Nasze projekty
Reklama
fot. Vatican Media

Kiedy i kto zostanie kardynałem? Analiza i prognoza po słowach Leona XIV

„Nie zdecydowano jeszcze, kiedy nastąpi kreacja nowych kardynałów” - powiedział niedawno papież. Ta odpowiedź uruchamia pytanie: czy Leon szybko uzupełni kolegium elektorów, którego liczba spadła poniżej 120, czy poczeka i potraktuje pierwsze nominacje jako część większej przebudowy Kolegium Kardynałów

Niebawem minie rok od wyboru Leona XIV na Stolicę Piotrową. W konklawe 7-8 maja uczestniczyła rekordowa liczba 133 kardynałów elektorów (prawo wyboru miało jeszcze 2, jednak z powodów zdrowotnych nie przybyli do Rzymu). Stało się tak dlatego, że granica 120 kardynałów uprawnionych do wyboru papieża, zapisana w prawie jako „maksymalna” (konstytucja Jana Pawła II Universi Dominici gregis), w praktyce pontyfikatu Franciszka coraz częściej działała raczej jak próg minimalny. Franciszek zwoływał konsystorze kreacyjne zwykle niedługo po tym, jak liczba elektorów spadała poniżej tej granicy. Samo przekraczanie limitu 120 nie było jednak wyłącznie jego praktyką. Pod koniec pontyfikatu czynił tak również Jan Paweł II. Dlaczego? Zaraz to wyjaśnimy.

Leon XIV nie zwołał jeszcze żadnego konsystorza dla kreacji nowych kardynałów, choć w styczniu zebrał całe kolegium kardynalskie na nadzwyczajnym konsystorzu o charakterze konsultacyjnym, a kolejny zapowiedział na czerwiec. W ten sposób nowy papież odpowiada na jedną z najczęściej powtarzanych uwag po pontyfikacie poprzednika: że kardynałowie zbyt słabo się znali. Przyjeżdżali do Rzymu cyklicznie przede wszystkim po to, by uczestniczyć w kreacji nowych członków kolegium. Teraz rytm tych spotkań zaczyna się zmieniać. Kardynałowie mogą się nawzajem słuchać i poznawać.

Zbliżamy się do momentu, który pozwoli lepiej zrozumieć politykę Leona XIV wobec kolegium kardynalskiego. Liczba kardynałów elektorów spadła w kwietniu poniżej 120 – do 119. Co zrobi Leon XIV? Czy będzie kontynuował styl Franciszka, czy raczej powróci do bardziej klasycznego modelu, w którym liczba kardynałów elektorów pozostaje bliższa 120?

Reklama

Leon XIV o nowych kardynałach

W podróży z Angoli do Gwinei Równikowej Leon XIV został zapytany o możliwość kreacji nowego kardynała z Angoli. Papież odpowiedział jednak szerzej, zaznaczając, że jest to „pytanie, które wielu chce zadać”. Powiedział:

Nie zdecydowano jeszcze, kiedy nastąpi kreacja nowych kardynałów. Trzeba spojrzeć na tę kwestię w wymiarze globalnym. Miejmy nadzieję, że dla Afryki, a może także dla Angoli, w przyszłości, nie mówię, że najbliższej, ale nieco dalszej, będzie można rozważyć nominację, kreację nowego kardynała także dla Angoli.

Ta odpowiedź wprowadza dwa podstawowe kryteria analizy przyszłego składu kolegium kardynalskiego. Po pierwsze: kiedy nastąpi najbliższa kreacja. Po drugie: kto zostanie dołączony do kolegium.

Reklama

ZOBACZ TAKŻE >>> Kardynałowie. Kim są. Skąd się biorą

„Nie zdecydowano jeszcze, kiedy”

Kiedy stało się jasne, że po styczniowym konsystorzu konsultacyjnym podobne spotkanie kardynałów odbędzie się również w czerwcu, naturalnie pojawiło się pytanie, czy przy tej okazji Leon XIV nie ogłosi także kreacji nowych kardynałów. Zwłaszcza że uroczystość Świętych Apostołów Piotra i Pawła była w przeszłości ważnym momentem dla życia kolegium kardynalskiego: w czasach Jana Pawła II, a także później, kardynałowie często byli kreowani w przeddzień tej uroczystości, a następnie otrzymywali pierścienie kardynalskie podczas liturgii 29 czerwca.

