Nasze projekty

„Żyją w oczekiwaniu na nic”. Młodzi niszczą, bo „nicość jest tym, co odczuwają wokół siebie i w samych sobie”

„Żyją w oczekiwaniu na nic i zdają się sprowadzać wszystko do nicości”. To jedna z najmocniejszych diagnoz współczesnej młodzieży, jakie padły w ostatnim czasie.

Fot. Screen Youtube/RMF24

Po zamieszkach w Mediolanie ks. Giuseppe Como zwrócił uwagę nie tylko na przemoc, ale na największy błąd naszych czasów: brak rodziny, wspólnoty, celu i poczucia, że życie dokądś prowadzi. Problem nie musi dotyczyć wyłącznie Włoch. Coraz więcej danych z krajów rozwiniętych pokazuje osłabienie więzi rodzinnych i społecznych wśród młodych ludzi.

Po weekendowych zamieszkach w Mediolanie ks. Giuseppe Como, wikariusz biskupi archidiecezji mediolańskiej odpowiedzialny m.in. za edukację i duszpasterstwo szkolne, powiedział, że:

Reklama

„Brakuje dziś młodym ludziom, którzy w ostatnich dniach wywołali zamieszki w mieście, stabilnego życia rodzinnego oraz wspólnoty, do której mogliby przynależeć. Poruszają się w grupie, ale kierują się raczej logiką stada niż wspólnoty.”

Kapłan dodaje, że wielu uczestników zajść to osoby niepełnoletnie, bez wyraźnych poglądów politycznych, które czują się wykluczone z wszystkiego i nie widzą przed sobą przyszłości:

„Żyją w oczekiwaniu na nic i zdają się sprowadzać wszystko do nicości: niszczą to, co napotykają na swojej drodze, ponieważ nicość jest tym, co odczuwają wokół siebie i w samych sobie”.

Reklama

Grupa to jeszcze nie wspólnota

To rozróżnienie między „grupą” a „wspólnotą” może być kluczem do zrozumienia problemu. Młody człowiek może mieć setki znajomych w mediach społecznościowych, należeć do internetowych grup, poruszać się w paczce i jednocześnie nie mieć nikogo, kto naprawdę bierze za niego odpowiedzialność, stawia granice, przekazuje wartości i pokazuje, że jego życie ma sens.

Grupa daje obecność innych. Wspólnota daje coś więcej: poczucie przynależności, odpowiedzialność i świadomość, że jesteśmy komuś potrzebni.

Rodzina, szkoła, parafia, harcerstwo, klub sportowy czy grupa przyjaciół nie są wyłącznie miejscami spędzania czasu. W najlepszym wydaniu to właśnie tam człowiek uczy się, że nie jest centrum świata, że istnieją dobro i zło, obowiązek, wierność, odpowiedzialność za słabszego i rzeczy ważniejsze od chwilowych emocji. Jeśli takich środowisk zabraknie, potrzebę przynależności może wypełnić tłum.

Reklama

To problem szerszy niż Mediolan

Nie można na podstawie ulicznych zamieszek wydawać wyroku na całe pokolenie. Dane pokazują jednak, że problem słabnących więzi jest realny. Badanie WHO obejmujące prawie 280 tys. nastolatków z 44 krajów i regionów wykazało, że między 2018 a 2022 rokiem odsetek młodych deklarujących wysoki poziom wsparcia rodzinnego spadł z 73 do 67 proc. Zmniejszyło się także poczucie wsparcia ze strony rówieśników. Młodzi, którzy czuli silne oparcie zarówno w rodzinie, jak i wśród przyjaciół, deklarowali jednocześnie lepszy dobrostan psychiczny.

OECD zwraca z kolei uwagę, że w krajach rozwiniętych ludzie coraz rzadziej spotykają się twarzą w twarz, podczas gdy rośnie częstotliwość kontaktów cyfrowych. W grupie osób w wieku 16-24 lata odnotowano w ostatnich latach jeden z największych wzrostów poczucia samotności i niezadowolenia z relacji.

