video-jav.net

Kardynałowie. Kim są. Skąd się biorą

Jakie mają prawa Kardynałowie? Czym jest sprawowana przez nich funkcja? W jaki sposób są kreowani? Co oznacza purpura? I dlaczego funkcję “kardynał” wstawia się między imię a nazwisko?

Polub nas na Facebooku!

Skąd się biorą?

Kardynałów powołuje papież na konsystorzu. Jest to – najogólniej mówiąc – zgromadzenie kardynałów, obecnych w Rzymie, zwoływane przez Ojca Świętego i obradujące pod jego przewodnictwem.

W dawnym (obowiązującym do 25 I 1983) Kodeksie Prawa Kanonicznego (KPK) istniały 3 rodzaje konsystorzy: tajny, półpubliczny i publiczny, ale najnowszy KPK uznaje tylko dwa: zwyczajny i nadzwyczajny. W tym pierwszym biorą udział wszyscy kardynałowie, a przynajmniej ci, którzy w chwili zwołania go przez papieża znajdują się w Rzymie. Podczas niego pod przewodnictwem Ojca Świętego purpuraci omawiają niektóre ważne zagadnienia życia kościelnego, zatwierdzają dekrety beatyfikacyjne i kanonizacyjne itp. Posiedzenia te zwykle są tajne, tzn. uczestniczą w nich tylko papież i kardynałowie. Ale w pewnych sytuacjach, gdy chodzi o jakieś szczególnie doniosłe wydarzenia (np. ważne rocznice czy kanonizacje), mogą być na nie zaproszeni także biskupi, przedstawiciele zakonów czy państw. Również na konsystorzach zwyczajnych papież wręcza nowym kardynałom oznaki ich godności.

Konsystorz nadzwyczajny zwołuje papież także dla przedyskutowania najważniejszych, bieżących spraw Kościoła i winni wziąć w nim udział wszyscy kardynałowie (chyba że z jakichś względów, np. choroby lub prześladowań politycznych jest to niemożliwe), niezależnie od wieku i pełnionych stanowisk. Na przykład św. Jan Paweł II zwołał w latach 1979-2001 do Watykanu 6 takich zgromadzeń, w których uczestniczyło od 92 (1982) do 155 purpuratów (2001) i omawiano na nich takie zagadnienia jak np. struktura i reforma Kurii Rzymskiej, sprawy finansowe czy przygotowania do Wielkiego Jubileuszu 2000. Papież nie musi oczywiście zasięgać rady kardynałów, gdyż jest całkowicie niezależny w swych decyzjach, niemniej jednak jeśli uzna to za celowe, a nawet konieczne, zwołuje takie posiedzenie.

Przebieg ceremonii kreowania nowych kardynałów

Na początku uroczystości kardynał – nominat – pierwszy na liście, wymienionej przez Ojca Świętego – w imieniu pozostałych nowo mianowanych składa mu wyrazy hołdu i wdzięczności. Następnie przemawia papież, po czym rozpoczyna się właściwy obrzęd. Ojciec Święty odczytuje formułę nominacji, wymieniając po kolei nazwiska nowych purpuratów oraz ogłaszając, do której kategorii (prezbiterów bądź diakonów; kardynałowie-biskupi stają się nimi, przechodząc – według określonego porządku – z kategorii prezbiterów i są to wyłącznie purpuraci kurialni) każdy z nich zostaje włączony. Nowo mianowani składają wyznanie wiary i wypowiadają rotę ślubowania, po czym zbliżają się po kolei do papieża, klękają i przyjmują od niego bullę nominacyjną z podaniem tytułu przyznanego każdemu z nich kościoła rzymskiego oraz pierścień, piuskę i biret w kolorze czerwonym (purpurowym). Wymieniają znak pokoju z papieżem a także z pozostałymi obecnymi tam kardynałami. Uroczystość kończy się wspólnym odmówieniem Modlitwy Pańskiej.

Dlaczego purpura?

Czerwień jest oznaką godności kardynalskiej i symbolizuje życie całkowicie oddane w służbę Kościołowi aż do przelewu krwi, jeśli zajdzie taka potrzeba. A otrzymany tytuł lub diakonia kościelna w Wiecznym Mieście ma podkreślać rzymskie korzenie instytucji kardynalatu i związków kardynałów z tym miejscem. Nie dotyczy to – jak wspomniano – kardynałów-patriarchów katolickich Kościołów wschodnich, którzy nie otrzymują kościołów rzymskich, lecz pozostają przy swych tytułach patriarszych.