Skoro taka możliwość czasowa się otwiera, a liczba elektorów wynosi dziś 119 (a do końca 2026 roku prawa wyborcze straci jeszcze dwóch), pytanie o nowych kardynałów musiało się pojawić. Najkrócej mówiąc:

Reklama
  • gdyby Leon XIV kreował nowych kardynałów już w czerwcu, byłby to znak kontynuacji „nadmiarowego” stylu Franciszka (120 jako „minimum”, nie „maksimum”)
  • Gdyby poczekał choćby do jesieni, liczbowo zmieniłoby to niewiele, bo do końca roku grono elektorów zmniejszy się tylko o dwóch. Mogłoby to jednak sugerować większą ostrożność nowego papieża.
  • Gdyby zaś pierwsza kreacja nastąpiła dopiero wiosną albo jesienią przyszłego roku, byłby to już wyraźniejszy sygnał powrotu do klasycznego modelu kolegium utrzymywanego bliżej granicy 120 elektorów.

Ten prosty schemat może się jednak okazać niewystarczający. Możliwa jest także wersja hybrydowa: niewielka kreacja obejmująca przede wszystkim kurialistów, którzy z nominacji Leona XIV objęli najważniejsze urzędy w Kurii Rzymskiej. Chodzi zwłaszcza o abp. Filippo Iannonego, prefekta Dykasterii ds. Biskupów, a więc bezpośredniego następcę samego kard. Roberta Prevosta na tym stanowisku. To, że abp Iannone zostanie kardynałem, wydaje się pewne. Pytanie brzmi raczej: kiedy. Nie jest to już tak oczywiste w przypadku innych kurialistów mianowanych przez Leona XIV. Nowy jałmużnik papieski, abp Luis Marín de San Martín, który zastąpił kard. Konrada Krajewskiego po jego nominacji na metropolitę łódzkiego, może zostać kardynałem, ale nie musi. Nie przemawia za tym bowiem jednoznaczna racja historyczna: jałmużnicy papiescy rzadko byli kardynałami.

Prawdopodobny – choć to jest i tak prawdopodobieństwo niewielkie – jest więc scenariusz, w którym Leon XIV w czerwcu kreuje jednego lub dwóch kardynałów kurialnych, a z pełniejszą kreacją poczeka do przyszłego roku.

Najważniejsze pozostają jednak słowa samego papieża: „nie zdecydowano jeszcze, kiedy nastąpi kreacja nowych kardynałów”. Wybór przyszłych elektorów nie sprowadza się przecież do kurialistów, z których właściwie tylko jeden jest pewniakiem do kapelusza kardynalskiego.

„Trzeba spojrzeć na tę kwestię globalnie”

Wybór kardynałów-pasterzy reprezentujących rozsiane po świecie Kościoły lokalne jest rzeczywiście, jak powiedział Leon XIV, kwestią wymagającą spojrzenia globalnego. Oznacza to nie tylko pytanie o konkretne nazwiska, lecz także o całą strukturę kolegium kardynalskiego: jego liczebność, proporcje geograficzne, relację między tradycyjnymi stolicami kardynalskimi a peryferiami oraz miejsce tych Kościołów lokalnych, które dotąd były w kolegium niedoszacowane. Kardynalskie nominacje papieży, choć za takie czasem uchodzą, nigdy nie są spontaniczne.

Pierwszym problemem pozostaje liczba kardynałów elektorów. Granica 120, zapisana jako maksymalna, w ostatnich latach była przez Franciszka regularnie przekraczana. Nie był to jednak kaprys poprzedniego papieża, lecz element szerszej polityki, a wręcz konieczności: Franciszek chciał zmienić geografię kolegium kardynalskiego i wprowadzić do niego Kościoły dotąd słabiej reprezentowane. To, czy Leon XIV będzie trzymał się granicy 120, czy również ją przekraczał, zdecyduje o jego realnym polu manewru. Sto dwadzieścia miejsc jako górna granica nie pozwoli na szerokie reprezentowanie katolickiego świata, przy jednoczesnym zróżnicowaniu liczby elektorów z danego regionu w zależności od liczby katolików w danym kraju.

