Nasze projekty

Dziś mija 10 lat od beatyfikacji Jana Pawła II!

1 maja 2011 r. pielgrzymi w różnym wieku i różnego pochodzenia wzięli udział w uroczystości beatyfikacyjnej Papieża Polaka, której przewodniczył Benedykt XVI. O swoich wspomnieniach tamtych dni i 27 lat pontyfikatu Jana Pawła II opowiedzieli: watykanistka Valentina Alazraki i fotograf Arturo Mari.

Cathopic

Niebo było ołowiane 1 maja 2011 r., z kilkoma odcieniami bieli, ale upał był silny. Świat, który wciąż nie mógł w najmniejszym stopniu zapowiadać tragedii pandemii, która miała nadejść dziesięć lat później, przybył do Rzymu, aby świętować beatyfikację Jana Pawła II. Wydarzenie roku dla Kościoła powszechnego: Papież Polak, „olbrzym wiary”, wzniósł się na ołtarze, spełniając pragnienie setek tysięcy wiernych, którzy w dniu pogrzebu 8 kwietnia 2005 roku na zatłoczonym placu św. Piotra podnieśli okrzyk: „Święty teraz!”. Wezwanie, które nie było już prośbą, ale pewnością.

Rzeka młodych ludzi z pięciu kontynentów do Rzymu

Datą beatyfikacji, którą wybrał ówczesny Papież Benedykt XVI, był pierwszy dzień maja, początek miesiąca maryjnego, święto świętego Józefa Robotnika. Szczęśliwy zbieg okoliczności dla pamięci Wojtyły, pracownika fabryk i kopalni przed powołaniem zakonnym. Impreza jednak zaczęła się dużo wcześniej. 

Pięć kontynentów – i nie ma retoryki w używaniu tego wyrażenia – spotkało się już w Wiecznym Mieście od ostatniego tygodnia kwietnia. Byli to przede wszystkim młodzi ludzie, tak liczni, że na ulicach Rzymu ożywili wspomnienia i ramy Światowych Dni Młodzieży podczas Wielkiego Jubileuszu 2000 roku. Do Rzymu przyjechali ci sami chłopcy i dziewczęta, którzy osobiście uczestniczyli w ŚDM – wyruszając z Australii, Indonezji, z Kamerunu czy Kostaryki – by podziękować Papieżowi, który skierował do nich najbardziej żarliwe i energiczne apele. Zaczynając od tego Nie lękajcie się, otwórzcie drzwi Chrystusowi, który wyróżniał się na sztandarach, sztandarach, frontonach rzymskich parafii.

Reklama
Reklama

„Biała noc” w parafiach Rzymu

Po odkurzeniu czapek i śpiworów sprzed jedenastu lat rzeka pielgrzymów wszystkich języków i narodowości, walcząc z deszczem i błotem ziemi, osiadła wieczorem 30 kwietnia w Circus Maximus na zorganizowane czuwanie modlitewne. diecezji rzymskiej, której przewodniczył ówczesny kardynał wikariusz Agostino Vallini, przeplatany świadectwami tych, którzy jako bohaterowie przeżyli pontyfikat Jana Pawła II, takich jak kard. Stanisław Dziwisz czy rzecznik prasowy Joaquin Navarro-Valls, czy cudowna zakonnica Marie Simone-Pierre. Wraz z ich wspomnieniami również pieśni, modlitwy różańcowe, klipy filmowe. Liczne grupy przeniosły się następnie do ośmiu parafii w centrum stolicy, które były otwarte do 5 rano na katechezę, spowiedź i adorację Najświętszego Sakramentu.

Przejście uniemożliwiały policyjne garnizony, szlabany, trybuny dla dziennikarzy, namioty kempingowe, zaimprowizowane krzesła i łóżka, roje zakonnic i całe rodziny z dziećmi, nawet w wózkach, kucające na ławkach z rzymskiego trawertynu. Widziana z góry długa aleja, która idealnie wyznacza granicę między Państwem Włoskim a Watykanem, przypominała opalizującą mozaikę kolorów, flag, wszelkiego rodzaju twarzy: Indian, Słowian, Europejczyków, mieszkańców Afryki Północnej. Podawano wówczas prawie dwa miliony, w tym czterysta tysięcy Polaków, rodaków błogosławionego, przybyłych z Krakowa, Warszawy, Gdańska, Wadowic. 

Świat przybył, aby podziękować Papieżowi

„Niezapomniane” sceny, jak wspomina Valentina Alazraki , wieloletnia watykanistka meksykańskiego nadawcy Televisa, która towarzyszyła Wojtyle w jego 104 podróżach po świecie i współpracowała przy beatyfikacji: Przyjechałam do Bazyliki św. Piotra około 3 w nocy. rano i była już pełna. To, co mnie bardzo uderzyło, to kolory flag, ponieważ byli ludzie z całego świata, którzy przybyli, aby podziękować Papieżowi, który odwiedził ich kraje.

