W USA mocno spadła liczba aborcji

Liczba aborcji dokonywanych w USA spadła do najniższego poziomu od 1973 roku, kiedy Sąd Najwyższy zalegalizował w tym kraju aborcję na życzenie - wynika z danych Guttmacher Institute, organizacja związana ze środowiskami proaborcyjnymi. Całkowita liczba wykonywanych aborcji na poziomie ogólnokrajowym zmniejszyła się w latach 2014 – 2017 o 7 proc.: z 926 tys. 200 do 862 tys. 320.

Polub nas na Facebooku!

Raport informuje, że wskaźnik aborcji spadł o 8 proc.: z 14,6 na 1000 kobiet w 2014 r. do 13,5 na 1000 kobiet w wieku 15-44 lata w 2017 roku. To najniższy poziom aborcji od czasu jej sądowej legalizacji w 1973 r., tzn. od werdyktu Sądu Najwyższego w sprawie Roe przeciwko Wade. W tym czasie współczynnik aborcji wynosił 16,3 na 1000 kobiet. Rósł stale do 1981 roku, gdy osiągnął najwyższy w historii poziom – 29,3.

Jak zauważają obrońcy życia, spadek liczby wykonywanych aborcji nastąpił, mimo, że w omawianym czasie o dwa procent zwiększyła się liczba klinik aborcyjnych. Obecnie, według Instytutu, działa w USA 808 placówek, w których zabija się nienarodzone dzieci. Z tego powodu codziennie życie w tym kraju traci około 2400 dzieci.

Zdaniem działaczy pro-life, wciąż są to statystyki odzwierciedlające olbrzymią tragedię. Jednocześnie zwracają oni uwagę, że w latach 80. ub. wieku współczynnik aborcji w USA był dwukrotnie wyższy niż obecnie. Niemały wpływ na tę zmianę ma codzienna praca obrońców życia, którzy choć zepchnięci na margines życia medialnego, starają się przekonać społeczeństwo o zgubnych konsekwencjach aborcji.

Dane byłej filii Planned Parenthood, największej proaborcyjnej organizacji w USA, są zbieżne z ubiegłorocznym raportem rządowego Centrum Kontroli i Zapobiegania Chorobom. Obie te instytucje podchodzą odmiennie do metodologii badań.

22 stycznia 1973 roku Sąd Najwyższy USA ogłosił werdykt w sprawie Roe przeciwko Wade. Orzeczenie to sprawiło, że w Stanach Zjednoczonych została zalegalizowana aborcja na życzenie. Sędziowie uznali, że przepisy zakazujące tego procederu są naruszeniem konstytucyjnego prawa do ochrony prywatności. Decyzja sędziów utorowała drogę do zmiany stanowych regulacji prawnych w sprawach ochrony życia nienarodzonych. Od tej pory obowiązkową wykładnią w tej kwestii stało się stwierdzenie najwyższej instancji sądowej, uznającej prawo do aborcji „podstawowym prawem konstytucyjnym” każdej kobiety. W konsekwencji poszczególne stany przyjęły jedne z najbardziej proaborcyjnych przepisów we współczesnym świecie.
Przez czas obwiązywania prawa do aborcji na życzenie życie straciło około 60 milionów nienarodzonych dzieci.

KAI/ad

Reklama

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


Reklama

Reklama

Cud św. Januarego znów się powtórzył

Krew św. Januarego, przechowywana w specjalnej ampułce w katedrze Neapolu znów się upłynniła. Jak co roku we wspomnienie tego patrona Neapolu na oczach tysięcy wiernych biskup wyjął ampułkę z relikwiarza i pokazał zebranym.

Polub nas na Facebooku!

Tysiące ludzi wypełniły katedrę już od rana oczekując na uroczyste wyniesienie relikwii i sprawdzenie, w jakim jest stanie. Zwykle przez cały rok znajdująca się w ampułkach substancja – co do której Kościół wierzy, że jest krwią świętego męczennika – pozostaje w stanie stałym, w kilku grudkach. Wieki temu zaobserwowano, że zmienia stan skupienia w dniu wspomnienia św. Januarego czyli 19 września. Ponieważ jednak nie zawsze tak się dzieje, wierni przypisują temu nadprzyrodzonemu zjawisku rodzaj komunikatu od świętego: jeśli cud nastąpi prawdopodobnie nic złego się miastu nie przydarzy; jeśli zaś nie nastąpi – można oczekiwać jakiejś klęski. Przed takim jednak odbieraniem tego zjawiska zawsze przestrzegali kapłani. Zwłaszcza, że nie zawsze następuje taka zbieżność. Bywa, że gdy cud się nie wydarza, nic złego nie spotyka Neapolu.

Właśnie z tej wiary wynikło obecne także w tym roku niezwykłe oczekiwanie. Gdy kard. Crescenzio Sepe ukazywał ampułkę i ogłaszał, że o 10:10 dzisiaj krew Januarego się upłynniła – jak zwykle wierni zareagowali brawami, wiwatami i okrzykami.

– Drodzy przyjaciele, po raz kolejny ogłaszam wam dobrą wiadomość. Krew się stopiła. Chcemy podziękować Panu, ponieważ jest to przede wszystkim znak Jego dobroci i miłości do nas, do Neapolu, do Kampanii, do Kościoła. A także zaproszenie do tego, byśmy trzymali się blisko Niego. Niech żyje św. January! – powiedział kard. Sepe, trzymając w dłoniach ampułkę.  Dopiero potem rozpoczął uroczyste sprawowanie Mszy św. w dniu św. Januarego.

January był biskupem starożytnego Benewentu, rówieśnikiem takich świętych jak Kosma i Damian, Zuzanna, Chryzogon czy Małgorzata. Tak jak i oni padł ofiarą prześladowań religijnych chrześcijan za cesarza Dioklecjana – jednych z najkrwawszych w historii Kościoła. Ponieważ tak jak oni nie chciał też zgodzić się na złożenie publicznej ofiary pogańskim bożkom, został skazany na pożarcie przez dzikie zwierzęta. Wskutek wsparcia, jakim obdarzyli go przed urzędnikami wysoko postawieni bracia w wierze, kara została zamieniona na ścięcie. Ci, co się za nim wstawiali także padli jej ofiarą.

Biskupa Januarego i jego towarzyszy ścięto publicznie 19 września 305 r. Według podań jedna z pobożnych niewiast miała zebrać krew tryskającą z odciętej głowy biskupa do flakonika i obok jego kości dostarczyć jedną z ważniejszych relikwii.

Nie znamy dokładnie losów flakonika od czasu zebrania krwi do momentu odnotowania faktu przechowywania go w katedrze w Neapolu od roku 1389. To zatem aż tysiąc lat nieudokumentowanej historii. Można jednak założyć, że skoro wtedy z taką czcią zaczęto pisać o cudzie św. Januarego, mógł on być obserwowany przez lud Neapolu również wcześniej.

ad, Napoli Today/Stacja7

Reklama

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


Reklama

Reklama

Copy link
Powered by Social Snap