Drugim problemem jest sama „kolejka” oczekujących arcybiskupów. Lista stolic, które mają większą lub mniejszą tradycję kardynalską, a w tej chwili kierują nimi biskupi lub arcybiskupi, jest bardzo długa – to kilkuset hierarchów. Po zawężeniu jej do realnych i najsilniejszych kandydatur nadal obejmuje kilkadziesiąt nazwisk. Kardynałami nie są dziś arcybiskupi Lizbony, Westminsteru, Wiednia, Quito, Abudży, Seulu, Nowego Jorku, Lyonu, Warszawy, Brukseli, Buenos Aires czy Zagrzebia, żeby wymienić tylko część stolic, w których poprzednicy byli albo nadal są kardynałami. Do tej grupy dochodzą jeszcze stolice pomijane w ostatnich latach mimo bardzo mocnej tradycji kardynalskiej, jak Mediolan, Paryż czy Praga.

Wszystkich tych kandydatów nie da się jednak wprowadzić do kolegium, nawet jeśli kolegium elektorów liczyłoby i 140 członków. Stąd konieczność “geopolitycznej” rewizji, o której wspominał Leon. Kryteria przyszłych nominacji nie będą wyłącznie personalne, będą dotyczyły przede wszystkim, jak Leon XIV będize chciał w kolegium kardynalskim odzwierciedlić Kościół powszechny. 

Europy będzie coraz mniej

Trzecią i decydującą jednak kwestią, a przy okazji kryterium globalnym, jest proporcja między Europą a resztą świata. Franciszek zmienił geografię kolegium kardynalskiego, dotąd – od czasów Pawła VI – wynoszącą pół na pół. W 2013 roku Europejczycy stanowili jeszcze nieco ponad połowę kardynałów elektorów. Przed konklawe 2025 ich udział spadł do około 40 proc., a dziś jest podobnie. Możemy spotkać się z dwoma wyliczeniami. Niektóre źródła podają, że kardynałów z Europy jest 36 proc, według innych – 45 proc. Różnica wynika z tego, czy bierzemy pod uwagę narodowość kardynała, czy kraj jego działania. Wielu Europejczyków – jest ich wśród elektorów 55, czyli niemal 45 proc., pracuje poza Europą, reprezentując de facto Kościoły lokalne z innych kontynentów. Chodzi m. in. o kardynałów: Pizzaballę (patriarcha Jerozolimy), Mathieu (Belg – arcybiskup Teheranu), Vesco (Francuz – arcybiskup Algieru), Marengo (Włoch – prefekt apostolski w Ułan Bator).

Biorąc pod uwagę kryterium reprezentowanych Kościołów lokalnych, reszta świata ma już wyraźną większość. Ten podział pozostaje jednak wciąż europocentryczny, jeśli zestawić go z liczbą katolików na świecie. Europa ma dziś około jednej piątej światowej populacji katolickiej, a więc w kolegium kardynalskim nadal jest reprezentowana znacznie silniej niż wynikałoby to z samej demografii.

Gdyby o liczbie elektorów rozstrzygało wyłącznie kryterium liczby katolików, Europa miałaby w 120-osobowym kolegium nie około 40, ale około 24 kardynałów elektorów.

Tak się oczywiście nie stanie, bo kolegium kardynalskie nigdy nie będzie prostym parlamentem demograficznym Kościoła. Ale ta dysproporcja pokazuje, dlaczego Franciszek zdecydował o zmniejszeniu Europejczyków w gronie elektorów i dlaczego decyzje Leona XIV będą prawdopodobnie szły w tym samym kierunku.

