poszukiwaniu niezbędnych środków, żywności, lekarstw i wszelkiej innej pomocy zwracała się do miejscowych przedsiębiorców i przyjaciół. Hasłem jej życia i poczynań były słowa: „Kochać i służyć najbardziej potrzebującym, jakby przyjmował ich sam Chrystus”.

W 1946 rozpoczęła działalność w tymczasowym schronisku w pobliżu swego klasztoru, gdzie mogła przyjąć nawet 700 chorych, których sprowadzała z ulic miasta. Dziś Stowarzyszenie Dzieł Społecznych im. Siostry Dulce jest największą organizacją pozarządową na północy i północnym wschodzie Brazylii, przyjmując w swych 11 placówkach całkowicie bezpłatnie ponad milion potrzebujących rocznie. Są wśród nich niepełnosprawni, starcy, porzucone dzieci, żebracy, alkoholicy, narkomani i wszyscy żyjący na marginesie społeczeństwa.

Aby tworzyć swe dzieło, s. Dulce prosiła o pomoc miejscową ludność, mieszkańców innych stanów i osobistości zagraniczne. 7 lipca 1980 spotkała się z Janem Pawłem II w czasie jego pierwszej wizyty w Brazylii. W 4 lata później założyła Stowarzyszenie Córek Maryi Służebnic Ubogich, a w 1988 zgłoszono ją do Pokojowej Nagrody Nobla. 20 października 1991, w czasie swej drugiej podróży do Brazylii Jan Paweł II poprosił o możność odwiedzin zakonnicy, już wówczas złożonej chorobą i leżącej w łóżku.

Nigdy nie odznaczała się dobrym zdrowiem, ale ostatnie lata były dla niej szczególnie trudne – od listopada 1990 miała wielkie problemy z oddychaniem, spędzając coraz więcej czasu w szpitalach. Nie przeszkadzało jej to jednak w zakładaniu i prowadzeniu jednej z największych i cieszących się największym szacunkiem instytucji dobroczynnych w kraju.

Siostra Dulce zmarła w Konwencie św. Antoniego w Salvadorze 13 marca 1992 w opinii świętości. Jej doczesne szczątki spoczęły ostatecznie w kaplicy Szpitala św. Antoniego – głównego ośrodka jej Dzieł Pomocowych.

Proces beatyfikacyjny brazylijskiej zakonnicy rozpoczął się w 2000, a sama beatyfikacja odbyła się 22 maja 2011 w Salvador da Bahia; przewodniczył jej arcybiskup-senior tego miasta kard. Geraldo Majella Agnelo.

3. Józefina (Giuseppina) Vannini urodziła się 7 lipca 1859 w Rzymie jako drugie z trójki dzieci. Na chrzcie otrzymała imiona Judyta Adelajda (Giuditta Adelaide). Gdy miała 4 lata, zmarł jej ojciec, a w 3 lata później – jej matka i osierocone rodzeństwo zostało rozdzielone: młodszego brata wziął na wychowanie wuj ze strony matki, starszą siostrę przygarnęły zakonnice od św. Józefa, Judyta zaś trafiła do sierocińca, prowadzonego przez siostry miłosierdzia (szarytki). Przebywała tam do 21. roku życia, po czym poprosiła o przyjęcie jej do tego zgromadzenie, na co początkowo siostry się zgodziły (znalazła się w klasztorze w Sienie), ale w 1888 ostatecznie wystąpiła z niego, m.in. ze względu na stan zdrowia i wróciła do Rzymu.

Po kilku latach rozterek duchowych 17 grudnia 1891, za radą swego ówczesnego spowiednika ks. Luigiego Tezzy (kamilianina; beatyfikowanego 4 XI 2001) postanowiła powołać do życia nową wspólnotę zakonną – żeńską gałąź zgromadzenia kleryków regularnych, posługujących chorym (kamilianów), założonego przez św. Kamila de Lellis (1550-1614). 2 lutego 1892, we wspomnienie nawrócenia św. Kamila, wraz z dwiema innymi kobietami przywdziała szkaplerz karmelitański z naszytym na nim dużym czerwonym krzyżem, jaki noszą kamilianie, a 19 marca założyła pełny strój zakonny. Jednocześnie przyjęła imię Maria Józefina.

