video-jav.net

Akcja ratunkowa pod Nanga Parbat dobiegła końca

Pod himalajskim szczytem Nanga Parbat dobiegła końca akcja ratunkowa z udziałem Polaków biorących udział w wyprawie na K2. Wyruszyli oni na pomoc dwóm himalaistom, Francuzce, Elisabeth Revol i Polakowi, Tomasz Mackiewicz. Po 9-godzinnej nocnej wspinaczce udało się odnaleźć Revol. Po przetransportowaniu do bazy razem z trójką Polaków i lekarzem została zabrana do Skard, skąd dalej przewieziono ją do szpitala w Islamabadzie. Niestety nie było możliwości, by uratować Mackiewicza.

Redakcja portalu
Redakcja portalu
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

W sobotę, tuż przed godziną 22 polskiego czasu Adam Bielecki i Denis Urubko znaleźli Revol. Następnie trzeba było bezpiecznie przetransportować ją do obozu rozbitego przez pozostałą dwójkę Polaków. Stamtąd Polaków, Urubco i Revolt śmigłowce zabrały do Skard. Następnie ekipa Polaków wróci do bazy pod K2, a Revol do szpitala w Islamabadzie. Niestety warunki pogodowe i olbrzymie zmęczenie ekipy ratunkowej nie pozwolą na uratowanie Tomasza Mackiewicza, podjęto decyzję o zakończeniu akcji ratunkowej. Polak został na wysokości 7200 m. n. p. m.

Razem z Francuzką, Elisabeth Revol, Tomasz Mackiewicz próbował zdobyć ośmiotysięcznik. W czwartek utracono z nimi łączność radiową, a później zaczęły docierać informacje o bardzo złym stanie zdrowia Polaka. Do akcji ratunkowej zgłosili się uczestnicy wyprawy “K2 dla Polakó”, oddaleni od Nanga Parbat o ok 200 km.

W sobotę około godz. 13 Adam Bielecki, Jarosław Botor, Piotr Tomala śmigłowcami wyruszyli pod szczyt, aby wyruszyć na poszukiwania Revol i Mackiewicza. Do ekipy dołączył lekarz, specjalizujący się w niesieniu pomocy poszkodowanym w wysokich górach, Denis Urubko. Udało im się dotrzeć tylko na wysokość 4800 m – tylko, bo z piątkowych informacji wynikało, że Mackiewicz został na wysokości 7250, a tylko Revol zeszła na wysokość 6670 m. Z powodu mocnej mgły śmigłowiec nie mógł jednak dotrzeć wyżej. Na serwisach społecznościowych pojawiały się pogłoski, jakoby himalaistom udało się wcześniej zdobyć Nanga Parbat.

Z ostatnich informacji od Revol wiadomo było, że Mackiewicz spędził noc z czwartku na piątek w namiocie, jednak nie było z nim kontaktu, dotknęła go ślepota śnieżna i miał objawy choroby wysokościowej. Revol zaś relacjonowała, że ma poważnie odmrożone palce lewej stopy. Udało się ją odnaleźć w sobotę ok. 22 czasu polskiego (pod Nanga Parbat była wtedy godzina 2 w nocy).

Na pokrycie kosztów akcji ratunkowej zgodziło się polskie MSZ. Bez zaplecza finansowego Pakistańczycy nie chcieli pozwolić na użycie śmigłowców.

Akcję ratunkową utrudniał silny wiatr, a śmigłowce nie mogły początkowo wyruszyć z powodu mgły. Dodatkowo niedługo po rozpoczęciu poszukiwań zapadł zmrok. Polscy himalaiści mimo to podjęli próbę dotarcia do Revol i Mackiewicz. Kierownik polskiej wyprawy na K2, Krzysztof Wielicki, poinformował, że na dojście do Francuzki ekipie ratowniczej potrzebne będzie ok. 1,5 dnia, a do Mackiewicza – nawet 2 dni. Polakom jednak udało się odnaleźć Revol już po 9 godzinach. Przez media społecznościowe przelała się fala zachwytu nad siłą i sprawnością Polaków, którzy w niemożliwym tempie pokonywali kolejne etapy wspinaczki, w tym 700-metrową ścianę z lodu.

Znajomy Revol już w sobotę wieczorem pisał na Twitterze, że jego zdaniem dla Mackiewicza nie ma nadziei. Sama Revol przyznała, że kiedy rozstawała się z Mackiewiczem, był w bardzo złym stanie, nie kontaktował. Po północy podano informację, że akcja ratunkowa pod Nanga Parbat zakończy się powrotem całej piątki himalaistów do bazy w Skard.

Niezwykły wyczyn polskich himalaistów uczy nas, że wszyscy stajemy do zawodów w dyscyplinie, jaką jest człowieczeństwo i że weryfikuje nas pomoc drugiemu człowiekowi. Dziękujemy za lekcję odwagi i poświęcenia.

Redakcja portalu

Redakcja portalu

Zobacz inne artykuły tego autora >
Redakcja portalu
Redakcja portalu
zobacz artykuly tego autora >

Prymas Czech zachęca do modlitwy przed wyborami prezydenta

Kard. Dominik Duka OP zachęcił wiernych do modlitwy w intencji przeprowadzanych dziś i jutro w Republice Czeskiej wyborów prezydenckich. Metropolita praski na swojej stronie internetowej www.dominikduka.cz odpowiedział na pytania dotyczące aktualnych zagadnień życia kościelnego i obywatelskiego.

Polub nas na Facebooku!

Pytany, czy poleca któregoś z dwóch kandydatów ubiegających się w drugiej turze o urząd prezydenta [Miloša Zemana i Jiřígo Drahoša] kard. Duka podkreślił, że wybory są kwestią życia obywatelskiego, a nie kościelnego. Tak więc zadaniem Kościoła jest zachęcanie świeckich, by udali się do urn, wskazywanie kryteriów wyboru, ale nie konkretnych kandydatów z imienia i nazwiska. Ludzie są dorośli, mają prawa wyborcze i powinni kierować się swoim sumieniem – zaznaczył prymas Czech. Zauważył, że zapewne nie byłoby nic niewłaściwego w tym, gdyby zdradził na kogo głosuje, ale nie chce czynić nawet tego.

Na pytanie, jaką postawę powinni przyjąć wierni, kard. Duka wskazuje na konieczność modlitwy za ojczyznę oraz pokojową reakcję na wynik wyborów. „Myślę, że ważne jest, by modlić się o dobry wybór prezydenta. A także, aby być zdolnym do zaakceptowania tego, że nie wygrał kandydat mojego serca. I nie oceniać ludzi wokół, gdy mają inny pogląd i dokonali innego wyboru niż ja. To, że ktoś został wybrany, nie oznacza przecież, że jest lepszy niż ten, kto odpadł. Swoją rolę odgrywa tam wiele okoliczności” – zaznaczył metropolita praski.

Kard. Dukę, który 26 kwietnia bieżącego roku skończy 75 lat, pytano, czy posłał już do Ojca Świętego swoją rezygnację z pełnionego urzędu. Prymas Czech zaznaczył, że ma jeszcze na to trzy miesiące, ale na pewno taki list do papieża napisze. Zauważył jednocześnie, że Ojciec Święty nie musi rezygnacji przyjmować natychmiast, a zależy to między innymi od stanu zdrowia biskupa i potrzeb diecezji. Znaczenie w tej kwestii ma także opinia nuncjusza apostolskiego i zalecenia Kongregacji ds. Biskupów.

KAI