Są kraje wciąż nadreprezentowane w kolegium kardynalskim, jak Włochy, Stany Zjednoczone czy Portugalia, i są kraje wyraźnie niedoszacowane, jak Brazylia czy Nigeria. Leon XIV nie zmieni tego jedną decyzją. Może jednak zdecydować, czy będzie kontynuował ewolucyjne zmniejszanie europejskiej przewagi, czy też częściowo przywróci znaczenie tradycyjnych europejskich stolic kardynalskich. Efekt jego strategii zobaczymy w rzeczywistości pod koniec pontyfikatu.

A co z pierwszymi kreacjami? Przyjmijmy, że konsystorz nastąpi późną wiosną przyszłego roku. Liczba elektorów spadnie wtedy do 110. Wśród tych, którzy utracą prawa wyborcze, będzie 6 Europejczyków i 3 kardynałów spoza Europy. Tylu więc powinno “wskoczyć” na ich miejsce, by udział procentowy Europejczyków był dokładnie taki, jaki jest teraz.

Ranking europejski

Kto ma największe szanse, gdy chodzi o arcybiskupów z Europy?

1. Westminster, abp Richard Moth: bardzo mocny kandydat

Za:
Westminster ma prawie najczystszą logikę tradycji spośród oczekujących stolic. Od odtworzenia hierarchii katolickiej w Anglii to była stolica kardynalska niemal z automatu. Abp Moth został mianowany arcybiskupem Westminsteru przez Leona XIV w grudniu 2025 i objął urząd w lutym 2026; został też przewodniczącym konferencji biskupów Anglii i Walii. To daje papieżowi możliwość „opieczętowania” własnej nominacji.

Przeciw:
Wielka Brytania ma już elektora w osobie kard. Roche’a (to wystarczająca “kwota” jak na region z 4 milionami katolików) , a sam abp Moth jest świeżo po objęciu urzędu. Jeśli Leon XIV będzie chciał działać wyjątkowo rozważnie, poczeka. Ale spośród klasycznych stolic europejskich Westminster jest raczej faworytem numer jeden.

Ocena: W przypadku Londynu – bardzo wysokie prawdopodobieństwo

2. Lizbona, patriarcha Rui Valério: to będzie dylemat dla Leona

Za:
Lizbona to przypadek szczególny. Istnieje historyczna tradycja, według której patriarcha Lizbony zostaje kardynałem na pierwszym konsystorzu po nominacji. Franciszek tę praktykę przełamał i poprzedniego patriarchę, kard. Manuela Clemente, kreował dopiero na drugim konsystorzu. Obecny patriarcha Lizbony Rui Valério jest młody, ma dopiero 61 lat, więc elektorem byłby długo. Franciszek już raz i jego pominął – kiedy w grudniu 2024 kreował nowych kardynałów, a nowego patriarchy z Lizbony wtedy zabrakło.

Przeciw:
Za tym pominięciem stała jednak bardzo poważna racja. Portugalia jest w tej chwili bardzo mocno nadreprezentowana: ma 4 elektorów (6 kardynałów ogółem) – to naprawdę za dużo jak na kraj z 9 milionami katolików. To najpoważniejszy argument przeciw. Jeśli Leon XIV naprawdę patrzy „globalnie”, to nowy kardynał dla Portugalii jest trudny do obrony demograficznie.

Ocena: bardzo możliwy, ale nie dlatego, że Portugalii „brakuje” kardynała. Nie brakuje. Chodziłoby raczej o szacunek do tradycji patriarchatu lizbońskiego. Prawdziwy dylemat

3. Wiedeń, abp Josef Grünwidl: klasycznie “raczej tak”

Za:
Wiedeń to jedna z najbardziej oczywistych stolic kardynalskich w Europie. Kard. Schönborn utracił prawa wyborcze i przeszedł na emeryturę jako metropolita Wiednia niemal jednocześnie, więc Austria nie ma od ubiegłego roku kardynała elektora. Abp Grünwidl został mianowany arcybiskupem Wiednia w 2025 roku, a konsekrowany w styczniu 2026.

Przeciw:
Austria jest niewielka (5 milionów katolików), a kard. Schönborn, choć nie jest elektorem, pozostaje wielką figurą Kościoła europejskiego. Może nie od razu pierwszy konsystorz przyniesie Austrii nowego kardynała?  