Przez następnych 19 lat, przy wsparciu ks. Tezzy – najpierw osobistym, później listownym – trwał rozrost nowego zgromadzenia, mimo biedy, jaka od początku mu towarzyszyła. Dość szybko powstały nowe placówki nie tylko we Włoszech, ale także we Francji, Belgii i Ameryce Południowej. Jednocześnie jednak Leon XIII nie chciał zatwierdzić nowej wspólnoty, uważając, że w Rzymie jest już wystarczająco dużo żeńskich zgromadzeń zakonnych, a nawet polecił siostrom wynieść się z Wiecznego Miasta. Zaopiekował się wówczas nimi papieski wikariusz dla diecezji rzymskiej kard. Lucido M. Parocchi. Poza tym odsunięto od nich ks. Tezzę, który odtąd kontaktował się ze „swymi córkami”, jak je określał, wyłącznie listownie. W 1900 nawet ta więź osłabła, gdyż władze zakonne wysłały go do Peru i tam zmarł w 1923. Ale m. Józefina nie załamała się i samotnie kierowała swym zgromadzeniem, mimo coraz większych kłopotów ze zdrowiem. Wreszcie 21 czerwca 1909 uzyskała zatwierdzenie diecezjalne jako córki św. Kamila.

Zmarła po ciężkiej chorobie serca w Rzymie 23 lutego 1911, pozostawiając 17 domów w Europie i Ameryce ze 156 siostrami. Od 1932 jej doczesne szczątki znajdują się w kaplicy domu generalnego zgromadzenia w Grottaferrata pod Rzymem. Błogosławioną ogłosił ją 16 października 1994 na Placu św. Piotra św. Jan Paweł II.

4. Siostra Mariam Teresa (Thresia) Mankidiyan Chiramel urodziła się 26 kwietnia 1876 w wiosce Puthenchira w południowoindyjskim stanie Kerala jako trzecie z pięciorga dzieci w zamożnej rodzinie katolików syromalabarskich. Gdy skończyła 10 lat, poświęciła się całkowicie Jezusowi, składając dozgonny ślub czystości. W 2 lata później zmarła jej matka a ona sama przestała chodzić do szkoły; wiele czasu spędzała z dala od ludzi, dużo się modląc. W 1891 na pewien czas uciekła z domu, by prowadzić życie pustelnicze i pokutować. W końcu wróciła jednak do swej wsi i wraz z kilkoma przyjaciółkami zaczęła pomagać ubogim i chorym. Pielęgnowała trędowatych i chorych na ospę. Z wielką troską dbała o wystrój miejscowego kościoła parafialnego.

Od 1904, gdy ukazała się jej Matka Boża, zaczęła używać imienia Maria. Mniej więcej w tym samym czasie zaczęła doznawać przeżyć mistycznych a na jej ciele pojawiły się stygmaty, które ukrywała. Mimo częstych umartwień miewała ciężkie pokusy. Doświadczała też różnych przykrości, a nawet upokorzeń ze strony władz kościelnych, np. nie mogła codziennie przyjmować komunii i nieraz poddawano ją egzorcyzmom.

W końcu, za radą miejscowego biskupa Johna Menachery’ego, wstąpiła do zakonu karmelitanek bosych, szybko jednak uświadomiła sobie, że nie jest to jej droga życiowa i po 2 miesiącach wystąpiła z Karmelu, przenosząc się do domu modlitwy, który biskup pozwolił jej założyć. Wraz z trzema innymi kobietami prowadziła tam życie pełne medytacji i pokuty, łącząc to jednocześnie z posługą charytatywną. Tak powstało Zgromadzenie Świętej Rodziny, zatwierdzone kanonicznie 14 maja 1914 a pierwszą jego przełożoną generalną została Maria Teresa, podczas gdy kapelanem był jej kierownik duchowy o. Joseph Vithayathil, uważany również za współzałożyciela zgromadzenia.