Czerwień, oznaczająca męczeństwo, nie zawsze jest tylko symbolem. W XX wieku trzech kardynałów przypłaciło życiem swe posługiwanie dla Kościoła: arcybiskup Saragossy Juan Soldevilla y Romero zginął tamże 4 VI 1923 jako ofiara zamieszek o podłożu społecznym, Émile Biayenda z Brazzaville w Kongu został zamordowany w 23 III 1977 w tym mieście w wyniku walk plemiennych a Juana Posadasa Ocampo z Guadalajary zastrzelili 24 V 1993 r. na lotnisku w stolicy Meksyku członkowie mafii narkotykowej, których ostro potępiał.

Kardynałowie „in pectore” (w sercu)

Papież, podając do publicznej wiadomości nazwiska mianowanych przez siebie kardynałów, może jednocześnie zastrzec, że niektórych nazwisk nie ujawni i zapowiada jedynie, że nosi je „w sercu” – „in pectore”. Najczęściej chodzi tu o duchownych z krajów, w których Kościół jest prześladowany i w których decyzja papieska mogłaby ściągnąć na potencjalnego kardynała różne represje. Gdy tylko sytuacja na to pozwoli, papież ujawnia wtedy owe „tajne” nazwiska. Tak było np. z chińskim kardynałem, zmarłym w 2000 r. emerytowanym arcybiskupem Szanghaju Ignatiusem Gong Ping-meiem. Ojciec Święty mianował go kardynałem już na swym 1. konsystorzu w 1979 r., ale ze względu na twarde stanowisko antykościelne władz chińskich nie mógł ogłosić jego nazwiska. Uczynił to dopiero wtedy, gdy po kilku latach, w wyniku rozmów z rządem w Pekinie, hierarcha opuścił swój kraj i znalazł się na emigracji w USA. Na konsystorzu w 1991 r. prawie 90-letni wówczas kapłan mógł otrzymać biret kardynalski.

Prawa i przywileje kardynałów

Wraz z rozwojem Kościoła i jego rozszerzaniem się na cały świat, rozrastało się także Kolegium Kardynalskie, zwiększała się liczba jego członków oraz ich skład narodowościowy i geograficzny. Jeśli jeszcze w czasach Piusa XII (1939-58) przewagę mieli w nim Włosi, to obecnie jest ich wprawdzie nadal najwięcej, ale od dawna już nie stanowią oni bezwzględnej większości wśród purpuratów.

Obok udziału w konklawe i możności wyboru papieża, kardynałom przysługuje szereg innych praw i przywilejów w porównaniu z pozostałymi biskupami, a tym bardziej księżmi.

Oto niektóre z nich:

– mają prawo spowiadania, udzielania bierzmowania i niższych święceń na całym świecie bez uzyskiwania zgody biskupa miejsca,

– używają pastorału (o ile są biskupami) w czasie mszy św. również bez zgody ordynariusza,

– noszą mitrę w czasie czynności liturgicznych (nawet gdy nie są biskupami),

– w czasie mszy św. sprawowanej przez papieża pełnią funkcje diakonów (zamiast koncelebrowania kardynałowie-diakoni nie zakładają wtedy ornatu, ale dalmatykę, nosząc jednak mitrę),

– idą w procesji, w której niesie się Najświętszy Sakrament, zawsze za baldachimem, chyba że przewodniczy jej papież,

– są obywatelami Państwa Watykańskiego,

– jeśli z jakichś powodów muszą składać zeznania przed sądem, mogą to czynić w miejscu przez siebie wskazanym (np. w swym mieszkaniu lub miejscu pracy),

– tylko papież może ich sądzić i pozbawić urzędu, gdyby zaszła taka potrzeba.

Dla podkreślenia więzi z Ojcem Świętym i Kurią wszyscy kardynałowie, a więc nie tylko kurialni, mają swe kościoły tytularne w Rzymie (zob. poniżej), a także są członkami kongregacji, papieskich rad i innych centralnych instytucji watykańskich. Nie dotyczy to patriarchów katolickich Kościołów wschodnich, którzy z chwilą włączenia ich do Kolegium Kardynalskiego zachowują swe stolice patriarsze. Przywilejem, ale i obowiązkiem kardynałów, zarówno tych, którzy na stałe mieszkają w Rzymie, jak i tych przebywających w swych diecezjach poza nim, jest przybywanie do Watykanu na każde wezwanie papieża, a zwłaszcza po jego śmierci lub ustąpieniu – na konklawe w celu wybrania jego następcy.