Ocena: Jednak wybór wydaje się prawdopodobny. Czy tradycja wygra z demografią, przesądzi prawdopodobnie osobowość nowego metropolity Wiednia..

4. Praga, abp Stanislav Přibyl: mocniejszy niż na pierwszy rzut oka

Za:
Dużo podobieństw z Austrią, choć katolików w Czechach jeszcze mniej. Po śmierci kard. Dominika Duki Czechy nie mają aktualnie kardynała. Abp Přibyl został mianowany arcybiskupem Pragi przez Leona XIV w lutym 2026. Jest młody, ma 54 lata, więc byłby nominacją długofalową. W powojennej historii Czechosłowacji i Czech każdy metropolita praski był kardynałem, erę tę przerwał Franciszek w przypadku abp. Graubnera (poprzednika Přibyla), ale można to tłumaczyć faktem, że żył i posiadał prawa elektorskie kard. Duka.

Przeciw:
Czechy są krajem bardzo zsekularyzowanym i niewielkim katolicko (formalnie 3 miliony ochrzczonych). Dodatkowo jest jeszcze kard. Michael Czerny, obywatel Kanady urodzony w Czechach..

Ocena: Co przeważy? hradczańska tradycja kardynalska czy realizm demograficzny tej części Europy Środkowej? Nie byłoby zdziwienia, jeśli Praga poczeka dłużej niż do następnego konsystorza

5. Mediolan, abp Mario Delpini: gigant tradycji, ale wiek działa przeciw

Za:
Mediolan to najgłośniejsze „pominięcie Franciszka”. To stolica kardynalska z potężną tradycją, jedna z najważniejszych diecezji świata katolickiego, która miała wielu wybitnych kardynałów i która wydała wielu papieży. Jeśli Leon XIV wykonałby gest „instytucjonalnej korekty” po Franciszku i kreował abp. Delpiniego, byłby to wyrazisty gest.

Przeciw:
Delpini w lipcu 2026 kończy 75 lat. To nie przekreśla nominacji kardynalskiej, ale osłabia jej logikę: papież mógłby za chwilę przyjąć jego rezygnację. Drugi minus: Włochy nadal mają ogromną liczbę kardynałów, więc każda nowa włoska nominacja wymaga mocnego uzasadnienia globalnego. Jest jeszcze odziedziczony po papieżu Franciszku argument “przeciw”, kto wie, czy miejsca Mediolanu w kolegium elektorów nie zajęło Como, diecezja tego rejonu, wraz z nominacją kardynalską kard. Oscara Cantoniego. Cantoni nadal ma prawa wyborcze.

Ocena: symbolicznie bardzo mocny, praktycznie – zupełnie odwrotnie. Ciekawy casus.

6. Paryż, abp Laurent Ulrich: wielka stolica, ale same znaki zapytania

Za:
Paryż to Paryż: stolica Francji, Notre-Dame, potężna historia, poprzednicy w randze kardynałów – niemal wszyscy, giganci ostatnich 50 lat. Po śmierci kard. Vingt-Trois nie ma już żyjącego poprzedniego arcybiskupa Paryża w randze kardynalskiej, a abp Aupetit kardynałem nie został.

Przeciw:
Abp Ulrich ma 74 lata i we wrześniu 2026 kończy 75. Francja ma 4 elektorów, ale Franciszek bardzo świadomie przesunął ciężar z Paryża na Marsylię i Korsykę. W tej chwili nie potrzeba piatego.

Ocena: choć tradycja wymaga, wybór teoretyczny. Tu nazwa stolicy brzmi głośniej niż realna możliwość na tę chwilę.

Europa: drugi krąg

Wenecja, patriarcha Francesco Moraglia

Za: patriarchat, tradycja papieska, długie oczekiwanie, kolejna wielka włoska stolica pominięta przez Franciszka.Jeśli miałoby dojść do powrotu jednej z włoskich stolic, pod względem prestiżu Mediolan jest jednak ważniejszy, ale pod względem wieku – abp Moraglia jest młodszy o 3 lata, więc jeszcze nie jest „za późno”.


Przeciw: To samo, co w wypadku Mediolanu: Włochy są nadal kardynalsko „liczne”. 