Jako mistrzyni nowicjatu, Maria Teresa osobiście czuwała nad formacją sióstr w duchu pierwotnego charyzmatu. Zakonnice opiekowały się chorymi i umierającymi, odwiedzały ubogie rodziny oraz wychowywały dziewczęta w zakładanych przez siebie szkołach i sierocińcach.

Radykalizm ewangeliczny bł. Marii Teresy, jej bohaterską posługę bliźnim, posłuszeństwo władzy kościelnej i świadectwo pokornej, bezgranicznej miłości porównuje się dziś często do życia i działalności św. Matki Teresy z Kalkuty. Przez całe życie wiele cierpiała duchowo i fizycznie, a zarazem tak jak ona drobna i niepozorna, promieniowała wielką energią duchową, którą czerpała z intensywnego życia modlitwy i całkowitego zawierzenia Opatrzności Bożej.

Zmarła w opinii świętości 8 czerwca 1926 w Kuzhikkattussery w stanie Kerala. W chwili jej śmierci założone przez nią zgromadzenie liczyło 55 sióstr, dzisiaj należy do niego ok. 1,6 tys. sióstr posługujących najuboższym nie tylko w Indiach, ale także we Włoszech, w Niemczech i Ghanie. Beatyfikował ją 9 kwietnia 2000 w Rzymie św. Jan Paweł II.

5. Małgorzata (Marguerite) Bays urodziła się 8 września 1815 w miejscowości La Pierraz, na przedmieściach miasteczka Siviriez w szwajcarskim kantonie Fryburg jako drugie z siedmiorga dzieci w skromnej rodzinie rolniczej. Od najmłodszych lat bardzo pociągała ją modlitwa i życie wspólnotowe, nigdy jednak nie zdecydowała się wstąpić do zakonu czy zgromadzenia zakonnego; wolała służyć swym bliskim i sąsiadom, utrzymując się z krawiectwa. Ukończyła jedynie 3 klasy szkoły podstawowej. Swój wolny czas, którego nie miała zbyt wiele, poświęcała przede wszystkim chorym i katechizowaniu dzieci. 22 lutego 1860 wstąpiła do III zakonu franciszkańskiego (dziś zwanego Świeckim Zakonem św. Franciszka). Przez 15 lat znosiła cierpliwie przykrości ze strony swej bratowej Josette, która intensywne życie modlitewne Małgorzaty uważała za stratę czasu, nieraz też czuła się bardzo zmęczona ciężką pracą na roli. Ale na łożu śmierci Josette uznała swe błędy i pojednała się z Małgorzatą.

Gdy miała 38 lat, stwierdzono u niej raka jelit, ale już w rok później, 8 grudnia 1854, dokładnie w dniu, w którym bł. Pius IX ogłosił dogmat o Niepokalanym Poczęciu Matki Bożej, Małgorzata została uzdrowiona, co przypisywała Jej wstawiennictwu. Jednocześnie jednak otrzymała stygmaty i odtąd co piątek i przez cały Wielki Tydzień przez prawie 25 lat doświadczała na sobie fizycznych i duchowych cierpień Męki Pańskiej. Choć całe swe życie spędziła w jednej miejscowości, poczuwała się do odpowiedzialności za Kościół na całym świecie, przyczyniając się m.in. do powstania Dzieła św. Pawła i założenia we Fryburgu dziennika “La liberté”.

Zmarła w opinii świętości w swoim mieszkaniu w Siviriez 27 czerwca 1879 w wieku niespełna 64 lat. Jej doczesne szczątki znajdują się w kaplicy św. Józefa miejscowego kościoła parafialnego.

Beatyfikował ją 29 października 1995 w Rzymie św. Jan Paweł II.

Niedzielna uroczystość na Placu św. Piotra jest pierwszą kanonizacją w tym roku a 17. od początku obecnego pontyfikatu. Podczas dotychczasowych 16 tego rodzaju obrzędów papież ogłosił łącznie 879 świętych, w tym dwóch Polaków: Jana Pawła II i Stanisława M. Papczyńskiego.

KAI/ad

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


 

 



Copy link
Powered by Social Snap