video-jav.net

Nikt nie powinien czuć się jak intruz

Jest tylko jeden wymóg, by uzyskać dostęp do serca Jezusa: poczucie potrzeby uzdrowienia i powierzenie się Jemu - powiedział dziś papież Franciszek przed modlitwą "Anioł Pański"

Polub nas na Facebooku!

Drodzy bracia i siostry, dzień dobry!

Ewangelia dzisiejszej niedzieli (por. Mk 5,21-43) przedstawia dwa cuda dokonane przez Jezusa, opisując je niemal jako rodzaj triumfalnego marszu ku życiu.

Najpierw ewangelista opowiada o pewnym Jairze, jednym z przełożonych synagogi, który przybył do Jezusa i błagał Go, aby poszedł do jego domu, ponieważ jego dwunastoletnia córka dogorywała. Jezus zgodził się i poszedł z nim; ale po drodze nadeszła wiadomość, że dziewczynka nie żyje. Możemy sobie wyobrazić reakcję owego ojca. Ale Jezus mówi mu: „Nie bój się, tylko wierz” (w.36). Gdy dotarli do domu Jaira, Jezus odsunął wszystkich, wszedł do pokoju jedynie z rodzicami oraz trzema uczniami i zwracając się do zmarłej powiedział: „Dziewczynko, mówię ci, wstań” (w. 41). Dziewczynka natychmiast wstała, jakby budząc się z głębokiego snu (por. w. 42).

W obrębie tego opisu Marek umieszcza inny: uzdrowienie kobiety, która cierpiała na krwotok a została uzdrowiona, skoro tylko dotknęła się płaszcza Jezusa (por. w. 27). Tutaj uderzający jest fakt, że wiara tej kobiety przyciąga, – chciałbym powiedzieć „kradnie” – boską moc zbawczą będącą w Chrystusie, który czując, że „wyszła z niego” moc, starał się zrozumieć, kto to był. A kiedy kobieta przyznała się i wyznała wszystko, powiedział do niej: „Córko, twoja wiara cię ocaliła” (w. 34).

Są to dwie powiązane historie, z jednym centrum: wiara. Ukazują one Jezusa jako źródło życia, jako Tego, który daje na nowo życie osobom, które całkowicie Mu ufają. Dwaj główni bohaterowie, czyli ojciec dziewczynki i chora nie są jeszcze uczniami Jezusa, a jednak zostali wysłuchani ze wzglądu na swą wiarę. Rozumiemy stąd, że na drogę Pana przyjmowani są wszyscy: nikt nie powinien czuć się jak intruz, osoba dopuszczająca się nadużycia, czy ktoś, kto nie ma prawa. Jest tylko jeden wymóg, by uzyskać dostęp do Jego serca: poczucie potrzeby uzdrowienia i powierzenie się Jemu. Pytam was, każdego z osobna: czy czujesz potrzebę uzdrowienia? Z jakiejś rzeczy, jakiegoś grzechu, problemu? A jeśli to odczuwasz, czy masz wiarę w Jezusa? To dwa wymagania, aby być uzdrowionymi, by mieć dostęp do Jego serca: odczuwać potrzebę uzdrowienia i powierzyć się Jemu.

Jezus idzie, aby znaleźć tych ludzi w tłumie i wyrywa ich z anonimowości, wyzwala z lęku, by żyć i się ośmielić. Czyni to spojrzeniem i słowem, które stawia ich na nogi po tak wielu cierpieniach i upokorzeniach. My również jesteśmy wezwani, by nauczyć się i naśladować te słowa, które wyzwalają i te spojrzenia, które przywracają chęć życia, tym którzy są jej pozbawieni.

W tym fragmencie Ewangelii przeplatają się tematy wiary i nowego życia, które Jezus przyszedł dać wszystkim. Wchodząc do domu, w którym leżała martwa dziewczynka, wyrzucał tych, którzy robili zgiełk i płakali, (por. w. 40) mówiąc: „Dziecko nie umarło, tylko śpi” (w. 39). Jezus jest Panem, a wobec Niego śmierć fizyczna jest jak sen: nie ma powodu do rozpaczy. Istnieje inna śmierć, której należy się obawiać: serce znieczulone złem! Tak, tej śmierci musimy się obawiać! Gdy czujemy, że nasze serce jest nieczułe, znieczula się – pozwolę sobie powiedzieć – serce zmumifikowane – wówczas musimy się tego obawiać. To właśnie jest śmierć serca. Ale także grzech, serce zmumifikowane nie jest dla Jezusa ostatnim słowem, ponieważ to On przyniósł nam nieskończone miłosierdzie Ojca. I nawet jeśli nisko upadniemy, dociera do nas jego delikatny i mocny głos: „Mówię ci: wstań!”. Wspaniale usłyszeć to słowo Jezusa skierowane do każdego z nas: „Mówię ci: wstań! Wstań, bądź odważny, wstań!”. Jezus przywraca życie dziewczynce i przywraca życie uzdrowionej kobiecie: życie i wiarę obydwu.