Ocena: Bardziej jako gest wobec tradycji niż potrzeba kolegium.

Bruksela, abp Luc Terlinden

Za: prymas Belgii, przewodniczący konferencji biskupów, młody, mianowany w 2023 roku, stolica o pokaźnej tradycji kardynalskiej (Bruksela odziedziczyła ją po Mechelen) i zarazem stolica Unii Europejskiej.
Przeciw: kard. De Kesel wciąż ma prawa wyborcze, więc Belgia (8 milionów ochrzczonych) wciąż ma jednego elektora. Po co dwóch? 

Ocena: szanse  wysokie, ale gdy kard. De Kesel utraci prawa wyborcze. 

Warszawa, abp Adrian Galbas

Za: Warszawa jest stolicą państwa, abp Galbas jest młody, a Polska ma obecnie trzech elektorów, zwykle miewa czterech. Jest też argument „porządkowy”: skoro po przybyciu z Rzymu kard. Krajewskiego Łódź pozostaje kardynalska, to Warszawa bez kardynała wygląda nietypowo.
Przeciw: kard. Nycz, poprzednik abp. Galbasa, nadal jest elektorem i będzie nim jeszcze kilka lat. Polska ma 3 elektorów, więc to i tak dużo. Po nominacji kard. Krajewskiego do Łodzi i wcześniejszej kreacji kard. Rysia logika „Warszawa automatycznie” – nie działa z automatu.

Ocena: średnio-niskie przy pierwszym konsystorzu. W dłuższej perspektywie: realne.

Wilno, abp Gintaras Grušas

Za: Abp Grušas ma rangę ponadlokalną: jest metropolitą Wilna i przewodniczącym Rady Konferencji Episkopatów Europy. To nie jest tylko „arcybiskup małego kraju”.
Przeciw: Litwa ma już kardynała elektora, kard. Rolandasa Makrickasa (rezyduje w Rzymie), a w sumie trzech żyjących kardynałów. Przy ok. 2 mln katolików trudno bronić kolejnej nominacji, jeśli kryterium ma być globalna równowaga.

Ocena: niskie

Barcelona – z zastrzeżeniem

Zestawienie do góry nogami może jeszcze wywrócić hiszpańska Barcelona. Może – bo aktualnie Barcelona nie znajduje się w tej kolejce. Kard. Omella, metropolita stolicy Katalonii, skończył 80 lat 21 kwietnia 2026 i utracił prawa wyborcze, ale nadal pozostaje arcybiskupem Barcelony. W każdej chwili można się spodziewać przyjęcia przez Leona jego rezygnacji i wskazania następcy. Ów przyszły arcybiskup Barcelony momentalnie wskakuje na bardzo wysoką pozycję tego rankingu.

Za: Hiszpania jest kardynalskim paradoksem. Podczas pontyfikatu Franciszka bardzo nadreprezentowana, dziś niedoszacowana pod względem liczby elektorów: jest ich zaledwie 2, za to 11 kardynałów po osiemdziesiątce. Elektorów zdecydowanie za mało jak na 44 miliony katolików.

Ocena: bardzo duża szansa, jeśli tylko nastąpi nominacja.

Ranking pozaeuropejski

Skupiliśmy się dotąd na Europie, zakładając roboczo, że Leon XIV może chcieć utrzymać blisko 40-procentowy udział europejskiej części kolegium elektorów. To jednak wcale nie jest pewne. Jeśli papież mówi o konieczności spojrzenia „w wymiarze globalnym” na kolegium kardynalskie, naturalnym punktem odniesienia będzie konieczność sprawiedliwego reprezentowania Kościołów lokalnych na całym świecie.

Pod tym względem szczególnie mocno widać Afrykę i Amerykę Południową. Europa ma dziś około jednej piątej światowej populacji katolickiej, podobnie jak Afryka, ale nadal jest reprezentowana w kolegium elektorów znacznie silniej niż czarny kontynent. Jeszcze wyraźniejszy problem dotyczy Ameryki Południowej: to kontynent o ogromnej liczbie katolików, a zarazem słabszej reprezentacji kardynalskiej, niż wynikałoby z samej demografii. Paradoksalnie Franciszek, pierwszy papież z Ameryki Południowej, nie faworyzował swojego kontynentu pochodzenia. Według danych Annuarium Statisticum Ecclesiae 2024 Afryka ma już 20,3 proc. katolików świata, Europa 20,1 proc., obie Ameryki 47,7 proc., a Azja 11 proc.