Dodajmy jeszcze, że od 1630 kardynałom przysługuje tytuł „Eminencja”, a w czasach, gdy powszechnie panował ustrój monarchiczny, mieli oni rangę równą książętom i do dzisiaj bywają nazywani „książętami Kościoła”. Jednym ze śladów tamtych praktyk jest zachowany do dzisiaj zwyczaj umieszczania słowa „kardynał” między imieniem a nazwiskiem danego hierarchy, jak to się dzieje z tytulaturą książęcą (Stefan kardynał Wyszyński jak Adam książę Czartoryski).

KAI/al

Fot. screen YouTube/Tv Trwam/ CTV

Jezus zawsze przed nami. Franciszek do nowych kardynałów

Bracia, kardynałowie i nowi kardynałowie! Gdy jesteśmy na drodze do Jerozolimy, Pan idzie przed nami, aby przypomnieć nam raz jeszcze, że jedyną wiarygodną władzą jest ta, która rodzi się ze stawania u stóp innych, aby służyć Chrystusowi

Polub nas na Facebooku!

„To najwyższy zaszczyt, jaki możemy uzyskać, najwspanialszy awans, jaki może nam przypaść w udziale: służyć Chrystusowi w wiernym ludzie Bożym, w głodnym, zapomnianym, w uwięzionym, chorym, uzależnionym, opuszczonym, w konkretnych osobach z ich historiami i nadziejami, z ich oczekiwaniami i rozczarowaniami, z ich cierpieniami i urazami” – powiedział papież podczas swego piątego konsystorza dla kreowania nowych kardynałów.

Oto tekst papieskiej homilii w tłumaczeniu na język polski:

„Kiedy byli w drodze, zdążając do Jerozolimy, Jezus wyprzedzał ich” (Mk 10,32).

Początek tego paradygmatycznego fragmentu Marka pomaga nam zawsze dostrzegać, jak Pan troszczy się o swój lud, posługując się niezrównaną pedagogiką. W drodze do Jerozolimy Jezus nie zaniedbuje uprzedzania swoich uczniów (primerear).

Jerozolima przedstawia godzinę wielkich determinacji i decyzji. Wszyscy wiemy, że w życiu chwile ważne i kluczowe pozwalają mówić sercu oraz ukazują istniejące w nas intencje i napięcia. Te rozdroża życiowe stawiają nam wyzwanie i sprawiają, iż ujawniają się pytania i pragnienia, które nie zawsze są czytelne dla ludzkiego serca. I to właśnie z wielką prostotą i realizmem ujawnia nam usłyszany właśnie fragment Ewangelii. W obliczu trzeciej i najtrudniejszej zapowiedzi męki, ewangelista nie boi się ujawniać pewnych tajemnic serca uczniów: dążenie do pierwszych miejsc, zazdrość, intrygi, kompromisy i układy; logika, która nie tylko niszczy i przeżera relacje między nimi, ale także zamyka ich i pochłania w bezużytecznych i nie liczących się dyskusjach. Jezus jednak na tym się nie zatrzymuje, ale idzie naprzód, uprzedza ich (primerea) i stanowczo im mówi: „Nie tak będzie między wami. Lecz kto by między wami chciał się stać wielkim, niech będzie sługą waszym” (Mk 10,43). Poprzez taką postawę Pan stara się skoncentrować spojrzenie i serce swoich uczniów, nie pozwalając, aby jałowe i zamykające się w sobie dyskusje znalazły miejsce w łonie wspólnoty. Cóż znaczy zyskać cały świat, skoro jesteśmy przeżarci wewnątrz? Cóż znaczy zyskać cały świat, jeśli żyjemy wszyscy ogarnięci dławiącymi intrygami, które znieczulają i powodują bezowocność serca misji? W tej sytuacji – jak ktoś zauważył – można by już przewidywać intrygi pałacowe, nawet w kuriach kościelnych.

„Nie tak będzie między wami”: odpowiedź Pana jest przede wszystkim zachętą i wyzwaniem, by odzyskać to, co najlepsze w uczniach, i w ten sposób nie dać się zniszczyć i uwięzić przez logiki światowe, które odwracają spojrzenie od tego, co ważne. „Nie tak będzie między wami”: to głos Pana, który ocala wspólnotę, by nie patrzyła zbytnio na siebie, zamiast skierować spojrzenie, zasoby, oczekiwania i serce na to, co się liczy: na misję.

