video-jav.net

“Nie można oddzielać miłości Boga i miłości bliźniego”

– Jezus uczy nas, że miłość Boga i miłość bliźniego są nierozłączne, a nawet co więcej, wspierają się nawzajem – powiedział Papież Franciszek w czasie dzisiejszej modlitwy "Anioł Pański".

Polub nas na Facebooku!

Oto tekst papieskiego rozważania w tłumaczeniu na język polski:

 

Drodzy bracia i siostry, dzień dobry!

W centrum Ewangelii dzisiejszej niedzieli (por. Mk 12, 28b-34) znajduje się przykazanie miłości: miłości Boga i miłości bliźniego. Pewien uczony w Piśmie zapytał Jezusa: „Które jest pierwsze ze wszystkich przykazań?” (w. 28). Jezus odpowiedział cytując owo wyznanie wiary, którym każdy Izraelita zaczyna i kończy swój dzień, rozpoczynające się od słów: „Słuchaj, Izraelu, Pan, Bóg nasz, Pan jest jedyny” (Pwt 6, 4). W ten sposób Izrael strzeże swej wiary w fundamentalną rzeczywistość całego swojego wyznania wiary: jest tylko jeden Pan i ten Pan jest „naszym” w tym sensie, że jest związany z nami nierozerwalnym przymierzem, umiłował nas, kocha nas i będzie nas miłował na zawsze. Z tego źródła wypływa dla nas podwójne przykazanie: „Będziesz miłował Pana, Boga swego, całym swoim sercem, całą swoją duszą, całym swoim umysłem i całą swoją mocą. […] Będziesz miłował swego bliźniego jak siebie samego” (ww. 30-31).

Wybierając te dwa słowa skierowane przez Boga do swego ludu i łącząc je, Jezus nauczył raz na zawsze, że miłość Boga i miłość bliźniego są nierozłączne, a nawet co więcej, wspierają się nawzajem. Chociaż są umieszczone jedno po drugim, to są one dwiema stronami tej samej monety: przeżywane razem, są prawdziwą siłą człowieka wierzącego! Kochać Boga to żyć Nim i dla Niego, ze względu na to kim jest, i na to, co czyni. A nasz Bóg jest dawaniem siebie bez zastrzeżeń, jest przebaczeniem bez granic, to relacja, która wspiera i rozwija. Zatem miłowanie Boga oznacza codziennie wkładanie naszej energii, aby być jego współpracownikami, służąc bliźniemu bez zastrzeżeń, starając się wybaczyć bez ograniczeń i pielęgnując relacje komunii i braterstwa.

Święty Marek Ewangelista nie zawraca sobie głowy określeniem, kto jest bliźnim, ponieważ bliźni to osoba, którą spotykam na drogach moich dni. To nie jest kwestia dokonania wstępnego wyboru mojego bliźniego – to nie jest chrześcijańskie, jeśli myślę, że moim bliźnim jest ten, którego wybrałem z góry, to nie jest chrześcijańskie lecz pogańskie. Ale chodzi o posiadanie oczu, aby go zobaczyć i serca, aby pragnąć jego dobra. Jeśli będziemy się starali patrzeć spojrzeniem Jezusa, to zawsze będziemy wysłuchiwać i stawać u boku tych, którzy tego potrzebują. Potrzeby bliźniego wymagają oczywiście skutecznych reakcji, ale jeszcze wcześniej wymagają dzielenia się. Stosując pewien obraz możemy powiedzieć, że głodni potrzebują nie tylko talerza zupy, ale także uśmiechu, bycia wysłuchanymi, a nawet modlitwy, być może odmawianej wspólnie. Dzisiejsza Ewangelia zachęca nas wszystkich, abyśmy nie kierowali się tylko na naglące potrzeby najuboższych braci, ale przede wszystkim zwracali uwagę na ich potrzebę braterskiej bliskości, sensu życia i czułości. Stanowi to wyzwanie dla naszych wspólnot chrześcijańskich: chodzi o to, aby uniknąć niebezpieczeństwa bycia wspólnotami, które żyją wieloma inicjatywami, ale niewielu relacjami; niebezpieczeństwa bycia, powiedziałbym, wspólnotami-„stacjami obsługi”, ale niezbyt towarzyszącymi, w pełnym i chrześcijańskim sensie tego terminu.

