Samolot z Franciszkiem wylądował w Maroku

Franciszek przybył do Maroka. O godz. 13 Airbus 320 "Aldo Palazzeschi" włoskich linii lotniczych Alitalia z papieżem wylądował na międzynarodowym lotnisku Rabat-Salé.

Polub nas na Facebooku!

U schodów do samolotu papieża powitał król Mohammed VI. Dwoje dzieci w tradycyjnych strojach ofiarowały Franciszkowi kwiaty. Nie było żadnych wystąpień. Papież i król przeszli przed kompanią reprezentacyjną i udali się do lotniskowego Salonu Królewskiego, gdzie papieżowi na znak powitania ofiarowano daktyle i mleko migdałowe.

Wśród witających byli m.in. arcybiskup Rabaru, abp Cristóbal López Romero, nuncjusz apostolski w Maroko, abp Vito Rallo oraz ambasador Maroka przy Stolicy Apostolskiej Mostapha Arrifi.

Franciszkowi towarzyszy m.in. kard. kard. Pietro Parolin, sekretarz stanu Stolicy Apostolskiej.

Z lotniska papież pojechał wraz Mohammedem VI do centrum Rabatu, gdzie na esplanadzie przed meczetem Hasana odbędzie się oficjalna ceremonia powitania. Następnie przemówi do przedstawicieli narodu marokańskiego, władz, społeczeństwa obywatelskiego i korpusu dyplomatycznego na dziedzińcu przed meczetem Hasana, gigantycznej świątyni ukończonej w 1993 roku, która wznosi się bezpośrednio nad Atlantykiem i ma 210-metrowy minaret – najwyższy na świecie.

KAI

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


 

 



ZE ŚWIATA

Polska misjonarka pisze poruszający list o dramacie w Mozambiku

Mozambik jak Łazarz leży u drzwi świata cały poraniony w oczekiwaniu na jakąkolwiek pomoc - tymi słowami zaczyna się list s. Rozalii J. Paliczki, polskiej misjonarki pracującej obecnie w Mozambiku. Kilka tygodni temu kraj został spustoszony przez cyklon, który "zostawił miliony ludzi bez środków do życia".

Polub nas na Facebooku!

Siostra Rozalia przekazała swój list za pośrednictwem księży werbistów do Caritas Polska.  Caritas udostępniła go w całości, bowiem jest tam ze szczegółami opisany dramat mieszkańców tego i tak ubogiego kraju. Braki jedzenia, braki wody pitnej, zniszczone uprawy, z których ludzie czerpali środki do życia, grasujące po zalanych polach krokodyle – to wszystko teraz dzieje się w Mozambiku. 

Caritas przypomina, że już przekazała kwotę 100 tys. zł na pomoc poszkodowanym, ale apeluje jednocześnie o dalsze wpłaty na ten cel. Uruchomiony został charytatywny serwis SMS. Wiadomość o treści MOZAMBIK można wysyłać pod nr 72052 (koszt: 2,46 zł z VAT).

Oto pełna treść listu s. Rozalii z Mozambiku:

 

Cokolwiek uczyniliście jednemu z tych najmniejszych, mnieście uczynili…

 

Drodzy Przyjaciele Misji,

Mozambik jak Łazarz leży u drzwi świata cały poraniony w oczekiwaniu na jakąkolwiek pomoc. Jestem Misjonarką ze Zgromadzenia Służebnic Ducha Świętego. W Mozambiku jestem już od ponad 20 lat. Obecnie posługuję w środkowej części kraju, w prowincji Manika, diecezji Chimoio, dystrykcie Tambara – w parafii Świętego Karola Lwangi, też dotkniętej cyklonem. Cyklon IDAI zostawił po sobie spustoszenia na skalę, której tu dotąd nie znano. Cyklony nawiedzają cyklicznie Mozambik ale mniejsze, ten był wyjątkowy. Zniszczył praktycznie wszystko, włącznie ze zbiorami i w ten sposób zostawił miliony ludzi bez środków do życia.

 

Minęło już parę dni, ale jeszcze można zauważyć ludzi na drzewach lub dachach w oczekiwaniu na pomoc. Bez jedzenia. Przywiązani do drzewa by nocą nie wpaść do wody, brak sił bo brak pożywienia, wielu jednak nie przeżyło… 
Dramatyczna jest sytuacja Beiry, 1,5-milionowego miasta. Praktycznie je zmiotło z powierzchni ziemi. Kościoły, kaplice, domy zakonne, szkoły, ośrodki zdrowia, sklepy, budynki rządowe i domostwa prywatne, wszystko w ruinach, słupy elektryczne na ziemi…

 

 

Nocą ciemności zalegają miasto czyniąc je przerażającym. Nowa i jedyna droga doprowadzająca do miasta jest rozerwana w 4 miejscach, co czyni miasto jak dotąd niedostępnym dla samochodów, prowiant dowozi się helikopterami lub samolotami. Łodzie poniszczone. Miasto zbudowane jest na depresji, stąd woda schodzi bardzo powoli, suszenie potrwa miesiącami. Zwłoki zmarłych leżą w oczekiwaniu na suchy ląd… Nie ma możliwości skorzystania z ubikacji, łazienki, kranu… Wszystko ląduje w wodzie, którą się potem pije.

 

Wybuch cholery jest więc bardzo prawdopodobny. Nie ma wyjścia, pragnienie jest nie do wytrzymania… Nie ma możliwości zmiany ubrania, wykąpania się… Głód jest ogromny, zaś spożywane jedzenie wystarcza tylko by zmylić żołądek. Racje żywieniowe nie docierają jeszcze do wszystkich.

Przez port w Beirze pochodzi cały transport do środkowej części kraju oraz Zimbabwe i Malawi. Nie ma także paliwa co daje się już odczuć… także nam.

Moja parafia (jeszcze bez kapłana) w powiecie Tambara leży nad wielką rzeką Zambezi. Ludzie uprawiają swoje pola w dolinie rzeki. Z powodu obfitości deszczu otwarto podwoje tamy prądotwórczej, Cahora Bassa w prowincji Tete, co automatycznie spowodowało wylanie rzeki i zatopienie pól. W rzece są krokodyle, te się rozeszły po polach, trzeba uważać. Woda zabrała ze sobą kukurydzę, orzeszki ziemne, sezam, fasolkę…, a co zostało zaczyna kiełkować. Zbiory tutaj są w Kwietniu i Maju, więc prawie… Głód w oczach.

 

Tak wygląda obecnie kościół prowadzony przez misjonarzy werbistów FOT. Ojcowie Werbiści

 

Po opadnięciu wody można będzie na nowo coś posiać, ale jak wytrzymać te parę miesięcy? To też mnie przeraża. Gdzie kupić teraz kukurydzę dla zaspokojenia głodu tych ludzi a potem na posiew? Trzeba będzie pojechać ciężarówka trochę w głąb lądu i zakupić duża ilość… Potrzeba też funduszy…

 

Opatrzność Boża nigdy nie zawodzi… ufamy!
Niech Pan błogosławi tym o otwartym sercu i dłoniach…
Z modlitwą,
s. Rozalia J. Paliczka SSpS


ad/Stacja7

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


 

 



Copy link
Powered by Social Snap