Jeśli człowiek nie wie, do czego zmierza

Jeszcze mocniej brzmią dane WHO dotyczące zdrowia psychicznego. W europejskim regionie WHO z zaburzeniami zdrowia psychicznego żyje obecnie około jedno na siedmioro dzieci i nastolatków do 19. roku życia, a liczba ta rośnie. Samobójstwo pozostaje jedną z najważniejszych przyczyn śmierci młodych ludzi. WHO zwraca przy tym uwagę nie tylko na potrzebę leczenia, ale również na rolę rodziny, szkoły i lokalnej wspólnoty w budowaniu odporności psychicznej.

Badania nad młodzieżą coraz częściej pokazują, że poczucie sensu i celu samo w sobie jest ważnym zasobem chroniącym zdrowie psychiczne. Badanie opublikowane w 2025 roku w „SSM – Population Health” wskazuje, że odczuwanie sensu i celu w życiu wiąże się z dobrostanem nastolatków, a nierówności i poczucie względnego społecznego upośledzenia mogą ten zasób osłabiać.

Problem nie sprowadza się więc do tego, że młody człowiek „ma za dobrze” albo że „niczego mu nie brakuje”.

Można dać dziecku wszystko oprócz odpowiedzi na pytanie „po co?”

W krajach rozwiniętych bardzo dobrze nauczyliśmy się zaspokajać wiele potrzeb dzieci. Zapewniamy zajęcia dodatkowe, technologie, edukację, rozrywkę i ogromną możliwość wyboru. Znacznie trudniej przekazuje się jednak rzeczy, których nie da się zamówić ani kupić: zakorzenienie, tożsamość, odpowiedzialność, poczucie obowiązku wobec drugiego człowieka, zdolność do ponoszenia konsekwencji własnych decyzji.

Młody człowiek potrzebuje wiedzieć nie tylko, że może zostać, kim chce. Potrzebuje również odpowiedzi na pytanie, dlaczego warto być kimś dobrym.

Właśnie dlatego rodzina i wspólnota są czymś więcej niż przestrzenią dobrego samopoczucia. To miejsca, w których człowiek po raz pierwszy słyszy: jesteś kochany, ale nie jesteś centrum świata. Masz prawa, ale masz również obowiązki. Jesteś wyjątkowy, ale inni są równie ważni.

Pustkę bardzo szybko ktoś wypełni

Brak mocnych więzi nie pozostawia człowieka neutralnym. Potrzeba przynależności pozostaje. Jeśli nie odpowie na nią rodzina, szkoła, wspólnota religijna, sportowa czy sąsiedzka, pojawią się inni, którzy zaoferują młodemu człowiekowi grupę i tożsamość.

Europejska Agencja ds. Narkotyków zwróciła niedawno uwagę na rosnące wykorzystywanie młodych ludzi przez sieci przestępcze. Rekrutacja odbywa się poprzez kombinację społecznej podatności, presji rówieśniczej i nowych technologii. Media społecznościowe oraz szyfrowane komunikatory umożliwiają tworzenie relacji, które początkowo mogą wyglądać jak przyjaźń lub oferta łatwego zarobku. Agencja jako obiecujące kierunki przeciwdziałania temu zjawisku wymienia właśnie działania skoncentrowane na rodzinie, szkole i lokalnej wspólnocie.

Kościół może dać coś więcej

Druga część wypowiedzi ks. Como, daje jakąś nadzieję, że podejmuje się próby poazywania jakiejś alternatywy młodym ludziom. Mediolański Kościół nie odpowiada na zamieszki jedynie potępieniem sprawców. Kapłan opisuje projekty prowadzone w trudnych dzielnicach, w których wychowawcy próbują najpierw poznać młodych ludzi i zrozumieć ich potrzeby. Niektórych nastolatków, którzy wcześniej agresywnie zajmowali teren jednego z oratoriów, udało się później włączyć w działania wychowawcze. Z odbiorców pomocy stali się współodpowiedzialnymi za wspólnotę.

Ks. Como opowiada, że w czasie, gdy kilka ulic dalej eksplodowały petardy i trwały zamieszki, udzielał bierzmowania młodzieży. Patrząc na tych nastolatków, pomyślał, że są szczęśliwi, bo mają za sobą rodzinę oraz wspólnotę, do której należą.

Źródła: Vatican News, WHO Europe, OECD

Reklama

SKLEP DOBROCI

Reklama

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

WIARA I MODLITWA
Zatrudnij nas