Reklama
Reklama

Uważam, że beatyfikacja – kontynuuje Alazraki – była uznaniem świętości człowieka, która nie zaczęła się od czasu, gdy był Papieżem. Byłam świadkiem sprawy beatyfikacji i to, co mnie najbardziej uderzyło, czytając ponad 100 świadectw, to że wszyscy ankietowani mówili o wspólnych cechach jego świętości, które obejmowały okres od bardzo młodego wieku Wojtyły do ​​ostatniego dnia jego życia. Jego wiara, jego sposób modlitwy, ale także świadectwo w okresie cierpienia. To oddanie się do końca… Nawet dwa, trzy dni przed śmiercią pojawił się, pomimo rurek tracheostomijnych, nie mogąc nawet mówić, nie będąc w stanie nawet udzielić błogosławieństwa, ale z przykładem niezwykłej siły.

Na kolumnadzie Berniniego historia pontyfikatu

Portret pogrążonego w żałobie Wojtyły, uczepionego krucyfiksu, był chyba tym, który najbardziej przykuł uwagę w serii fotografii ułożonych na kolumnadzie Berniniego, jakby wizualnie opowiadając o dwudziestosiedmioletnim pontyfikacie, który rozpoczął się w 16 października 1978 r. Większość zdjęć wykonał  Arturo Mari , jedna z najbliższych osób Papieża Wojtyły, który dziś określa siebie jako swojego „syna” i „brata”. Beatyfikacja, mówi Mari dla Kościoła była znakiem wynikającym z jego pracy, dla mnie był to hołd złożony świętemu. Za to, jak go spotkałem, za to, co mogłem zobaczyć, dotknąć, przeżyć, a co trudno opowiedzieć. Był on naprawdę żywym świętym na ziemi.

„Woń świętości Jana Pawła II”

A o „zapachu świętości” Papież Benedykt przemówił w swej intensywnej homilii, wspominając pogrzeb, który celebrował sześć lat wcześniej, przy silnym wietrze, kiedy kartkował otwarte strony Ewangelii spoczywające na nagiej drewnianej trumnie.

Reklama

Sześć lat temu byliśmy na tym placu, aby świętować pogrzeb Papieża Jana Pawła II. Głęboki był ból straty, ale jeszcze większe było poczucie ogromnej łaski, która ogarnęła Rzym i cały świat: łaski, która była owocem całego życia mojego umiłowanego Poprzednika, a zwłaszcza jego świadectwa w cierpieniu. Już tego dnia czuliśmy zapach Jego świętości, a Lud Boży na wiele sposobów okazywał mu cześć, dlatego chciałem, aby jego proces beatyfikacyjny, z poszanowaniem norm Kościoła, przebiegał dyskretnie i prędko. I oto nadszedł oczekiwany dzień; przybył wcześnie, bo tak się Panu spodobał: błogosławiony Jan Paweł II!

Ojcze Święty, pobłogosław nas!

Moja posługa, kontynuował Papież Benedykt, przerywany kilkakrotnie gromkimi brawami, dzieląc się swoim doświadczeniem bliskiego współpracownika Błogosławionego Papieża, byłem wspierany przez jego duchową głębię, bogactwo jego intuicji.

Papież Benedykt XVI kontynuował: Przykład jego modlitwy zawsze mnie uderzał i budował: zanurzył się w spotkaniu z Bogiem, nawet pośród wielu zadań swojej posługi. A potem jego świadectwo o cierpieniu: Pan stopniowo ogołocił go ze wszystkiego, ale zawsze pozostawał „skałą”, tak jak chciał tego Chrystus. Jego głęboka pokora, zakorzeniona w głębokim zjednoczeniu z Chrystusem, pozwoliła mu dalej przewodzić Kościołowi i przekazywać światu jeszcze bardziej wymowne przesłanie właśnie wtedy, gdy brakowało mu sił fizycznych. W ten sposób urzeczywistnił w niezwykły sposób powołanie każdego kapłana i biskupa: stać się jednym z Jezusem, którego codziennie przyjmuje i ofiarowuje w Kościele. Błogosławiony jesteś, umiłowany Papieżu Janie Pawle II, ponieważ uwierzyłeś! Kontynuuj – błagamy – wspieraj wiarę Ludu Bożego z Nieba. Tyle razy pobłogosławiłeś nas na tym Piazza dal Palazzo! Dziś błagamy Cię: Ojcze Święty, pobłogosław nas! Amen

kw/VaticanNews/Stacja7

Dołącz do naszych darczyńców. Wesprzyj nas!

Najciekawsze artykuły

co tydzień w Twojej skrzynce mailowej

Raz w tygodniu otrzymasz przegląd najważniejszych artykułów ze Stacji7

Reklama

SKLEP DOBROCI

Reklama

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

Reklama
WIARA I MODLITWA
Wspieraj nas - złóż darowiznę