Zatem Jezus uczy nas, że nawrócenie, przemiana serca i reforma Kościoła jest i zawsze będzie w kluczu misyjnym, ponieważ wymaga zaprzestania patrzenia i troski o własne interesy, aby wpatrywać się i dbać o interesy Ojca. Nawrócenie z naszych grzechów, z naszych skłonności egoistycznych nie jest i nigdy nie będzie celem samym w sobie, ale przede wszystkim ma na celu wzrost wierności i gotowości do podjęcia misji. I to w taki sposób, abyśmy w godzinie prawdy, zwłaszcza w chwilach trudnych naszych braci, byli gotowi i dyspozycyjni, żeby towarzyszyć i przyjąć wszystkich i każdego, a nie zamieniali się w doskonałe bufory, czy to ze względu na ograniczoność spojrzenia, czy co gorsza, dlatego, że spieramy się czy też myślimy między sobą, kto jest najważniejszy. Kiedy zapominamy o misji, gdy tracimy z oczu konkretną twarz naszych braci, nasze życie zamyka się w poszukiwaniu własnych korzyści i naszych własnych zabezpieczeń. I tak zaczynają narastać urazy, smutki i niesmak. Krok po kroku brakuje miejsca dla innych, dla wspólnoty kościelnej, dla ubogich, aby słuchać głosu Pana. W ten sposób zatraca się radość a serce w końcu wysycha (por. Adhort. ap. Evangelii gaudium, 2).

„Nie tak będzie między wami” – mówi nam Pan […] A kto by chciał być pierwszym między wami, niech będzie niewolnikiem wszystkich” (Mk 10, 43. 44). Jest to błogosławieństwo i Magnificat do którego wznoszenia codziennie jesteśmy powołani. To zaproszenie, jakie Pan kieruje do nas, abyśmy nie zapominali, że władza w Kościele rozwija się wraz z ową zdolnością do krzewienia godności drugiego, namaszczenia drugiego, aby uleczyć jego rany i jego wielokrotnie zranioną nadzieję. I pamiętać, że jesteśmy tutaj, ponieważ zostaliśmy posłani, aby „ubogim nieść dobrą nowinę, więźniom głosić wolność, a niewidomym przejrzenie; aby uciśnionych odsyłać wolnymi, aby obwoływać rok łaski od Pana” (Łk 4, 18-19).

Drodzy bracia, kardynałowie i nowi kardynałowie! Gdy jesteśmy na drodze do Jerozolimy, Pan idzie przed nami, aby przypomnieć nam raz jeszcze, że jedyną wiarygodną władzą jest ta, która rodzi się ze stawania u stóp innych, aby służyć Chrystusowi. To ta, która wypływa z pamięci, że Jezus, zanim pochylił głowę na krzyżu, nie bał się schylić przed uczniami i umył im stopy. To najwyższy zaszczyt, jaki możemy uzyskać, najwspanialszy awans, jaki może nam przypaść w udziale: służyć Chrystusowi w wiernym ludzie Bożym, w głodnym, zapomnianym, w uwięzionym, chorym, uzależnionym, opuszczonym, w konkretnych osobach z ich historiami i nadziejami, z ich oczekiwaniami i rozczarowaniami, z ich cierpieniami i urazami. Tylko w ten sposób autorytet pasterza będzie miał smak Ewangelii, a nie będzie jak „miedź brzęcząca albo cymbał brzmiący” (1 Kor 13,1). Nikt z nas nie powinien czuć się „lepszy” od nikogo. Nikt z nas nie powinien patrzeć na innych z góry. Możemy w ten sposób patrzeć na jakąś osobę tylko wtedy, gdy pomagamy jej wstać.

Chciałbym przypomnieć wam fragment testamentu duchowego św. Jana XXIII, który postępując w pielgrzymowaniu mógł powiedzieć: „Urodziłem się biedny, lecz ze godnej i skromnej rodziny, i jestem szczególnie szczęśliwy, że umieram biedny, rozdawszy, wedle potrzeb i okoliczności mego prostego i skromnego życia, na rzecz ubogich i Kościoła św., który mnie żywił, wszystko, co mi wchodziło w ręce – zresztą w bardzo ograniczonej mierze – podczas lat mego kapłaństwa i biskupstwa. Pozory dostatku często zasłaniały ukryte ciernie dotkliwego ubóstwa i uniemożliwiały mi dawanie zawsze z taką hojnością, jakiej byłbym pragnął. Dziękuję Bogu za tę łaskę ubóstwa, które ślubowałem w młodości, ubóstwa ducha, jako kapłan Serca Bożego, i ubóstwa rzeczywistego, co mi dopomogło, by nigdy o nic nie prosić, ani o stanowiska, ani o pieniądze, ani o względy, nigdy, ani dla siebie, ani dla mojej rodziny czy przyjaciół” (29 czerwca 1954 r.).