W najbliższych miesiącach tylko trzech kardynałów spoza Europy traci prawa wyborcze, ale weźmy pod uwagę nieco dłuższą listę oczekujących

1. Abudża, Nigeria: abp Ignatius Ayau Kaigama

Jeśli patrzeć czysto statystycznie, jednym z pierwszych kandydatów do kardynalatu spoza Europy arcybiskup Abudży. To największy katolicki kraj Afryki, a obecnie ma tylko jednego kardynała elektora. Dlatego Abudża znajduje się wysoko na liście możliwych przyszłych nominacji. W kraju tym mieszka ponad 30 milionów katolików, a w ostatnich dekadach Nigeria zwykle miała więcej niż jednego kardynała elektora. Dziś elektorem jest tylko kard. Peter Ebere Okpaleke. Abp Kaigama, metropolita stołecznej Abudży, jest więc kandydatem bardzo logicznym: łączy rangę stolicy państwa, znaczenie Kościoła nigeryjskiego i potrzebę dowartościowania Afryki.

2. Hanoi, Wietnam: abp Joseph Vũ Văn Thiên

Podobną logikę można zastosować do Wietnamu, który nie ma dziś żadnego kardynała elektora, choć Kościół wietnamski należy do najważniejszych wspólnot katolickich w Azji. Arcybiskup Hanoi, Joseph Vũ Văn Thiên, jest metropolitą od 2018 roku i wiceprzewodniczącym konferencji episkopatu. W jego przypadku argumentem nie jest „premiowanie Azji” jako kontynentu, bo Azja jest już w kolegium mocno obecna, lecz brak wietnamskiego elektora.

3. Quito, Ekwador: abp Alfredo José Espinoza Mateus SDB

Słabszy statystycznie jest przypadek Quito. Ekwador ma już kardynała elektora, kard. Luisa Gerardo Cabrerę Herrerę, metropolitę Guayaquil, dlatego ewentualna nominacja arcybiskupa Quito, stolicy państwa i siedziby prymasowskiej, byłaby mniej prawdopodobna. Mogłaby wynikać raczej z rangi samej stolicy albo osoby hierarchy niż z potrzeby korekty narodowej reprezentacji.

4. Seul, Korea Południowa: abp Peter Chung Soon-taick

Inaczej wygląda sprawa Korei Południowej. Korea ma kardynała elektora, ale nie jest nim arcybiskup Seulu, tylko kard. Lazzaro You Heung-sik, pracujący w Kurii Rzymskiej. Seul pozostaje więc mocną kandydaturą nie dlatego, że Korea jest zupełnie nieobecna w kolegium, lecz dlatego, że jej najważniejsza stolica kościelna nie ma dziś kardynała rezydencjalnego. Ale w nadreprezentowanej Azji to może nie wystarczyć.

5. Buenos Aires, Argentyna: abp Jorge Ignacio García Cuerva

Podobnie Buenos Aires: kardynał dla dawnej stolicy Franciszka byłby pięknym znakiem wobec Argentyny, ale sama Argentyna nie należy dziś do krajów niedoreprezentowanych w kolegium. Ma czterech kardynałów elektorów i sześciu kardynałów ogółem. Nominacja abp. Jorge Ignacio Garcíi Cuervy miałaby więc charakter przede wszystkim symboliczny: byłaby gestem wobec kraju poprzednika, kontynentu, który sam Prevost dobrze znał, i wobec diecezji, którą Franciszek kierował przed wyborem na papieża.