Bóg, który jest miłością, stworzył nas ze względu na miłość i abyśmy mogli kochać innych, trwając z Nim w jedności. Złudzeniem byłoby utrzymywanie, że kochamy bliźniego, nie miłując Boga; i równie iluzoryczne byłoby utrzymywanie, że kochamy Boga, nie miłując naszego bliźniego. Ucznia Chrystusa charakteryzują dwa wymiary miłości – Boga i bliźniego, w ich jedności. Niech Najświętsza Maryja Panna pomaga nam przyjąć i świadczyć to wspaniałe nauczanie w życiu codziennym.

Drodzy bracia i siostry!

Wyrażam ból z powodu zamachu terrorystycznego, który dwa dni temu dotknął Koptyjski Kościół Ortodoksyjny w Egipcie. Modlę się za ofiary, pielgrzymów zabitych wyłączenie z tego powodu, że byli chrześcijanami, i proszę Najświętszą Maryję Pannę, by pocieszyła rodziny i całą wspólnotę.

Wczoraj, w bazylice świętego Jana na Lateranie, została ogłoszona błogosławioną Matka Klelia Merloni, założycielki Sióstr Apostołek Najświętszego Serca Jezusowego. Była kobietą w pełni powierzającą się woli Bożej, gorliwą w miłości, cierpliwą w przeciwnościach i heroiczną w przebaczeniu. Dziękujmy Bogu za wspaniałe świadectwo ewangeliczne nowej błogosławionej i naśladujmy jej przykład dobroci i miłosierdzia.

Pozdrawiam was wszystkich, Rzymian i pielgrzymów, zwłaszcza uczniów przybyłych z Wiednia, młodych z „Dzieła Giorgio La Pira” z Florencji, młode rodziny z Raldon (Verona), wiernych z Mediolanu, Petosino, Civitanova Marche, z diecezji Ozieri, Oratorium z Carugate, młodych przygotowujących do bierzmowania z Longare i Modeny.


KAI

Papież sprawował Mszę za zmarłych kardynałów i biskupów

Podczas Mszy w bazylice watykańskiej papież Franciszek modlił się za zmarłych w ciągu minionego roku kardynałów i biskupów. Było wśród nich trzech Polaków: bp Stanisław Kędziora, zmarły 25 grudnia 2017, bp Eugeniusz Juretzko, posługujący w Kamerunie (16 stycznia br.) i abp Szczepan Wesoły (28 sierpnia br.).

Polub nas na Facebooku!

Oto tekst papieskiej homilii w tłumaczeniu na język polski:

W ewangelicznej przypowieści usłyszeliśmy, że wszystkie dziesięć panien „wyszły na spotkanie pana młodego” (Mt 25, 1). Dla wszystkich życie jest ciągłym wezwaniem do wyjścia: z łona matki, z domu, w którym się urodziliśmy, z dzieciństwa do młodości i od młodości do dorosłości, aż po odejście z tego świata. Także dla szafarzy Ewangelii życie jest nieustannym wychodzeniem: z domu rodzinnego do tego, do którego posyła nas Kościół, z jednej posługi do drugiej; zawsze jesteśmy w drodze, aż do ostatniego przejścia.

Ewangelia przypomina sens tego ciągłego wyjścia, jakim jest życie: wyjście na spotkanie z oblubieńcem. Po to właśnie żyjemy: dla tej zapowiedzi, która rozbrzmiewa w Ewangelii w nocy, a którą możemy w pełni przyjąć w chwili śmierci: „Pan młody idzie, wyjdźcie mu na spotkanie!” (w. 6). Spotkanie z Jezusem, Oblubieńcem, który „umiłował Kościół i wydał za niego samego siebie” (Ef 5, 25), nadaje sens i ukierunkowanie w życiu. Nic więcej. To finał rozjaśniający to wszystko, co go poprzedza.  I tak jak zasiew ocenia się po zbiorach, tak też drogę życiową wytycza się wychodząc od celu.

Zatem, jeśli życie jest drogą wyjścia ku Oblubieńcowi to jest ono czasem danym nam, aby wzrastać w miłości. Życie to codzienne przygotowanie na zaślubiny, wielkie narzeczeństwo. Zadajmy sobie pytanie: czy żyję jak ten, który przygotowuje spotkanie z panem młodym? W posłudze, za wszystkimi spotkaniami, sprawami, które trzeba rozpatrzyć nie powinniśmy zapominać o nici łączącej cały wątek: oczekiwanie pana młodego. Centrum może być jedynie serce, które miłuje Pana. Tylko w ten sposób widzialne ciało naszej posługi będzie wspierane przez niewidzialną duszę. Wówczas rozumiemy, to co apostoł Paweł mówi w drugim czytaniu: „Wpatrujemy nie w to, co widzialne, lecz w to, co niewidzialne. To bowiem, co widzialne, przemija, to zaś, co niewidzialne, trwa wiecznie” (2 Kor 4,18). Nie skupiajmy się na dynamikach doczesnych, spoglądajmy poza nie. Prawdziwe są te słynne słowa: „najważniejsze jest niewidoczne dla oczu”. Najważniejszą rzeczą w życiu jest słuchanie głosu Oblubieńca. On nas zachęca, by każdego dnia dostrzegać Pana, który przychodzi i przekształcać każdą działalność w przygotowanie do zaślubin z Nim.