Prośmy Maryję Dziewicę, aby towarzyszyła naszej pielgrzymce wiary i konkretnej miłości, zwłaszcza wobec potrzebujących. I wzywajmy Jej macierzyńskiego wstawiennictwa dla naszych braci, którzy cierpią na ciele i na duchu.

KAI/al

Skoro jestem biskupem ulicy, świętuję z ubogimi

„To była najnormalniejsza rzecz na świecie. Skoro jestem biskupem ulicy, to muszę świętować z tymi, którym posługuje” – tak kard. Konrad Krajewski tłumaczy się z przyjęcia, jakie zorganizował wczoraj wieczorem w Watykanie dla ubogich Wiecznego Miasta. W ten nietypowy sposób postanowił on uświetnić czwartkowy konsystorz, na którym Ojciec Święty zaliczył go w poczet kardynałów.

Polub nas na Facebooku!

W rozmowie z Radiem Watykańskim papieski jałmużnik przyznał, że zaproszenia na to kardynalskie przyjęcie rozdawał już od tygodnia pośród ludzi ulicy, którym wraz z Gwardią Szwajcarską rozdaje pożywienie. Część zaproszeń trafiło też do Wspólnoty św. Idziego, która rozdzieliła je między migrantów, którzy przybyli do Włoch czy to drogą morską, czy to korytarzami humanitarnymi. W sumie zgromadziło się 280 osób.

„Dla nas było najważniejsze, aby odbyło się to na Watykanie, żeby oni poczuli, że my ich zapraszamy do swego domu, a nie do restauracji” – podkreśla kard. Krajewski, zapewniając, że była to dobra kolacja, podana w stołówce dla pracowników Watykanu i przygotowana przez watykańskich kucharzy. Zdaniem papieskiego jałmużnika, jego goście zrozumieli ten gest.
Przywracanie godności ubogim

“Przyjęli to z wielką radością, bo oni lubią być zapraszani – powiedział Radiu Watykańskiemu kard. Krajewski. – Przywracanie godności następuje w ten właśnie sposób, że im dajemy to, co dla nas jest normalne. My siadamy do stołu, a oni jedzą na ulicy, na krawężnikach, gdzieś po kątach. Przystroiliśmy pięknie stoły. Na każdym stole były kwiaty, normalne metalowe sztućce i ceramiczne talerze, a nie plastikowe. Wszędzie były serwetki, które lubi Papież, czyli ze słonecznikami. Był szampan, było wino. Oczywiście nasi wolontariusze obsługiwali naszych gości, nie zostawiali butelek na stole, żeby ktoś nie miał pokusy przy tak gorących dniach przesadzić z alkoholem. Traktowaliśmy ich tak, jak traktuje się gości w każdym domu, czyli z sercem, z miłością. Dzieliliśmy się posiłkiem najlepszym, jaki byliśmy w stanie przygotować”.

Kard. Krajewski zaznaczył, że osobiście podejmował wszystkich gości, dziękując im za przybycie. Największe poruszenie wywołało jednak przybycie Papieża. “Papież przyjechał bez ochrony, tylko z kierowcą – opowiada kard. Krajewski. – Wszedł sam. Podszedłem do niego, a Ojciec Święty od razu powiedział: «Nie przyjechałem do ciebie, przyjechałem do biednych, bo to jest czysta Ewangelia». Ojciec Święty przeszedł między stołami. Dla niego miejsce było przy ostatnim stole, bo wszędzie było pełno. Było to bardzo ewangeliczne. Usiadł przy ostatnim stole, który stał się pierwszym. Usiadł pośród ludzi, którzy nigdy by nie pomyśleli, że będą jeść z Papieżem. Obok niego siedziała pewna kobieta, która na co dzień jest bardzo natrętna. Trzyma mnie za koszulę i ciągle opowiada, trudno się od niej uwolnić. A Ojciec Święty obok niej właśnie usiadł i o dziwo, była cicho. Natomiast z drugiej strony siedział Carlo ze Wspólnoty św. Idziego, który zajmuje się pogrzebami bezdomnych. Wiadomo, że to jest dość długa procedura, bo często nie mają dokumentów, więc miesiącami leżą w lodówkach, a on ich wydobywa z tych lodówek i organizujemy pogrzeby. On jest jak Antygona, wie, że trzeba pochować” – opowiadał kard. Krajewski.

KAI