6. Nowy Jork, USA: abp Ronald Hicks

Niech “szóstka” w zestawieniu nie sugeruje odleglejszego miejsca, bo Nowy Jork to osobny przypadek. Matematycznie szanse są nawet mniejsze niż to miejsce w zestawieniu. Stany Zjednoczone mają wielu kardynałów, a kard. Timothy Dolan, poprzedni arcybiskup nowojorski, nadal posiada prawa wyborcze. Tradycja Nowego Jorku jest jednak tak silna, że trudno sobie wyobrazić, by nowy arcybiskup tej stolicy długo pozostał bez kapelusza kardynalskiego. Tym bardziej że w Waszyngtonie sytuacja jest właśnie taka: kardynałami elektorami są zarówno obecny arcybiskup, kard. Robert McElroy, jak i jego poprzednik, kard. Wilton Gregory.

W tym wypadku ewentualna kreacja arcybiskupa Nowego Jorku nie byłaby wyrazem amerykańskiego patriotyzmu Roberta Prevosta ani tym bardziej ukłonem wobec Donalda Trumpa, lecz uznaniem szczególnego miejsca tej archidiecezji w historii Kościoła w Stanach Zjednoczonych. To właśnie arcybiskup Nowego Jorku John McCloskey został w 1875 roku pierwszym kardynałem z „Nowego Świata”. Od tamtej pory Nowy Jork należał do najbardziej oczywistych stolic kardynalskich.

7. Bagdad, Irak, patriarcha Babilonu: patriarcha Paul III Nona

Nie należy zapominać, iż zatwierdzony przez papieża został właśnie nowy patriarcha chaldejski Paul III Nona, następca kard. Louisa Raphaëla I Sako. Został wybrany 12 kwietnia 2026 roku jako zwierzchnik Chaldejskiego Kościoła Katolickiego. Jeśli Leon XIV będzie chciał podkreślić znaczenie katolickich Kościołów wschodnich oraz dramatyczną sytuację chrześcijan Bliskiego Wschodu, patriarcha Babilonu może stać się naturalnym kandydatem do purpury. W przypadku patriarchów katolickich Kościołów wschodnich nominacja kardynalska ma szczególny charakter: po kreacji są oni włączani do grona kardynałów biskupów, zachowując jako tytuł swój Kościół patriarchalny.

Co z Angolą? Abp Filomeno do Nascimento Vieira Dias 

Pytanie skierowane do Leona XIV dotyczyło wprost możliwości kreacji kardynała z Angoli. To ważne, bo Angola nie ma dziś żadnego kardynała, a od utraty praw wyborczych przez kard. Alexandre’a do Nascimento w 2005 roku nie miała także kardynała elektora. Sam kard. Nascimento, pierwszy i jak dotąd jedyny kardynał w historii Angoli, zmarł 28 września 2024 roku w wieku 99 lat.

Naturalnym kandydatem do kreacji byłby abp Filomeno do Nascimento Vieira Dias, metropolita Luandy. Angola ma kilkanaście milionów katolików, a według części najnowszych szacunków nawet ponad 20 mln wiernych, więc jej nieobecność w kolegium kardynalskim jest coraz trudniejsza do obrony. Z drugiej strony podobny problem dotyczy także innych krajów afrykańskich, m.in. Ugandy i Kenii. Dlatego ostrożna odpowiedź Leona XIV nie zamyka sprawy, ale sugeruje, że Angola jest raczej do rozważenia w przyszłości niż oczywistym wyborem na pierwszy konsystorz.

**

Jeśli Leon XIV zechce potraktować limit 120 kardynałów elektorów tak, jak to literalnie brzmi w konstytucji Universi Dominici gregis, czyli jako maksimum, będzie mógł kreować zaledwie około dziesięciu nowych kardynałów elektorów, jeśli konsystorz miałby mieć miejsce wiosną przyszłego roku. To bardzo mało wobec skali oczekiwań na całym świecie, nie mówiąc o Europie pamiętającej o swoich kardynalskich tradycjach.

Każda europejska nominacja staje się szczególnie droga i kosztowna, bo będzie oznaczała jedno miejsce mniej dla Afryki czy Ameryki Łacińskiej – kontynentów, gdzie katolików jest już więcej niż w starej Europie.

ks. Przemysław Śliwiński

Reklama

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
WIARA I MODLITWA
Zatrudnij nas