Przypomina nam o tym element, który w Ewangelii jest niezbędny dla panien oczekujących na ucztę weselną: nie szata, ani nie lampy, lecz oliwa trzymana w małych naczyniach.

Pojawia się pierwsza cecha tej oliwy: nie rzuca się w oczy. Pozostaje ukryta, nie ukazuje się, ale bez niej nie ma światła. Co to nam podpowiada? Że w obliczu Pana nie liczą się pozory, lecz serce (por. 1 Sm 16, 8). To, czego szuka świat i czym się afiszuje – zaszczyty, władza, pozory, sława – mija, nie pozostawiając nic za sobą. By przygotować się na niebo niezbędne jest nabranie dystansu do pozorów doczesnych. Trzeba odrzucić kulturę makijażu, która uczy, jak troszczyć się o pozory. Musi natomiast zostać oczyszczone i strzeżone serce, wnętrze człowieka, cenne w oczach Boga; a nie to co zewnętrzne, które zanika.

Po tej pierwszej charakterystyce – nie rzuca się w oczy, ale jest niezbędna – oliwa posiada drugi aspekt: istnieje, by ją zużyć. Oświeca jednie wówczas, gdy się spala. Tak jest i z życiem: rozprzestrzenia światło tylko wtedy, gdy jest zużywane, jeśli poświęca się na służbę. Sekretem, aby żyć jest życie, aby służyć. Służba jest biletem, który trzeba okazać przy wejściu na  wieczystą ucztę weselną. To, co pozostaje z życia, na progu wieczności, nie jest tym, co zarobiliśmy, ale tym, co daliśmy (por. Mt 6, 19-21; 1 Kor 13,8). Sensem życia jest odpowiedź na Bożą propozycję miłości. A odpowiedź wyraża się w prawdziwej miłości, darze z siebie, służbie. Służenie kosztuje, ponieważ oznacza poświęcenie się, zużywanie siebie, ale w naszej posłudze nie zda się do życia ten, kto nie żyje aby służyć. Ten, kto zbytnio troszczy się o swoje życie, traci je.

W Ewangelii wyraźnie ujawnia się trzecia cecha oliwy: przygotowanie. Oliwę należy przygotować w odpowiednim czasie i zabrać ze sobą (por. wersety 4.7). Miłość jest oczywiście spontaniczna, ale nie improwizuje się jej. Właśnie głupota panien, które nie weszły na ucztę weselną polega na braku przygotowania. Teraz jest czas przygotowania: w obecnej chwili, z dnia na dzień trzeba posilać miłość. Prośmy o łaskę odnowienia każdego dnia naszej pierwszej miłości z Panem (por. Ap 2, 4), aby nie pozwolić jej wygasnąć. Wielką pokusą jest skrywanie się w życiu bez miłości, która jest jak puste naczynie, jak wygasła lampa. Jeśli nie inwestujesz w miłość, życie gaśnie. Wezwani na zaślubiny z Bogiem nie mogą rozłożyć się w siedzącym trybie życia, płaskim i leżącym, które posuwa się naprzód bez energii, szukając małych satysfakcji i goniąc za ulotnym uznaniem. Życie nieciekawe, nawykowe, który zadowala się wypełnianiem swoich obowiązków, nie dając siebie, nie jest warte Oblubieńca.

Modląc się za zmarłych w minionym roku kardynałów i biskupów prośmy o wstawiennictwo tych, którzy żyli, nie chcąc się ukazywać, tych, którzy służyli całym sercem, tych, którzy przygotowywali się dzień po dniu na spotkanie z Panem. Idąc za przykładem tych świadków, którzy są dzięki Bogu, a jest ich wielu, nie zadowalajmy się krótkim spojrzeniem na dzień dzisiejszy. Pragnijmy natomiast spojrzenia, które wykracza poza, ku uczcie weselnej, która nas czeka. Życie przeniknięte pragnieniem Boga i wyćwiczone w miłości będzie gotowe, aby na zawsze wejść do mieszkania Oblubieńca.

KAI/awo